Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Nie widać dziś, by intensywna kampania izraelska w Libanie miała się w najbliższych dniach zakończyć
„Ostrzegłem prezydenta Libanu, że jeśli libański rząd nie wie, jak kontrolować swoje terytorium i jak powstrzymać Hezbollah od terroryzowania północnego Libanu i strzelania w stronę Izraela, wówczas my weźmiemy to terytorium i zrobimy to sami” – powiedział dziś izraelski minister spraw zagranicznych Israel Kac.
Pomimo znacznego osłabnienia na przestrzeni ostatnich lat, Hezbollah dalej jest w stanie znacząco zagrozić Izraelowi. Siła obecnej ofensywy Hezbollahu zaskoczyła Izraelczyków. W odpowiedzi Izrael prowadzi dziś bardzo agresywną kampanię na terenie dużej części Libanu, w tym w południowej części Bejrutu. Izrael nakazał ewakuację mieszkańcom dużej części południowego Libanu oraz wielu dzielnic stolicy kraju Bejrutu. Według ONZ zmusiło to już ponad 700 tys. osób do ucieczki ze swoich domów.
Izraelska ofensywa w Libanie to odprysk wojny w Iranie. Hezbollah jest szyicką grupą polityczną i zbrojną, która jest blisko powiązania z władzami Iranu. Hezbollah twierdzi też, że wysłane 2 marca na terytorium Izraela rakiety były ruchem defensywnym – odpowiedzią na ciągłe działania militarne Izraela na terenie Libanu pomimo zawieszenia broni. Izrael na te ataki odpowiedział bardzo intensywnymi nalotami. Na dzisiaj nie widać, by kampania ta miała się niedługo zakończyć.
Według libańskiego Ministerstwa Zdrowia do wczoraj zginęło w niej 634 osoby w Libanie.
Przeczytaj także:
Nocna cisza alkoholowa, zgodnie z nowym projektem uchwały, ma obowiązywać na terenie Warszawy w godzinach 22-6. Zakaz dotyczyć będzie sklepów i stacji benzynowych. Nowe przepisy wejdą w życie 1 czerwca.
„To jest wspaniały dzień dla warszawianek i warszawiaków” – mówiła radna Agata Diduszko-Zyglewska z klubu Lewica – Miasto Jest Nasze podczas sesji Rady Miasta Warszawy. „Cieszymy się, że wreszcie ta uchwała obejmie całe miasto i zwiększy bezpieczeństwo w nocy dzięki zakazowi sprzedaży alkoholu” – dodała.
„Uważam, że sensowne było wprowadzenie tych działań w sposób stopniowy” – mówił z kolei prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
W czwartek Rada Miasta Warszawy zajęła się projektem uchwały, który zakłada wprowadzenie nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w całej stolicy w godzinach 22-6, obejmując sklepy i stacje benzynowe, z wyłączeniem strefy wolnocłowej na Lotnisku Chopina.
Za projektem głosowało 56 radnych (w tym radni z klubu KO), przeciw było dwóch radnych z PiS: Maciej Binkowski i Michalina Szymborska. Dwie osoby nie głosowały.
Pilotaż realizowany od 1 listopada ubiegłego roku w Śródmieściu i na Pradze Północ przyniósł pozytywne efekty. Z danych ratusza wynika, że w obu dzielnicach znacznie spadła liczba interwencji służb. Urzędnicy nie zaobserwowali też negatywnego wpływu regulacji na funkcjonowanie lokalnych firm.
Dane z ostatnich trzech miesięcy jednoznacznie wskazują na zmniejszenie się liczby interwencji policji.
Jeśli chodzi o całe miasto, to łączna liczba interwencji straży miejskiej spadła w styczniu w stosunku do października o 27,3 proc. (z 2693 do 1959).
W styczniu w całej Warszawie straż miejska odnotowała 1959 interwencji, czyli o 15,1 proc. mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Analiza obejmuje trzy miesiące: listopad-styczeń. Autorzy raportu podkreślają, że ten okres był nietypowy ze względu na długie święta, ferie zimowe i silne mrozy, co może mieć wpływ na statystyki. Miasto podkreśla, że pełna analiza będzie możliwa dopiero po 12 miesiącach monitoringu.
A co mówią dane Komendy Stołecznej Policji? Te pokazują jeszcze większy spadek.
Pomysł wprowadzenia ograniczenia bardzo pozytywnie rozpatrzyli też sami Warszawiacy – podczas konsultacji społecznych w 2024 roku z rekordową frekwencją prawie 9 tys. osób aż 81% było za wprowadzeniem ograniczenia.
To drugie podejście do wprowadzenia nocnej prohibicji na terenie całej Warszawy. Pierwsze miało miejsce we wrześniu ubiegłego roku.
Uchwalenie tych ograniczeń poprzedziła wielka polityczna awantura. Najpierw swoją uchwałę wycofał prezydent miasta Rafał Trzaskowski, a później w głosowaniu przepadł projekt Lewicy. Projekt Trzaskowskiego zakładał obowiązywanie zakazu od godz. 23 wieczorem do godz. 6 rano oraz trzymiesięczne vacatio legis. Radni klubu Lewica – Miasto Jest Nasze przygotowali projekt, który wprowadzał zakaz od godz. 22:00 i 30-dniowy okres wdrożenia. W obu wypadkach zakaz miał objąć całe miasto.
Na sesji dochodziło do takich absurdów, że radni Koalicji Obywatelskiej, którzy mają większość w radzie miasta byli przeciw zakazowi, a radni PiS popierali inicjatywę prezydenta Warszawy.
Twarzą sprzeciwu warszawskiej KO stał się radny i lider klubu Jarosław Szostakowski. Na sesji miał mówić, że proponowane rozwiązania są nacechowane ideologicznie, a pomysł wprowadzenia zakazu sprowadzał do kuriozum. Twierdził, że podobne przepisy wprowadzał reżim gen. Wojciecha Jaruzelskiego czy Ku Klux Klan w latach 30. XX wieku w Stanach Zjednoczonych.
W czwartek prezydent oraz radni KO wyjaśniali, że zmienili zdanie, gdyż dane, które spłynęły z pilotażu, pokazują, że wprowadzenie zakazu zwiększyło bezpieczeństwo i poprawił się komfort życia mieszkańców.
Wcześniej radni wszystkich dzielnic poparli projekt wprowadzenia nocnej prohibicji w całej stolicy oraz zmniejszenia limitu zezwoleń na sprzedaż alkoholu.
W środę projekt dotyczący nocnego ograniczenia sprzedaży alkoholu zaopiniowało ostatnie pięć dzielnic: Śródmieście, Wesoła, Wilanów, Wawer i Żoliborz, w poprzednich dniach odbyły się głosowania w tej sprawie w pozostałych 13 dzielnicach.
Nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych wprowadzono już w 180 gminach – m.in. w Krakowie, we Wrocławiu, Gdańsku, Szczecinie i w Słupsku. W niektórych tylko częściowo – jak choćby w Łodzi, Rzeszowie i w popularnym wśród turystów Pucku. Na czas sezonu letniego ograniczenie wprowadziło również Giżycko.
Przeczytaj także:
Dziś rano trzy statki w cieśninie Ormuz zostały uderzone pociskami nieznanego pochodzenia
Koszt baryłki ropy Brent, gatunku pochodzącego z basenu Morza Północnego, ponownie przekroczyła 100 dolarów. Był to chwilowy skok, po którym ceny spadły poniżej 90, a później znów zaczęły wspinać się ku poziomowi 100 dolarów. Ceny są niestabilne, jednak w ogólnym rozrachunku utrzymuje się trend wzrostowy.
Ropa Brent jest wyznacznikiem globalnych cen. A ta stale rośnie. Przez ostatnią dobę Irańczycy uderzyli w 6 statków – dwa zostały zaatakowane wypełnionymi ładunkami wybuchowymi łodziami, które można określić mianem morskich dronów. W cztery kolejne uderzyły pociski. Jednym z nich jest widoczny na zdjęciu tajski masowiec. W związku z atakami na swoje jednostki Irak zawiesił działanie portów naftowych.
Już w poniedziałek na krótko osiągnęła wartość ponad 117 dolarów za baryłkę. Cena dosyć szybko spadła po zapowiedzi uwolnienia rezerw ropy przez kraje G7 (siedmiu największych gospodarek świata), jak i deklaracja dążenia do szybkiego zakończenia konfliktu ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa.
Teraz jednak, pomimo wahań, trend wobec wojny w Iranie, trend dalej jest jednoznaczny. W tym momencie cena baryłki Brent znów jest nieco niższa – w okolicy 97 dolarów – to jednak raczej kolejne chwilowe wahanie. Wiele wskazuje na to, że kolejne zapowiedzi uwolnienia dużych rezerw ropy nie pomagają w stabilizacji cen.
Donald Trump dalej próbuje tonować nastroje sugerując, że wojna za chwilę się zatrzyma. W środę 11 marca W krótkim wywiadzie telefonicznym dla Axios powiedział, że w Iranie nie ma już właściwie celów do zniszczenia. „Jeszcze trochę tego i tamtego… kiedy tylko będę chciał to zakończyć, zrobię to”.
Zakończenie wojny to jednak nie jest decyzja tylko Trumpa. Iran deklaruje gotowość do dłuższej konfrontacji. Irańczycy chcą dziś pokazać jak najdobitniej, że atakowanie Iranu ma poważną cenę, by w przyszłości skuteczniej odstraszać od kolejnych ataków. Częścią tej strategii jest właśnie blokowanie transportu ropy w cieśninie Ormuz i podbijanie globalnych ceny ropy.
Przeczytaj także:
Na polecenie Putina jego wysłannik ds. biznesowych Kiriłł Dmitriew rozmawiał z ekipą Trumpa na Florydzie wieczorem 11 marca. Tym razem tematem jest rosyjska pomoc na rynku energii.
W poniedziałek 9 marca Trump zadzwonił do Putina i wydaje się, że prosił go o pomoc w sprawie Iranu. Amerykanie prosili np. Moskwę, by nie dostarczała Teheranowi danych wywiadowczych (Putin obiecał, że nie będzie tego robił i negocjator Trumpa Steve Witkoff uznał, że sprawa jest załatwiona). Następnie Putin wysłał swojego negocjatora Dmitriewa na Florydę. Ten w nocy ogłosił, że odbył bardzo produktywne spotkanie. Od początku ostatniego najazdu na Iran Dmitriew powtarza, że sytuacja dla Rosji diametralnie się zmieni, kiedy cena ropy za baryłkę przekroczy 100 dolarów.
Przeczytaj także:
„Dziś wiele krajów, przede wszystkim Stany Zjednoczone , zaczyna lepiej rozumieć kluczową, systemową rolę rosyjskiej ropy i gazu w zapewnianiu globalnej stabilności gospodarczej, a także nieskuteczność i destrukcyjny charakter sankcji wobec Rosji” – ogłosił Dmitriew
„Omówiliśmy zarówno obiecujące projekty, które mogłyby przyczynić się do odbudowy stosunków rosyjsko-amerykańskich, jak i obecny kryzys na światowych rynkach energii” – napisał Dmitriew na Telegramie .
Dotychczas grupa roboczej ds. współpracy gospodarczej między Rosją a Stanami Zjednoczonymi zajmowała się głównie ustalaniem warunków do robienia deali w Rosji, w tym w zajętym przez nią Donbasie po zawarciu pokoju w Ukrainie.
Przeczytaj także:
Rosja zaczyna głosić, że jej rola gwałtownie rośnie po tym, jak ekipa Trumpa władowała się w wojnę z Iranem. Trump nie jest w stanie – nawet gdyby chciał – wywierać nacisków na Putina w sprawie Ukrainy, bo potrzebuje jego pomocy.
Nadzieję tę wyraził 12 marca, jak zwykle dosadnie, były prezydent Miedwiediew:
„Zmęczone, sztucznie rozdmuchane obawy o los nieistniejącego 'Kraju 404' wkrótce zostaną zastąpione świadomością konieczności reagowania na o wiele poważniejsze globalne wyzwania i zagrożenia związane z przejściem na nowy poziom technologiczny” – napisał Miedwiediew w artykule o sztucznej inteligencji (!) dla magazynu „Ekspert”. „Kryzys ukraiński, aktywnie podsycany przez grupę rusofobicznych krajów, które zaciekle pragną klęski Rosji , prędzej czy później się skończy. Tak jak zakończyły się wszystkie konflikty w historii ludzkości. Proukraiński szał, który ogarnia obecnie »zbiorowy Zachód«, nie może trwać wiecznie”.
Rozwiązanie konfliktu na Ukrainie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko kwestii terytorialnych – mówi teraz (10 marca) rzecznik Putina Pieskow
Tymczasem Wołodymyr Zełenski napisał na swoim kanale Telegram, że Unia Europejska musi włączyć się w rozwiązanie konfliktu ukraińskiego.
„Udział Unii Europejskiej i Niemiec w procesie negocjacyjnym jest ważny. Ponieważ ten wątek obejmuje tematy odnowy Ukrainy , europejskiej infrastruktury bezpieczeństwa i członkostwa Ukrainy w UE ” – twierdzi.
Przeczytaj także:
Na zdjęciu głównym: Dmitriew i Witkoff
Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia wobec europosła PiS, byłego szefa KPRM Michała Dworczyka. Zarzuca mu niedopełnienie obowiązków służbowych i utrudnianie śledztwa w tzw. aferze mailowej
Zarzuty obejmują okres od 1 marca 2017 roku do 18 grudnia 2017 roku. Michał Dworczyk pełnił w tym czasie funkcje wiceministra obrony narodowej, a potem szefa kancelarii prezesa rady ministrów. Według prokuratury polityk PiS posługiwał się wówczas „niecertyfikowaną i niezabezpieczoną prywatną skrzynką mailową do prowadzenia korespondencji w zakresie realizacji zadań służbowych”, co stanowiło rażące niedopełnienie obowiązków. Śledczy podkreślili, że korespondencja miała „znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego i prawidłowego funkcjonowania organów państwa”.
Informacje, które Dworczyk agregował i rozsyłał niezabezpieczonym kanałem dotyczyły:
Prokuratura zarzuciła mu też utrudnianie postępowania karnego. Europosłowi PiS grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
W odpowiedzi Michał Dworczyk stwierdził, że padł ofiarą ataku hakerskiego, a służby zamiast tropić sprawców, oskarżają jednego z poszkodowanych.
Afera mailowa wybuchła w 2021 roku, gdy na serwisie Telegram nieznane osoby zaczęły publikować korespondencję z prywatnej skrzynki Michała Dworczyka. Informacje dotyczyły spraw państwowych.
Jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska ślady cyfrowe, zbadane m.in. przez amerykańską firmę Mandiant, ale także naszą redakcję, prowadziły na Białoruś, a pośrednio do Rosji.
W pierwszym śledztwie, prowadzonym w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości, Michał Dworczyk miał status pokrzywdzonego, ale śledczy sprawę zakopali pod dywan.
W 2024 roku, w nowej odsłonie śledztwa sprawy, ujawniono, że w pierwszych dniach po wybuchu afery Dworczyk polecił likwidację kopii zapasowej swojej skrzynki. Zniknęło wówczas ponad 800 tys. maili, do których dostępu nie miała prokuratura.
Przeczytaj także: