Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Na niedzielnym spotkaniu na szczycie w sprawie problemów z paliwem w Rosji Putin po raz pierwszy przyznał się do kłopotów i do tego, że na stacjach benzynowych brakuje paliwa. Wezwał podwładnych, by temu zaradzili „systemowo”.
Wieczorem 28 czerwca Putin odbył spotkanie z naftowymi oligarchami, ministrami i merem Moskwy na temat sytuacji paliwowej w Rosji. Po raz pierwszy przyznał, że w Rosji z powodu ukraińskich ataków są kłopoty z paliwem: na stacjach benzynowych tworzą się kolejki i nie wiadomo, jak uda się przeprowadzić żniwa bez oleju napędowego dla maszyn rolniczych.
Putin z jednej strony opowiadał, że sytuacja jest pod kontrolą, Rosja ma zapasy paliw („ich spadek jest niewielki, ledwie 4 proc.”), a „już w lipcu” ich produkcja wzrośnie. Z drugiej strony domagał się od rządu działań nadzwyczajnych, a od wojska – przeciwdziałania ukraińskim atakom.
„Dobrze wiecie, że problemy utrzymują się zarówno dla kierowców, jak i firm. Niestety, na stacjach benzynowych tworzą się kolejki i nie zawsze udaje się znaleźć odpowiednią benzynę. Oczywiście rozumiemy trudności, z jakimi borykają się producenci rolni i gospodarstwa rolne w okresie letnim”.
„Musimy dołożyć wszelkich starań, aby przedsiębiorstwa rolne przestrzegały sezonowych harmonogramów dostaw paliw. Od tego zależą plony”.
„Uważam, że aby ustabilizować rynek paliw, konieczne jest podjęcie działań systemowych, adekwatnych do skali obecnych wyzwań. Obejmuje to zwiększenie podaży i utrzymanie ekonomicznie uzasadnionych cen paliw”.
„Ponadto, w interesie krajowych konsumentów, wprowadzono tymczasowy, całkowity zakaz eksportu benzyny i paliwa lotniczego. Rozważana jest również konieczność wprowadzenia całkowitego zakazu eksportu oleju napędowego”.
„Dzisiaj, podczas szerokiego spotkania z szefami naszych głównych firm energetycznych, proponuję, abyśmy rozważyli dodatkowe rozwiązania mające na celu zapewnienie nieprzerwanych, stabilnych dostaw paliwa dla obywateli i przedsiębiorstw, przedsiębiorstw i organizacji o znaczeniu społecznym, a także omówili, w jaki sposób wdrażane są decyzje już podjęte w tym zakresie”.
Spotkanie odbyło się w gronie najbliższych współpracowników Putina: ministra obrony Biełousowa, ministra finansów Siłuanowa, mera Moskwy Sobianina, prezesa Rosniefti Sieczina, prezesa Gazpromu Miller i udziałowca Łukoilu Alekpierowa.
Z oficjalnych doniesień wynika, że Putin pochwalił za działania właśnie oligarchów – a nie ministrów: „Chciałbym szczególnie podkreślić, że w obecnej sytuacji najważniejsze firmy, w tym prywatne, okazują się wiarygodnymi partnerami państwa. Nietypowe wyzwania, które się pojawiają, są rozwiązywane w sposób jasny, szybki i kompetentny, w interesie kraju i naszych obywateli”.
28 czerwca Ukraińcy trafili dwie kolejne rafinerie: w Sławiańsku i w Jarosławiu. W sobotę zniszczyli kluczową dla Moskwy przepompownię gazu Wtorowo, fabrykę zbrojeniową w Wołgogradzie. W piątek – zakłady azotowe w Nowomoskowsku koło Tuły, w czwartek – dwie rafinerie w Ufie i magazyny ropy na Krymie. Na półwyspie obowiązuje od piątku stan wyjątkowy. Władze obiecują przywrócenie zasilenia, po czym następuje kolejny ukraiński atak. Ataki dronowe na Moskwę odbywają się codziennie.
Propaganda Kremla przedstawia jednak cały czas te kłopoty jako „przejściowe”, zaczyna się jednak odwoływać do „patriotyzmu” poddanych Putina i zapewnia, że – zwłaszcza na Krymie – „wszystko wytrzymają”. Narracja o „przejściowości” braków jest ogólna i konstruowana na podstawie założenia, że za jakiś czas uszkodzone rafinerie wrócą do pracy (naprawy te w nowomowie Kremla nazywają się „nieplanowanymi”). Nikt nie stawia publicznie pytania, co będzie, jeśli Ukraińcy znowu je zniszczą. Z niedzielnego sprawozdania ze spotkania u Putina nie wynikało, by ktokolwiek wspomniał tam o ataku na Sławiańsk i Jarosław. O uderzeniach w rafinerie w ogóle się w rosyjskiej telewizji nie mówi. Na razie.
Sprawozdane w głównym wydaniu wieczornego dziennika telewizyjnego spotkanie (na zdjęciu) jest istotną zmianą w narracji Kremla. Do tej pory Putin powtarzał tylko, że ukraiński ostrzał Rosji dowodzi „katastrofalnej sytuacji Ukrainy na froncie” i jest dowodem „terroryzmu”, ale w żaden sposób nie wpłynie na przebieg wojny. Problemów poddanych Putin nie zauważał. W tym czasie reportaże telewizyjne pokazywały kłopoty w dostarczaniu paliwa na front. O kłopotach na stacjach benzynowych propaganda nadal mówi półgębkiem, w kontekście „bohaterskiej walki ze światowym nazizmem”.
We wtorek Putin, zapewniwszy publicznie, że na froncie wszystko idzie wspaniale, wysłuchał raportu swoich ministrów, że są pewne kłopoty z paliwem, i zapewnień, że podejmowane są „działania systemowe”.
W niedzielę sytuacja była już gorsza, więc sam Putin powiedział, że są kłopoty i wezwał „do działań systemowych”. Kolejny raz powtórzył, by wojsko coś zrobiła z ukraińskimi dronami.
Przeczytaj także:
Tak jak mówił w rozmowie z OKO.press Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich, Kreml dokonuje propagandowego zwrotu. Wprowadza do przekazu opowieść o tym, jak dotkliwe są ukraińskie ataki dronowe i rakietowe na Rosję. Odbywa się to w znajomym rytmie: najpierw Putin o niczym nie wie, a problemy zauważają bojarzy, potem Putin zauważa kłopoty i poleca im natychmiast zaradzić. Mówi to, kiedy do problemów publicznie przyznali się jego podwładni.
Właśnie tak propaganda dokonała poprzedniego zwrotu, kiedy o „specjalnej operacji wojskowej” zaczęła mówić „wojna”.
Przeczytaj także: