Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
– Do ostatniej chwili walczyliśmy o jedność obozu Prawa i Sprawiedliwości – powiedział Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej. Były premier nie ogłosił powstania nowego ugrupowania, ale zapowiedział „nowy rozdział w historii politycznej” Polski, wielką trasę po kraju i przedstawienie nowej oferty programowej.
Mateusz Morawiecki zapowiada wielki objazd Polski, przygotowanie nowej oferty programowej oraz walkę z tym „bardzo niedobrym rządem Donalda Tuska”. Celem jego stowarzyszenia jest dotarcie do „przedsiębiorców, samorządowców, młodych ludzi, a nawet obecnych wyborców koalicji rządzącej”. Jednocześnie tłumaczy: do ostatniego momentu próbowaliśmy zapobiec rozłamowi w Prawie i Sprawiedliwości.
Jak powiedział, jeszcze w piątek rano wysłał list do Jarosława Kaczyńskiego, w którym przekonywał do pozostania przy uzgodnionej kilka miesięcy wcześniej „strategii dwóch płuc”. Zakładała ona, że środowisko byłego premiera będzie działało w ramach stowarzyszenia i poszerzało elektorat prawicy, dostosowując język i ofertę programową do różnych grup wyborców.
– Do ostatniej chwili walczyliśmy o jedność obozu Prawa i Sprawiedliwości (...) Zależało nam na tym, żeby w ramach tego, co wcześniej zostało ustalone w kwietniu tego roku, rzeczywiście realizować nasz model dotarcia do bardzo różnorodnych grup wyborców – powiedział Morawiecki.
Były premier przekonywał, że żądane przez władze PiS oświadczenie w praktyce uniemożliwiało dalszą działalność jego środowiska w ramach stowarzyszenia Rozwój Plus. Dokument nazwał „lojalką”, a ultimatum postawione jego współpracownikom przedstawił jako zerwanie strategii, która – według niego – jeszcze kilka miesięcy wcześniej została zaakceptowana przez kierownictwo partii.
– Nie mogliśmy się pogodzić z tym, żeby zmuszano nas do podpisania lojalki – stwierdził. – Nie możemy zgodzić się na to, aby poprzez ultimata czy szantaż tak naprawdę strategia jeszcze niedawno uzgodniona wylądowała w koszu. I to właśnie dlatego do końca proponowaliśmy jedność, proponowaliśmy, mówiliśmy: przestańcie nas wypychać.
Winą za doprowadzenie do rozłamu obarczył „niewielką grupę intrygantów”, sprawną – jak mówił – w „gierkach partyjnych” i „partyjnym kombinowaniu”. Nie podał żadnych nazwisk. Zapowiedział, że jego środowisko nie będzie odpowiadało „nienawiścią na nienawiść” ani reagowało na ataki, choć jego posłowie mają prostować nieprawdziwe informacje i aktywnie przedstawiać swoje stanowisko w mediach.
Były premier przekonywał, że po prawej stronie sceny politycznej istnieje obecnie „kilka odrębnych nurtów”, a Prawo i Sprawiedliwość nie jest już jedynym dominującym środowiskiem. Zastrzegł jednak, że konflikty na prawicy traktuje jako „spory w rodzinie”, a głównym przeciwnikiem jego środowiska pozostaje rząd Donalda Tuska.
– Sytuacja, która się wyłania na polskiej prawicy, jest taka, że polska prawica nie ma hegemona, ma wiele nurtów (...) Spory na tej prawicy dla mnie i dla nas są sporami w rodzinie, a tak naprawdę ostrze naszego ataku kierujemy w stronę tego bardzo niedobrego rządu Donalda Tuska, który dewastuje nasz dom – mówił.
Morawiecki poinformował, że jego środowisko tworzy obecnie 40 posłów, jeden senator oraz trzech europarlamentarzystów. Nazwał je „bardzo mocną reprezentacją”. Nie ogłosił powstania nowej partii, ale powiedział, że rozpoczyna się „nowy rozdział w historii politycznej” Polski.
– Jest to rzeczywiście jakiś nowy rozdział, ale nowy rozdział w historii politycznej naszego kraju. Patrzymy z odwagą, z determinacją, ze śmiałością w przyszłość i na pewno nasza propozycja dotrze pod strzechy, będzie bardzo, bardzo ciekawa dla wszystkich Polaków – zapewnił.
Zapowiedział, że oferta polityczna jego stowarzyszenia ma być kierowana szerzej niż dotychczasowy przekaz PiS – „do młodych ludzi, przedsiębiorców i samorządowców, a także do osób obecnie popierających koalicję rządzącą”. Mówił o budowie republikańskiej, propaństwowej i patriotycznej prawicy oraz konserwatywnego obozu, który „rozumie zachodzące zmiany społeczne i gospodarcze i potrafi na nie odpowiedzieć w nowoczesny sposób”.
– Odpowiedzi muszą być naprawdę bardzo przemyślane, nie mogą być anachroniczne, nie mogą trącić myszką, muszą być odpowiedziami przyszłości dla młodych ludzi, które zainteresują większość polskiego społeczeństwa. Także tych, którzy są dzisiaj przekonanymi zwolennikami koalicji rządzącej. Chcemy, aby nasz przekaz trafiał bardzo, bardzo szeroko – powiedział.
Morawiecki zapowiedział też, że ta oferta jest już praktycznie gotowa, w związku z czym niebawem stowarzyszenie zaczyna „wielką trasę po Polsce”. Hasłem przewodnim ma być „Polska jednej prędkości”.
– Wiele takich ofert, rozwiązań, propozycji mamy przygotowanych. Przed nami wielka trasa po Polsce, dotarcie do naszych zwolenników i naszych adwersarzy, bo chcemy wszystkich przekonywać i przyczynić się do zwycięstwa nad tą bardzo, bardzo niedobrą koalicją – zapowiedział.
Konferencja Mateusza Morawieckiego odbyła się po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, który potwierdził, że politycy PiS odmawiający rezygnacji z członkostwa w stowarzyszeniu Rozwój Plus zostaną usunięci z partii. Formalnie ich sprawą ma się zająć we wtorek Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości.
Prezes PiS zażądał wcześniej od członków partii złożenia oświadczeń, że nie należą do innych organizacji prowadzących działalność polityczną. Termin na podpisanie deklaracji minął o północy. Większość polityków związanych ze stowarzyszeniem Morawieckiego nie złożyła wymaganych dokumentów.
Rozwój Plus skupia najbliższych współpracowników byłego premiera i stanowi organizacyjne zaplecze jego frakcji wewnątrz PiS. Morawiecki przekonuje, że stowarzyszenie miało działać jako „drugie płuco” prawicy, poszerzające jej elektorat i docierające do grup, do których nie trafia obecny przekaz partii. Kierownictwo PiS uznało jednak dalsze członkostwo w stowarzyszeniu za niemożliwe do pogodzenia z przynależnością do partii.
Przeczytaj także:
W ciągu dnia 24 lipca rosyjskie wojsko przeprowadziło atak na obwód kijowski. Zaatakowano obiekt, w którym przebywali przedstawiciele ukraińskiego przemysłu obronnego. Zginęło dziesięć osób, około stu zostało rannych.
Prezydent Ukrainy poinformował, że obwodzie kijowskim trwa akcja ratunkowa po uderzeniu rosyjskich rakiet. Wcześniej, Siły Powietrzne Ukrainy informowały o zagrożeniu ostrzału bronią balistyczną z północy. Następnie pisały o celach poruszających się z dużą prędkością w kierunku obwodu kijowskiego i stolicy.
„Trwa ustalanie wszystkich okoliczności oraz losów osób. Na miejscu działają wszystkie niezbędne służby” – napisał ukraiński prezydent.
„Dzisiaj w obwodzie kijowskim doszło do wrogiego ataku rakietowego na obiekt, w którym przebywali przedstawiciele ukraińskiego przemysłu obronnego” – poinformowała na Facebooku Ukraińska Rada Producentów Broni.
Jak podaje „Ukraińska Prawda”, chodzi o praktyczną imprezę demonstracyjną Defense Demo Day & Defense Expo „Krytycznie Chronione”, której organizatorem jest „ARMADA” – Stowarzyszenie Producentów Systemów Bezzałogowych i Technologii Powiązanych. Celem wydarzenia było przedstawienie kompleksowych rozwiązań w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej przed współczesnymi zagrożeniami z powietrza.
Według ostatnich danych w wyniku ataku zginęło zginęło dziesięć osób, a około stu zostało rannych.
„Informacje o dokładnym miejscu pobytu uczestników nie zostały podane do wiadomości publicznej. Okoliczności ataku ustalają właściwe organy” – dodaje Ukraińska Rada Producentów Broni.
Aktualizacja.
Rusłan Krawczenko, Prokurator Generalny Ukrainy poinformował, że w związku z tym zdarzeniem wszczęto dwa postępowania karne.
Jedno dotyczy naruszenia praw i zwyczajów wojennych, drugie „w związku z ewentualnym niewłaściwym wykonywaniem obowiązków służbowych podczas organizacji i przeprowadzenia imprezy, co doprowadziło do ofiar śmiertelnych i innych poważnych konsekwencji”.
„Wojna nie zwalnia z odpowiedzialności za decyzje zarządcze. Wręcz przeciwnie – wymaga maksymalnego profesjonalizmu, ostrożności i świadomości każdego kroku.
Śledztwo ustali, kto podjął decyzję o zorganizowaniu wydarzenia, kto zatwierdził miejsce, czas i formę jego przeprowadzenia, jakie środki bezpieczeństwa zostały przewidziane oraz czy ryzyko w warunkach stanu wojennego zostało właściwie ocenione” – napisał ukraiński Prokurator Generalny.
Dziś, 24 lipca rano armia rosyjska zrzuciła też bomby lotnicze na Słowiańsk. Na chwilę obecną wstępnie wiadomo o co najmniej pięciu ofiarach śmiertelnych i dziewięciu rannych. Według szefa donieckiej administracji wojskowej Wadyma Fiłaszkina, Rosjanie zrzucili na miasto dwie bomby lotnicze. Uszkodzonych zostało 10 domów prywatnych, zakład oraz siedziba honorowego konsulatu Republiki Łotewskiej.
„Brutalne ataki na ludzi, za które Rosjanie muszą ponieść odpowiedzialność. Rosja już od dawna nie przestrzega żadnych norm międzynarodowych ani zasad humanitarnych. Zależy jej wyłącznie na kontynuowaniu zabójstw. Ważne jest, aby partnerzy również w pełni zdawali sobie sprawę, że od nich również zależy ochrona życia. Pociski do systemów »Patriot« to priorytet numer jeden” – napisał Zełenski w mediach społecznościowych.
Przeczytaj także:
Donald Trump musi zmierzyć się z pytaniem: przyznać się do błędu podjąć poważne rozmowy czy eskalować wojnę bez gwarancji łatwego zwycięstwa
Wznowiona wymiana ognia pomiędzy USA i Iranem trwa już ponad dwa tygodnie. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przekazał dziś, że Iran drugi raz uderzył dziś w centrum danych Amazona w Bahrajnie. Pierwszy atak miał nastąpić w środę. Ani Amazon, ani Bahrajn nie potwierdziły jeszcze informacji o uderzeniu. Poza tym w najnowszej fali ataków Irańczycy uderzyli też w cele w Kuwejcie, Iraku i Jordanii.
W nocy Amerykanie kontynuowali ataki na cele na terenie Iranu. Jednen z celów znajdował się w mieście Piranszahr w prowincji Azerbejdżan Zachodni, blisko granicy z Irakiem.
Irańskie Ministerstwo Zdrowia podało dziś, że liczba ofiar wznowionych amerykańskich ataków wynosi 55 zabitych i 645 rannych.
W czwartek wieczorem Iran odrzucił propozycję zawieszenia broni ze strony USA. Amerykanie przekazali ją za pośrednictwem nowego premiera Iraku Alego Az-Zaidiego. Zaidi w zeszłym tygodniu spotkał się z Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. W czwartek iracki premier odbył pierwszą wizytę w Teheranie.
Na horyzoncie nie widać oznak deeskalacji. Wczoraj Donald Trump przekazał mediom, że jest bliski decyzji o „ogromnym ataku”. W trakcie pierwszej fazy wojny w marcu Trump wielokrotnie groził zintensyfikowaniem ataków, posunął się nawet do groźby „zniszczenia całej cywilizacji”. I ostatecznie nigdy tych gróźb nie spełniał. Wówczas jednak kanały dyplomatyczne dawały nieco więcej optymizmu niż dziś. Odrzucenie amerykańskiej propozycji zawieszenia broni przez Iran może być dla Trumpa sygnałem, że w danym momencie nie jest w stanie niczego osiągnąć dyplomatycznie.
Jeśli więc Amerykanie faktycznie zdecydują się na poważną eskalację, stanie się to najpewniej w najbliższych dniach. Koszt kampanii, która byłaby jednak w stanie zatrząść władzami Republiki Islamskiej byłby ogromny. Trump musi zmierzyć się z pytaniem: przyjąć do wiadomości, że nie udało się osiągnąć założonych celów wojny i usiąść do poważnych rozmów, czy zwiększyć nacisk militarny, bez gwarancji łatwego zwycięstwa.
Przeczytaj także:
Od niespełna dwóch miesięcy Albańczycy protestują w stolicy kraju przeciwko planom budowy luksusowego kompleksu wypoczynkowego na wyspie Sazan przez Jareda Kushnera, zięcia Donalda Trumpa. Policja oprócz brutalnych metod tłumienia demonstracji sięgnęła po najbardziej radykalny krok – aresztowała aktywistów, inicjatorów protestu, a nawet dziennikarkę.
„Czy policja ma prawo zatrzymywać ludzi protestujących pokojowo?” – pyta Małgorzata Rejmer, dziennikarka i reporterka pisząca o Albanii.
54. dnia Rewolucji Flamingów – zakrojonych na szeroką skalę demonstracji w kraju – policja aresztowała Edisona Likę, jednego z głównych organizatorów protestów. Jak pisze Rejmjer, aktywistę schwytano podczas udzielania wywiadu miejscowej telewizji News24. „To człowiek wykształcony, wrażliwy i bezgranicznie oddany Albanii. Władze chcą go zastraszyć, ale Edisona zastraszyć się nie da” – pisze Rejmer.
W czwartek, 23 lipca, do aresztu trafili również Elsa Paja, Arnen Sula, Mirela Ruko, aktywiści zaangażowani w ruch flamingów, a także Vjolanda Peca, dziennikarka Citizens.al relacjonująca antyrządowe demontracje w Albanii. Wszyscy zostali już wypuszczeni na wolność.
Policja sięgnęła po brutalne metody pacyfikacji protestu. Armtki wodne, gaz pieprzowy i łzawiący został użyty pod parlamentem w Tiranie przeciwko, jak podaje agencja AFP, tysiącom osób. Część z nich skandowała hasła wprost wymierzone w rząd premiera Ediego Ramy, jak „Sprzedajna opozycja”, „Przestępczy parlament” inni zdecydowali się na obrzucenie posłów Socjalistycznej Partii Albanii, która sprawuje władzę w kraju, butelkami i jajkami.
17 osób, demonstrujących i policjantów, trafiło do szpitala.
Od przełomu maja i czerwca na ulice Albanii każdego dnia wychodzą tysiące ludzi. Planowana na kluczowym dla bioróżnorodności wybrzeżu inwestycja rodziny Donalda Trumpa rozpoczęła ruch, który z protestów środowiskowych przerodził się w demonstracje mogące zakończyć wieloletnie rządy premiera Ediego Ramy.
Jak pisze na łamach OKO.press Jakub Mirowski, spółka Atlantic Incubation Partners LLC, blisko powiązanej z Jaredem Kushnerem i Ivanką Trump, córką obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych chce przekształcić wyspę Sazan, niezamieszkanej wyspy otoczonej Morskim Parkiem Narodowym Karaburun-Sazan oraz fragment parku narodowego w lagunie Narta w rejonie delty rzeki Vjosa (ostatniej dzikiej rzece Europy) w eliterny resort pełen hoteli, willi, lokali i przystani dla jachtów.
Oprócz Kushnera i Ivanki Trump projekt wspierają finansowo także albańscy i katarscy inwestorzy.
Razem z Albańczykami przeciwko inwestycji protestują ekolodzy. Ponad 40 organizacji środowiskowych z całej Europy już w styczniu wezwało albański rząd do zatrzymania tej inwestycji, przestrzegając przed jej zgubnym wpływem na naturalne środowisko.
Mirowski pisze: „Media okrzyknęły ruch nazwą „Rewolucji Flamingów” – bo rzeczywiście, narysowane, dmuchane czy wycinane ptaki regularnie pojawiają się na zdjęciach z protestów – ale aspekt środowiskowy działa też jako wentyl dla innych frustracji. Albańczycy mają przede wszystkim dość samowoli swojej klasy rządzącej, która woli zajmować się sprzedażą chronionego fragmentu wybrzeża zagranicznym inwestorom, niż zająć się kwestiami takimi jak wszechobecna korupcja czy masowa emigracja młodych”.
Czwartkowy pokaz miał też inny wymiar: był gestem sprzeciwu wobec organizacji w Tiranie wielkiego koncertu Kanyego Westa. Państwo wydało 4 miliony euro z publicznej kasy na przygotowanie wydarzenia kontrowersyjnego rapera znanego z antysemickich wypowiedzi, którego na scenie nie chciało większość państw Europy.
„Dziękujemy Trumpowi za to, że nas zjednoczył” – skandują dziś Albańczycy. Dziś, oprócz ochrony przyrody, domagają się dymisji Ediego Ramy. Ten jest pod ścianą: albo wycofa się z projektu licząc na ustanie protestów, albo zostanie obalony przez Albańczyków.
– W Albanii od 35 lat, od zmiany ustroju, nie było podobnego ruchu, głośno odrzucającego cały system polityczny. W tym kontekście powiedziałbym, że możliwe jest odsunięcie od władzy Ediego Ramy i rozpisanie nowych wyborów, które radykalnie odmieniłyby albańską scenę polityczną. To dla mnie największa nadzieja na przyszłość – mówi OKO.press Redi Muçi, parlamentarzysta z lewicowego Ruchu Razem (Lëvizja BASHKË).
Przeczytaj także:
W nocy 24 lipca w Sankt Petersburgu i obwodzie leningradzkim ukraińskie drony zaatakowały dwa kluczowe centra logistyczne firmy Wildberries. Oprócz tego ukraińskie Siły Obronne rakietą „Flamingo” uderzyły w fabrykę „Avitek” w Kirowie.
Dziś nad ranem Aleksandr Begłow, gubernator Sank Peterburga poinformował, że nocy w mieście doszło do ataku na obiekt infrastruktury cywilnej przy szosie moskiewskiej. Obecnie trwają prace związane z usuwaniem skutków tego zdarzenia.
Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksander Drozdzenko oświadczył, że rosyjska obrona przeciwlotnicza rzekomo zestrzeliła 59 bezzałogowych statków powietrznych.
Kanał na Telegramie Exilenova poinformował, że w Sankt Petersburgu i obwodzie leningradzkim drony zaatakowały kluczowe centra logistyczne firmy Wildberries.
W Sankt Petersburgu uderzono w kompleks „Szuszary”. Jest on jednym z największych centrów logistycznych firmy w północno-zachodniej Rosji. Jego powierzchnia wynosi około 106 000 m². Kompleks ten stanowi kluczowe centrum obsługi i dystrybucji towarów dla Sankt Petersburga, obwodu leningradzkiego oraz innych regionów Północno-Zachodniego Okręgu Federalnego.
Płonął też magazyn Wildberries we wsi Nowosaratowka w obwodzie leningradzkim („Utkina Zawod”). To centrum logistyczne znajduje się tuż za granicą administracyjną Sankt Petersburga i obsługuje ono to miasto.
Firma Wildberries potwierdziła uszkodzenia dwóch kompleksów magazynowych: „Działalność kompleksów logistycznych Wildberries w Szuszarach i Utkinie Zawodzie została tymczasowo wstrzymana”.
Ponadto w nocy zaatakowano magazyn Wildberries w Symferopolu. Była tam ewakuacja pracowników.
Oprócz tego ukraińskie Siły Obronne zaatakowały fabrykę „Avitek” w Kirowie za pomocą pocisku „Flamingo”. Według portalu Militarnyj, zakład specjalizuje się w produkcji sprzętu lotniczego oraz środków ratowniczych dla pilotów.
„Przedsiębiorstwo jest jedynym w kraju seryjnym producentem foteli katapultowych do wszystkich typów samolotów myśliwskich i szturmowych, a także wytwarza lotnicze systemy dźwigowe, w szczególności wciągarki i uchwyty belkowe.
Produkuje również przeciwlotnicze pociski kierowane, pociski-celowe oraz symulatory celów powietrznych” – pisze Militarnyj. Dodaje, że „Avitek” objęty jest międzynarodowymi sankcjami z powodu udziału w produkcji komponentów dla rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potwierdził, że Siły Obronne przeprowadziły atak na zakład w Kirowie. Jak powiedział, zakład ten dostarcza komponenty do rosyjskiej techniki lotniczej i rakietowej, która jest wykorzystywana między innymi podczas masowych ataków na ukraińskie miasta i gminy.
Ukraińskie Siły Obronne coraz bardziej rozszerzają listę atakowanych obiektów w Rosji. Jest to już co najmniej czwarty atak na rosyjskie terminale logistyczne. 18 lipca pod ukraińskim ostrzałem były magazyny Wildberries w obwodach moskiewskim i tambowskim. W nocy 20 lipca ukraińskie bezzałogowce uderzyły w bazę paliwową oraz cztery magazyny logistyczne w pobliżu Moskwy. W nocy 22 lipca ukraińskie drony uderzyły w dwa centra logistyczne Wildberries w Krasnodarze i Niewinnomyssku w obwodzie stawropolskim w Rosji.
Jak pisze Meduza, po atakach ukraińskich dronów na terminale Wildberries rosyjski „Yandex Market” zmienił warunki umów ze sprzedawcami i odmówił ponoszenia odpowiedzialności za skutki ataków bezzałogowych statków powietrznych.
Przeczytaj także:
W nocy też Rosja atakowała Ukrainę. Rosyjskie siły zbrojne wystrzeliły w kierunku Ukrainy pięć kierowanych pocisków lotniczych oraz 180 dronów bojowych. Odnotowano trafienie jednej kierowanej rakiety oraz 14 bezzałogowców w dziewięciu lokalizacjach. Są uszkodzenia w obwodzie odeskim, charkowskim, czernihowskim, kirowohradskim, mikołajowskim. Są informacje o rannej kobiecie i czteroletnim dziecku.
24 lipca rano, jak informuje Doniecka Prokuratura Obwodowa, armia rosyjska zrzuciła bomby lotnicze na Słowiańsk. Na chwilę obecną wstępnie wiadomo o co najmniej czterech ofiarach śmiertelnych i dziewięciu rannych. Według szefa donieckiej administracji wojskowej Wadyma Fiłaszkina, Rosjanie zrzucili na miasto dwie bomby lotnicze. Uszkodzonych zostało 10 domów prywatnych, zakład oraz siedziba honorowego konsulatu Republiki Łotewskiej.