Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Oba systemy nadały fałszywe alarmy o zagrożeniu atakiem atomowym. Ale w Ukrainie komunikaty nadawane były nie tylko po ukraińsku, ale też po rosyjsku. Zdaniem władz nie wzbudziły więc paniki.
W Ukrainie zhakowana została oficjalna aplikacja „Air Alert”. Wyświetlała powiadomienia o zagrożeniach związanych z promieniowaniem i substancjami chemicznymi oraz groźbie walk ulicznych, a także komunikat w języku rosyjskim: „Halo! W całej Ukrainie obowiązuje alarm nuklearny! Nie martwcie się, nadchodzi Oresznik!”.
„To bardzo nieprzyjemny fakt, ale jest częścią cyberwojny i ludzie na Ukrainie to rozumieją. To możliwe i jesteśmy na to w pełni przygotowani” – powiedział BBC Ołeksandr Mereżko, przewodniczący komisji spraw zagranicznych parlamentu ukraińskiego,
Ukraińcy natychmiast powiadomili, że nadal działa państwowy system powiadamiania na komórki (w technologii cell broadcast, który pozwala na masowe rozsyłanie komunikatów ostrzegawczych bezpośrednio ze stacji bazowych – Polska dopiero ją rozwija – red.). Precyzyjne informacje przekazywane są też syrenami.
Kilka godzin później hakerzy przeprowadzili atak na aplikację mobilną rosyjskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. W nocy 2 listopada użytkownicy zaczęli otrzymywać powiadomienia push o „wystrzeleniu głowic nuklearnych we wszystkich regionach” kraju. Powiadomienia wskazywały, że głowice są przenoszone przez P1-SUN. Tak nazywa się dron przechwytujący FPV opracowany przez ukraińską firmę SkyFall w celu zwalczania dronów typu Szahed i pocisków manewrujących. Mieszkańców wezwano do zaopatrzenia się w żywność na trzy tygodnie i ukrycia się w piwnicach.
Następnie podobne komunikaty zostały wysłane przez regionalne departamenty Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych – za pośrednictwem państwowej aplikacji komunikacyjnej Max. Doszło do tego w Petersburgu, Moskwie, Biełgorodzie, Niżnym Nowogrodzie, Swierdłowsku, Tiumeniu i innych obwodach. Podobne ostrzeżenie opublikowano również na kanale Telegram grupy zadaniowej obwodu biełgorodzkiego. Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych poinformowało, że pracuje nad usunięciem „luki w zabezpieczeniach aplikacji mobilnej i przywróceniem jej normalnego działania”.
„Sytuacja jest pod kontrolą. Zwracamy się do społeczeństwa z prośbą o zachowanie spokoju i zaufanie wyłącznie oficjalnym źródłom informacji – stronie internetowej Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji oraz oficjalnym kontom agencji w mediach społecznościowych” – apelował rosyjskie ministerstwo.
Kijów przypomina, że do cyberataków doszło po zakończeniu rozejmu w Oleszkach, najdłuższej, choć lokalnej przerwie w walkach od początku pełnoskalowego ataku. Moskwa nie zgodziła się rozejmu przedłużyć i wznowiła ostrzał Chersonia, na drugim brzegu Dniepru co Oleszki. W tym momencie ostrzegająca przed atakami aplikacja przestała działać.
Moskwa nie ujawniła, kto stoi za atakiem na jej aplikację. Natomiast ukraińskie Centrum Komunikacji Strategicznej SPRAVDI obwiniło Rosję.
Moskwa szykuje się do rozmów trójstronnych z Ukrainą i USA. Mają się odbyć w tym lub następnym tygodniu. Moskwa w napięciu czeka na wynik wyborów połówkowych w USA. Putin nadal domaga się czterech obwodów Ukrainy, chce mieć wpływ na jej władze, a także na to, gdzie w Europie stacjonują wojska NATO.
Przeczytaj także: