Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W Jedwabnem odbyły się uroczystości upamiętnienia 85 rocznicy zbrodni. Wzięli w niej udział m.in. przedstawiciele parlamentu i prezydenta. Na miejscu pojawiła się jednak także negująca zbrodnię skrajna prawica. Grzegorz Braun odsłonił tablicę pamięci „ofiar rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
10 lipca 2026 r. przypada 85 rocznica mordu na społeczności żydowskiej w Jedwabnem. Jak ustaliło śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej wszczęte w 2002 roku, 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem grupa ok. 40 Polaków zamordowała co najmniej 340 swoich żydowskich sąsiadów, z czego większość spalono żywcem w stodole. Według badaczy zbrodni dokonano z inspiracji Niemców, ale to Polacy mieli w niej „rolę decydującą” w tej zbrodni. Dziś w miejscu stodoły stoi pomnik upamiętniający ofiary. Odsłonięto go 25 lat temu.
W tegorocznych uroczystościach upamiętniających zbrodnię wzięli udział m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, przedstawiciel prezydenta RP Wojciech Kolarski, wiceprezes IPN Mateusz Szpytma, parlamentarzyści, duchowni różnych wyznań, dyplomaci oraz delegacja warszawskiej gminy wyznaniowej. Nie było żadnych oficjalnych przemówień.
„To jest okazja dla nas: żałować razem i pamiętać. Kiedy pamiętamy, jest szansa, że możemy zbudować lepszy świat dla naszych dzieci i wnuków” – powiedział krótko rabin Michael Schudrich w trakcie uroczystości pod pomnikiem [cyt. za PAP].
Jak co roku, w Jedwabnem w rocznicę pogromu pojawiła się także skrajna prawica, która neguje sprawstwo Polaków w tej zbrodni. Grzegorz Braun, lider Konfederacji Korony Polskiej, niedaleko pomnika ofiar ustawił krzyż z kamienną tablicą. Ma ona upamiętniać „ofiary dwóch zbrodniczych totalitaryzmów – niemieckiego nazizmu i rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
Braun odsłonił tablicę razem z posłami Korony – Włodzimierzem Skalikiem i Romanem Fritzem. Polityk wzywał do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem, aresztowania, ukarania i wygnania z Polski rabina Schudricha. Pomnik ofiar w miejscu stodoły nazwał „miejscem kłamstwa” i podziękował Wojciechowi Sumlińskiemu za wcześniejsze wzniesienie w okolicy pomników, które kwestionowały fakt, że zbrodni dokonali Polacy.
„Szanowni państwo, widzicie, że i komuna, i eurokomuna, i żydokomuna idą w zaparte. Idą w zaparte. I w sprawie kłamstwa Jedwabińskiego, i w sprawie kłamstwa o pogromach rzeszowskim, krakowskim, kieleckim 1945 i 1946 roku. I w Oświęcimiu i w innych miejscach pamięci-niepamięci” – mówił Braun.
Przeczytaj także:
Do otwartej w piątek stacji Choczewo doprowadzono moc z morskiej farmy wiatrowej Baltic Power. Na razie na morzu pracują 54 turbiny, docelowo ma ich być 76.
W Osiekach Lęborskich na Pomorzu uruchomiono nową stację elektroenergetyczną Choczewo, należącą do Polskich Sieci Elektroenergetycznych. W piątek 10 lipca do obiektu doprowadzono moc z pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, budowanej przez Orlen i kanadyjską spółkę Northland Power. Stacja będzie kluczowym elementem systemu przesyłu energii z morskich farm wiatrowych do krajowej sieci elektroenergetycznej.
Baltic Power to pierwsza morska farma wiatrowa w Polsce. Instalacja o planowanej mocy 1,2 GW powstaje na Bałtyku i ma składać się z 76 turbin. Obecnie na morzu zamontowano już 54 turbiny, a pierwsze z nich rozpoczęły produkcję energii. Osiągnięcie etapu tzw. first power oznacza rozpoczęcie stopniowego uruchamiania całej farmy.
„Kiedy słyszę te dane, to aż nie chcę mi się wierzyć. To, co wystaje ponad wodę, jest wyższe od Pałacu Kultury, a więc tu za chwilę blisko naszego brzegu na Bałtyku będzie stało 76 wież, każda wyższa od Pałacu Kultury" – mówił premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej przy okazji otwarcia stacji.
Tusk podkreślił także, że uruchomienie stacji oraz budowa farmy Baltic Power są ważnymi inwestycjami z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Jak zaznaczył, dywersyfikacja źródeł energii ma szczególne znaczenie w czasie napięć geopolitycznych, takich jak wojna Rosji przeciwko Ukrainie czy konflikty na Bliskim Wschodzie.
„Budowę stacji Choczewo sfinansowano w całości z Krajowego Planu Odbudowy. Jej koszt wyniósł ok. 530 mln zł. Prace zrealizowały firmy SPIE Energy Poland i Elfeko. Urządzenia na stację dostarczyły m.in.: Olmex, Hitachi Energy Poland, Siemens Polska, Telefonika Polska oraz Arteche. PSE podały, że stacja zajmuje powierzchnię 25 ha, czyli 35 boisk piłkarskich. W ramach budowy wmurowano niemal 9,5 ton fundamentów, zmontowano ponad 800 ton konstrukcji stalowych, ułożono 300 kilometrów kabli i wybudowano 8 kilometrów dróg asfaltowych” – podaje Polska Agencja Prasowa.
Zakończenie budowy farmy Baltic Power planowane jest na jesień 2026 roku. Stacja Choczewo została przygotowana w zakresie niezbędnym do przyłączenia tej inwestycji, a dodatkowo powstała linia łącząca ją ze stacją Żarnowiec. Polskie Sieci Elektroenergetyczne prowadzą także prace nad kolejnymi połączeniami dla przyszłych morskich farm wiatrowych, a całość projektu rozbudowy infrastruktury ma zostać zakończona w pierwszej połowie 2027 roku.
Przeczytaj także:
Krzysztof Bosak dementuje pogłoski, jakoby Jarosław Kaczyński miał zaproponować mu dołączenie do wielkiej prawicowej koalicji
Mariusz Gierszewski z Radia ZET, powołując się na swoje źródła, opublikował w piątek 10 lipca informację o organizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość prawicowej koalicji na wybory w 2027 roku. Zaproszenia mieli lub mają dostać: były lider ruchu Kukiz'15 Paweł Kukiz, były kandydat na prezydenta Marek Jakubiak, były lider ruchu Bezpartyjni Samorządowcy Marek Woch oraz liderzy Ruchu Obrony Granic. „Propozycję dołączenia do koalicji dostał również jeden z liderów Ruchu Narodowego i wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak [...] Równocześnie jak twierdzą nasi rozmówcy, PiS będzie podkreślał, że drugi z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen nie ma nic wspólnego z prawicą i jest wyłącznie przedsiębiorcą „bawiącym się w politykę" – czytamy.
Plany te miały być już omawiane na kilku spotkaniach. Radio ZET jako dowód na kontakty na linii Bosak-PiS podaje zaproszenie polityka do panelu na Kongresie „Polska ambitna”, gdzie wystąpić miał z Mariuszem Błaszczakiem i Jackiem Sasinem.
Na publikację Mariusza Gierszewskiego zareagował Krzysztof Bosak.
„Dementuję wszystkie informacje mnie dotyczące zawarte w poniższym artykule jako nieprawdziwe. Przestrzegam zarazem zarówno dziennikarzy, jak i wyborców przed operacjami dezinformacyjnymi polityków zbliżonych do kierownictwa PiS" – napisał lider Ruchu Narodowego. Stwierdził, że nie otrzymał żadnej propozycji udziału w koalicji, a do tego nie był na wymienionym w tekście kongresie.
„Bylem zaproszony, ale zdecydowałem się tego dnia wziąć udział w szkoleniu wojskowym dla posłów. Jedyne co jest prawdą w tym tekście, to że szefostwo PiS fantazjuje o rozbiciu Konfederacji i rozmawia o tym z dziennikarzami” – skwitował Krzysztof Bosak.
Prawicowa koalicja, którą ma według doniesień Radia ZET przygotowywać Jarosław Kaczyński, w dużym stopniu już funkcjonuje. Marek Jakubiak oraz Paweł Kukiz, pomimo tego, że w Sejmie zasiadają w osobnych kołach poselskich, to dostali się do niego w 2023 właśnie z list Prawa i Sprawiedliwości. Lider Ruchu Obrony Granic, czyli Robert Bąkiewicz też znalazł się w 2023 roku na listach PiS, ale nie udało mu się zdobyć mandatu.
Nowością na liście jest nazwisko Marka Wocha, liderem Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni i Samorządowcy (jest to pewnego rodzaju odprysk środowiska Bezpartyjnych Samorządowców), który w 2025 roku startował w wyborach prezydenckich. Woch spośród 13 kandydatów w pierwszej turze zajął 13 miejsce i wyścig zakończył z wynikiem 18 tysięcy głosów, co przełożyło się na 0,09% poparcia.
Po wyborach prezydenckich Marek Woch zaczął zawiązywać sojusze z rozmaitymi środowiskami skrajnej prawicy i prorosyjskimi stowarzyszeniami, o czym na łamach OKO.press pisała Anna Mierzyńska. Zawarł także pakt z Grzegorzem Braunem w sprawie potencjalnego wspólnego startu w 2027 roku.
Przeczytaj także:
Pogłoski na temat potencjalnej koalicji Konfederacji i Prawa i Sprawiedliwości również krążą od ponad roku, podsycane faktem, że stosunki Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena są chłodne. Lider Ruchu Narodowego rzekomo prawie w ogóle nie rozmawia bezpośrednio z liderem Nowej Nadziei. Mentzen jest od miesięcy także ostro atakowany przez Jarosława Kaczyńskiego. I nie pozostaje mu dłużny. Inaczej wygląda sytuacja Krzysztofa Bosaka, wobec którego politycy PiS rzeczywiście wykonują publiczne gesty świadczące o szacunku.
Tej grze Prawa i Sprawiedliwości – grze na rozbicie Konfederacji – poświęcony był jeden z odcinków „Programu Politycznego” Agaty Szczęśniak i Dominiki Sitnickiej. Na razie nic nie wskazuje, by przed wyborami w 2027 roku miało dojść do rozłamu w Konfederacji. Partia jako całość ma stabilne, kilkunastoprocentowe poparcie w sondażach. Jednym z krążących scenariuszy jest taki, w którym PiS po wyborach miałoby utworzyć koalicję, ale tylko z częścią Konfederacji. Zakładając, że partia zdobędzie kilkadziesiąt mandatów i podzieli się w Sejmie na dwa kluby – Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego.
Te scenariusze rozpisywane są jednak niejako równolegle do dyskusji na temat tzw. prawicowego paktu senackiego, za którego utworzeniem politycy Konfederacji opowiadają się publicznie. Sławomir Mentzen, ze względu na swój konflikt z Jarosławem Kaczyńskim, stawia jednak warunek. Chciałby, by patronem takiego paktu był prezydent Karol Nawrocki.
Przeczytaj także:
„Będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska, została w końcu ujawniona i jeśli tylko będą takie możliwości, ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać i tak będzie" – powiedział dziś Jarosław Kaczyński.
W piątek 10 lipca rano Jarosław Kaczyński pojawił się na placu Piłsudskiego w Warszawie, by złożyć wieniec pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Prezesowi PiS towarzyszyli między innymi Zbigniew Bogucki oraz Sławomir Cenckiewicz. Jak relacjonuje Onet, na miejscu byli już jednak wcześniej przeciwnicy obchodów miesięcznic smoleńskich. Ich demonstrację chroniła policja, odgradzając barierkami od gromadzących się członków i zwolenników PiS. Sprawiło to, że politycy mieli utrudniony dostęp do pomnika. Jak podaje Onet, prezes PiS wdał się w dyskusję z funkcjonariuszami policji. Według relacji Faktu z ust prezesa miało paść porównanie funkcjonariuszy do Gestapo. W czasie tych dyskusji między pozostałymi zgromadzonymi doszło do przepychanek. „Między zgromadzonymi pod pomnikiem ludźmi doszło do aktu agresji. Jeden z mężczyzn uderzył innego ręcznym statywem do robienia zdjęć. Później usiłował oddalić się z miejsca zdarzenia” – czytamy.
Ostatecznie politycy PiS złożyli wieńce kilka metrów od pomnika.
Chwilę później głos zabrał Jarosław Kaczyński, mówiąc, że politycy PiS są „miesiąc w miesiąc obrażani, atakowani, łącznie z pogróżkami zabójstwa”, a „policja nie interweniuje”.
„Mamy do czynienia z bojówkami rządzącej partii, a nie z policją i z tego trzeba będzie wyciągnąć wnioski. Trzeba będzie budować wszystko od początku, powołując jakąś gwardię obywatelską, która będzie bardzo zdecydowana” – mówił Kaczyński. Stwierdził, że „wszystkie nasze służby są do przebudowy”.
Dodał też, że ludzie organizujący pod pomnikiem kontumiesięcznice odpowiedzą za to, co robili. Zapowiedział też, że gdy PiS wróci do władzy, zbadane zostanie, czy nie dzieje się to na zlecenie rosyjskie.
Do wydarzeń pod pomnikiem smoleńskim odniosła się publicznie Komenda Stołecznej Policji. W długim oświadczeniu zaznaczono, że „wszystkie czynności wykonywane przez funkcjonariuszy realizowane są wyłącznie na podstawie i w granicach obowiązującego prawa” i że ich celem jest zapobieganie „eskalacji napięć, naruszeniom porządku publicznego oraz wszystkim zagrożeniom bezpieczeństwa ludzi i mienia”. Sami funkcjonariusze zaś „realizują swoje ustawowe zadania w sposób bezstronny, kierując się wyłącznie obowiązującymi przepisami prawa oraz oceną sytuacji”, a „podejmowane decyzje i interwencje nie są uzależnione od poglądów, funkcji, przekonań ani przynależności organizacyjnej osób uczestniczących w tych wydarzeniach”.
Zaapelowano też do „wszystkich uczestników zgromadzeń o respektowanie obowiązujących przepisów prawa oraz stosowanie się do poleceń wydawanych przez policjantów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo”.
Głos zabrał także szef MSWiA Marcin Kierwiński.
„Skandaliczne zachowanie posła Kaczyńskiego wobec Polskiej Policji. To hańba że były wicepremierem ds.bezpieczeństwa atakuje funkcjonariuszy i polski mundur. Policja dba o porządek publiczny i bezpieczeństwo każdego obywatela. Czasy polityków ponad prawem Panie Kaczyński minęły" – napisał w mediach społecznościowych minister.
Podczas wypowiedzi dla mediów na placu Piłsudskiego Jarosław Kaczyński odniósł się także do kwestii samej katastrofy smoleńskiej.
„My wiemy, że ludzie, którzy rządzili Polską w 2010 roku, liczyli, że ta sprawa zostanie, czyli sprawa katastrofy, a w istocie zamachu smoleńskiego, zostanie zapomniana. Nie może zostać zapomniana, bo to jest sprawa naszej suwerenności, naszej godności. Nie możemy być narodem, którego wolno zabijać" – powiedział Jarosław Kaczyński w oświadczeniu.
„Będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska, została w końcu ujawniona i jeśli tylko będą takie możliwości, ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać i tak będzie" – dodał.
Opublikowany w lipcu 2011 roku raport opracowany przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera ocenił, że bezpośrednią przyczyną katastrofy Tu-154M w Smoleńsku było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania w warunkach uniemożliwiających kontakt wzrokowy z ziemią. Ustalenia wykazały szereg nieprawidłowości – zarówno po stronie polskiej przygotowania lotu, jak i zaniedbania po stronie kontrolerów rosyjskich z lotniska w Smoleńsku.
Śledztwo prokuratorskie w sprawie katastrofy smoleńskiej trwa od 2010 roku. W 2016 roku, za rządów PiS, zostało przekazane do dalszego prowadzenia Zespołowi Śledczemu nr 1 w Prokuraturze Krajowej. Jak podsumowuje Jacek Gądek w Newsweeku „od początku prokuratorzy uzyskali łącznie kilkaset opinii biegłych różnej specjalności i zgromadzili mnóstwo elektronicznych danych. Ponadto przesłuchali ponad tysiąc świadków. Akta sprawy liczą ok. 2 tys. tomów — po 200 stron każdy".
„Z publicznych wypowiedzi prokuratorów wynika, że dowody zgromadzone w śledztwie smoleńskim nie pozwalają na stwierdzenie, że był to zamach" – czytamy.
Przeczytaj także:
Prokuratura zarzuca Marianowi B. m.in. nakłanianie urzędnika do ujawnienia informacji objętych tajemnicą skarbową.
Prokuratura Regionalna w Białymstoku skierowała do Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia akt oskarżenia przeciwko trzem osobom, w tym byłemu prezesowi Najwyższej Izby Kontroli Marianowi B. Sprawa dotyczy zarzutów związanych z ujawnianiem informacji objętych tajemnicą skarbową, nakłanianiem funkcjonariuszy publicznych do takich działań oraz przekroczeniem uprawnień. Akt oskarżenia został skierowany 9 lipca 2026 roku.
Według ustaleń śledczych głównym zarzutem wobec Tadeusza G., byłego dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Krakowie, jest ujawnienie osobie nieuprawnionej informacji stanowiących tajemnicę skarbową. Prokuratura twierdzi, że informacje te uzyskał w związku z pełnioną funkcją i przekazał je z naruszeniem obowiązujących przepisów. Jedna z ujawnionych informacji miała dotyczyć czynności prowadzonych przez Urząd Skarbowy Kraków-Stare Miasto, a jej przekazanie – zdaniem śledczych – miało pomóc innej osobie w uniknięciu odpowiedzialności karnej. Tadeuszowi G. przedstawiono sześć zarzutów dotyczących naruszenia tajemnicy skarbowej, w jednym przypadku połączonych także z zarzutem poplecznictwa.
Marianowi B., byłemu prezesowi Najwyższej Izby Kontroli, prokuratura zarzuca nakłanianie Tadeusza G. do ujawnienia informacji objętych tajemnicą skarbową. Śledczy przedstawili mu również drugi zarzut dotyczący nakłaniania Beaty O., ówczesnej dyrektor delegatury NIK w Warszawie, do podjęcia działań, które – według prokuratury – miały polegać na przekroczeniu uprawnień, naruszeniu tajemnicy skarbowej i działaniu na szkodę interesu publicznego. Prokuratura wskazuje, że celem tych działań miało być osiągnięcie korzyści osobistej przez inną osobę poprzez zawieszenie prowadzonej wobec niej kontroli celno-skarbowej.
Beata O. usłyszała zarzuty związane z nakłanianiem osoby pełniącej funkcję publiczną do ujawnienia tajemnicy skarbowej oraz przekroczenia uprawnień. Ponadto prokuratura zarzuca jej składanie fałszywych zeznań w innym postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Białymstoku. Według śledczych miała ona zeznać nieprawdę, mimo że została pouczona o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania oraz o prawie do odmowy odpowiedzi na pytania mogące narazić ją lub osoby najbliższe na odpowiedzialność karną.
Prokuratura poinformowała, że materiał dowodowy w sprawie obejmuje m.in. zabezpieczone skrzynki pocztowe oskarżonych, dane telekomunikacyjne, zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych, wyniki przeszukań oraz opinię dotyczącą badania służbowego telefonu komórkowego Beaty O. Zarzucane czyny zagrożone są karami od kilku miesięcy do nawet 10 lat pozbawienia wolności, w zależności od kwalifikacji prawnej.
Przeczytaj także: