Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Galina Timczenko, wydawczyni i współzałożycielka niezależnego rosyjskiego portalu „Meduza”, skazana zaocznie na pięć lat więzienia przez sąd w Moskwie. Timczenko jest uznawana przez Moskwę za „zagranicznego agenta”.
W piątek 26 grudnia sąd w Moskwie skazał zaocznie Galinę Timczenko, współzałożycielkę i wydawczynię portalu „Meduza”, na pięć lat więzienia pod zarzutem kierowania „niepożądaną organizacją”, poinformował serwis Mediazona. Timczenko została też ukarana zakazem pełnienia funkcji kierowniczych przez pięć lat.
Według prokuratury, Timczenko założyła Meduzę kierowana „nienawiścią i pogardą dla systemu rządów w kraju” oraz jego „polityki wewnętrznej i zagranicznej”. Obciążające dla Timczenko ma być też to, że nie zaniechała działalności po tym, jak Meduza została uznana za „organizację niepożądaną”.
W materiale dowodowym znalazł się m.in. wywiad Timczenko dla Deutsche Welle, wywiad dla TV2media oraz przemówienie do czytelników Meduzy, w którym wydawczyni apeluje o wsparcie finansowe. Prokuratura uznała, że celem tych materiałów jest „wywołanie nastrojów protestacyjnych wśród obywateli oraz wciągnięcie ich do działalności organizacji, która została uznana za niepożądaną na terytorium Rosji”.
Wyrok jest zgodny z oczekiwaniem prokuratury.
„Meduza” to rosyjski, niezależny portal informacyjny z siedzibą w Rydze, założony w 2014 r. Portal skupia się na doniesieniach o Rosji i rosyjskiej opozycji. Publikuje treści po rosyjsku i angielsku. Dziennikarze portalu pracują z zagranicy, aby relacjonować wydarzenia z kraju, w tym wojnę na Ukrainie, w sposób niezależny od rosyjskiej propagandy.
Prokurator generalny Rosji zakazał działalności serwisu Meduza jako „niepożądanej organizacji” w 2023 roku. Rok później Timczenko została uznana za „zagranicznego agenta”.
Sprawa karna przeciwko Timczenko została upubliczniona w maju 2025 r. Niedługo potem rosyjskie władze umieściły ją na liście osób poszukiwanych. Pod koniec października 2025 Moskiewski Komitet Śledczy wydał za Timczenko list gończy. Wobec dziennikarki wydano też zaoczny nakaz aresztowania.
Dziennikarka od 2014 r. przebywa na emigracji.
Przeczytaj także:
„Pod moim przywództwem nasz kraj nie pozwoli na rozkwit radykalnego islamskiego terroryzmu. Niech Bóg błogosławi nasze siły zbrojne i WESOŁYCH ŚWIĄT wszystkim, także martwym terrorystom" – napisał Donald Trump w mediach społecznościowych.
Prezydent Donald Trump poinformował w mediach społecznościowych, że USA przeprowadziły ataki na pozycje ISIS w prowincji Sokoto w północnej części kraju. Członków ISIS określił mianem „terrorystycznych śmieci”, a za powód ataków podał ataki grup powiązanych z ISIS na chrześcijan.
„Dziś wieczorem, na mój rozkaz jako głównodowodzącego, Stany Zjednoczone przeprowadziły potężny i śmiercionośny atak na terrorystyczne śmieci z ISIS w północno-zachodniej Nigerii, którzy od wielu lat, a nawet stuleci, atakują i brutalnie zabiją przede wszystkim niewinnych chrześcijan! Wcześniej ostrzegłem tych terrorystów, że jeśli nie zaprzestaną mordowania chrześcijan, zapłacą za to wysoką cenę. Dzisiaj wieczorem tak się stało” – napisał Trump na platformie Truth Social 25 grudnia 2025.
Trump dodał, że USA przeprowadziły „perfekcyjne ataki” – tak „jak tylko Stany Zjednoczone są w stanie to zrobić”.
„Pod moim przywództwem nasz kraj nie pozwoli na rozkwit radykalnego islamskiego terroryzmu. Niech Bóg błogosławi nasze siły zbrojne i WESOŁYCH ŚWIĄT wszystkim, także martwym terrorystom, których będzie znacznie więcej, jeśli będą kontynuować zabijanie chrześcijan” – napisał prezydent USA.
O tym, że do ataków doszło, poinformowało też Dowództwo Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Afryce. Armia podała, że ataki zostały zrealizowane we współpracy z nigeryjskimi władzami, a ich celem była ochrona ludności cywilnej przed skutkami terroryzmu. W wyniku ataków miało zginąć „wielu terrorystów”.
Sekretarz obrony USA Pete Hegseth, zwany obecnie „sekretarzem wojny”, podziękował w mediach społecznościowych władzom Nigerii za współpracę i wsparcie przy przeprowadzeniu ataków.
CNN otrzymało oświadczenie nigeryjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w którym władze Nigerii potwierdzają współpracę z USA w atakach na „cele terrorystyczne” oraz zapewniają o swoim zaangażowaniu na rzecz obrony ludności cywilnej bez względu na wyznanie lub pochodzenie etniczne.
Nigeria to najludniejsze państwo Afryki i jedna z najbogatszych w surowce naturalne gospodarek kontynentu. Kraj od roku zmaga się z coraz poważniejszym kryzysem humanitarnym. Szalejąca inflacja, gwałtowny spadek wartości narodowej waluty i kryzys żywnościowy doprowadziły miliony ludzi na skraj ubóstwa.
Ze względu na słabość władzy państwowej i struktur bezpieczeństwa Nigeria od lat jest miejscem stacjonowania różnego rodzaju grup terrorystycznych, w tym powiązanych z ISIS. Jak ustaliło CNN, czwartkowe ataki zostały przeprowadzone na pozycje grupy Lakurawa.
Lakurawa to duża i dobrze zorganizowana grupa zbrojna działająca w regionie Sahelu, na pograniczu Mali, Nigru oraz stanów Kebbi i Sokoto w Nigerii. Grupa została oficjalnie uznana za organizację terrorystyczną przez władze Nigerii na początku 2025 roku. Niektóre źródła wskazują, że grupa została utworzona w 2010 r. przez pasterzy z Mali i Nigru, którzy osiedlili się w stanie Sokoto.
Ofiarami ataków przeprowadzanych przez grupę pada zarówno ludność cywilna wyznająca chrześcijaństwo, jak i muzułmanie. Przyczynami ataków, oprócz konfliktów na tle etniczno-religijnym, są często konflikty między pasterzami a rolnikami o dostęp do ograniczonych zasobów naturalnych.
O tym, jak trudna jest sytuacja w Nigerii, w OKO.press pisaliśmy w czerwcu 2025 roku:
Przeczytaj także:
„Polskie myśliwce przechwyciły, dokonały identyfikacji wizualnej oraz eskortowania z rejonu odpowiedzialności samolotu rozpoznawczego Federacji Rosyjskiej” – podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
„Pomimo okresu świątecznego miniona noc była pracowita dla dyżurnych służb obrony powietrznej RP” – podało na X Dowództwo Operacyjne RSZ. Jak czytamy w komunikacie, nad wodami międzynarodowymi Bałtyku polskie myśliwce przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy, „który wykonywał lot w pobliżu granic przestrzeni powietrznej RP”.
Dalej w komunikacie czytamy: „W nocy obserwowano wloty w polską przestrzeń powietrzną obiektów z kierunku Białorusi. Po przeprowadzeniu szczegółowych analiz stwierdzono, że były to najprawdopodobniej balony przemytnicze, poruszające się zgodnie z kierunkiem i prędkością wiatru. Lot wszystkich obiektów był nieprzerwanie monitorowany przez systemy radarowe. Dla zapewnienia bezpieczeństwa czasowo wyłączona była z użytkowania dla ruchu cywilnego część przestrzeni powietrznej nad województwem podlaskim”.
Aktualizacja: „Wszystkie prowokacje, zarówno nad Bałtykiem jak i nad granicą z Białorusią były pod pełną kontrolą. Dziękuję prawie 20 tysiącom naszych żołnierzy, którzy w czasie Świąt czuwają nad naszym bezpieczeństwem – i jak widać – robią to niezwykle skutecznie” – napisał szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz na platformie X.
O nocnej akcji informuje również Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. „24 grudnia o godz. 20:08 czasu lokalnego PAŻP wydała NOTAM (z ang. Notice To Air Missions – od aut.) informujący użytkowników o ograniczeniach w korzystaniu z części polskiej przestrzeni powietrznej. Obowiązywał on do godz. 4.30 czasu lokalnego 25 grudnia. Obecnie nie ma ograniczeń w korzystaniu z przestrzeni” – podała PAŻP na X.
Dowództwo Operacyjne SZ podkreśla, że nie stwierdzono zagrożenia dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej RP. W komunikacie podało również, że „pozostaje w stałym kontakcie z właściwymi służbami, prowadzi bieżącą wymianę informacji oraz przekazuje niezbędne dane dotyczące zaobserwowanych obiektów”.
Przeczytaj także:
Zapowiedź blokady ruchu amerykańskich tankowców w basenie Morza Karaibskiego jest kolejnym aktem eskalacji napięcia pomiędzy Waszyngtonem a Caracas.
To nowa odsłona konfliktu pomiędzy USA a Wenezuelą. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zażądał „kwarantanny” dla wenezuelskiej ropy. Ma być ona zaprowadzona poprzez morską izolację kraju przez co najmniej dwa najbliższe miesiące. Poinformowała o tym agencja Reutera, powołując się na wysokiego rangą urzędnika bliskiego Donaldowi Trumpowi. Jego zdaniem prezydent nie chce na razie bezpośrednio atakować wenezuelskich celów i skupia się na presji gospodarczej.
„Chociaż opcje militarne nadal istnieją, nacisk kładzie się przede wszystkim na wykorzystanie presji gospodarczej poprzez egzekwowanie sankcji, aby osiągnąć rezultat, którego oczekuje Biały Dom” – mówi źródło Reutera. Jego zdaniem Maduro, na skutek ekonomicznego nacisku ze strony USA, może ustąpić jeszcze do końca stycznia, Usunięcie go z urzędu jest głównym celem Donalda Trumpa. USA od lat utrzymują krytyczne nastawienie wobec wenezuelskich władz – zarówno wobec Maduro, jak i jego poprzednika, Hugo Chaveza. Trump wzmocnił jednak tę retorykę i przeszedł do działań.
Waszyngton oskarża Caracas o celowe zalewanie USA narkotykami. Amerykańskie siły atakują łodzie wypływające z Wenezueli, na których pokładach mają znajdować się ładunki nielegalnych substancji. Prezydent USA zezwolił również CIA na prowadzenie działań wewnątrz Wenezueli. Pentagon zgromadził ogromne siły zbrojne na Karaibach. Liczą one ponad 15 000 żołnierzy. USA dysponują lotniskowcem, 11 okrętami wojennymi i kilkunastoma samolotami F-35. Straż przybrzeżna USA w grudniu przechwyciła już dwa wenezuelskie tankowce w basenie Morza Karaibskiego.
O możliwości blokady transportów wenezuelskiej ropy Trump wspominał już dwa tygodnie temu. „Nielegalny reżim Maduro wykorzystuje ropę z tych skradzionych pól naftowych do finansowania samego siebie, terroryzmu narkotykowego, handlu ludźmi, morderstw i porwań” – pisał prezydent USA na platformie Truth Social. „Wenezuela jest całkowicie okrążona przez największą w historii armadę sformowaną w Ameryce Południowej” – przekazywał Trump.
Przeczytaj także:
"Zdecydowałem się odwołać nasz Kennedy Center Christmas Eve Jazz Jam, gdy dowiedziałem się o zmianie nazwy” – powiedział Chuck Redd, perkusista i wibrafonista, w oświadczeniu dla CNN. Do nazwy Kennedy Center zostanie dopisane jego nazwisko Donalda Trumpa.
„Występuję w Kennedy Center od początku mojej kariery i byłem zasmucony, widząc zmianę nazwy” – powiedział Chuck Redd, perkusista i wibrafonista, który od 2006 roku kieruje organizacją świątecznego jazzowego koncertu. Jak wyjaśnił w CNN, w momencie, kiedy dowiedział się o zmianie nazwy na The Trump Kennedy Center, zdecydował o odwołaniu wydarzenia.
Koncert jazzowy to świąteczna tradycja – można było go oglądać co roku 24 grudnia na żywo w Kennedy Center, jak i podczas transmisji live.
Odwołanie wydarzenia to gest protestu wobec decyzji rady powierniczej Centrum Sztuk Performatywnych im. Johna F. Kennedy'ego, która zagłosowała w zeszłym tygodniu za zmianą nazwy obiektu, zgodną z życzeniem Donalda Trumpa.
Na początku 2025 roku prezydent Donald Trump zwolnił całą poprzednią radę powierniczą, mianował nowych członków i „zarządził głosowanie w sprawie jego nominacji na przewodniczącego, które zostało przyjęte zdecydowaną większością głosów”. W radzie wśród kilkunastu nowych członków są m.in. szefowa sztabu Białego Domu Susie Wiles, jej zastępca Dan Scavino oraz żona wiceprezydenta J.D. Vance’a, Usha Vance.
CNN podaje, że Trump od lutego „prowadził działania mające na celu przekształcenie instytucji według własnego uznania: przebudował jej kierownictwo, zapewnił wielomilionowe dofinansowanie Kongresu na renowację i przeprojektował program”. Trump od miesięcy utrzymywał, że chciałby, aby jego nazwisko znalazło się w nazwie Kennedy Center – w czwartek, 18 grudnia, rada zagłosowała za taką zmianą. „Co nietypowe, spotkanie odbywało się nie w Kennedy Center, lecz w domu magnata kasyn Steve’a Wynna w Palm Beach, którego żona, Andrea, zasiada w zarządzie” – podaje „New York Times”.
NYT podaje, że podczas zebrania rady była obecna (choć jedynie wirtualnie, przez Zooma) conajmniej jedna osoba, której ten pomysł nie przypadł do gustu: kongresmenka Joyce Beatty, demokratka z Ohio. „Byłam tak zaskoczona, kiedy powiedzieli, że zmienimy nazwę” – opowiadała. „Powiedziałam: 'O mój Boże' i nacisnęłam przycisk. Ale potem zostałam wyciszona” – dodała. W poniedziałek, 22 grudnia, wniosła pozew do federalnego sądu w Waszyngtonie w sprawie zmiany nazwy.
„To rażące naruszenie zasady praworządności i sprzeczność z naszym porządkiem konstytucyjnym” – oświadczyła Beatty. „Tylko Kongres ma prawo zmienić nazwę Centrum Kennedy’ego. Prezydent Trump i jego poplecznicy nie mogą pozwolić na łamanie prawa federalnego i omijanie Kongresu, by zaspokoić swoje ego” – dodała.
Zgodnie z prawem centrum nosi nazwę John F. Kennedy Center for the Performing Arts. Zostało wybudowane jako pomnik upamiętniający zamordowanego prezydenta USA.
„Nigdy nie braliśmy pod uwagę i nie mieliśmy pozwolenia na nazwanie jakiejkolwiek części budynku imieniem innej osoby, ponieważ był to oficjalny pomnik prezydenta Kennedy’ego” – powiedział Michael Kaiser, który pełnił funkcję prezesa Centrum Kennedy’ego w latach 2001–2014, cytowany przez NYT. Przyjmuje się, że (tak, jak podkreślała Beatty) prawo do zmiany nazwy przysługuje Kongresowi. Z tą interpretacją nie zgadza się administracja Trumpa.
Decyzję o zmianie krytykują członkowie rodziny Johna F. Kennedy'ego. „Prezydent Kennedy z dumą reprezentował sprawiedliwość, pokój, równość, godność, różnorodność i współczucie dla cierpiących” – napisała w mediach społecznościowych Kerry Kennedy, córka Roberta F. Kennedy’ego. „Prezydent Trump sprzeciwia się tym wartościom, a jego nazwisko nie powinno być umieszczane obok nazwiska prezydenta Kennedy’ego” – dodała.
Centrum jest jedną z najważniejszych instytucji kultury w USA. Dysponuje salą koncertową, w której na stałe występuje National Symphony Orchestra oraz salą operową, siedzibą Washington National Opera. W Centrum występują gościnnie teatry musicalowe, m.in. z Broadwayu. Co roku odbywają się tu gale szczególnie prestiżowych nagród Kennedy Center Honors. Wśród laureatów są m.in. Francis Ford Coppola, Martin Scorsese i George Clooney.
Przeczytaj także: