0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15:52 27-08-2026

Prawa autorskie: AP Photo/Darko Bandic, FileAP Photo/Darko Bandi...

Ratko Mladić, skazany zbrodniarz wojenny, nie żyje

Był odpowiedzialny za oblężenie Sarajewa, masakrę w Srebrenicy i czystki etniczne dokonywane na terenie całej Bośni i Hercegowiny podczas wojny w latach 1992-1995. Serbski zbrodniarz zmarł w więzieniu w Hadze.

Co się wydarzyło?

W więzieniu ONZ w Hadze w wieku 84 lat zmarł Ratko Mladić, skazany m.in. za ludobójstwo zbrodniarz wojenny. Mladić był generałem serbskiej armii w czasie wojny w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995.

Mladić w Hadze odbywał karę dożywotniego pozbawienia wolności za zbrodnie ludobójstwa, zbrodnie przeciwko ludzkości oraz zbrodnie wojenne popełnione podczas wojny w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995.

Odpowiadał za oblężenie Sarajewa, gdzie zginęło co najmniej 10 tysięcy osób, masakrę w Srebrenicy, gdzie zamordowano około 7–8 tys. bośniackich muzułmańskich mężczyzn i chłopców oraz czystki etniczne w innych częściach Bośni i Hercegowiny, dokonane podczas wojny.

Jak informuje portal Balkan Investigative Network, śmierć Mladića potwierdził serbski minister ds. praw człowieka. Ciało zbrodniarza zostanie przewiezione do Serbii zgodnie z instrukcjami Trybunału w Hadze.

Jaki jest kontekst?

Ratko Mladić został aresztowany w maju 2011 roku w Serbii. Jego proces przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii zaczął się w 2012 roku. Mladić został skazany 22 listopada 2017 roku i od razu trafił do więzienia.

W sumie przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii sądzonych było 161 osób za zbrodnie w byłej Jugosławii. 93 z nich zostały skazane.

Najgłośniejszym procesem był proces byłego prezydenta Jugosławii i Serbii Slobodana Miloševića.

Milošević stanął przed trybunałem w 2002 roku. Był oskarżony o zbrodnie popełnione w Kosowie, Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie. Nigdy nie został jednak skazany ani uniewinniony, ponieważ zmarł 11 marca 2006 roku, kilka tygodni przed planowanym zakończeniem procesu. Sąd zamknął postępowanie bez wydania wyroku.

Oblężenie Sarajewa trwało od kwietnia 1992 do lutego 1996 roku i było jednym z najdłuższych oblężeń miasta we współczesnej historii Europy. Siły bośniackich Serbów otoczyły stolicę Bośni i Hercegowiny, prowadząc regularny ostrzał artyleryjski i snajperski ludności cywilnej. W ciągu niemal czterech lat zginęło ponad 11 tys. mieszkańców miasta, w tym około 1,6 tys. dzieci. Za przywództwo w tej kampanii, oprócz Mladića, na dożywocie skazany został przywódca bośniackich Serbów Radovan Karadžić.

Masakra w Srebrenicy miała miejsce w lipcu 1995 roku, po zajęciu przez siły bośniackich Serbów miasta, które ONZ wcześniej ogłosiła „strefą bezpieczeństwa”. Na rozkaz Mladića oddzielono mężczyzn i chłopców od kobiet i dzieci, a następnie w ciągu kilku dni zamordowano ponad 8 tys. bośniackich muzułmanów. Ich ciała grzebano w masowych grobach. Masakra w Srebrenicy została uznana za ludobójstwo – największą masową zbrodnię w Europie od zakończenia II wojny światowej.

Do końca wojny w Bośni i Hercegowinie przyczyniła się interwencja NATO w 1995 roku. Operacja miała mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Przeczytaj także:

15:10 27-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Wrocław broni Ukraińców. „Agresja nie jest siłą”

Wrocławska rada miejska przyjęła uchwałę potępiającą przemoc na tle narodowościowym. Radni PiS sprzeciwili się „oskarżaniu Polaków o ksenofobię”.

Co się wydarzyło?

Rada miejska Wrocławia przyjęła uchwałę potępiającą przemoc i nienawiść wobec Ukraińców w Polsce. Projekt przygotowała wrocławska Lewica. Jednak podczas sesji, na której miało odbyć się głosowanie, doszło do ostrej wymiany zdań między radnymi Lewicy i PiS-u.

"W Polsce narasta fala agresji wobec Ukrainek i Ukraińców. Do takich ataków dochodzi także we Wrocławiu. Nie ma i nie będzie na nie przyzwolenia. Żaden spór polityczny, żadna historyczna krzywda ani żadne napięcia społeczne nie usprawiedliwiają nienawiści, poniżania i przemocy” – czytamy w uchwale, którą ostatecznie udało się przyjąć.

Uchwała podkreśla, że Rada Miejska Wrocławia „stanowczo sprzeciwia się agresji, hejtowi i nienawiści na tle narodowościowym”.

„Nie ma zgody na atakowanie, poniżanie ani zastraszanie kogokolwiek z powodu jego pochodzenia, języka, akcentu czy narodowości – niezależnie od tego kim jest, skąd pochodzi, w co wierzy, kogo kocha, jak wygląda lub jakim językiem mówi” – czytamy w dokumencie.

Uchwale sprzeciwia się PiS

Jednak podczas sesji, na której uchwała miała zostać przegłosowana, doszło do kłótni między radnymi.

Jak relacjonuje Onet, przyjęciu dokumentu stanowczo sprzeciwili się radni PiS. Domagali się, by w uchwale dopisać fragment sprzeciwiający się „formułowaniu wobec Polek i Polaków oraz wrocławskiej społeczności samorządowej uogólnionych zarzutów o agresję, ksenofobię czy nienawiść na tle narodowościowym”. Zgłosili też poprawkę apelującą do rządu i Sejmu o „pilne uregulowanie statusu obywateli Ukrainy w wieku poborowym, tak, aby mogli wrócić do ojczyzny i rozpocząć służbę”.

Proponujący poprawki radny PiS Sławomir Śmigielski zarzucił Ukraińcom „ogromną niewdzięczność” i „plucie Polsce i Polakom w twarz”. Za taki gest uznał nadanie jednej z jednostek wojskowych w Ukrainie imienia bohaterów UPA pomimo dużej pomocy, której Polska udziela walczącej Ukrainie.

Zarzucił też Lewicy „dzielenie Polaków i Ukraińców na tle narodowościowym” i opowiedział się za projektem ustawy „stop banderyzmowi”.

W odpowiedzi na wystąpienie Śmigielskiego lewicowy wiceprezydent miasta, Ryszard Kessler, stwierdził, że takie słowa to „ośmieszanie miasta i kraju”.

- Ośmieszamy nasze miasto i kraj takimi okropnymi słowami. Wywołujemy awanturę i będziemy się za to wstydzić przed wszystkimi na świecie – mówił Kessler, cytowany przez Onet.

Radny Lewicy Robert Suligowski apelował o to, że Ukraińcy powinni móc się czuć w Polsce „jak u siebie”.

- Nie możemy budować ściany między nami (...). Ci ludzie oczekują od nas wsparcia, mają się czuć jak u siebie. Powinniśmy witać ich uśmiechem i kwiatami, a nie nożem i butelką – mówił Suligowski.

Dyskusja została zamknięta zanim wszyscy zabrali głos. Za uchwałą zagłosowało ostatecznie 24 radnych, przeciw była jedna osoba z PiS, a sześć osób wstrzymało się od głosu – informuje Onet.

Jaki jest kontekst?

Wrocław to kolejne miasto, które przyjmuje uchwałę przeciwko nienawiści na tle narodowościowym. Pod koniec lipca podobną uchwałę przyjęli radni Sopotu. Radni zaapelowali do władz państwowych i polityków o przeciwdziałanie mowie nienawiści, dezinformacji i ksenofobii.

„Z najwyższym niepokojem obserwujemy narastające w Polsce nastroje antyukraińskie, które przybierają formę niebezpiecznej radykalizacji” – napisali radni. Podkreślili, że Ukraińcy w Polsce są „częścią lokalnej wspólnoty” i mają prawo do życia „w poczuciu bezpieczeństwa, godności i szacunku”.

„Przejawy nienawiści oraz coraz częściej pojawiająca się niechęć na tle narodowościowym są w ogromnej mierze efektem celowej dezinformacji, która znajduje podatny grunt w mediach i przestrzeni wirtualnej” – napisali radni. Dlatego wezwali władze państwowe m.in. do uruchomienia ogólnopolskiej kampanii społecznej, pokazującej rzeczywisty wkład obywateli Ukrainy w polską gospodarkę oraz ich wysoką aktywność zawodową, stanowczego przeciwdziałania narracjom ksenofobicznym i nacjonalistycznym oraz podjęcia rzetelnych działań edukacyjnych i informacyjnych, które mają przeciwdziałać dezinformacji i zatrzymać narastającą falę nienawiści.

Narastanie nastrojów antyukraińskich w Polsce obserwowane jest co najmniej od kampanii parlamentarnej w 2023 r. Antyukraińską dezinformację rozpowszechniają w internecie także sieci rosyjskich botów. W wojnie informacyjnej przeciwko Polsce Rosja wykorzystuje m.in. kwestię Wołynia.

Rosnące napięcia przekładają się także na przemoc wobec obywateli Ukrainy. W lipcu w Bielsku-Białej zatrzymano 40-letniego mężczyznę, który w autobusie miejskim wyzywał i groził dwóm nastoletnim dziewczynkom z Ukrainy. Na początku lipca we Wrocławiu brutalnie pobity został 19-letni Ukrainiec po tym, jak rozmawiał z matką po ukraińsku. W czerwcu w Warszawie napadnięto 14-letniego chłopca z Ukrainy, a w maju 16-letni Ukrainiec został ciężko pobity na Moście Świętokrzyskim przez grupę napastników po tym, jak rozmawiał z kolegami po ukraińsku.

Ostatnio w całym kraju głośny był atak trzech mężczyzn na parę Ukraińców we Wrocławiu, a także brutalny atak nożem Ukraińca na Polkę.

W Polsce przebywa obecnie około 2 mln obywateli Ukrainy. W skali kraju uczniowie narodowości ukraińskiej stanowią 8,5 proc. wszystkich uczniów, a w sopockich szkołach podstawowych odsetek ten wynosi 17 procent.

Przeczytaj także:

13:23 27-08-2026

Prawa autorskie: TV Rossia 1, 9 maja 2026TV Rossia 1, 9 maja ...

Rosja planuje mobilizacje 600 tys. żołnierzy

Nawet 600 tysięcy żołnierzy, w tym osób z nieodbytymi wyrokami więzienia, chce zmobilizować Rosja do służby wojskowej w ciągu najbliższych dwóch lat – wynika z informacji wywiadowczych przekazanych przez ukraiński resort obrony.

Co się wydarzyło?

Ukraina dysponuje informacjami, że rosyjski Sztab Generalny przygotował już plany dodatkowej mobilizacji do armii 600 tys. osób w tym i przyszłym roku – poinformowało w czwartek 27 sierpnia podczas konferencji prasowej ukraińskie ministerstwo obrony.

W pierwszej kolejności planowane jest uzupełnienie stanów osobowych w jednostkach walczących przeciwko Ukrainie; w drugiej obsada nowoutworzonych jednostek.

Rosyjski Sztab Generalny w wewnętrznych dokumentach ma uzasadniać konieczność mobilizacji „znacznym wzrostem niezadowolenia z wojny w poszczególnych regionach”, a w konsekwencji „spadkiem liczby osób gotowych dobrowolnie podpisywać kontrakty”.

„Rosyjskie kierownictwo polityczne postrzega dodatkową falę mobilizacji jako odpowiedź na utratę inicjatywy w wojnie, dalszy wzrost strat osobowych na froncie oraz znaczne spowolnienie naboru żołnierzy kontraktowych w regionach” – poinformowało ukraińskie ministerstwo obrony w informacji prasowej. „Ocena ta opiera się na danych ukraińskiego wywiadu” – dodano.

Jak wynika z posiadanych przez Ukrainę informacji, tylko w okresie od stycznia do lipca 2026 roku Rosja straciła na froncie 240 tys. żołnierzy. W tym samym okresie na podstawie kontraktów zwerbowano tylko 232 tys. osób.

W ramach przygotowań do dodatkowej fali mobilizacji Rosja rozpoczęła wprowadzanie już odpowiednich zmian w ustawach i aktach wykonawczych. Znacznie zaostrzana jest kontrola nad ewidencją wojskową oraz opracowywane są kolejne środki przymusu.

Mobilizacja obejmie także osoby odbywające kary w rosyjskich więzieniach i koloniach karnych.

W tym celu rozszerzono kategorie skazanych, którzy mogą być werbowani do służby wojskowej. Do wojska będą mogli trafić skazani za przemyt, bandytyzm oraz organizowanie grupy przestępczej lub udział w niej.

Rosyjskie władze zatwierdziły także również możliwość objęcia mobilizacją lub werbunkiem kontraktowym kobiet odbywających kary w więzieniach i koloniach karnych.

Mobilizowani mają być także pracownicy m.in. Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Federalnej Służby Komorniczej, Federalnej Służby Więziennej oraz Komitetu Śledczego. Trwają prace nad określeniem limitów powołań pracowników tych służb.

Szkolenie osób zmobilizowanych ma trwać od 15 do 60 dni. Możliwe, że część zmobilizowanych będzie szkolona na poligonach w Białorusi.

Ukraińskie ministerstwo obrony informuje także, że rosyjskie władzy pracują też nad wprowadzeniem nowych środków przymusu, które mają uniemożliwić uniknięcie mobilizacji. Wprowadzono już system elektronicznego doręczania wezwań, a osobom, które je otrzymają, ma natychmiast obowiązywać zakaz opuszczania kraju, odbieranie praw jazdy czy blokowanie środków na rachunkach bankowych, itp.

Decyzję o mobilizacji prezydent Rosji podejmie najprawdopodobniej po wyborach do Dumy, zaplanowanych na 18–20 września tego roku.

Jaki jest kontekst?

Rosja potrzebuje mobilizacji nowych sił, bo nabór kontraktowy nie pozwala uzupełniać strat ponoszonych na froncie. Jak informuje ukraiński MON, problemy z werbunkiem kontraktowym są szczególnie widoczne w obwodach orłowskim i włodzimierskim oraz w Dagestanie.

W obwodzie kurgańskim od początku tego roku miesięczne plany werbunkowe realizowane są jedynie w 57–69 proc. W obwodzie wołgogradzkim liczba potencjalnych żołnierzy kontraktowych spadła o 40 proc. w porównaniu z 2025 rokiem. W wielu innych regionach Rosji odnotowywany jest dalszy spadek tych wskaźników.

Ukraiński wywiad informuje także, że w porównaniu z 2025 rokiem w niektórych regionach znacznie zmniejszyła się także liczba skazanych, osób ze środowisk przestępczych czy migrantów, którzy przez długi czas stanowili główne źródło naboru do służby kontraktowej w rosyjskiej armii. Nie powiodła się również kampania werbunkowa wśród studentów, mimo zaangażowania zdecydowanej większości rosyjskich szkół wyższych.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

12:17 27-08-2026

Prawa autorskie: AP Photo/Mark SchiefelbeinAP Photo/Mark Schief...

Szef CIA w Moskwie. Przed czym ostrzegał Kreml?

Szef CIA, John Ratcliffe, który we wtorek bez zapowiedzi pojawił się w Moskwie, miał ostrzec Kreml przed ewentualnym atakiem na państwa bałtyckie oraz domagać się ograniczenia wsparcia Iranu – ustalił portal Politico. 

Co się wydarzyło?

Celem niespodziewanej i trzymanej w tajemnicy wizyty w Moskwie Johna Ratcliffe’a, szefa CIA, miało być ostrzeżenie włodarzy na Kremlu przed skutkami eskalacji konfliktu z sojusznikami Stanów Zjednoczonych w Europie, przede wszystkim z Łotwą, Litwą i Estonią – ustalił portal Politico. Tak o wizycie wypowiedziały się dwie osoby znające sprawę.

Ratcliffe miał rozmawiać z władzami Rosji także o ograniczeniu rosyjskiego wsparcia dla Iranu – wynika z informacji portalu.

O tym, że do wizyty faktycznie doszło, administracja USA poinformowała dopiero dzień później, w środę 26 sierpnia. Cel wizyty był przedmiotem wielu spekulacji medialnych ze względu na to, że to pierwsza wizyta w Moskwie szefa amerykańskiego wywiadu podczas drugiej prezydentury Trumpa.

Jak przypomina Politco, ostatni raz szef CIA odwiedził Kreml pod koniec 2021 roku za czasów prezydentury Joe Bidena. Wówczas miał ostrzegać Moskwę przed atakiem na Ukrainę, ale Moskwa te ostrzeżenia zignorowała: zaledwie trzy miesiące później najechała Kijów.

Jaki jest kontekst?

Dyrektor CIA John Ratcliffe przybył we wtorek do Moskwy wojskowym samolotem transportowym C 17. Po kilku godzinach wyleciał. Dziennik „Wall Street Journal”, który jako pierwszy poinformował o wizycie, pisał, że nieoczekiwana wizyta szefa CIA ma mieć związek z informacjami wywiadowczymi dotyczącymi przyszłych planów Władimira Putina.

Amerykański wywiad, według WSJ, ma dysponować informacjami, że Putin może podjąć próbę sprawdzenia wytrzymałości NATO. Świadczyć o tym mają m.in. dane wywiadowcze, które wskazują na to, że rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły ćwiczenia przygotowujące do mobilizacji w obwodzie kaliningradzkim, a także w innych regionach, sprawdzając gotowość infrastruktury Ministerstwa Obrony do przyjęcia rekrutów oraz zapewnienia im wyżywienia i uzbrojenia.

„WSJ” podał, że w trakcie wizyty Ratcliffe najprawdopodobniej spotkał się z Putinem. Według informacji korespondentów z puli kremlowskiej prezydent Rosji odwołał zaplanowane na wtorek wydarzenia, mimo że były one przygotowywane z dużym wyprzedzeniem i przewidywano w nich udział dużej liczby osób.

O tym, że do wizyty doszło z rosyjskiej strony poinformował rzecznik Kremla Dimitrij Pieskow. W rozmowie z „The Washington Post” Pieskow powiedział, że celem wizyty były „kontakty między służbami specjalnymi”. Zaprzeczył, by doszło do spotkania z Putinem.

W czwartek 27 sierpnia Siergiej Naryszkin, szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR), poinformował, że na początku tego tygodnia odbył w Moskwie „spotkanie robocze” z dyrektorem CIA Johnem Ratcliffe’em. Jak powiedział, rozmawiali o sprawach „poufnych” dotyczących pracy kierowanych przez nich służb.

Naryszkin stwierdził, że samo spotkanie nie było niczym nadzwyczajnym.

W podobny sposób o spotkaniu wypowiadał się prezydent USA Donald Trump. Określił wizytę Ratcliffe’a jako „dość rutynową”, nie ujawniając żadnych szczegółów.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

10:43 27-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Minister cyfryzacji wstawia się za Brzoską. Chce kary dla Meta

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wnioskuje do Komisji Europejskiej o nałożenie kary na Metę, właściciela Facebooka i Instagrama, za oszustwa reklamowe na platformie. Ofiarą takich oszustw wielokrotnie padł szef Inpostu Rafał Brzoska, który dziś ogłosił start platformy ScamWatch.

Co się wydarzyło?

Co najmniej 250 milionów euro – takiej kary dla spółki Meta, właściciela portali społecznościowych Facebook i Instagram, domaga się Polska od Komisji Europejskiej, informuje Wirtualna Polska. O karę wnioskuje minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski (na zdjęciu powyżej), a jej powodem są oszukańcze reklamy w serwisach Mety, które bezprawnie wykorzystują wizerunek znanych osób.

Ofiarą takich kampanii wielokrotnie padł szef Inpostu, były doradca premiera Donalda Tuska ds. deregulacji, Rafał Brzoska, oraz jego żona, aktorka, działaczka społeczna Omena Mensach.

„Zwracam się do Komisji o zastosowanie wobec Meta skutecznych, proporcjonalnych i odstraszających środków egzekucyjnych przewidzianych w DSA (akt o usługach cyfrowych – red.), w tym sankcji finansowej” – napisał Gawkowski w piśmie do Henny Virkkunen, unijnej komisarz do spraw suwerenności technologicznej, bezpieczeństwa i demokracji.

„Biorąc pod uwagę skalę działalności Meta oraz szkody wyrządzone użytkownikom w Polsce, uważam, że kara na poziomie nie niższym niż 250 mln euro mogłaby stanowić realny i odstraszający środek egzekucyjny, przy uwzględnieniu skali, charakteru, czasu trwania, powtarzalności oraz skutków stwierdzonych naruszeń” – argumentuje minister w piśmie, do którego Wirtualna Polska dotarła jako pierwsza.

Minister wskazuje na ogromną skalę zjawiska. Jak zwraca uwagę, tylko 70 proc. publikowanych na platformach reklam przechodzi proces weryfikacji, co przyznaje sama Meta. Spółka deklaruje także, że do końca 2026 roku planuje generować aż 90 proc. swoich przychodów reklamowych z reklam zweryfikowanych reklamodawców.

Gawkowski domaga się także zobowiązania spółki do wdrożenia „odpowiednich środków naprawczych”: skuteczniejszej weryfikacji reklamodawców, szybkiej ścieżki obsługi zgłoszeń od organów państwowych i zaufanych podmiotów oraz natychmiastowego blokowania kont firm, które oszukują wielokrotnie – wymienia WP.

Jaki jest kontekst?

Wirtualna Polska pisze wprost, że działanie Ministerstwa Cyfryzacji jest reakcją na sprawę Rafała Brzoski. Bohaterem oszukańczych kampanii Brzoska został już w 2024 roku. Jego wizerunek był wykorzystywany do promowania m.in. nieuczciwych ofert finansowych. Na platformach pojawiały się też nieprawdziwe materiały o wypadku, śmierci czy rozwodzie małżonków, co miało generować kliki. Brzoska od razu rozpoczął prawną batalię z firmą, domagając się usunięcia materiałów bezprawnie wykorzystujących wizerunek jego lub jego żony.

W marcu 2026 Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał przełomową decyzję w sprawie. Sąd uznał, że właściciel Facebooka i Instagrama ponosi odpowiedzialność za treści reklamowe na swoich platformach. 27 marca 2026 r. Sąd podtrzymał zabezpieczenie udzielone przez sąd pierwszej instancji i jasno stwierdził, że rola Mety w emisji reklam nie jest jedynie »biernym hostingiem«, poinformował wówczas Brzoska.

Ale w sierpniu 2026 r. media społecznościowe Mety zalała kolejna fala fake'ów z Brzoską i Mensach. Tym razem wyjaśnień od Mety zażądał także polski rząd. Odpowiedź okazała się jednak „dalece niesatysfakcjonująca” – pisze WP. Właśnie dlatego Gawkowski napisał do Brukseli.

Minister cyfryzacji wnioskuje o ukaranie Mety na mocy aktu o usługach cyfrowych (DSA). DSA to unijne rozporządzenie, które nakłada na wielkie platformy internetowe szereg obowiązków związanych z ograniczaniem ryzyk, jakie generują. Na mocy DSA platformy mają m.in. obowiązek szybkiego usuwania nielegalnych treści. Nadzór nad największymi z nich sprawuje bezpośrednio Komisja Europejska, która może ukarać platformy karą w wysokości nawet 6 proc. rocznych obrotów.

W czwartek 27 sierpnia ruszyła też nowa inicjatywa Rafała Brzoski – ScamWatch. To serwis służący do zgłaszania scamu. Scam można zgłaszać na stronie 150proc.pl. Brzoska deklarował podczas konferencji prasowej w czwartek, że „system będzie stale rozwijany i udoskonalany przez ekspertów”.

Przeczytaj także: