Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Cztery dni po ataku na Moskwę i w chwili, gdy na Krymie nie ma paliwa, a prąd jest od czasu do czasu i zaczynają się kłopoty w sklepach, Putin w końcu zabrał głos. Jego zdaniem koleje wojny ważą się pod Konstantyniwką
Władimir Putin po raz pierwszy od ogromnego ukraińskiego ataku dronowego na Moskwę 16 czerwca zabrał głos w sprawie wojny w Ukrainie. Do dziś wypowiadał się tylko na temat współpracy z grupą państw ASEAN albo wdrażania nowoczesnych technologii w medycynie.
We wtorek 23 czerwca Putin spotkał się z absolwentami uczelni wojskowych i objaśnił ich w kwestii dronów nad Rosją: „Więc te drony, te ataki na infrastrukturę cywilną [w Rosji]. Po co? Żeby zdestabilizować społeczeństwo. Oczywiście, biorąc pod uwagę tak ogromny wpływ, przy zaangażowaniu całego Zachodu, te drony latają w ogromnych ilościach, żeby wywołać niepewność co do działań rosyjskich sił zbrojnych, a to, co dzieje się na linii frontu, jest pomijane” – powiedział.
Zapewnił też, że jego armia cały czas posuwa się w Ukrainie do przodu, a realia frontowe wyglądają jego zdaniem tak: „Tam chłopaki codziennie ich walą, każdego dnia idą – dotrzemy tam, gdzie trzeba”.
„Teraz nasi ludzie naciskają na nich, naciskają na nich we wszystkich obszarach kontaktów wojskowych. We wszystkich obszarach. Nie ma ani jednego miejsca, gdzie byłoby odwrotnie”. Zdaniem Putina wojna rozstrzyga się pod Konstantynówką: „Nasi ludzie praktycznie przejmują teraz Kostantynówkę. Ale niektórzy wciąż siedzą w piwnicach, chowają się i odpowiadają ogniem. Mówią: »to szara strefa«. Świetnie, szara strefa”.
W przemówieniu były też te same groźby, co zawsze: „Jesteśmy gotowi szybko i adekwatnie reagować na wszelkie zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne”.
Putin nadal przebywa w świecie, w którym wojna nie zmieniła charakteru. Liczy się front i to, co na froncie, technologie wojskowe są takie, jakie były. Putin najwyraźniej odrzuca myśl, że dziś nie ma liniowego frontu, tylko szeroka strefa śmierci kontrolowana przez drony. Całkowicie też bagatelizuje doniesienia o atakach ukraińskich dronów na Rosję. Sądzi, że to akcja, która ma odwrócić uwagę świata od „rosyjskich sukcesów na froncie”.
Jest to całkowicie zgodne z tym, co od kilku dni opowiada rosyjska propaganda. O tym, że ataki dronowe na Moskwę są „tematem zastępczym”, a przecież Rosja ma „tak piękne efekty” w atakowaniu ukraińskich miast, mówił już 19 czerwca rzecznik Putina Pieskow.
Wedle oficjalnego kremlowskiego przekazu w mediach, ukraińskie drony nie są też owocem ukraińskiej myśli technicznej. Ukraina tylko je u siebie „składa” z zachodnich komponentów. Wierzy w to także Putin — w rosyjskim przekazie nie ma słowa o tym, że ukraińskie doświadczenie w produkcji i używaniu dronów jest teraz rozchwytywane na świecie. Putin zaś uważa, że jego przewaga na froncie wynika z tego, że rosyjski przemysł zbrojeniowy jest „suwerenny” i krajowy.
Także ataki na Rosję nie są straszne, bo tak jak w latach II wojny światowej Rosjanie wytrwają, a „zniszczenia się odbuduje” („Wiesti Niedieli”, 21 czerwca). Putin wierzy, że wojna rozstrzygnie się w Donbasie, który zamierza zdobyć. Przy czym, jak ogłosił doradca Putina Uszakow, nie liczy tu już na pomoc USA, które złamały słowo dane Putinowi na Alasce w sierpniu 2025 r. (że Donbas Rosji oddadzą)
Propaganda Kremla, wiernie notując coraz mniej składne zdania „naczelnego wodza”, ujawnia w różnych szczegółach jego anachroniczność. Nie może np. zrozumieć wojny dronowej ani tego, czym są wyłączenia prądu w Rosji, bo nie używa np. internetu. Dlatego też np. opublikowany w sieci list prezydenta Ukrainy z wezwaniem do rozmów nazywa „kartką papieru” („Przysłał ten kawałek papieru”).
Głównym punktem odniesienia Putina w narracji o tej wojnie nadal jest II wojna światowa. I nadzieja, że siły w Europie, które popierają Ukrainę, stracą władzę w najbliższym czasie.
Innego pomysłu ani Putin, ani jego propaganda nie mają.
Tymczasem rzeczywistą sytuację na wojnie opisuje w cotygodniowej analizie dla OKO.press płk Piotr Lewandowski:
Przeczytaj także: