Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Do czterech raz sztuka – rumuński parlament poparł mniejszościowy rząd byłego dziennikarza, dziś bezpartyjnego dyplomaty Luci Niculescu. Na rozpisanie przedterminowych wyborów naciskała prowadząca w sondażach skrajna prawica
Polityczny impas w Rumunii trwał od maja. We wtorek 20 października parlament w końcu zatwierdził mniejszościowy rząd Luci Niculescu, 55-letniego dyplomaty, niezwiązanego z żadną z partii politycznych.
Za głosowało 280 osób, przeciwko było 58 parlamentarzystów. Niculescu wynegocjował 6-miesięczne wotum zaufania z największymi graczami w rumuńskim parlamencie. Poparcia udzieliły mu:
W pierwszym półroczu rządów Niculescu ma pracować nad szerszym porozumieniem politycznym, które zapewni mu stabilne poparcie na całą kadencję.
Jak obiecuje, chce sformować rząd, który "przyciągnie do kraju środki i inwestycje”.
Od 2024 roku, gdy unieważniono wybory prezydenckie, sytuacja polityczna w Rumunii jest niestabilna. W maju 2025 wotum nieufności złożone przez dotychczasowych koalicjantów zmiotło z planszy prounijny rząd premiera Ilie Bolojana. Powód? Drastyczne cięcia budżetowe i polityka zaciskania pasa.
Od tego czasu prezydent Nicușor Dan bezskutecznie powierzał misję sformowania rządu kolejnym politykom. Zgodnie z prawem, prezydent może rozwiązać parlament i zarządzić przedterminowe wybory, jeśli dwóch kandydatów nie uzyska poparcia w ciągu 60 dni. Jednak prezydent twierdził, że takie rozwiązanie tylko przedłużyłoby kryzys polityczny.
W dyskusji nad powołaniem nowego rządu ważnym tematem były kwestie bezpieczeństwa kraju w związku z nasilającymi się zagrożeniem ze strony Rosji.
Przyspieszonych wyborów domagał się jedynie skrajnie prawicowy Sojusz na rzecz Jedności Rumunów (AUR). Partia prowadzi bowiem w sondażach z poparciem na poziomie ponad 35 proc.
Przeczytaj także: