Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Przynajmniej 227 osób zginęło w wyniku zawalenia się kopalni koltanu w Rubaya, we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga – podaje agencja Reuters.
Do katastrofy doszło w regionie, który od 2024 roku pozostaje pod kontrolą grupy M23 i rebelianckiej koalicji AFC w ogarniętym wewnętrznym konflikcie kraju.
Rubaya to jedna z kluczowych kopalni na świecie: dostarcza około 15% globalnej produkcji koltanu, surowca przetwarzanego na tantal – metal odporny na ekstremalne temperatury, niezbędny w produkcji telefonów komórkowych, komputerów, części lotniczych oraz turbin gazowych. W kopalni, gdzie miejscowi pracownicy zarabiają zaledwie kilka dolarów dziennie, wydobycie prowadzone jest ręcznie.
„Ziemia dosłownie pochłonęła ludzi” – mówił Reutersowi Lumumba Kambere Muyisa, rzecznik władz prowincji, w której znajduje się kopalnia. Jak przyznał, w wyniku osunięcia ziemi zginęli nie tylko górnicy, ale także dzieci i kobiety handlujące na pobliskim targu. Obecnie około 20 rannych jest hospitalizowanych w lokalnych placówkach medycznych.
„Jest pora deszczowa. Ziemia jest krucha – osunięcie nastąpiło, gdy ofiary znajdowały się w kopalni” – wyjaśniał przyczyny katastrofy Mutisa.
Demokratyczna Republika Konga to jeden z najbogatszych w zasoby naturalne krajów świata, odpowiadająca również za większość światowej produkcji kobaltu. Od kilku dekad targany jest też konfliktami, w których jednym z głównych aktorów jest grupa rebeliancka M23.
To członkowie plemienia Tutsi, prowadzący zmasowane ataki przeciwko siłom rządowym od 2022 roku. Rok temu rebelianci przejęli władzę nad miastem Goma, do tamtej pory stanowiącym schronienie dla kongijskich uchodźców wewnętrznych.
Media donoszą o trudnej sytuacji ekonomicznej i braku podstawowych usług w opanowanym przez buntowników mieście. Aktywiści monitorujący przestrzeganie praw człowieka oskarżają też M23 o akty terroru i egzekucje przeciwników politycznych. Siły zgromadzone wokół AFC starają się utrzymać kontrolę nad bogactwami naturalnymi, mimo że rząd w Kinszasie pod koniec stycznia podpisał umowę ze Stanami Zjednoczonymi, przyznającą USA dostęp do dużej części złóż koltanu.
„Amerykanie mogli podpisać umowę, ale powinni wiedzieć, że współpracują z nielegalnym, skorumpowanym reżimem” – mówił Corneille Nangaa, lider AFC.
Przeczytaj także:
Rosja zaatakowała dronami i rakietami 13 miejscowości W Ukrainie. Kijów informuje o trafieniu w strategiczne cele na okupowanych przez Rosję terenach.
Za nami kolejna niespokojna noc na ukraińskim niebie. W nocy z 30 na 31 stycznia Rosja zaatakowała 85 dronami powietrznych. 55 z bezzałogowców było irańskimi Szahedami. Według Ukraińskich Sił Zbrojnych udało się zestrzelić i unieszkodliwić 65 z maszyn. 20 z nich uderzył w 13 lokalizacjach.
Również Ukraina przeprowadziła atak dronowy na rosyjskie pozycje. Dowództwo poinformowało o zniszczeniu stacji radarowej na okupowanym terytorium obwodu ługańskiego, a także o trafieniu punktów sterowania rosyjskimi dronami oraz składów amunicji.
Jednocześnie Ukraińcy walczą o podtrzymanie dostaw prądu i ciepła, o co trudno w obliczu ciągłych ataków i mrozu przekraczającego 20 stopni poniżej zera. Przez poważną awarię sieci w sobotę prądu nie było w ukraińskiej stolicy. Nie kursowało tam również metro. Powodem problemów są także pozrywane przez ciężar lodu linie energetyczne.
Z przerwami w dostawach prądu zmagają się również mieszkańcy Odessy, a mieszkańcy Kijowa mówią również o problemach z dostępem do bieżącej wody i ogrzewania. Po południu minister energii Denys Szmyhal poinformował o przywróceniu dostaw w Kijowie oraz obwodzie dniepropietrowskim. Powoli ma poprawiać się również sytuacja w obwodach: charkowskim, żytomierskim i odeskim.
„System energetyczny funkcjonuje jako całość. Dyspozytorzy Ukrenergo monitorują sytuację. Jednocześnie nadal obserwujemy znaczne niedobory energii elektrycznej. W wielu regionach nadal obowiązują harmonogramy wyłączeń awaryjnych” – przekazał Szmyhal za pośrednictwem Telegrama.
Ataki Rosji przeciwko Ukrainie nie ustają mimo osobistej prośby Donalda Trumpa, skierowanej do Putina, o powstrzymanie ognia. Prezydent USA wysunął taką propozycję w czwartek ze względu na silne mrozy panujące w Ukrainie. Putin miał na nią przystać.
„To są wyjątkowo złe warunki pogodowe – oni [Ukraińcy – red.] mówią, że nigdy wcześniej nie doświadczyli czegoś podobnego” – mówił Trump. „Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebują [Ukraińcy], jest to, żeby rakiety leciały na ich miasta. Myślę, że muszę powiedzieć, że Ukraińcy nie uwierzyli, ale byli bardzo zadowoleni, że to usłyszeli, bo teraz bardzo cierpią”.
Cała Ukraina zmaga się z falą wyjątkowo mroźnej pogody. W Kijowie aż do środy temperatury w nocy mają utrzymywać się poniżej 20 stopni na minusie. W Charkowie mróz dojdzie do niemal minus trzydziestu.
Na zdjęciu: mieszkańcy Kijowa koczujący w tunelu metra przez rosyjskie ataki i przerwy w dostawach prądu
Przeczytaj także:
Międzynarodowe agencje informacyjne oraz media z Półwyspu Arabskiego informują o eksplozji w irańskim porcie Bandar Abbas.
Eksplozje w porcie potwierdzają również informacje napływające z Teheranu. Nie jest na razie znana przyczyna. W mediach społecznościowych pojawiły się spekulacje mówiące o próbie zabicia dowódcy marynarki wojennej Gwardii Rewolucyjnej. Zależna od rządu agencja Tasnim podała jednak, że informacje te są „całkowicie nieprawdziwe”. Państwowa telewizja potwierdziła, że wybuch naruszył ośmiopiętrowy budynek, niszcząc dwa piętra, a także stojące przy ulicy samochody oraz sklepy.
Państwowa agencja informacyjna IRNA cytuje wypowiedzi dyrektora generalnego ds. zarządzania kryzysowego w prowincji Hormozgan, Mehrdada Hassanzadeha. Oficjel potwierdził, że służby badają przyczyny wybuchu.
„Osoby ranne w wyniku tego zdarzenia są przewożone do szpitala przez służby ratownicze” – dodał, nie informując o żadnych ofiarach śmiertelnych.
Od grudnia w Iranie trwają protesty w reakcji na politykę opresyjnych władz Islamskiej Republiki i fatalną sytuację gospodarczą. Przepływ informacji zagranicę jest ograniczony przez ogólnokrajową blokadę internetu. Wiadomo jednak, że irańskie służby brutalnie tłumią protesty. Pojawiają się również informacje o ofiarach śmiertelnych, które można liczyć w tysiącach.
Prezydent USA Donald Trump od wielu tygodni sugeruje, że może zaangażować się w irański konflikt wewnętrzny. Amerykańskie siły zbrojne budują gotowość bojową niedaleko wybrzeży tego kraju.
„Potężna Armada zmierza w kierunku Iranu. Porusza się szybko, z ogromną siłą, entuzjazmem i jasno określonym celem. Jest to większa flota, dowodzona przez wielki lotniskowiec Abraham Lincoln, niż ta wysłana do Wenezueli. Podobnie jak w przypadku Wenezueli, jest ona gotowa, chętna i zdolna do szybkiego wykonania swojej misji — z szybkością i przemocą, jeśli zajdzie taka potrzeba” – grzmiał Donald Trump w czwartowym poście w swojej sieci społecznościowej Truth Social. Amerykańskie władze żądają też od Iranu podejścia do rozmów o nowym układzie regulującym sposób użycia technologii jądrowej przez Teheran.
Amerykański portal Axios pisał 26 stycznia, że wymagania Amerykanów obejmują:
Przeczytaj także:
Protesty przeciwko działaniu funkcjonariuszy Urzędu Celno-Imigracyjnego ICE zgromadziły tysiące osób w Minneapolis i innych miastach Stanów Zjednoczonych.
To właśnie w Minneapolis, stolicy stanu Minnesota, agenci ICE postrzelili ze skutkiem śmiertelnym dwje obywateli USA: pielęgniarza intensywnej terapii Aleksa Pretti oraz pisarkę i matkę trójki dzieci Renee Nicole Good.
Od początku 2026 roku w wyniku działań ICE zginęło 8 osób. Tłumy wyszły zamanifestować swój sprzeciw wobec polityki antymigracyjnej Donalda Trumpa mimo dojmującego chłodu. Maksymalna temperatura w mieście wyniosła zaledwie -7 stopni Celsjusza. Protestowi towarzyszył koncert charytatywny, podczas którego Bruce Springsteen wykonał „Streets of Minneapolis” – utwór skomponowany w proteście przeciwko działaniom ICE.
W całych Stanach Zjednoczonych odbyły się również akademickie protesty – manifestowali studenci i wykładowcy.
Niespokojnie było podczas protestów w Los Angeles, gdzie doszło do przepychanek policji z manifestantami. Funkcjonariusze użyli przeciwko nim gazu pieprzowego. W całym kraju nie obyło się również bez zatrzymań. W czwartek podczas protestu w Minnesocie służby ujęły znanego między innymi ze stacji CNN dziennikarza Dona Lemona. W piątek reporter usłyszał zarzut przygotowywania spisku.
Waszyngton w odpowiedzi próbuje bronić funkcjonariuszy. „Rząd Donalda Trumpa niemal natychmiast ogłosił, że Pretti był „uzbrojonym napastnikiem”, który „wymachiwał bronią” i zagrażał agentom. Prezydent, ministra bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem i dowódcy służb mówili o »obronie własnej«” – pisał na naszych łamach Radosław Korzycki, były korespondent polskich mediów w USA. Autor zauważa głęboki podział pomiędzy wyborcami Donalda Trumpa, często przyjmującymi jego argumentację bezkrytycznie, a protestującymi, wściekłymi na władze.
Przeczytaj także:
„Wojny domowe nie wybuchają w dniu, w którym pada pierwszy strzał. Zaczynają się w chwili, gdy ludzie po dwóch stronach barykady przestają wierzyć, że nadal należą do tej samej wspólnoty. Minnesota jest dziś miejscem, w którym Ameryka po raz pierwszy tak wyraźnie widzi własne pęknięcie. A kolejne punkty zapalne rozsiane są po całej Ameryce i są to po prostu zdominowane przez Partię Demokratyczną i jej elektorat duże miasta, choćby Chicago czy Portland” – czytamy w analizie Korzyckiego.
„Śmierć tych dwojga niewinnych cywili utrwala koszmar autorytarnej władzy w USA. Ameryka nie jest już demokratyczna. Na jej czele nie stoi już tylko chaotyczny klaun czy zwykły głupek. Stoi dyktator. Którego polska prawica wielbi do tego stopnia, że zabójstwo cywila uznaje za »good job« (wpis posła Dominika Tarczyńskiego)” – oceniała z kolei naczelna OKO.press, Magdalena Chrzczonowicz.
Przeczytaj także:
W nocy z 30 na 31 stycznia polska przestrzeń powietrzna została ponownie naruszona przez obiekty nadlatujące znad Białorusi – poinformowało w sobotę Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ).
Według ustaleń DORSZ polską granicę od strony Białorusi mogły przekroczyć balony. W związku z tymczasowymi ograniczeniami objęto przestrzeń powietrzną nad województwem podlaskim.
„Loty obiektów były nieprzerwanie monitorowane przez wojskowe systemy radiolokacyjne. W celu zapewnienia bezpieczeństwa, tymczasowo wprowadzono ograniczenia w wykorzystaniu części przestrzeni powietrznej nad województwem podlaskim dla lotnictwa cywilnego. Działania te miały charakter prewencyjny i były zgodne z obowiązującymi procedurami” – poinformowało DORSZ.
„Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych jest w stałym kontakcie z właściwymi instytucjami i służbami, prowadząc bieżącą wymianę informacji oraz przekazując dane dotyczące zaobserwowanych obiektów. Sytuacja jest stale monitorowana, a Siły Zbrojne RP pozostają w gotowości do realizacji zadań związanych z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej.”
Wojskowi traktują to wydarzenie jako wrogi akt. „Zdarzenie to stanowi kolejne z serii incydentów o charakterze hybrydowym obserwowanych na wschodnim obszarze Polski” – stwierdzili przedstawiciele DORSZ.
Najpoważniejszym do tej pory incydentem tego typu było wtargnięcie rosyjskich dronów w Polską przestrzeń powietrzną w nocy z 9 na 10 września 2025 r. Interweniowały wtedy polskie i sojusznicze samoloty stacjonujące w naszym kraju w ramach współpracy NATO-wskiej. Polskie niebo niebawem ma być uważniej monitorowane. W piątek podpisano umowę na dostawę nowoczesnego systemu obrony antydronowej dla polskich sił zbrojnych. W ceremonii uczestniczyli premier Donald Tusk oraz wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. System o nazwie San, opracowywany przez Polską Grupę Zbrojeniową we współpracy z firmą APS i norweskim Kongsbergiem, ma za zadanie zabezpieczać przed atakami wrogich dronów.
Przeczytaj także: