Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Irańsko-Amerykańskie negocjacje będą trwać mimo zakończenia zawieszenia broni – zapowiedział prezydent USA, Donald Trump.
Trwają amerykańsko-irańskie rozmowy o przepływie tankowców przez Cieśninę Ormuz, a negocjacje będą podtrzymane mimo eskalacji napięcia – zapowiedział prezydent USA Donald Trump. Irańska półpaństwowa agencja informacyjna Tasnim poinformowała w sobotę, że minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi w ich ramach przybył do Omanu, którego władze pełnią funkcję mediatora w trwającym od 28 lutego konflikcie.
„Islamska Republika Iranu poprosiła nas, by kontynuować »rozmowy«. Zgodziliśmy się to zrobić, ale Stany Zjednoczone jasno oświadczyły im, że zawieszenie broni się skończyło! Dziękuję za uwagę” – przekazał Trump za pośrednictwem platformy Truth Social.
Stacje CBS News i BBC doniosły, że negocjacje z Aragczim mieli prowadzić wiceprezydent USA JD Vance, sekretarz stanu Marco Rubio, specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz zięć Trumpa, Jared Kushner. Nie jest jednak jasne, czy amerykańska delegacja pojawiła się w Omanie. To jedynie nieoficjalne informacje – irańska agencja Fars informowała z kolei, że żadne negocjacje nie odbędą się, póki USA nie wycofają się ze stanowiska o zakończenia rozejmu.
Na początku tygodnia Iran skierował ogień na trzy katarskie i saudyjskie tankowce w Cieśninie Ormuz, co skłoniło USA do ataku na irańskie obiekty. Iran odpowiedział uderzeniami na amerykańskie bazy wojskowe w państwach Zatoki Perskiej. Teheran nie przyznał się do ataku na jednostki w Cieśninie.
„Okazało się, że Iran nie ma ochoty się poddawać, choć przywództwo kraju zostało silnie przetrzebione. Iranowi za pomocą relatywnie małego wysiłku technologicznego i materiałowego udało się zablokować cieśninę Ormuz. Czyli jedną z głównych arterii handlowych globalnej gospodarki i kluczowy szlak transportu ropy naftowej (około 20 proc. światowych dostaw)” – zauważał na naszych łamach Tomasz Makarewicz. – „Amerykanie niemal od razu stanęli przed dylematem. Nie da się pokonać Iranu bez mobilizacji przynajmniej w skali Wietnamu i otwartej wojny lądowej z potencjalnie tysiącami zabitych amerykańskich żołnierzy. A bez pokonania Iranu Amerykanie muszą albo de facto się poddać, albo ryzykować trzecią (i potencjalnie najboleśniejszą) globalną recesję w ciągu dwóch dekad”- opisuje sytuację nasz autor.
Przeczytaj także:
Ukraińskie siły zbrojne podsumowały nocne rosyjskie ataki na ukraińską stolicę. Agresorzy użyli do niego między innymi sześciu pocisków balistycznych Iskander-M i 121 dronami różnego rodzaju.
Ukraińcom udało się zestrzelić dwa pociski typu Ch-59/69 oraz 111 dronów Szahed, Gerber i Itałmas. Nie udało się jednak uniknąć strat w Kijowie, gdzie Rosjanie uderzyli w cztery dzielnice. Miejskie włądze poinformowały o przynajmniej 10 ofiarach, poszkodowany jest między innymi 11-letni chłopiec.
„W ciągu nocy Rosja wystrzeliła ponad 120 dronów i 12 pocisków, z czego połowa to pociski balistyczne. Naszym obrońcom udało się zestrzelić większość celów – z wyjątkiem pocisków balistycznych. Oczekujemy, że nasi partnerzy dotrzymają obietnic dotyczących pakietów wsparcia uzgodnionych podczas szczytu NATO, mających na celu ochronę naszych obywateli. Musimy jak najszybciej przystąpić do prac nad umowami licencyjnymi dotyczącymi systemów Patriot oraz wspólnego europejskiego projektu obrony przeciwrakietowej” – przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Ukraińskie Wojsk Obrony Terytorialnej uszkodziły z kolei jednostki pływające na wodach Morza Azowskiego. Trafionych zostało aż 21 rosyjskich tankowców „floty cieni”, transportujących ropę zagranicę z pominięciem sankcji. Jak informuje Ukraińska Prawda, Sztab Generalny ukraińskiej armii potwierdził trafienie pociskami również czterech holowników, dwóch statków do przewozu suchych ładunków i pogłębiarki służących do zapewnienia logistyki wojskowej i portowej. Rosja zawiesiła żeglugę przez Kanał Don-Azowski, łączący rzekę Don z Morzem Azowskim.
Przez Morze Azowskie dostarczane jest między innymi paliwo na Krym. Ukraina wprowadza plan „izolacji Krymu” nasiliła uderzenia w infrastrukturę transportową, paliwową i energetyczną. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski 25 czerwca ogłosił 40-dniową operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), której celem jest zmuszenie Moskwy do zakończenia wojny.
Poinformował jednocześnie, że SBU „otrzymała materiały świadczące o faktycznie codziennym pogłębianiu się kryzysu związanego z paliwem, logistyką wojskową i zarządzaniem na Krymie”.
Przeczytaj także:
W Warszawie powstaną Mur Pamięci z nazwiskami wszystkich zidentyfikowanych ofiar wojen XX wieku na Ukrainie, w tym ofiar zbrodni wołyńskiej – ogłosił w sobotę premier Donald Tusk, nawiązując do rocznicy dnia masakry.
Oznacza to, że obok ofiar z Wołynia upamiętnieni zostaną również Ukraińcy, którzy zginęli w wyniku działań wojennych.
„Dlatego w Warszawie stanie Mur Pamięci z wiecznym ogniem i nazwiskami każdej odnalezionej i zidentyfikowanej ofiary. Rzeczpospolita nie zapomni o żadnej z nich” – stwierdził Tusk. – „Ofiary nie mogą pozostać bezimienne ani pozbawione godnego pochówku. Pamięć o nich to nasz wspólny obowiązek wobec ich rodzin, narodu i państwa polskiego. Dlatego podjąłem działania, by po latach wznowić poszukiwania i ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz innych polskich ofiar wojen XX wieku na Ukrainie, których ciała nie spoczęły dotąd w godnych grobach.”
W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu premier podkreślił, że zbrodnia wołyńska była "ludobójstwem na Polakach i obywatelach polskich innych narodowości, dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów.
11 lipca to Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, upamiętniający masowe morderstwa dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach Rzeczypospolitej. Tego dnia w 1943 roku doszło do kulminacji rzezi wołyńskiej. W sobotę i niedzielę zaplanowano obchody rocznicowe. Premier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że w sobotę uda się na Wołyń. Prezydent Karol Nawrocki weźmie udział w obchodach w Radrużu, wsi na dzisiejszym pograniczu polsko-ukraińskim.
Przeczytaj także:
W Jedwabnem odbyły się uroczystości upamiętnienia 85 rocznicy zbrodni. Wzięli w niej udział m.in. przedstawiciele parlamentu i prezydenta. Na miejscu pojawiła się jednak także negująca zbrodnię skrajna prawica. Grzegorz Braun odsłonił tablicę pamięci „ofiar rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
10 lipca 2026 r. przypada 85 rocznica mordu na społeczności żydowskiej w Jedwabnem. Jak ustaliło śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej wszczęte w 2002 roku, 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem grupa ok. 40 Polaków zamordowała co najmniej 340 swoich żydowskich sąsiadów, z czego większość spalono żywcem w stodole. Według badaczy zbrodni dokonano z inspiracji Niemców, ale to Polacy mieli w niej „rolę decydującą” w tej zbrodni. Dziś w miejscu stodoły stoi pomnik upamiętniający ofiary. Odsłonięto go 25 lat temu.
W tegorocznych uroczystościach upamiętniających zbrodnię wzięli udział m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, przedstawiciel prezydenta RP Wojciech Kolarski, wiceprezes IPN Mateusz Szpytma, parlamentarzyści, duchowni różnych wyznań, dyplomaci oraz delegacja warszawskiej gminy wyznaniowej. Nie było żadnych oficjalnych przemówień.
„To jest okazja dla nas: żałować razem i pamiętać. Kiedy pamiętamy, jest szansa, że możemy zbudować lepszy świat dla naszych dzieci i wnuków” – powiedział krótko rabin Michael Schudrich w trakcie uroczystości pod pomnikiem [cyt. za PAP].
Jak co roku, w Jedwabnem w rocznicę pogromu pojawiła się także skrajna prawica, która neguje sprawstwo Polaków w tej zbrodni. Grzegorz Braun, lider Konfederacji Korony Polskiej, niedaleko pomnika ofiar ustawił krzyż z kamienną tablicą. Ma ona upamiętniać „ofiary dwóch zbrodniczych totalitaryzmów – niemieckiego nazizmu i rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
Braun odsłonił tablicę razem z posłami Korony – Włodzimierzem Skalikiem i Romanem Fritzem. Polityk wzywał do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem, aresztowania, ukarania i wygnania z Polski rabina Schudricha. Pomnik ofiar w miejscu stodoły nazwał „miejscem kłamstwa” i podziękował Wojciechowi Sumlińskiemu za wcześniejsze wzniesienie w okolicy pomników, które kwestionowały fakt, że zbrodni dokonali Polacy.
„Szanowni państwo, widzicie, że i komuna, i eurokomuna, i żydokomuna idą w zaparte. Idą w zaparte. I w sprawie kłamstwa Jedwabińskiego, i w sprawie kłamstwa o pogromach rzeszowskim, krakowskim, kieleckim 1945 i 1946 roku. I w Oświęcimiu i w innych miejscach pamięci-niepamięci” – mówił Braun.
Przeczytaj także:
Do otwartej w piątek stacji Choczewo doprowadzono moc z morskiej farmy wiatrowej Baltic Power. Na razie na morzu pracują 54 turbiny, docelowo ma ich być 76.
W Osiekach Lęborskich na Pomorzu uruchomiono nową stację elektroenergetyczną Choczewo, należącą do Polskich Sieci Elektroenergetycznych. W piątek 10 lipca do obiektu doprowadzono moc z pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, budowanej przez Orlen i kanadyjską spółkę Northland Power. Stacja będzie kluczowym elementem systemu przesyłu energii z morskich farm wiatrowych do krajowej sieci elektroenergetycznej.
Baltic Power to pierwsza morska farma wiatrowa w Polsce. Instalacja o planowanej mocy 1,2 GW powstaje na Bałtyku i ma składać się z 76 turbin. Obecnie na morzu zamontowano już 54 turbiny, a pierwsze z nich rozpoczęły produkcję energii. Osiągnięcie etapu tzw. first power oznacza rozpoczęcie stopniowego uruchamiania całej farmy.
„Kiedy słyszę te dane, to aż nie chcę mi się wierzyć. To, co wystaje ponad wodę, jest wyższe od Pałacu Kultury, a więc tu za chwilę blisko naszego brzegu na Bałtyku będzie stało 76 wież, każda wyższa od Pałacu Kultury" – mówił premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej przy okazji otwarcia stacji.
Tusk podkreślił także, że uruchomienie stacji oraz budowa farmy Baltic Power są ważnymi inwestycjami z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Jak zaznaczył, dywersyfikacja źródeł energii ma szczególne znaczenie w czasie napięć geopolitycznych, takich jak wojna Rosji przeciwko Ukrainie czy konflikty na Bliskim Wschodzie.
„Budowę stacji Choczewo sfinansowano w całości z Krajowego Planu Odbudowy. Jej koszt wyniósł ok. 530 mln zł. Prace zrealizowały firmy SPIE Energy Poland i Elfeko. Urządzenia na stację dostarczyły m.in.: Olmex, Hitachi Energy Poland, Siemens Polska, Telefonika Polska oraz Arteche. PSE podały, że stacja zajmuje powierzchnię 25 ha, czyli 35 boisk piłkarskich. W ramach budowy wmurowano niemal 9,5 ton fundamentów, zmontowano ponad 800 ton konstrukcji stalowych, ułożono 300 kilometrów kabli i wybudowano 8 kilometrów dróg asfaltowych” – podaje Polska Agencja Prasowa.
Zakończenie budowy farmy Baltic Power planowane jest na jesień 2026 roku. Stacja Choczewo została przygotowana w zakresie niezbędnym do przyłączenia tej inwestycji, a dodatkowo powstała linia łącząca ją ze stacją Żarnowiec. Polskie Sieci Elektroenergetyczne prowadzą także prace nad kolejnymi połączeniami dla przyszłych morskich farm wiatrowych, a całość projektu rozbudowy infrastruktury ma zostać zakończona w pierwszej połowie 2027 roku.
Przeczytaj także: