Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Warunkiem zakończenia wojny w Ukrainie jest ograniczenie obecności NATO w Europie Środkowej. Polska ma się przestać zbroić. Ma to być gwarancją bezpieczeństwa dla Rosji. Poza tym ta chce mieć wpływ na „przestrzeganie praw ludności rosyjskojęzycznej” w Ukrainie. Rosja uważa, że USA powinny się na to zgodzić, bo „Trump dobrze rozumie stanowisko Putina”.
Warunki te – tajnych do tej pory negocjacji amerykańsko-rosyjskich – przedstawił szef MSZ Rosji podczas „okrągłego stołu ambasadorów poświęconego rozwiązaniu sytuacji wokół Ukrainy” 11 grudnia w Moskwie.
Tak Kreml odpowiedział na informację, że Ukraina i Europa przekazały swoje propozycje zakończenia konfliktu Amerykanom, którzy 2 grudnia dowiedzieli się od Putina, co mu nie pasuje w propozycji Trumpa.
Do tej pory Rosja naciskała publicznie głównie na ustępstwa terytorialne.
Teraz wskazuje, że chodzi jej o rozwiązania „systemowe” dotyczące całej Europy. Z przecieków w zachodnich mediach wynika, że ekipa Trumpa za wszelką cenę próbuje wymusić na Ukrainie i jej sojusznikach zgodę na warunki Putina. Bo bez tego Trump nie będzie mógł zawierać zyskownych kontraktów w Rosji.
Tymczasem Rosja – ustami ministra Siergieja Ławrowa, a także Putina, który znowu dziś ostentacyjnie odbierał raporty wojskowych – zapowiedziała, że zamierza prowadzić wojnę do skutku. Czyli do uzyskania tego, co chce. (Ławrow: „Rosja nie marnuje energii na prognozy dotyczące zakończenia konfliktu na Ukrainie”).
„Teraz, podczas naszych negocjacji z Amerykanami w sprawie Ukrainy, osobiście uważam, że nieporozumienia i brak komunikacji zostały wyjaśnione”
– podsumował Ławrow.
Teoretycznie żądania Rosji nie są nowe. Plan odbudowy imperium, które sięgało do Berlina, jest celem życia Putina, oficera KGB stacjonującego w NRD. Nowy jest jednak kontekst, w jakim żądania te są przypominane.
Trump dąży do jak najszybszego porozumienia „pokojowego”, bo to umożliwi podpisanie zaawansowanych już rozmów biznesowych z ekipą Putina. Przy tym Amerykanie do tej pory przekonani byli, że chodzi w zasadzie tylko o liczebność ukraińskiej armii i ukraińskie terytoria. Wysłannik Trumpa do Rosji Steve Witkoff nawet nie umiał ich nazwać, a sekretarz stanu Marco Rubio twierdził, że to przecież tylko „kilkaset kilometrów”.
Dopiero zięć Trumpa Jared Kushner, który towarzyszył Witkoffowi na Kremlu 2 grudnia, połapał się, że Moskwie chodzi o coś więcej, niż o sam Donbas. Amerykańskie gospodarcze „deale” zależą więc od „spraw systemowych”. Kushner wysłuchał Putina i te „systemowe rozwiązania” wpisał do nowej amerykańskiej propozycji. Nie jest ona znana, ale z przecieków wynika, że jest zdecydowanie mniej korzystna dla Ukrainy niż pierwotne „28 punktów” Trumpa. Wyciekły one do mediów 21 listopada. I – jak już wszyscy wiedzą – powstały w Moskwie. Amerykanie je tylko przekleili. Ale – wbrew temu, co sądzili Amerykanie – nie były one listą ostateczną żądań Putina, a listą wstępną.„Do dyskusji” – jak objaśnił Putin. Wtedy jednak jeszcze o „propozycjach” z grudnia 2021 roku nie było mowy.
Ale Amerykanom coraz bardziej zależy na umowie z Rosją.
Przeczytaj także:
Ukraina i Europa prowadzą teraz grę, w której starają się przekonać Trumpa, że Rosja nie zamierza zakończyć wojny, a kontrakty gospodarcze z Putinem to ułuda.
Dlatego np. prezydent Ukrainy Zełenski zgodził się 10 grudnia na przeprowadzenie w Ukrainie wyborów mimo trwającej wojny. (Putin zdołał wmówić Trumpowi, że Ukraina nie ma już legalnych władz, bo kadencja prezydenta wygasła). Zełenski wskazał jednak, że nie da się przeprowadzić kampanii wyborczej i głosowania pod ostrzałem, więc Ukraina musi dostać gwarancje, że nikt do wyborców strzelać nie będzie.
Zanim Trump miał okazję odnieść się do tej propozycji, Moskwa ją odrzuciła, bo „interesuje ją pokój, nie rozejm”.
Przeczytaj także:
Następnie Ukraina z Wielką Brytanią, Francją i Niemcami przedstawiły Trumpowi swoja propozycje zawarcia pokoju. Wedle przecieków mowa w niej o faktycznych (choć nie formalnych) ustępstwach terytorialnych i o stworzeniu w Ukrainie strefy zdemilitaryzowanej, na wzór Korei.
Moskwa już teraz, bez czytania, ten plan odrzuca. Może liczyć, że z Trumpa wyciągnie więcej. Ale jej stanowisko jest też podyktowane sytuacją wewnętrzną. Putin być może chciałby zakończyć wojnę, bo jej koszty są ogromne. Ale część jego aparatu z tej wojny żyje, zaś jedynowładztwo Putina opiera się na obietnicy „ostatecznego zwycięstwa”. Bez tego Putin łatwo stracić może władzę (i życie). Wynegocjowany pokój, z ustępstwami, to ryzyko katastrofy gospodarczej i społecznej (gospodarki wojennej nie da się łatwo zatrzymać). W rosyjskim przekazie propagandowym widać pewne rozchwianie: czasem mowa jest o pokoju, ale częściej propaganda wojenna jest w pełnym natężeniu.
Grę wokół Ukrainy opisaliśmy wczoraj.
Przeczytaj także:
Tymczasem czas, który Ukraina zarabia na negocjacjach, Europa próbuje wykorzystać, by znaleźć sposób na wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów. Powinny pójść na obronę i odbudowy Ukrainy. Tego Moskwa – sądząc po reakcjach Kremla – poważnie się obawia.
Więcej o tym pisze Paulina Pacuła:
Przeczytaj także: