Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
To pierwszy atak od zawieszenia broni 16 kwietnia 2026. Celem Izraela był dowódca elitarnej jednostki Hezbollahu
Po raz pierwszy od zawarcia w ubiegłym miesiącu rozejmu z Hezbollahem Izrael przeprowadził w środę 6 maja 2026 nalot na Bejrut. Według władz izraelskich celem ataku był dowódca elitarnej jednostki Radwan działającej w Haret Hreik, południowych przedmieściach miasta, Malek Balut. Radwan skupia się na operacjach przygranicznych i infiltracji terytorium Izraela
Agencja AFP podała w czwartek, na podstawie informacji, ze źródeł bliskich Hezbollahowi, że Balut nie żyje.
Rozejm w Libanie stanowił jeden z filarów szerszego zawieszenia napięć między USA a Iranem, przy czym wstrzymanie izraelskich nalotów w Libanie było jednym z kluczowych żądań Teheranu.
Ogłaszając 23 kwietnia trzytygodniowe przedłużenie rozejmu, prezydent USA Donald Trump powiedział, że oczekuje rychłego goszczenia Netanjahu i Aouna oraz widzi „dużą szansę” na zawarcie przez oba państwa porozumienia pokojowego jeszcze w tym roku.
Według libańskiego Ministerstwa Zdrowia od 2 marca w wojnie w Libanie zginęło ponad 2700 osób. A tylko w czasie obowiązywania zawieszenia broni w izraelskich atakach w Libanie zginęło według ONZ co najmniej 380 osób.
Izraelska armia twierdzi, że Hezbollah od 2 marca wystrzelił w kierunku Izraela setki rakiet i dronów. Izrael podał, że w południowym Libanie zginęło 17 izraelskich żołnierzy oraz dwóch cywilów na północy kraju.
Przeczytaj także:
Dwa obce drony wleciały na Łotwę z Rosji i rozbiły się – podała w czwartek rano agencja Reutera, powołując się na siły zbrojne. Według publicznego nadawcy LSM jeden z dronów uderzył w skład ropy naftowej w mieście położonym 40 kilometrów granicy z Rosją.
W łotewską przestrzeń powietrzną wleciało znad Rosji kilka dronów, z czego dwa się rozbiły.
Straż pożarna przekazała agencji LETA, że około godz. 3.30 rano czasu miejscowego (godz. 2.30 w Polsce) pojawiły się zgłoszenia o możliwym pożarze na terenie składu ropy w Rzeżycy. Gdy strażacy przybyli na miejsce, nie znaleźli płomieni, ale podjęto czynności w celu schłodzenia jednego ze zbiorników.
Służby ostrzegły mieszkańców kilku miejscowości o możliwym zagrożeniu w przestrzeni powietrznej, zalecając im pozostanie w domach i zamknięcie okien.
Według LETA mieszkańcy wschodniej części kraju otrzymywali już w ostatnich miesiącach podobne ostrzeżenia, prawdopodobnie związane z dronami biorącymi udział w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, zbliżającymi się do łotewskiej przestrzeni powietrznej.
Łotewskie media podkreślają, że nie wiadomo jeszcze, do kogo należały maszyny.
W nocy z 9 na 10 września 2025 r., podczas kolejnego ataku Rosji wymierzonego w Ukrainę, na Polskę leciały 92 drony. Większość z nich została zestrzelona przez Ukrainę, jednak 19 dotarło za naszą granicę. Wtedy operacja ta miała prawdopodobnie przetestować obronę NATO. Do tego Moskwa liczyła, że nowy i antyunijny polski prezydent Karol Nawrocki złamie dyplomatyczną blokadę Rosji i zwróci się do Kremla o „wyjaśnienia”, co to były za drony. To się jednak nie stało.
Przeczytaj także:
Obecnie Rosja jest dużo słabsza i być może nie chodzi tu o testowanie obrony NATO w Łotwie, ale o desperackie próby powstrzymania ukraińskich ataków na rosyjskie obwody. Ponieważ Putinowi nie udało się załatwić rozejmu na defiladę 9 maja z pomocą Donalda Trumpa, może chodzić o skłonienie Europejczyków o powstrzymanie Ukraińców przed atakami.
7 maja Ukraina wznowiła ataki na Rosję po tym, jak Rosja nie uznała rozejmu zaproponowanego od 6 maja. Z oficjalnych rosyjskich komunikatów wynika, że alarmy dronowe i rakietowe władze ogłosiły także w północno-zachodnich krańcach imperium.
Ukraińskie ataki trwają od miesięcy i rosyjska obrona stara się nadlatujące drony zestrzeliwać albo zmieniać im kurs. W kwietniu drony, zidentyfikowane potem jako ukraińskie, spadły na terytorium Finlandii i Estonii. Rosja następnie domagała się do NATO użycia artykułu 5 i wspólnego ataku na Ukrainę – w odwecie za „atak na państwa NATO”. Europejska odpowiedź na te ataki brzmiała jednak: „winna jest Rosja. Gdyby nie jej atak na Ukrainę, do incydentów z dronami by nie doszło”.
Przeczytaj także:
AKTUALIZACJA: Minister obrony Łotwy Andris Spruds powiedział w wywiadzie dla telewizji LSM, że drony zostały najprawdopodobniej wystrzelone przez Ukrainę w kierunku celów w Rosji.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji zwróciło się z apelem do wszystkich akredytowanych misji dyplomatycznych i przedstawicielstw organizacji międzynarodowych o ewakuację dyplomatów z Kijowa,
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zwróciła się do dyplomatów o wyjaz z Kijowa. Przypomniała, że 4 maja rosyjskie Ministerstwo Obrony zagroziło atakiem na Ukrainę „w związku z groźbami reżimu kijowskiego o ataku na Moskwę w święto święte dla wszystkich Rosjan – Dzień Zwycięstwa”. MSZ Rosji twierdzi, że oświadczenie rosyjskiego resortu wojskowego należy traktować „z najwyższą odpowiedzialnością”. Zaapelowało o „terminową ewakuację” zagranicznych dyplomatów ze stolicy Ukrainy „w obliczu nieuchronności odwetowego ataku [rosyjskiego]” na Kijów i „ośrodki decyzyjne” w przypadku ukraińskiego ataku 9 maja.
Ponieważ Ukraina jest obecnie w stanie atakować całą eurpejską część Rosji, Putin nie mógł być pewien, czy drony z Ukrainy nie zagrożą mu osobiście, gdy 9 maja będzie odbierał defiladę na Palcu Czerwonym. Próbował załatwić sobie krótkie zawieszenie broni w rozmowie z Donaldem Trumpem 29 kwietnia. Trumpowi pomysł rozejmu się spodobał, ale ani Amerykanie ani Rosjanie nie zwrócili się o to oficjalnie do Ukrainy.
4 maja na szczycie Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EWP) w Erywaniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zwrócił uwagę na zmieniający się charakter wojny: front utknął i dominują na nim drony, zaś Rosja jest w zasięgu nowoczesnej ukraińskiej broni i nie może być pewna, że drony z Ukrainy nie sięgną 9 maja Moskwy. Wtedy rosyjski MON zagroził, że w taki wypadku dokona „zmasowanego ataku rakietowego” na centrum Kijowa. Wezwało cywili i dyplomatów do wyjazdu z miasta.
Ku zdumieniu rosyjskich propagandystów (telewizyjny program „publicystyczny” „60 minut” 6 maja) groźba została zignorowana i nikt nie wyjechał.
Jednocześnie Ukraina zaproponowała Rosji rozejm od 6 maja, na stałe, „a nie na defiladę”. Ukraina powstrzymała się w tym dniu od ataków na Rosję, ale Rosja inicjatywę zignorowała. Z ataków na Ukrainę 6 maja propaganda uczyniła nawet główny temat dzienników telewizyjnych. Wobec tego prezydent Zełenski powiedział, że „Rosja zrezygnowała z »ciszy i ochrony życia«”, a Ukraina zareaguje ”odpowiednio".
Dziennik „Kyiv Independent”, powołując się na wysokiego rangą ukraińskiego urzędnika, donosi, że Ukraina „nie widzi sensu” w przestrzeganiu zawieszenia broni w „Dniu Zwycięstwa”. Źródło BBC w ukraińskim rządzie twierdzi jednak, że Zełenski „jeszcze nie podjął decyzji w sprawie 9 maja”
Wynika z tego, że na 9 maja Putin nie dostał gwarancji bezpieczeństwa dla siebie. To, że Rosja atakowana jest od wielu miesięcy, nigdy nie wywoływało takich gróźb Kremla.
7 maja ukraińskie drony po dniu przerwy znowu poleciały na Moskwę. Alarmy rakietowe i dronowe ogłaszane były od nocy nad wieloma regionami Rosji.
Przeczytaj także:
Irańczycy rozważają, czy przyjąć 14-punktowe memorandum. Według przecieków to bardzo ogólna propozycja, a szczegóły wymagają dalszych negocjacji
„Zakładając, że Iran zgodzi się na to, co ustaliliśmy, co być może jest dużym założeniem, to legendarna już Epicka Furia się zakończy, a bardzo efektywna Blokada pozwoli, by Cieśnina Ormuz była OTWARTA DLA WSZYSTKICH, włączając w to Iran. Jeśli się nie zgodzą, rozpoczną się bombardowania, i niestety będą silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej” – napisał dziś na swojej platformie społecznościowej Donald Trump.
Ta chaotyczna wypowiedź sprowadza się do tego, co słyszeliśmy w ostatnich tygodniach wielokrotnie. Trump próbuje nam powiedzieć, że porozumienie z Iranem jest już blisko. A jeśli nie uda się go osiągnąć, to nastąpią intensywne bombardowania Iranu. Amerykański serwis Axios pisze, że Biały Dom sądzi, że porozumienie z Iranem faktycznie jest blisko. Problem w tym, że także Axios wielokrotnie przekazywał nam głosy z Waszyngtonu, które były przekonane, że porozumienie jest na wyciągnięcie ręki. A nigdy tak nie było.
Spójrzmy w szczegóły: chodzi o jednostronnicowe, 14-punktowe memorandum. Nawet jeśli udałoby się je uzgodnić, większośc kluczowych problemów podlegałoby dalszym negocjacjom. Irańczycy potrwierdzają, że szykują odpowiedź na 14-punktowy plan. Nie przesłali jednak jeszcze odpowiedzi do pośredniczącego Pakistanu.
Zgoda na 14 punktów oznaczałaby początek 30 dni na szczegółowe negocjacje, dotyczące m.in. irańskiego programu atomowego, statusu cieśniny Ormuz czy zniesienia sankcji na Iran. Każdy z tych punktów będzie ekstremalnie trudny do rozwiązania, bo tutaj wszystko pozostaje bez zmian: obie strony mają tutaj bardzo odległe stanowiska.
Czyli: niewykluczone, że niedługo faktycznie usłyszymy, że wojna została zakończona, bo obie strony zgodziły się na 14 ogólnych zasad co do dalszych negocjacji. Jeśli tak, negocjacje te będą bardzo trudne. A Amerykanie będą mieli poważny kłopot, by sprzedać to porozumienie jako swój sukces.
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki złamał obietnicę złożoną na CPAC w Rzeszowie w 2025 r. Obiecał wtedy, że nie podpisze ustawy regulującej rynek kryptowalut. Teraz sam ją kieruje do Sejmu. Nie ma już wyjścia z powodu afery Zondacrypto, która mu ciąży. Postanowił też ubiec Donalda Tuska, który w tym tygodniu miał złożyć w Sejmie ten sam rządowy projekt po raz trzeci
Karol Nawrocki w środę 6 maja niespodziewanie skierował do marszałka Sejmu projekt ustawy o kryptoaktywach. Poinformował o tym szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, wyjaśniając, że projekt zakłada m.in. ochronę konsumentów oraz skuteczny nadzór państwa nad rynkiem kryptoaktywów.
Ale podkreślił, że filarem proponowanych przepisów jest też trzeci element – zabezpieczenie konstytucyjnych praw przedsiębiorców, którzy działają w ramach rynku kryptoaktywów.
„Ten projekt jest w istocie, w dużej mierze zasadzony na projekcie rządowym i to jest ta wyciągnięta ręka pana prezydenta" – powiedział Bogucki.
Wyciągnięcie ręki, zdaniem Boguckiego, jest
„wyjściem naprzeciw rządowi, w którym premier Donald Tusk chce iść totalnie na ścianę”.
Kancelaria Premiera poinformowała, że prezydencki projekt przewiduje m.in.: wzmocnienie systemu ostrzeżeń przed podmiotami o podwyższonym ryzyku, zapewnienie natychmiastowej informacji o blokadzie rachunku czy szybką kontrolę blokady środków przez sąd.
Ale jednocześnie ma ograniczać możliwość długotrwałego blokowania środków przez urzędników. Przewidziano w nim prawo do odszkodowania za działania organów niezgodne z prawem, a także szybsze decyzje urzędów.
Prezydent Karol Nawrocki najwyraźniej postanowił nie dać się przycisnąć do ściany Donaldowi Tuskowi, który we wtorek zapowiedział, że jeszcze w tym tygodniu skieruje do Sejmu po raz trzeci rządowy projekt ustawy ws. kryptoaktywów.
Poprzednio dwa razy ustawę zawetował prezydent. Również dwukrotnie Sejm próbował weto odrzucić, ale bezskutecznie.
Podczas drugiego głosowania nad wetem prezydenta, 17 kwietnia 2026 roku, coś jednak w wynikach się zmieniło. W głosowaniu nie wzięło udziału aż 17 posłów PiS, w tym sam Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak, którzy jeszcze chwilę wcześniej byli na sali. Ewidentnie nie chcieli stanąć ramię w ramię z prezydentem w tej sprawie.
Przyczyna zdaje się być jasna – w przeciwieństwie do grudnia 2025 roku, kiedy odbyło się pierwsze głosowanie nad odrzuceniem weta prezydenta – w kwietniu wiedzieliśmy już o kłopotach Zondacrypto.
Firma ta z kolei jest dla prezydenta Karola Nawrockiego obciążeniem, to ona m.in. sponsorowała CPAC w Rzeszowie, który bezsprzecznie był elementem kampanii wyborczej Karola Nawrockiego. A dziś już wiemy, że najprawdopodobniej stały za nią rosyjskie służby specjalne.
Przeczytaj także:
Wobec rozwoju afery Zondacrypto, premier Tusk postanowił postawić prezydenta pod ścianą. To z całą pewnością ruch czysto polityczny wymierzony w Karola Nawrockiego. Owszem, Polska do końca czerwca 2026 roku po prostu musi przyjąć ustawę dotyczącą kryptoaktywów.
Ale to, że Donald Tusk zapowiedział, że skieruje do Sejmu po raz trzeci ten sam projekt ustawy, co poprzednio odrzucone przez prezydenta, a nawet jeszcze zaostrzony, pokazuje, że to przede wszystkim gra.
Zaostrzenie przepisów też jest „pod publiczkę”. Polega na podniesieniu kar „dla tych, którzy oszukują i narażają państwo polskie”.
To dlatego Kancelaria Prezydenta nagle zareagowała i złożyła na ręce marszałka Sejmu swój projekt ustawy ws. kryptoaktywów. To ucieczka do przodu przed Tuskiem.
To jednoczenie każe przypuszczać, że prezydent od dawna miał w szufladzie projekt ustawy regulującej ten rynek. Jednak trzymał go, dopóki naprawdę nie musiał go użyć.
Przypomnijmy, że podczas kongresu CPAC w Rzeszowie sponsorowanego przez Zondacrypto, Karol Nawrocki złożył publicznie obietnicę, że nie podpisze ustawy regulującej rynek kryptowalut.
Właśnie ją złamał.
Przeczytaj także: