Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odniósł się do zatrzymania rosyjskiego naukowca przez ABW.
„Działania Warszawy to bezprawie” – mówi rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. „Biorąc pod uwagę bezprawie, jakie panuje w Polsce, z pewnością nie jest to najodpowiedniejsze miejsce do podróżowania lub odwiedzania przez naszych obywateli” – dodał.
W zeszłym tygodniu funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali w Polsce Aleksandra B., kierownika działu archeologii starożytnej w muzeum „Ermitaż” w Petersburgu. Mężczyzna jest podejrzewany przez ukraińskie służby o zniszczenie obiektów dziedzictwa kulturowego.
Pieskow zapowiedział, że Rosja zrobi wszystko by doprowadzić do uwolnienia zatrzymanego archeologa. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wyraziła nadzieję, że „Polska zrozumie absurdalność oskarżeń Kijowa wobec rosyjskiego archeologa”.
Rosyjski archeolog w zeszłym tygodniu przejeżdżał przez Polskę w drodze z Holandii na Bałkany, gdzie odbywał serię wykładów. Wtedy też funkcjonariusze ABW dokonali jego zatrzymania. Teraz ukraińska prokuratura będzie domagała się jego ekstradycji.
Zdaniem Kijowa Rosjanin miał wraz ze współpracownikami dokonywać nielegalnych prac wykopaliskowych w obiekcie Starożytne miasto Myrmekion w Kerczu na wschodnim krańcu Półwyspu Krymskiego, co doprowadziło do zniszczenia obiektów należących do dziedzictwa narodowego.
Myrmekion, gdzie prowadził wykopaliska rosyjski archeolog, jest pozostałością kolonii greckiej założonej przez Milet w VI wieku p.n.e. Zamieszkiwany był do XV wieku n.e. Badania ruin zaczęły się w XIX wieku, a w XX wieku badali go także naukowcy z Polski.
Aleksander B., choć zajmował się starożytnościami, pracował na okupowanym już Krymie, a wyniki badań publikował w czasie pełnoskalowego najazdu Putina na Ukrainę. Ukraińcy zarzucają mu, że pod jego nadzorem i kierownictwem, podczas działań właściwej ekspedycji archeologicznej w 2022 roku, odkryto i skonfiskowano na rzecz Federacji Rosyjskiej skarb – 30 złotych monet, z których 26 było z wyrytym imieniem Aleksandra Wielkiego, a cztery zostały wybite za panowania jego przyrodniego brata Filipa III Arridajosa.
Rosja przerabia okupowany od 2014 r. okupowany Krym na „kolebkę państwa rosyjskiego”, gdyż to tam miał się ochrzcić wikiński władca Waldemar nazywany w Rosji świętym Władimirem (a w Ukrainie – Wołodymirem). Państwowej ideologii, że Rosja ma tysiąc lat, a korzeniami sięga starożytności, podporządkowana jest też archeologia. To Krym ma dowodzić starożytności Rosji – sama Moskwa powstała przecież dopiero w XII wieku. Przeszłość jest tymczasem uzasadnieniem dla obecnej imperialistycznej polityki Moskwy. Jednym z argumentów, że Ukraina ma należeć do Rosji są np. w propagandzie Kremla wykopywane z ziemi monety z portretami carów.
Ukraina stoi na stanowisku, że Krym leży w uznawanych międzynarodowo granicach Ukrainy. Zaś podejmowane tam działania na rzecz okupanta są ścigane przez prawo. Wykopaliska na terenach nielegalnie okupowanych są ścigane przez prawo międzynarodowe (stad np. problemy naukowców z artefaktami pozyskanymi nielegalnie np. w czasie amerykańskiej interwencji w Iraku).
Putin zaś opowiada, że „kwestia krymska” nie podlega już dyskusji, gdyż półwysep skutecznie został włączony do Rosji. Kreml domaga się teraz – w tramach toczących się negocjacji z Trumpem – międzynarodowego uznania tego fakty. A więc akceptacji siłowej zmiany granic w Europie.
Dla pełnego obrazu dodać trzeba, że ataki na Polskę są stałym elementem rosyjskiej propagandy, która wykorzystuje każdy pretekst, by pokazać nasz kraj jako państwo niestabilne, zależne od woli innych i pogrążające się w chaosie. Chaos, tak jak carskie monety wykopywane z ziemi, są w rosyjskiej narracji dobrym uzasadnieniem najazdu.
Przeczytaj także: