Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Partia CHP prowadzi dziś w sondażach przed wyborami parlamentarnymi. Kierownictwo partii odrzuca zarzuty stawiane mu przez sąd. Turcję może czekać poważny kryzys polityczny
Turecka policja wtargnęła wczoraj w Ankarze do siedziby Republikańskiej Partii Ludowej (CHP, Cumhuriyet Halk Partisi), największej partii opozycyjnej. To wynik wyroku sądowego z zeszłego tygodnia, w którym sąd uznał wyniki wyborów na przewodniczącego partii z 2023 roku za przeprowadzone wadliwie, a więc nieważne. W związku z wyrokiem miejsce obecnego lidera Özgür Özel ma zająć jego poprzednik Kemal Kılıçdaroğlu. Partia kategorycznie odrzuca te oskrażenia i stoi na stanowisku, że jest obiektem politycznych prześladowań.
W niedzielę gubernator prowincji Ankara zarządził eksmisję partii z jej obecnej siedziby. To zarządzenie wykonywała wczoraj policja. Partia zbudowała prowizoryczną barykadę, przez którą przebili się policjanci. W budynku zapanował chaos i wystrzelono sporo gazu łzawiącego. Ostatecznie jednak nikomu nie stało się nic poważnego.
Özel opublikował w sieci nagranie z budynku, na którym mówił, że partia jest właśnie atakowana. Po interwencji razem z członkami partii i jej zwolennikami przemaszerował około 6 km w stronę tureckiego parlamentu.
„Dopóki nie wyswobodzimy się z tej okupacji, nasza siedziba jest tutaj” – mówił tam do zwolenników. I zapowiedział, że w tej sytuacji nowy partyjny kongres powinien zostać zwołany jak najszybciej. Z kolei Kılıçdaroğlu, zgodnie z wyrokiem sądowym nowy lider partii, chce, by kongres odbył się „w odpowiednim czasie”.
Kolejne wybory parlamentarne i prezydenckie w Turcji mają odbyć się dopiero w 2028 roku. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan ewidentnie myśli już jednak o zapewnieniu dalszej władzy swojej partii AKP.
CHP za kadencji Özgüra Özela na stanowisku przewodniczącego znacząco poprawiła pozycję w sondażach dotyczących kolejnych wyborów parlamentatnych. Obecnie średnia sondażowa daje partii około 33 proc. wskazań i pozycję lidera, przed rządzącą AKP. W 2023 roku AKP zdobyła 35,6 proc. głosów, a CHP 25,3 proc. Liderujący wówczas w CHP Kılıçdaroğlu jest symbolem ówczesnej porażki. Przegrał też wybory prezydenckie, choć prowadził w sondażach dotyczących drugiej tury przez niemal dwa lata. Od tego czasu był mało aktywny politycznie. Nie jest więc popularny w partii, a dla rządzących jest łatwiejszym przeciwnikiem.
To najgłośniejszy przypadek ataku państwa na opozycję od marca 2025 roku. Wówczas władze zaaresztowały popularnego burmistrza Stambułu Ekrema İmamoğlu. Polityk ten miał być kandydatem partii na prezydenta w 2028 roku.
Za czasów rządów Erdoğana (nieprzerwanie przy władzy od 2003 roku, od 2014 jako prezydent) Turcja znacznie pogorszyła stan demokracji w kraju. Według oceny organizacji Varieties of Democracy prezydentura Erdoğana to najgorszy czas dla demokracji w kraju od kilku lat po przewrocie wojskowym z 1980 roku.
Przeczytaj także:
Jak długo potrwa „czasowe” zawieszenie prawa do ochrony międzynarodowej? I czy działa? – pyta MSWiA Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek
"Z informacji przedstawianych w uzasadnieniach wniosków o przedłużenie obowiązywania powyższego rozwiązania w ciągu ostatniego roku wynika, że uzasadnieniem dla dalszego utrzymywania ww. przepisów w mocy jest w opinii MSWiA pozostawanie zagrożenia stwarzanego przez instrumentalizację migracji na wysokim poziomie. (...) Skoro jednak zastosowano środek tak dalece ograniczający konstytucyjne prawa jednostek, ten zaś po roku obowiązywania nie doprowadził do opanowania sytuacji kryzysowej, to warto rozważyć, czy nie należałoby zastąpić go innym instrumentem, obojętnym lub przynajmniej mniej dotkliwym z punktu widzenia prawa cudzoziemców do ubiegania się o ochronę międzynarodową na terytorium RP. Zgodnie z moją wiedzą, w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie zostały podjęte żadne kroki w kierunku opracowania i przyjęcia takich regulacji" – pisze w piśmie do MSWiA Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek.
Przypomina, że zawieszenie prawa do ochrony międzynarodowej miało być „czasowe”, co wskazuje na jego interwencyjny charakter. „Gdy jednak taka wyjątkowa sytuacja nie przemija pomimo stosowanego instrumentu, to musi powstać pytanie, czy jest to środek właściwy dla osiągnięcia założonego celu” – pisze RPO.
Przypomina także, że już w opinii z lutego 2025 r. wskazywał na zastrzeżenia dotyczące zgodności ustawy z Konstytucją RP i aktami prawa międzynarodowego. „Zastrzeżenia te zachowują aktualność”.
W maju 2026 r. Sejm po raz siódmy przedłużył zawieszenie prawa do azylu, używając argumentu o skuteczności tego ograniczenia: „Kolejne przedłużenie wynika z wyraźnej skuteczności tego rozwiązania prawnego – brak możliwości złożenia wniosku o azyl przy granicy polsko-białoruskiej zniechęca migrantów do wybierania szlaku przez nasz kraj i zwalcza presję migracyjną. W ciągu ostatniego roku liczba prób nielegalnego przejścia przez granicę z Białorusią spada, a liczba udanych przejść za pierwszy kwartał tego roku wynosi zero. Naszym celem jest wygaszenie tego sztucznie stworzonego szlaku migracyjnego, i zapewnienie nienaruszalności polskich granic, w szczególności wobec działań hybrydowych wymierzonych w nasz kraj”.
Rząd zawiesił – czasowo i terytorialnie – prawo do azylu w marcu 2025 r. Z zawieszenia wyłączone są tzw. grupy wrażliwe, od których SG – teoretycznie – jest zobowiązana przyjąć wniosek.
Prawo przyjęto przy ogromnym sprzeciwie organizacji pozarządowych, zastrzeżeniach prawnych i konstytucyjnych ze strony RPO, RPD Biura Legislacyjnego Sejmu i Senatu, UNHCR.
Biuro Legislacyjne Senatu wskazywało na niezgodność ustawy pozwalającej na zawieszenie prawa do ochrony międzynarodowej z następującymi aktami:
Przeczytaj także:
Zawieszenie obowiązuje 60 dni, a jego przedłużenie musi zostać zaakceptowane przez Sejm. W maju 2026 r. Sejm po raz siódmy przedłużył obowiązywanie rozporządzenia.
Przeczytaj więcej w OKO.press:
Przeczytaj także:
W nocy i nad ranem 24 maja Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Kijów. Wśród zniszczonych lub uszkodzonych instytucji kultury znalazło się Narodowe Muzeum „Czarnobyl”, które kilka dni wcześniej otwarto po remoncie.
Narodowe Muzeum „Czarnobyl” w Kijowie zostało poważnie uszkodzone w wyniku rosyjskiego ataku powietrznego we wczesnych godzinach po północy 24 maja. Informację przekazał Państwowy Rezerwat Historyczno-Architektoniczny „Starożytny Kijów”. „Narodowe Muzeum »Czarnobyl«, o którego otwarciu po remoncie pisaliśmy kilka dni temu, zostało niemal całkowicie zniszczone” — napisano w komunikacie.
Około 40 proc. przedmiotów z ekspozycji muzeum miało zostać nieodwołalnie utraconych.
Muzeum „Czarnobyl” otwarto 25 kwietnia 1992 roku z inicjatywy ukraińskiego MSW. Powstało w specjalnie zrekonstruowanym budynku dawnej wieży strażackiej z początku XX wieku, donoszą ukraińskie media. W latach 80. w tym oraz sąsiednim budynku działał Kijowski Obwodowy Zarząd Ochrony Przeciwpożarowej, którego strażacy brali udział w gaszeniu pożaru po katastrofie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. W 1996 roku muzeum otrzymało status placówki o znaczeniu narodowym.
W ataku ucierpiały także inne zabytki i instytucje kultury w Kijowie. Według ukraińskich władz była to największa od początku pełnoskalowej wojny seria zniszczeń stołecznych instytucji kultury podczas jednego ataku. Ministerka kultury Tetiana Bereżna przekazała, że rosyjski atak uszkodził m.in. Narodowe Muzeum Sztuki Ukrainy, Operę Kijowską, Małą Operę, budynki Kijowskiej Szkoły Ekonomii oraz pomieszczenia Instytutu św. Tomasza z Akwinu przy klasztorze dominikanów. Niewielkie zniszczenia odnotowano także w budynku rządu Ukrainy oraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
W ataku zginęły cztery osoby, a około stu zostało rannych. Liczba poszkodowanych rosła w ciągu dnia — jeszcze rano ukraińskie władze informowały o 62 rannych.
Był to jeden z największych i najbardziej krwawych rosyjskich ataków na Ukrainę od początku pełnoskalowej inwazji. Trwał od około pierwszej w nocy do piątej nad ranem. Według ukraińskich sił powietrznych Rosja użyła około 600 dronów i 90 rakiet. W Kijowie największe zniszczenia odnotowano w dwóch prawobrzeżnych rejonach: szewczenkowskim i podilskim. Muzeum Czarnobyla znajduje się w tym drugim.
Podczas ataku na Ukrainę w nocy z 23 na 24 maja Rosja użyła hipersonicznego pocisku balistycznego Oriesznik – trafił on w miasto Biała Cerkiew. Oriesznik to pocisk balistyczny średniego zasięgu zdolny do przenoszenia ładunków konwencjonalnych lub jądrowych. Rosyjskie władze twierdzą, że może razić cele w całej Europie i jest trudny do przechwycenia przez współczesne systemy obrony powietrznej. Według rosyjskich deklaracji ma też niszczyć cele ukryte głęboko pod ziemią i poruszać się z prędkością wielokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku. Rosyjska rakieta, która uderzyła w Białą Cerkiew, miała trafić w budynki społdzielni garażowej – nie ma informacji o zabitych.
„To jest początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem samego Tuska” – deklarował w Krakowie Przemysław Czarnek. Po przegranym referendum w Krakowie PiS deklaruje referendalny szturm na inne miasta. I ostrzega Koalicję przed przegranymi wyborami do Sejmu i Senatu.
Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło polityczny atak na Koalicję Obywatelską. Po tym, jak w Krakowie prezydent KO przegral referendum odwoławcze i Aleksander Miszalski po raptem dwóch latach traci urząd, PiS przystąpił do działania. Ich plan jest prosty: chaos w samorządach i akcje referendalne w kraju, a potem wygranie wyborów parlamentarnych jesienią przyszłego roku.
Do Krakowa w poniedziałkowy poranek przyjechał sam Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera. Partia Jarosława Kaczyńskiego jako pierwsza zwołała dziennikarzy na spotkanie i dziś nadaje medialny ton krakowskiemu referendum. KO bowiem milczy, Aleksander Miszalski odwołał poniedziałkowe spotkania i nie planuje rozmawiać z dziennikarzami. Podobnie całe środowisko lokalnej Koalicji Obwyatelskiej.
„To jest początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy odejściem samego Tuska” – grzmiał pod Sukiennicami Czarnek nazywając Miszalskiego „Tuskiem krakowskim” i uznając wynik referendum za „osobistą porażkę Donalda Tuska”.
Przemysław Czarnek w Krakowie potwierdził też, że PiS będzie chciał powtórzyć krakowski scenariusz w innych miastach, w których rządzą włodarze z KO. „Zmiany nastąpią w Krakowie, a potem w innych miejscach. I nastąpią ostatecznie w Polsce” – ogłosił Czarnek. Wtórowała mu była premier Beata Szydło.
„To początek drogi, którą wszyscy powinniśmy podjać (...) Zły gospodarz został odwołany tutaj w Krakowie. Pora, by zły gospodarz naszej ojczyzny, Donald Tusk, również został odwołany. (...) To początek drogi do tego, by odzyskać demokrację w Polsce” – grzmiała polityczka.
PiS nie ogłosił w Krakowie nazwiska kandydata w wyborach. Te w stolicy Małopolski odbędą się najprawdopodobniej w drugiej połowie sierpnia. Czarnek, pytany o nazwisko osoby, którą poprze PiS w Krakowie powiedział tylko, że będzie to „ktoś, kto ma wielkie szanse na to, by zmienić rzeczywistość w Krakowie”.
„Jesteśmy otwarci na wszystkie możliwe kierunki współpracy tak, żeby Krakowem mógł rządzić PiS” – zadeklarował. I dodał, że nie wyklucza wspólnego prawicowego frontu. „Nasza otwartość na pokój na prawicy i współpracę na prawicy od dawna jest znana w całej Polsce, także tutaj w Krakowie. Powtarzam, wszystkie kierunki są otwarte, niczego dzisiaj nie przesądzamy” – mówił.
Ten scenariusz jest wydaje się jednak mało prawdopodobny. Konfederacja już ogłosiła swojego kandydata na prezydenta Krakowa i będzie raczej grała na budowanie własnej rozpoznawalności i popularności w mieście przed przyszłroocznymi wyborami parlamentarnymi.
Kraków odwołał prezydenta miasta, Aleksandra Miszalskiego. Niespełna 30 procent mieszkańców wzięło udział w referendum odwoławczym i tym samym wystawiło prezydentowi z KO czerwoną kartkę. Razem z nim odwołani zostają wiceprezydenci miasta (jest ich czworo). Kraków ma teraz 90 dni, by wybrać nowego włodarza miasta.
„Mieszkańcy Krakowa podjęli decyzję. Przyjmuję ją z szacunkiem. Dziękuję wszystkim Krakowiankom i Krakowianom za udział w referendum – zarówno tym, którzy mnie wspierali, jak i tym, którzy byli wobec mnie krytyczni. Demokracja samorządowa polega właśnie na tym, że to mieszkańcy mają ostatnie słowo” – napisał prezydent w mediach społecznościowych.
Rada Miasta pracować w niezmienionym składzie. Frekwencja była zbyt mała, żeby odwołać również radnych; zabrakło niespełna procenta głosów.
Kraków staje się dziś politycznym epicentrum. Na nieco ponad rok przed wyborami parlamentarnymi będzie musiał – – wybrać prezydenta, a chętkę na ten fotel i budowanie popularności przed wyborami do Sejmu i Senatu ma wielu. Prof. Marek Bankowicz w rozmowie z OKO.press wskazuje, że najbliższe tygodnie będą czasem politycznych napięć rangi ogólnokrajowej, bowiem wybory w Krakowie odbędą się na rok przed wyborami parlamentarnymi.
Przeczytaj także:
Nawet 33,4 procent krakowian poszło na referendum i odwołało nie tylko prezydenta, ale i całą Radę Miasta – wskazuje sondaż exit poll przygotowane dla Polsat News przez Ogólnopolską Grupę Badawczą i Stan360. W komisjach wyborczych trwa liczenie głosów, na oficjalne wyniki trzeba jeszcze poczekać.
W Krakowie dobiegło końca referendum odwoławcze. Miasto decydowało dziś o tym, czy odwołać prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO oraz Radę Miasta po zaledwie dwóch latach rządów.
Liczenie głosów trwa. Polsat News zlecił jednak badania exit poll Ogólnopolskiej Grupie Badawczej i Stan360. Stacja podaje, iż frekwencja w głosowaniu wyniosła 33,4 procent.
Oznacza to, że zarówno zarówno referendum nad odwołaniem prezydenta Krakowa, jak i Rady Miasta są ważne. Aby referendum w Krakowie można było uznać za skuteczne, wystarczy, że do urn w niedzielę poszłoby 26,98 procent mieszkańców.
Jak podaje Polsat News, sondażowe wyniki wskazują, że:
Nie wiadomo, na jakiej grupie przeprowadzono sondaż. Miejska Komisja Wyborcza wciąż czeka na wyniki, które spływają do nich z obwodowych komisji wyborczych.
Jeśli okaże się, że wyniki podane przez OGB są prawidzwe, Aleksander Miszalski po zaledwie dwóch latach rządów pożegna się z fotelem prezydenta. Może to być początek fali referendów w całym kraju. Zarówno Konfederacja, jak i PiS od kilku miesięcy wskazywali, że najpierw odwołają prezydenta w Krakowie, a potem pójdą po władzę w innych miastach kraju. Dziś wprost pisze o tym prezes PiS Jarosław Kaczyński: „Krakowskie referendum to dowód na to, że nie można i nie da się obywatelom zamknąć ust! Kwintesencją demokracji jest głos obywateli, którego należy słuchać i szanować. Ta władza niszczy i kwestionuje wszystko, co demokratyczne! Dlatego Krakowianie pokazali im czerwoną kartkę. Gratuluję wszystkim Krakowianom, którzy nie dali się zastraszyć i walczą o swoje miasto! Dla nas to dopiero początek” – napisał prezes PiS na X.
„Nie mam wątpliwości, że Aleksander Miszalski obrywa za Jacka Majchrowskiego” – wskazywał w rozmowie z OKO.press socjolog i komentator polityczny, prof. Jarosław Flis. Potwierdzają to wyniki sondażu. OGB zapytało bowiem o przyczyny pójścia krakowian do niedzielnego referendum. Przeszło 28 procent z nich chciało odwołania prezydenta z powodu wprowadzenia Strefy Czystego Transportu. Jej przepisy uchwalili radni jeszcze za poprzedniej RMK i czasów Jacka Majchrowskiego, a obecnie funkcjonujące przepisy zostały zliberalizowane. Według części mieszkańców jednak za mało. Bo choć miesięczna opłata za wjazd do Krakowa nieekologicznych samochodów wynosi sto złotych miesięcznie – i zupełnie nie dotyczy mieszkańców miasta, spotkała się z ogromnym społecznym sprzeciwem, podgrzewanym przez Ruch Narodowy oraz inne prawicowe organizacje, kojarzone wcześniej z ruchami antyszczepionkowymi, ultrakonserwatywnymi i antyukraińskimi.
Jak pisaliśmy w OKO.press: „Przeciwnicy SCT stworzyli w Krakowie efekt chaosu, nad którym gabinet prezydenta nie był w stanie zapanować. Pod osłoną nocy niszczono znaki informujące o wjeździe do strefy, a zdjęcia wrzucano do sieci. Pojawiła się dezinformacja, narracja o oblężonym Krakowie, mieście ekskluzywnym, dla bogatych (czyt. z drogimi, ekologicznymi samochodami), czego symbolem miał być upadek lub co najmniej poważne trudności mikroprzedsiębiorstw”.
Drugim powodem, dla którego krakowianie mieli chcieć odwołania prezydenta jest poziom zadłużenia miasta. Kraków jest dziś bowiem niechlubnym liderem w rankingu najbardziej zadłużonych miast Polski. Miasto tonie w długach; na tyle, że średnio na każdego mieszkańca miasta przypada nawet 10 tysięcy złotych dziury. To też scheda po poprzedniku.
Prezydent Krakowa w czasie swojej krótkiej prezydentury popełnił jednak kilka fatalnych błędów – z masowym zatrudnieniem osób związanych z Koalicją Obywatelską na czele. Nie tylko mieszkańcy, ale i pracownicy Magistratu w rozmowach z OKO.press wskazywali, że na stanowiska obsadzane są ludźmi związanymi z otoczeniem Miszalskiego, nierzadko bez stosownych kompetencji. Z twarzą prezydenta Krakowa zlepiło się niechlubne określenie dotyczące zarażenia miasta „epidemią kolesiostwa”, a sposób zarządzania spółkami miejskimi i nepotyzm to powód, dla którego przeszło 14 procent osób zdecydowało się pójść na referendum.
Aleksander Miszalski jak dotąd nie odniósł się publicznie do wyników exit poll.
Przeczytaj także: