Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent Ukrainy chce budowy Panteonu Narodowego, w którym zostaną upamiętnione osoby walczące o wolność tego kraju. Decyzję ogłoszono w Dniu Konstytucji. „Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” – ogłosił Wołodymyr Zełenski. Wśród polskich polityków zawrzało
Projekt ustawy przewidującej utworzenie Panteonu Narodowego w Ukrainie skierował do Rady Najwyższej sam prezydent. Panteon, jak podniósł Zełenski, ma być miejscem symbolicznego uhonorowania wszystkich tych, którzy dziś i na przestrzeni wieków walczyli o wolność i niepodległość Ukrainy.
„Nazwiska wszystkich bohaterów, którzy w różnych epokach i stuleciach walczyli o Ukrainę oraz inspirowali Ukrainę, zostaną zebrane i na zawsze zapisane w naszej historii – wielką literą, z najwyższym szacunkiem i należytą troską ze strony naszego państwa, Ukrainy, które szanuje samo siebie, ceni swoich obywateli i chroni to, co do niego należy. Nasze prawo do bycia Ukraińcami. To jest bardzo ważne” – powiedział Wołodymyr Zełenski.
Z projektu ustawy wynika, że w ukraińskim Panteonie Narodowym może zostać uczczona pamięć:
W projekcie czytamy, że do Panteonu nie trafią nazwiska osób, na których ciążą prawomocne wyroki skazujące za przestępstwa z zakresu bezpieczeństwa narodowego Ukrainy, przeciwko pokojowi, bezpieczeństwu ludzkości i międzynarodowemu porządkowi prawnemu, albo które są karane z ukrainskich zapisów:
Zełeński, informując o przygotowanym projekcie, dodał, że:
„Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” – mówił w Dniu Konstytucji Ukrainy prezydent.
W podobnym tonie wypowiedział się szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy, Kyryło Budanow. „Już nigdy nikt nie będzie dyktował Ukraińcom, jakich bohaterów mają czcić, jakie święta obchodzić ani jakiej historii się uczyć. Nasi przodkowie przez stulecia walczyli o prawo do wolności wyboru i niepodległości państwa. Dziś za to samo prawo nasi żołnierze przelewają krew. Pamięć o nich musi trwać wiecznie” – napisał na X.
Trudno tej wypowiedzi nie wiązać ze sporem, jaki od kilku tygodni toczy się na linii relacji polsko-ukraińskiej po tym, jak jedna z tamtejszych jednostek wojskowych została nazwana imieniem „bohaterów UPA”.
Polscy politycy, niezależnie od politycznych upodobań, już – krytycznie – odnieśli się do słów prezydenta Ukrainy, zbijając przy tym polityczny kapitał.
Były premier Mateusz Morawiecki uznał, że słowa prezydenta Ukrainy są „policzkiem wymierzonym Polsce”. Obwinił o to „służalczą politykę rządu Donalda Tuska, który (...) pozwala Kijowi przekraczać kolejne granice”.
„Ukraina nie będzie nam mówić, że ludobójcy z UPA i Bandera są ”bohaterami„, których nikt nie ma prawa oceniać. Polska ma nie tylko prawo, ale obowiązek powiedzieć jasno: kult zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordowanie polskich dzieci, kobiet i całych wsi zamyka Ukrainie drogę do europejskiej wspólnoty wartości” – napisał na X były premier, który zażądał od polskiego rządu zakończenia rozmów dot. negocjcaji Ukrainy z Unią Europejską.
„Ukraina nie chce wchodzić do UE przez przedsionek Polski, chce wejść od razu przez Bramę Brandenburską” – okrzyknęła na X Anna Maria Żukowska z Lewicy. „Ponieważ po Sowietach odziedziczyła przekonanie, że Polska to żadna Europa. Europa zaczyna się dopiero w Berlinie Zachodnim. Polska z tej odbudowy będzie miała mniej więcej tyle, co z odbudowy Iraku. Nikt nas tak naprawdę tam nie chce” – napisała przewodnicząca klubu Lewicy.
„Jeśli Zełenski sądzi, że eskalując konflikt z Polską, Ukraina wejdzie do UE, to może bardzo się rozczarować” – napisał z kolei poseł KO Robert Kropiwnicki. A Hanna Gronkiewicz-Waltz, była prezydentka Warszawy z ramienia KO porównała postawę Zełenskiego do Winstona Churchilla.
„Wiele miesięcy temu powiedziałam w PE, że Ukraina wygra wojnę z Rosją. Ale prezydent Zełenski w ramach poszerzenia wiedzy o faktach historycznych powinien wiedzieć, że Churchill, który wygrał II wojnę światową jako jedyny lider ówczesnej Europy, przegrał wybory. I przestrzegam Zełenskiego przed ewentualnymi rządami generałów. Niech cierpliwie czeka na następne wybory. Churchill wygrał” – napisała Gronkiewicz-Waltz na X.
27 maja Zełenski ogłosił, że nadał imię „Bohaterów UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii) Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.
Przeczytaj także:
Ukraińska Powstańcza Armia to dla Ukraińców symbol walki z Rosją. Dla Polaków jednak UPA nieodwracalnie wiąże się ze zbrodnią wołyńską. „Pamięć o niepodległościowym podziemiu daje Ukraińcom siłę w walce z rosyjskim agresorem, a UPA w powszechnym odbiorze nie jest kojarzona z rzezią wołyńską” — pisał na łamach OKO.press Edwin Bendyk.
Były prezydent Aleksander Kwaśniewski również ocenił w rozmowie z OKO.press, że dla wielu Ukraińców UPA pozostaje przede wszystkim symbolem walki o niepodległość, a świadomość znaczenia zbrodni wołyńskiej jest na Ukrainie znacznie mniejsza niż w Polsce.
Decyzja prezydenta Ukrainy, związana najpewniej z chęcią zwrócenia się Zełenskiego w stronę konserwatywnego elektoratu i obudzenia propatriotycznych postaw, których finałem mógłby być wzrost liczby osób, która zaciąga się do ukraińskiej armii, rozsierdził relacje polsko-ukraińskie.
Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu order Orła Białego, byli prezydenci Ukrainy – Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko – sami zrzekli się Orderu, a wysokiej rangi urzędnicy, w tym minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oraz ambasador w Polsce Wasyl Bodnar, oddali polskie odznaczenia państwowe. Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział zwrot ukraińskiego Orderu Księcia Jarosława Mądrego. Relacje polsko-ukraińskie są napięte, prezydent Ukrainy nie przyjechał do Polski na Konferencję Odbudowy Ukrainy.
Anna Mierzyńska z OKO.press, w toku internetowego śledztwa ustaliła, że zanim Nawrocki ogłosił, że może odebrać Zełenskiemu Orderu Orła Białego, pomysł propagowały osoby szerzące treści zbieżne z kremlowską propagandą, m.in. Małgorzata Zych i Leszek Miller. A podsuwały go białoruskie i rosyjskie kanały propagandowe.
Przeczytaj także:
„To nie jest epizod pogodowy”. 50 naukowców zwróciło się z dramatycznym apelem do parlamentarzystów o rozpoczęcie debaty o sposobach ograniczania przyczyn kryzysu klimatycznego. „Polacy właśnie rozpoczęli wakacje w warunkach jednej z najintensywniejszych fal upałów, jakie dotknęły nasz kraj w ostatnich latach” .
„To, czego doświadczamy na początku tegorocznych wakacji, nie jest pojedynczym epizodem pogodowym. Jest częścią długoterminowego trendu ocieplania się klimatu, którego konsekwencje środowiska naukowe opisują od wielu lat” – piszą sygnatariusze apelu.
"Wciąż brakuje spójnej, opartej na wiedzy naukowej strategii przygotowania Polski na coraz częstsze fale upałów, susze i gwałtowne opady. Brakuje systemowych działań
„Każdy hektar zniszczonego lasu, osuszonego torfowiska czy wyciętej alei starych drzew oznacza utratę naturalnych mechanizmów chroniących społeczeństwo przed skutkami suszy, upałów i powodzi, której nie zastąpi żaden fundusz odbudowy”.
Przeczytaj także:
Polacy właśnie rozpoczęli wakacje w warunkach jednej z najintensywniejszych fal upałów, jakie dotknęły nasz kraj w ostatnich latach. Prognozy meteorologiczne wskazują, że w wielu miejscach Polski temperatury przez kolejne godziny będą przekraczać 35°C, a noce nie przyniosą oczekiwanego i tak nam wszystkim potrzebnego ochłodzenia.
Dla milionów osób oznacza to nie tylko dyskomfort, lecz także realne zagrożenie dla zdrowia.
Mieszkańcy miast szukają schronienia w klimatyzowanych pomieszczeniach, rodzice ograniczają aktywności dzieci na świeżym powietrzu, a seniorzy i osoby przewlekle chore trafiają do szpitali z powodu odwodnienia i przegrzania organizmu. W popularnych miejscowościach wypoczynkowych nad morzem, jeziorami i rzekami tłumy szukają ochłody, podczas gdy w wielu regionach kraju utrzymuje się niski poziom wód, będący skutkiem długotrwałej suszy. Rolnicy alarmują o stratach w uprawach, które przełożą się na wzrost cen żywności odczuwalny przez wszystkich obywateli.
To, czego doświadczamy na początku tegorocznych wakacji, nie jest pojedynczym epizodem pogodowym. Jest częścią długoterminowego trendu ocieplania się klimatu, którego konsekwencje środowiska naukowe opisują od wielu lat.
Coraz częstsze i dłuższe fale upałów, przedłużające się okresy suszy oraz gwałtowne opady i nawałnice stają się trwałym elementem rzeczywistości społecznej, gospodarczej i przyrodniczej Polski.
Konsekwencje tych zmian są już widoczne. Rosną koszty energii potrzebnej do chłodzenia budynków, zwiększa się liczba hospitalizacji związanych z wysokimi temperaturami, pogarszają się warunki życia w gęsto zabudowanych miastach, a przyroda doświadcza coraz większej presji. Coraz częściej zagrożone są również podstawowe elementy bezpieczeństwa obywateli – dostęp do wody, stabilność produkcji żywności czy odporność infrastruktury na ekstremalne zjawiska pogodowe.
Chcemy przy tym podkreślić, że przyroda nie jest jedynie ofiarą kryzysu klimatycznego. Jest jednym z najbardziej skutecznych narzędzi obrony obywateli przed jego skutkami. Każdy hektar zniszczonego lasu, osuszonego torfowiska czy wyciętej alei starych drzew oznacza utratę naturalnych mechanizmów chroniących społeczeństwo przed skutkami suszy, upałów i powodzi, której nie zastąpi żaden fundusz odbudowy. Ochrona przyrody pozostaje najbardziej niedocenionym instrumentem polityki klimatycznej.
Od lat ostrzegamy przed skutkami zaniechań w obu tych obszarach. Władze mają pełen dostęp do komunikatów Komitetu ds Kryzysu Klimatycznego Polskiej Akademii Nauk.
Niestety, nadal nie widzimy działań politycznych odpowiadających skali zagrożenia. Kolejne rządy zbyt długo odkładały decyzje dotyczące transformacji energetycznej i adaptacji do zmiany klimatu, podczas gdy obywatele, samorządy i przedsiębiorcy coraz częściej samodzielnie podejmują wysiłki zmniejszania emisji i dostosowywania się do nowych warunków.
Wciąż brakuje spójnej, opartej na wiedzy naukowej strategii przygotowania Polski na coraz częstsze fale upałów, susze i gwałtowne opady. Brakuje systemowych działań chroniących mieszkańców przed przegrzewaniem miast, zwiększających retencję wody, wzmacniających odporność infrastruktury oraz wspierających społeczności najbardziej narażone na skutki zmiany klimatu.
Dlatego apelujemy o rozpoczęcie poważnej debaty parlamentarnej na temat sposobów ograniczania przyczyn kryzysu klimatycznego oraz przyspieszenia działań adaptacyjnych. Pytamy: jakie działania podejmuje państwo, aby chronić obywateli przed skutkami zmiany klimatu wywołanej działalnością człowieka?
Pierwsze dni tegorocznych wakacji pokazały, że problem nie należy do odległej przyszłości. Jest obecny tu i teraz – na ulicach naszych miast, w gospodarstwach rolnych, w szpitalach, w domach osób starszych i na terenach wypoczynkowych. Każdy kolejny rok zwłoki będzie zwiększał koszty społeczne, gospodarcze i środowiskowe.
Bez zdecydowanych działań trudno będzie zapewnić bezpieczną przyszłość obywatelom Polski. Jesteśmy otwarci na rozmowę i gotowi wspierać Państwa pracę nad mapą drogową dekarbonizacji i działań adaptacyjnych, zgodną z najnowszą wiedzą naukową.
W specjalnym nadzwyczajnym wywiadzie telewizyjnym Putin zapewnił w niedzielę, że uderzenia ukraińskie na Rosję powodują szkody w systemie energetycznym, ale nie są to „szkody krytyczne”. Ujawnił, że prowadzi negocjacje z Ukrainą, choć wcześniej powtarzał, że to w ogóle niemożliwe. Ciągle liczy na amerykańskie pośrednictwo.
Po raz drugi tego samego dnia, 28 czerwca telewizja przerwała stały wieczorny program, by donieść o działaniach Putina.
Tym razem było nie tylko o ropie, ale o bezpieczeństwie energetycznym Rosji w ogóle. „Dziennikarz” Zarubin miał trzy pytania, oczywiście przygotowane wcześniej: o ukraińskie ataki, o kontakty ze stroną ukraińską (mimo że do tej pory Kreml powtarzał, że takich kontaktów nie ma i być nie może) i o sytuację na froncie.
Na pierwsze pytanie Putin odpowiedział ogólnie, na drugie – ujawnił rzeczy nowe (jeśli są prawdziwe), a na trzecie – z drobiazgową dokładnością opowiadał o sytuacji na froncie.
W sprawie ataków ukraińskich Putin po raz pierwszy przyznał, że nie są tylko objawem desperacji Ukrainy, która wedle Putina ma przegrywać na froncie. Ataki na Rosję stwarzają realne problemy i utrudniają życie mieszkańcom (na wcześniejszym spotkaniu z ministrami i oligarchami Putin mówił o kolejkach na stacjach benzynowych, ale nie objaśnił, skąd się one wzięły; teraz przyznał się także do problemów z energią elektryczną).
Putin zapewnił, że wystarczy tylko zwiększyć produkcję środków obrony przeciwlotniczej, a problem będzie rozwiązany.
Przy czym „Rosja te środki ma”, a pozostaje do rozwiązania „kwestia produkcji”.
Podkreślił, że szkody są usuwane i po raz kolejny zapewnił, że nie są krytyczne. A celem ich jest „także” (zmiana narracji – z „tylko” na „także”) wprowadzenie zaniepokojenia i zniechęcenia w rosyjskim społeczeństwie, a następnie zatrzymanie rosyjskiego frontu. „Nie dopuścimy do tego” – zapewnił. A następnie zaprzeczył sam sobie, ogłaszając po raz kolejny, że ukraińskie ataki nie wpływają na sytuację na froncie. Więc niby nie ma do czego nie dopuszczać.
Krym ma zapasy paliw na kilka dni, a ministrowie zapewnili Putina, że zorganizują dostawy „lądem i morzem”. „Rosja będzie również importować energię, aby pokryć deficyt energetyczny” – powiedział Putin.
Ta część wypowiedzi zawierała pewne nowości, a skierowana była najwyraźniej do Amerykanów. Putin bowiem pokreślił w wywiadzie, że jest gotów na kolejne rozmowy z Amerykanami. Teraz więc Putin oznajmił, że choć 4 czerwca publicznie odmówił rozmów z prezydentem Ukrainy, to Ukraina i Rosja prowadzą rozmowy o zakończeniu wojny cały czas.
„Tak, rzeczywiście, kontakty [dotyczące Ukrainy] istnieją; zostały nawiązane w kilku obszarach, na kilku płaszczyznach. Nie widzę tu żadnych tajemnic. Są też nowe propozycje, a Rosja dokładnie je rozważa” – oznajmił Putin.
Ukraińcy proponują wedle Putina m.in. ograniczenie działań wojennych do czterech obwodów: ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i charkowskiego. Wyłączyłoby to spod działań wojennych obwody: sumski, charkowski, mikołajewski i dniepropietrowski. Ukraina miała też proponować zatrzymanie ataków w głąb obu państw. To – zdaniem Putina – ma dowodzić, że rosyjskie ataki na Ukrainę są „potężniejsze i bardziej destrukcyjne” niż ukraińskie na Rosję. Rosja się na to nie zgodzi, bo w te sposób Ukraińcy mogliby przesunąć wojska z obwodu sumskiego do Donbasu. W obwodzie sumskim Rosja nie ma żadnych interesów („do miasteczka Sumy zostało nam tylko 10 kilometrów, innych planów nie mamy”), ale musi ukarać Ukrainę za atak na sąsiadujący z nim obwód kurski w 2024 r. Więc zdobędzie tam sobie „strefę bezpieczeństwa”.
Następnie Putin przeszedł do niezwykle szczegółowego i długiego opisu sytuacji na froncie. Omówił sytuację z nazwami miejscowości i oddziałów – podawał więc detale, których zabrakło w części wypowiedzi dotyczącej sytuacji w Rosji. Twierdził, że są to dane „obiektywne”, bo potwierdzane przez rosyjskich „korespondentów wojskowych”. I po raz kolejny zapewnił, że Rosja osiągnie „wszystkie cele”. Są nimi obecnie „ostateczne wyzwolenie Donbasu i Noworosji”, czyli czterech obwodów Ukrainy (ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i charkowskiego) inkorporowanych do Rosji w 2022 r., ale do tej pory niezdobytych.
Wypowiedź nie zawierała gróźb pod adresem Zachodu. Ale Putin „nie wykluczył, że ukraińskie siły zbrojne podejmą próbę przeprowadzenia operacji dywersyjnej, aby odwrócić uwagę Rosji i jej wojsk od jej głównego celu – ostatecznego wyzwolenia Donbasu i Noworosji”.
Wywiad z nadwornym propagandystą Zarubinem, nadawany bez przygotowania, w pośpiechu i pod koniec dziennika (na zdjęciu) świadczy o dużym napięciu na Kremlu. Putin starała się pokazać jako ktoś, kto zna sytuację i nad nią panuje.
Opowieść o negocjacjach z Ukrainą miała najwyraźniej pokazać Putina jako kogoś gotowego do negocjacji – ale na tzw. warunkach Anchorage. Kreml od jesieni 2025 r. powtarza, że Trump obiecał Putinowi cztery ukraińskie obwody oraz liczne ustępstwa Ukrainy. Amerykanie twierdzą, że nic takiego nie miało miejsca, a Rosja po prostu nie jest zainteresowana przerwaniem wojny. Putin na początku czerwca publicznie odmówił spotkania z prezydentem Zełenskim, kiedy ten w otwartym liście zaproponował mu bezpośrednie negocjacje. Potem zadzwonił do Trumpa z życzeniami urodzinowymi i wymógł od niego zapewnienie, że „wkrótce” przyjadą na Kreml zięć Trumpa Kushner i partner biznesowy Witkoff. I podejmą zawieszone negocjacje. Ale amerykańska delegacja w Moskwie się nie pojawiła i po miesiącu nie ma nawet wstępnych terminów spotkania.
Tymczasem minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha powiedział 28 czerwca, że wiara Rosji w „porozumienia” osiągnięte ze Stanami Zjednoczonymi podczas zeszłorocznego szczytu na Alasce okazała się błędna. „Rzeczywistość jasno pokazuje jedno: jeśli »Duch Anchorage« w ogóle istniał, to z pewnością już nie żyje” – powiedziała Sybiha.
To, co teraz Putin opowiada o kontaktach z Ukraińcami, świadczy jednak o tym, że Kreml szuka wyjścia z wojny z twarzą. Wcześniej oficjalna wersja brzmiała: z Ukrainą Rosja nie rozmawia, bo nie ma o czym i z kim. Władze Ukrainy są nielegalne, a Ukraina jest pachołkiem Zachodu – więc kwestię jej losów należy załatwić z Ameryką. Lista rosyjskich żądań jesienią 2025 r. liczyła ponad 20 punktów (a były też tam punkty dotyczące Polski). Teraz została w wywiadzie telewizyjnym zredukowana do roszczeń terytorialnych. Nadal jednak zakłada, że Ukraina miałaby oddać Rosji dolny bieg Dniepru.
Wewnętrzny odbiorca ma z tego wszystkiego zrozumieć, że Putin pragnie pokoju i nie jest winien wojnie.
Przesłanie było jednak najwyraźniej majstrowane pospiesznie, bo z rewelacji Putina wynika, że Ukraina ze wszystkich sił chce oszczędzić swój kraj i obywateli, a Rosja skupiona jest na zdobywaniu ruin będących pod kontrolą dronów.
Komentarzy strony ukraińskiej jeszcze nie ma.
Przeczytaj także:
Na niedzielnym spotkaniu na szczycie w sprawie problemów z paliwem w Rosji Putin po raz pierwszy przyznał się do kłopotów i do tego, że na stacjach benzynowych brakuje paliwa. Wezwał podwładnych, by temu zaradzili „systemowo”.
Wieczorem 28 czerwca Putin odbył spotkanie z naftowymi oligarchami, ministrami i merem Moskwy na temat sytuacji paliwowej w Rosji. Po raz pierwszy przyznał, że w Rosji z powodu ukraińskich ataków są kłopoty z paliwem: na stacjach benzynowych tworzą się kolejki i nie wiadomo, jak uda się przeprowadzić żniwa bez oleju napędowego dla maszyn rolniczych.
Putin z jednej strony opowiadał, że sytuacja jest pod kontrolą, Rosja ma zapasy paliw („ich spadek jest niewielki, ledwie 4 proc.”), a „już w lipcu” ich produkcja wzrośnie. Z drugiej strony domagał się od rządu działań nadzwyczajnych, a od wojska – przeciwdziałania ukraińskim atakom.
„Dobrze wiecie, że problemy utrzymują się zarówno dla kierowców, jak i firm. Niestety, na stacjach benzynowych tworzą się kolejki i nie zawsze udaje się znaleźć odpowiednią benzynę. Oczywiście rozumiemy trudności, z jakimi borykają się producenci rolni i gospodarstwa rolne w okresie letnim”.
„Musimy dołożyć wszelkich starań, aby przedsiębiorstwa rolne przestrzegały sezonowych harmonogramów dostaw paliw. Od tego zależą plony”.
„Uważam, że aby ustabilizować rynek paliw, konieczne jest podjęcie działań systemowych, adekwatnych do skali obecnych wyzwań. Obejmuje to zwiększenie podaży i utrzymanie ekonomicznie uzasadnionych cen paliw”.
„Ponadto, w interesie krajowych konsumentów, wprowadzono tymczasowy, całkowity zakaz eksportu benzyny i paliwa lotniczego. Rozważana jest również konieczność wprowadzenia całkowitego zakazu eksportu oleju napędowego”.
„Dzisiaj, podczas szerokiego spotkania z szefami naszych głównych firm energetycznych, proponuję, abyśmy rozważyli dodatkowe rozwiązania mające na celu zapewnienie nieprzerwanych, stabilnych dostaw paliwa dla obywateli i przedsiębiorstw, przedsiębiorstw i organizacji o znaczeniu społecznym, a także omówili, w jaki sposób wdrażane są decyzje już podjęte w tym zakresie”.
Spotkanie odbyło się w gronie najbliższych współpracowników Putina: ministra obrony Biełousowa, ministra finansów Siłuanowa, mera Moskwy Sobianina, prezesa Rosniefti Sieczina, prezesa Gazpromu Miller i udziałowca Łukoilu Alekpierowa.
Z oficjalnych doniesień wynika, że Putin pochwalił za działania właśnie oligarchów – a nie ministrów: „Chciałbym szczególnie podkreślić, że w obecnej sytuacji najważniejsze firmy, w tym prywatne, okazują się wiarygodnymi partnerami państwa. Nietypowe wyzwania, które się pojawiają, są rozwiązywane w sposób jasny, szybki i kompetentny, w interesie kraju i naszych obywateli”.
28 czerwca Ukraińcy trafili dwie kolejne rafinerie: w Sławiańsku i w Jarosławiu. W sobotę zniszczyli kluczową dla Moskwy przepompownię gazu Wtorowo, fabrykę zbrojeniową w Wołgogradzie. W piątek – zakłady azotowe w Nowomoskowsku koło Tuły, w czwartek – dwie rafinerie w Ufie i magazyny ropy na Krymie. Na półwyspie obowiązuje od piątku stan wyjątkowy. Władze obiecują przywrócenie zasilenia, po czym następuje kolejny ukraiński atak. Ataki dronowe na Moskwę odbywają się codziennie.
Propaganda Kremla przedstawia jednak cały czas te kłopoty jako „przejściowe”, zaczyna się jednak odwoływać do „patriotyzmu” poddanych Putina i zapewnia, że – zwłaszcza na Krymie – „wszystko wytrzymają”. Narracja o „przejściowości” braków jest ogólna i konstruowana na podstawie założenia, że za jakiś czas uszkodzone rafinerie wrócą do pracy (naprawy te w nowomowie Kremla nazywają się „nieplanowanymi”). Nikt nie stawia publicznie pytania, co będzie, jeśli Ukraińcy znowu je zniszczą. Z niedzielnego sprawozdania ze spotkania u Putina nie wynikało, by ktokolwiek wspomniał tam o ataku na Sławiańsk i Jarosław. O uderzeniach w rafinerie w ogóle się w rosyjskiej telewizji nie mówi. Na razie.
Sprawozdane w głównym wydaniu wieczornego dziennika telewizyjnego spotkanie (na zdjęciu) jest istotną zmianą w narracji Kremla. Do tej pory Putin powtarzał tylko, że ukraiński ostrzał Rosji dowodzi „katastrofalnej sytuacji Ukrainy na froncie” i jest dowodem „terroryzmu”, ale w żaden sposób nie wpłynie na przebieg wojny. Problemów poddanych Putin nie zauważał. W tym czasie reportaże telewizyjne pokazywały kłopoty w dostarczaniu paliwa na front. O kłopotach na stacjach benzynowych propaganda nadal mówi półgębkiem, w kontekście „bohaterskiej walki ze światowym nazizmem”.
We wtorek Putin, zapewniwszy publicznie, że na froncie wszystko idzie wspaniale, wysłuchał raportu swoich ministrów, że są pewne kłopoty z paliwem, i zapewnień, że podejmowane są „działania systemowe”.
W niedzielę sytuacja była już gorsza, więc sam Putin powiedział, że są kłopoty i wezwał „do działań systemowych”. Kolejny raz powtórzył, by wojsko coś zrobiła z ukraińskimi dronami.
Przeczytaj także:
Tak jak mówił w rozmowie z OKO.press Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich, Kreml dokonuje propagandowego zwrotu. Wprowadza do przekazu opowieść o tym, jak dotkliwe są ukraińskie ataki dronowe i rakietowe na Rosję. Odbywa się to w znajomym rytmie: najpierw Putin o niczym nie wie, a problemy zauważają bojarzy, potem Putin zauważa kłopoty i poleca im natychmiast zaradzić. Mówi to, kiedy do problemów publicznie przyznali się jego podwładni.
Właśnie tak propaganda dokonała poprzedniego zwrotu, kiedy o „specjalnej operacji wojskowej” zaczęła mówić „wojna”.
Przeczytaj także:
Gdy w Polsce z wypiekami śledzimy rekordowe pomiary IMGW, Francja liczy już bolesne koszty ekstremalnych upałów. Ponad tysiąc nadmiarowych zgonów w czerwcu to efekt kryzysu klimatycznego, który odpowiada za skrajne warunki pogodowe w Europie
Przez Polskę przechodzi kulminacyjna fala upałów. Już o godzinie 8 rano temperatura w Słubicach przekroczyła 30 stopni. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej publikuje pomiary ze wszystkich stacji w kraju co godzinę. O godzinie 16 padł polski rekord temperatur w czerwcu — i to na dwóch stacjach. W Słubicach i Toruniu termometry pokazały aż 39,4°C.
Wczorajszy czerwcowy rekord, pobity również w Słubicach (38,9°C), szybko odchodzi więc do historii. Na razie rekord wszech czasów sprzed ponad wieku pozostaje niewzruszony. 29 lipca 1921 roku meteorolodzy odnotowali 40,2°C w Prószkowie (w woj. opolskim). Prognozy wskazują, że dziś ta granica może zostać przełamana, a temperatury mogą osiągnąć pułap 41°C.
IMGW ostrza dziś także przed intensywnymi burzami, które już w niedzielę po południu dotkną szczególnie zachodnie województwa.
W niedzielę 28 czerwca ponad 191 milionów ludzi w Europie doświadcza temperatur wynoszących co najmniej 35°C – informuje brytyjski dziennik „The Guardian”. Jak podaje Le Monde, według Narodowej Agencji Zdrowia Publicznego Francja odnotowała ok. tysiąc dodatkowych zgonów podczas tej rekordowej fali upałów. Aż 85 proc. ofiar stanowiły osoby po 65 roku życia. A do większości dramatycznych zdarzeń dochodziło w domach. Fala, która testowała w ostatnich dniach wytrzymałość Francuzów i Włochów, przemiesza się teraz na wschód. Ostrzeżenia przed ekstremalnymi upałami wydano dziś w Polsce, Niemczech, Czechach, na Węgrzech i Słowacji.
Czesi swój rekord wszech czasów odnotowali już w sobotę 27 czerwca. Krajowy Instytut Hydrometeorologiczny podał, że temperatura 40,6°C. Także na południowym zachodzie Słowacji temperatury przekroczyły wczoraj 39°C., a prognozy sugerowały, że krajowy rekord z 2007 roku, wynoszący 40,3°C, może zostać pobity w niedzielę lub poniedziałek.
Jak pisał w OKO.press Wojciech Kość, skrajne warunki, które dziś obserwujemy, to wynik powstania nad polską tzw. kopuły ciepła. To zjawisko, które tworzy się, gdy wyż na skutek inwersji blokuje ciepłe powietrze. Z kolei inwersja – a dokładniej w tym przypadku: inwersja wyżowa – to warstwa ciepłego i bardzo suchego powietrza na wysokości około 1–2 km. Warstwa ta blokuje pionowe ruchy powietrza, przez co powietrze zalegające przy ziemi nie miesza się z tym wyżej. Jeśli pod taką warstwą znajdzie się ciepłe i suche powietrze – a z tym mamy do czynienia aktualnie nad Polską – każdego dnia nagrzewa się ono coraz mocniej od rozgrzanego słońcem gruntu.
Przeczytaj także: