Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Po dwóch godzinach w środę wieczorem zakończyła się trzecia runda bezpośrednich rozmów ukraińsko-rosyjskich w Stambule. Zgodnie z przewidywaniami – i zapowiedziami Kremla – nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć, gdyż „stanowiska stron są bardzo odległe”.
Rosja przywiązuje jednak do tych rozmów dużą propagandową rolę: ma pokazać poddanym Putina a także Donaldowi Trumpowi, że Putin nie ogranicza się tylko do ostrzeliwania Ukrainy, czego z kolei skutkiem jest coraz bardziej dotkliwy ukraiński ostrzał Rosji.
Za 41 dni – jak skrupulatnie wylicza propaganda Kremla – minie termin, jaki Trump dał Putinowi na rozwiązanie konfliktu w Ukrainie.
Środowe ustalenia ograniczyły się do „bezterminowej zgody” – jak ogłosił szef rosyjskiej delegacji, asystent Putina Miedinski – na wymianę ciężko rannych i chorych bezpośrednio na linii frontu. Szef delegacji ukraińskiej Rustem Umerow, były minister obrony a obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, powiedział natomiast (na zdjęciu u góry), że strona rosyjska zgodziła się na powrót osób przetrzymywanych w niewoli od ponad trzech lat, w tym ciężko rannych i młodych. Ponadto w wymianie humanitarnej wolność ma odzyskać ponad 1200 osób
Putin ustąpił też o tyle, że jego delegacja przestała wykluczać spotkanie władcy Kremla z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Ale nie wiadomo, kiedy, bo takie spotkanie „trzeba dobrze przygotować.
Putin nie mógł za bardzo odmówić. Propozycja ukraińska – wedle Umerowa – była taka: do końca sierpnia odbędzie się spotkanie przywódców z udziałem prezydenta Turcji Recepa Erdogana i prezydenta USA Donalda Trumpa.
„To aktywna i długoterminowa oferta, która może wejść w życie w dowolnym momencie. Jeśli Putin wyjdzie jutro i powie: »Chcę się spotkać z prezydentem Zełenskim«, prezydent Zełenski będzie gotowy spotkać się z nim jutro. Dlaczego nalegamy na spotkanie przywódców? Ponieważ, oczywiście, rozumiemy, że w Rosji jest tylko jedna osoba, która podejmuje decyzje. A jeśli chcemy podjąć ważną decyzję w sprawie zawieszenia broni i innych decyzji, potrzebujemy tej osoby w pokoju. Dlaczego tak trudno jest się spotkać i zacząć rozmawiać? Myślę, że to otwarte pytanie i musimy zwrócić się z nim do Kremla” – powiedział po rozmowach w Stambule rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tykhyi.
Z rosyjskich komentarzy wynika jednak, że Kreml uważa spotkanie Putina z Zełenskim za możliwe, o ile będzie temu towarzyszyło podpisanie umowy pokojowej, czyli kapitulacji Ukrainy. Wcześniej jednak Moskwa takie spotkanie wykluczała w ogóle, podkreślając, że Wołodymyr Zełenski nie ma już żadnego mandatu, bo jego kadencja się skończyła (Putin ignoruje fakt, że w czasie wojny nie da się przeprowadzić wyborów).
Rosjanie obstawali przy konieczności „zagwarantowania celów Rosji”. Gotowi są na 24-48 godzinne zawieszenie broni i chcą wydać kolejne ciała zabitych ukraińskich żołnierzy (wydali ich już 7 tys., a mają jeszcze 3 tys.). Spektakl z „wydawaniem ciał” bardzo Moskwie pasuje, bo może wtedy pokazywać poddanym Putina, jak wielkie są ukraińskie straty. Co odwraca uwagę od strat Rosji. Zaś niechęć Ukrainy do brania białych worków z rosyjskich chłodni jak leci, bez sprawdzenia, czy to rzeczywiście ukraińscy polegli, czy też Rosjanie, propaganda tłumaczy niechęcią Kijowa do wypłaty odszkodowań rodzinom. Co akurat jest coraz bardziej dotkliwym problemem w Rosji.
Na koniec Moskwa zaproponowała Ukrainie utworzenie grup roboczych, które mają „pracować online”. Nie jest to sposób na uzgodnienie czegokolwiek, bo taka „grupa” w Rosji nic nie może. Ukraina na tę propozycję nie odpowiedziała.
Obecne spotkanie poprzedziły dwie inne tury rozmów w Stambule: 15 maja i 2 czerwca. Obyły się pod naciskiem Trumpa. Na pierwszym spotkaniu strony ustaliły, że przedstawią swoje warunki zakończenia wojny na piśmie. Na kolejnym – przekazały je sobie.
Ukraina domaga się rozejmu na linii frontu. Rozmowy o terytoriach i rekompensatach dla Ukrainy za straty mogą odbyć się w kolejnym kroku. I to tylko wtedy, gdy Rosja dotrzyma warunków rozejmu.
Warunki Moskwy są niezmienne: Ukraina ma się poddać, rozbroić, wycofać całkowicie z anektowanych przez Putina na papierze, ale nie zdobytych regionów, uznać aneksję Krymu, zmienić władze i prawo tak, by to odpowiadało interesom Rosji. I wyrzec się prozachodnich aspiracji.
Można jednak powiedzieć, że sukcesem Trumpa jest to, że Putin w końcu spisał swoje roszczenia – poprzednio opowiadał ogólnie o „demilitaryzacji”, „denuklearyzacji” i „denazyfikacji” Ukrainy. Teraz są już konkrety. Trump mówi o tym, że Putin chce „wszystkiego” a „wszystkiego" dostać raczej nie może.
Kreml o żadnych ustępstwach na razie nie chce słyszeć. Tyle że jego propaganda zaczęła ostatnio przebąkiwać, że w relacjach rosyjsko-amerykańskich „są ważniejsze sprawy niż Ukraina”.
W Ukrainie kolejna runda rokowań nie robiła większego wrażenia, bo w 17 ukraińskich miastach wieczorem odbywały się protesty przeciwko ustawie ograniczającej niezależność antykorupcyjnej agencji NABU.
W Rosji radość wzbudził fakt, że rozmowy w Stambule prowadzone były po rosyjsku. To język znany Ukraińcom, ale gospodarze spotkania Turcy zawsze na wszelki wypadek zapewniają tłumaczy ukraińskich i rosyjskich.
Przeczytaj także: