Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Chodzi o raport oddziaływania na środowisko, który zleciło miasto i który miał być podstawą do wycinki drzew. Jak pisze Towarzystwo na rzecz Ziemi „powstał dokument bezwartościowy”, a wydano na niego 227 tysięcy zł.
Stalowa Wola na raport oddziaływania na środowisko wydała ponad 220 tysięcy złotych. Dostała dokument, który nie spełniał żadnych standardów i który został skrytykowany przez Państwową Radę Ochrony Przyrody. “Moim zdaniem dokument, który przedstawiło miasto, nadaje się najwyżej na papier toaletowy” – mówił w OKO.press dr hab. Mateusz Ciechanowski, członek PROP. Towarzystwo na rzecz Ziemi, organizacja przyrodnicza, złożyło w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
O sprawie wycinki w Stalowej Woli informowaliśmy w OKO.press. Miasto planuje stworzyć strefę inwestycyjną tam, gdzie dziś rośnie gęsty, cenny las. Wycinka grozi 900 hektarom lasu (a część już wycięto). Aby firmy mogły powstawać na tym terenie, konieczne będzie również osuszenie mokradeł. Teren został odebrany sprzeciwiającym się inwestycji Lasom Państwowym na mocy specustawy lex Izera. Przyjęta w 2021 roku ustawa miała ułatwić przejęcie gruntów pod budowę fabryki polskiego auta elektrycznego, jednak dodano do niej także las w Stalowej Woli. Jak wyliczali leśnicy, prezydent miasta Lucjusz Nadbereżny za kwotę 45 mln przejął grunty o wartości 680 mln, które może sprzedać szacunkowo za ok. 1 miliard zł.
Szczegółowo sprawę opisywaliśmy tutaj:
Przeczytaj także:
Po społecznym i medialnym nacisku prezydent ogłosił, że robi „krok w tył”.
Sprawą Stalowej Woli zainteresował się wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała, deklarując, że wesprze zarówno mieszkańców, jak i samorząd w poszukiwaniu złotego środka między przyrodą a rozwojem ekonomicznym. Nadbereżny podkreślał jednocześnie, że wycofuje wniosek o wydanie pozwolenia na wycinkę, ale miasto nie chce rezygnować z budowy strefy inwestycyjnej. "Każdy kolejny nowy inwestor i proces inwestycyjny będzie od początku poddawany konsultacjom. Jeśli inwestor złoży wniosek dotyczący 20 hektarów, będziemy zajmować się indywidualnie wylesieniem 20 hektarów” – tłumaczył Lucjusz Nadbereżny.
„Z dużym prawdopodobieństwem należy stwierdzić, że jeśli znajdzie się inwestor (prędzej czy później się znajdzie), to w przyszłości tereny te zostaną przeznaczone pod inwestycje i nastąpi ich wylesienie. Mamy wrażenie, że deklaracje o wstrzymaniu procedury to jedynie odłożenie w czasie nieuniknionego procesu eksterminacji lasu” – pisze Nadleśnictwo Rozwadów w oświadczeniu przesłanym do naszej redakcji.
Spór o las w Stalowej Woli trwa. Jego istotnym elementem jest raport oddziaływania na środowisko, który w 2023 roku zleciło miasto. To ważny dokument, na podstawie którego mogła zostać wydana zgoda na wycinkę.
Okazało się, że został wykonany błędnie i zawiera szereg nieprawidłowości. Leśnicy z Nadleśnictwa Rozwadów zwracali uwagę m.in. że w marginalny sposób opisuje wpływ wylesienia na korytarze migracyjne oraz obszary Natura 2000, zdjęcia z tropami zwierząt są błędnie podpisane, pominięto wpływ wycinki na siedliska wilgotne. Nadleśnictwo zaznaczyło, że wbrew twierdzeniom prezydenta, ten teren jest cenny przyrodniczo. Znajduje się tu kilkadziesiąt hektarów naturalnych wydm, 550 ha lasów na siedliskach wilgotnych. Tutejsze pokłady torfu mogą mieć nawet 5000 lat.
O raporcie wypowiedziała się również Państwowa Rada Ochrony Przyrody, organ doradczy przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
W opinii PROP, na temat raportu, który – podkreślmy raz jeszcze – miał być podstawą do wycięcia 1000 hektarów lasu, czytamy: „Skala i charakter błędów zawartych w tym raporcie budzi wątpliwości co do rzetelności wszystkich innych elementów jego treści, a w szczególności co do wysnuwanych w nim ostatecznie wniosków. Treść raportu nie spełnia podstawowych zasad dobrych praktyk w zakresie inwentaryzacji przyrodniczych i ocen oddziaływania na środowisko, świadczy zaś o wyjątkowej niekompetencji autorów”.
Przeczytaj także:
Sprawą Stalowej Woli zainteresowało się również Towarzystwo na rzecz Ziemi, organizacja przyrodnicza z Małopolski. W sierpniu 2024 r. napisali w mediach społecznościowych: „Wykonany na zlecenie Prezydenta raport, łącznie z innymi dokumentami niezbędnymi dla uzyskania decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia, kosztował budżet gminy ponad 227 tys. zł.”.
Organizacja dodaje: „W tej sytuacji nie powinno dziwić, dlaczego zadłużenie na mieszkańca Stalowej Woli osiągnęło już kwotę 5454 zł”. O sprawie powiadomiła prokuraturę.
W zawiadomieniu czytamy, że miasto zamówiło raport i wydało publiczne pieniądze, a w efekcie "powstały dokumenty bezwartościowe, jedynie pozornie spełniające warunki legalności, które w żaden sposób nie mogły być podstawą wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach".
Towarzystwo na rzecz Ziemi ocenia, że „mogło dojść do niedopełnienia obowiązków, przekroczenia uprawnień, naruszenia przepisów ustawy prawo zamówień publicznych, a przede wszystkim niegospodarności i wyrządzenia gminie Stalowa Wola znacznej szkody majątkowej”.