Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka poparła kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Za było 17 posłów, przeciw 9. Za kontrkandydatem z PiS, Adamem Borowskim było 10 posłów, 18 przeciw
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka po zadaniu pytań kandydatom na urząd RPO przegłosowała 15 lipca rekomendację dla Sejmu. Głosowanie w Sejmie odbędzie się w piątek 17 lipca. Za kandydatką KO i Lewicy Sylwią Gregorczyk-Abram opowiada się wyraźna większość.
Przesłuchanie przed komisją przypominało wysłuchanie publiczne z poprzedniego dnia, kiedy kandydaci na stanowisko RPO odpowiadali na pytania przedstawicieli organizacji pozarządowych. Opisaliśmy je ze szczegółami i cytatami w OKO.press.
Przeczytaj także:
Kandydaci powtarzali przed komisją swoje wcześniejsze stwierdzenia, Adam Borowski, który głównie skupiał się na anegdotach, powtórzył je także 15 lipca.
Przesłuchanie przed komisją było jednak o połowę krótsze, bo trwało tylko trzy godziny. Było też bardziej politycznym spektaklem niż próbą poznania poglądów kandydatów. Posłowie PiS atakowali Sylwię Gregorczyk-Abram i próbowali jej przypisać osobistą odpowiedzialność za przejęcie TVP w grudniu 2023 r. Sugerowali, że to ona stała za operacją prawną, bo pracowała w tej samej kancelarii prawnej, w której pomocy szukała wtedy prokuratora Ewa Wrzosek.
Grozili kandydatce odpowiedzialnością karną i komisją śledczą „po wyborach za rok”.
Gregorczyk-Abram odpowiadała precyzyjnie, odwołując się do prawa i panując nad każdym słowem.
Posłowie koalicji zarzucali Adamowi Borowskiemu brak wiedzy prawniczej i zaangażowanie polityczne.
Doprowadzili w końcu do tego, że kandydat wszedł w rolę działacza politycznego i szefa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”.
Zaczął wykrzykiwać do mikrofonu, że jego przeciwnicy polityczni i ludzie demonstrujący przeciw działaniom Roberta Bąkiewicza to swołocz. Tak jak 14 lipca na wysłuchaniu, tak i przed komisją Borowski właśnie z Bąkiewicza uczynił symbol prześladowań rządu Tuska. Opowiedział, że w czasie protestów kobiet – tak jak Robert Bąkiewicz — bronił w Warszawie przed kobietami kościoła (Bąkiewicz – kościoła Świętego Krzyża, Borowski – kościoła św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży). A pytany o represjonowanie demonstrujących, wyraził oburzenie, że kobiety używały wulgarnych haseł.
Jakby nawiązując do relacji OKO.press z wysłuchania publicznego, Borowski podkreślił, że on i Sylwia Gregorczyk-Abram pochodzą z dwóch światów.
Napisaliśmy bowiem w relacji: „kandydaci pokazali się jako osoby pochodzące z dwóch światów. Sylwia Gregorczyk-Abram – sprawna prawniczka, znająca doktrynę praw człowieka, umiejąca przechodzić od szczegółu do ogółu i odwrotnie. Adam Borowski – nieporadny, ale pełen pasji, snujący anegdotyczne opowieści powiązane komentarzem politycznym o złych elitach".
Figurę dwóch światów rozwijali też posłowie PiS. Wskazywali, że wykształcona adwokatka zna się na paragrafach i sygnaturach, ale nie zna prawdy o życiu i ludzkiej krzywdzie – tak jak Borowski, który walczył z komuną i bronił TVP Kurskiego.
Borowski też odwoływał się do swojej działalności opozycyjnej sprzed 40 lat. Ma ona dawać rękojmie, że i teraz będzie w stanie sprzeciwiać się władzy. „Ona – pierwszy raz zwrócił się wprost do Gregorczyk-Abram – nie będzie broniła sędziów”.
Był to skrót myślowy, który mógł się odnosić zarówno do niesprawiedliwych wyroków sądów, o których wcześniej opowiadał kandydat, jak i do sytuacji neo-sędziów, których status jest obecnie kwestionowany. Borowski uważa to za bezprawne, popiera wszystkie działania PiS i Karola Nawrockiego w sprawie sędziów i sądownictwa.
O ile Gregorczyk-Abram wskazywała na najróżniejsze problemy z prawami kobiet, osób z niepełnosprawnościami, uczniów (więcej o tym było na wysłuchaniu publicznym 14 lipca) i dowodziła, że o te prawa upominała się także wobec obecnej władzy, dla Borowskiego i posłów PiS sprawy te jakby nie były warte uwagi czy też miana spraw godnych RPO. Dla nich dowodem łamania praw człowieka w Polsce są kłopoty prawne działaczy PiS i próby rozliczania ich za działania z czasów rządów PiS.
Przeczytaj także:
Po głosowaniu w Sejmie wybrany kandydat musi zdobyć poparcie Senatu. Zgodnie z Konstytucją Sejm powołuje go bowiem za zgodą Senatu na pięcioletnią kadencję.
Kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka upływa nieodwołalnie 23 lipca. Tak zdecydował w 2021 r. Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej. Uznał, że kadencja Rzecznika mija, nawet jeśli parlament nie jest w stanie wyłonić jego następcy.
Przeczytaj także:
Było to rozstrzygnięcie związane z ówczesną sytuacją: na przełomie 2020 i 2021 r. PiS wybierał w Sejmie swojego kandydata na RPO, ale w Senacie większość miała opozycja i kandydatury nie akceptowała. Trwało to ponad pół roku i ostatecznie TK ogłosił, że w takim razie kadencja Bodnara i tak się kończy. Jeśli więc nie uda się wybrać następcy, to po prostu Rzecznika Praw Obywatelskich w Polsce nie będzie.
Do RPO może się zgłosić każdy, kto uważa, że instytucje państwa naruszyły jego prawa. W ten sposób dzięki RPO można sprawdzić, jak przyjęte prawo działa w praktyce — czy jest dobrze stosowane, rozumiane i czy nie zawiera błędów.
RPO ma prawo do
Przeczytaj także: