Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Od kilku dni media donoszą, że klienci giełdy kryptowalut Zondacrypto mają problemy z wypłatą pieniędzy. Prokurator Generalny zdecydował się wkroczyć do akcji. Sprawa ma charakter polityczny, bo Zondacrypto finansowała prawicę podczas wyborów prezydenckich w Polsce.
O problemach klientów Zondacrypto pisała w ostatnich dniach „Gazeta Wyborcza” oraz Wirtualna Polska i money.pl. Przebywający w Monako prezes tej największej giełdy kryptowalut w Polsce – Przemysław Kral – przekonuje, że kłopoty klientów z wypłatą wynikają jedynie z problemów technicznych, jednak istnieją podejrzenia, że firma może mieć problemy z płynnością.
Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski wylicza, że z Zondacrypto wyparowało już 99 proc. zasobów bitcoinów, a 35 proc. pracowników zostało zwolnionych. Dodatkowo Zondacrytpo już miesiące temu przestała płacić przynajmniej niektórym sponsorowanym przez siebie klubom piłkarskim, a jednocześnie z Zondacrytpo wypłacono do innej giełdy ponad 76 mln zł.
W związku z tymi doniesieniami Prokurator Generalny zdecydował, że śledczy zbadają informacje o możliwym niewłaściwym funkcjonowaniu giełdy kryptowalut Zondacrypto.
„Czynności będą realizowane w ramach prowadzonego przez śląski wydział PZ PK śledztwa dotyczącego zaginięcia Sylwestra Suszka (założyciela giełdy BitBay – poprzednika Zondacrypto) – poinformowała Prokuratura Krajowa.
Zondacrypto działa w oparciu o państwową licencję wydawaną w Estonii, a na stronach tamtejszej administracji skarbowej można znaleźć informacje o zaległościach podatkowych firmy w wysokości ponad 105 tys. euro.
Kontekst tej sprawy jest niezwykle polityczny, Zondacrytpo bowiem kojarzona jest bardzo ściśle z prawicą.
Zondacrypto sfinansowała międzynarodową konferencję CPAC w Jasionce pod Rzeszowem, podczas której Karol Nawrocki otrzymał poparcie ze strony zagranicznych gości w kampanii prezydenckiej pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów. Poparcia Nawrockiemu udzielała tam m.in. Kristi Noem, była już aktualnie sekretarz bezpieczeństwa w administracji Donalda Trumpa oraz Corey Lewandowski, były szef jego kampanii.
Tymczasem należy przypomnieć, że prezydent Karol Nawrocki już dwukrotnie zawetował ustawę zwiększającą ochronę polskich klientów na rynku kryptoaktywów. Ustawa ta miała dać Komisji Nadzoru Finansowego uprawienia kontrolne również wobec podmiotów działających w Polsce na zagranicznych licencjach, a takim podmiotem właśnie jest Zondacrypto.
Koalicja rządząca alarmowała, że w ten sposób prezydent Nawrocki rozciąga swego rodzaju parasol ochronny nad rynkiem kryptowalut.
Dziś, przed środowym posiedzeniem rzadu premier Donald Tusk odniósł się do tej sprawy:
„Na przełomie października i listopada 2025 roku, prezentuję teraz informację, jaką otrzymałem od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, miesiąc przed głosowaniem weta prezydenta w sprawie regulacji rynku kryptowalut, Przemysław Kral, prezes zarządu Zondacrypto, dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji.”
Premier ujawnił, że 450 tys. zł wpłacono Fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobro. Część z tych środków przeznaczono na prawników obrońców Dariusza Mateckiego i księdza Michała Olszewskiego.
Dodatkowo, według słów premiera, inna spółka związana z Zondacrypto i Przemysławem Kralem – Expofer Servis Hous – zrealizowała przelew na kwotę 70 tys. euro na rzecz fundacji Dobry Rząd posła Przemysława Wiplera.
Premier ogłosił, że „zbliża się nieuchronnie czas ponownego głosowania w Sejmie nad wetem prezydenta” ws. ustawy o rynku kryptowalut. Jak ustalił reporter Polsat News, trzecia próba uregulowania w tej kwestii za pomocą ustawy może zacząć być realizowana już na przyszłotygodniowym posiedzeniu Sejmu.
Więcej o kryptowalutach:
Przeczytaj także:
Mimo zawieszenia broni w Iranie, Izrael wciąż atakuje Liban, twierdząc, że zawieszenie broni ogłoszone przez Donalda Trumpa nie dotyczy Libanu. Ataki na Liban są wręcz w środę zintensyfikowane. To może doprowadzić do odwołania piątkowych rozmów USA-Iran w Islamabadzie, podają nieoficjalne źródła.
Już w środę rano jasne stało się, że mimo tymczasowego zawieszenia broni ogłoszonego przez Donalda Trumpa, na Bliskim Wschodzie wcale nie ma spokoju. Izrael bowiem nadal atakuje Liban.
Prezydent Libanu Joseph Aoun rano przyjął z zadowoleniem zawieszenie broni między USA a Iranem, a tymczasem Izrael wprost oświadczył, że według niego zawieszenie broni nie obejmie Libanu i będzie kontynuował ataki na ten kraj. I dokładnie to robi.
„Konto blisko władzy w Iranie twierdzi, że jeśli Izrael będzie kontynuował ataki na Liban, Iran zakończy zawieszenie broni i odwoła zaplanowane na piątek rozmowy z USA w Islamabadzie” – pisze w serwisie X Arash Azizi, irańsko-amerykański historyk związany z Yale University, a także autor „The Atlantic”.
Pisząc to, Azizi powołuje się na doniesienia publikowane w serwisie X przez konto @dolfiniran. Niedługo później potwierdza to półoficjalna irańska agencja Tasnim – Iran wycofa się z zawieszenia broni, jeśli Izrael nie zaprzestanie ostrzeliwania Libanu. Informacje te podaje również „Wall Street Journal”.
Agencje donoszą, że ataki Izraela na Liban są w środę wręcz zintensyfikowane. Na przykład podczas środowych ataków izraelskie pociski spadły na cmentarz, na którym właśnie odbywał się pogrzeb, w wyniku czego zginęło co najmniej 10 osób, a cztery są ranne.
Jak podaje „The Times of Israel”, Siły Obronne Izraela twierdzą, że przeprowadziły w środę największą falę nalotów na Hezbollah w całym Libanie od początku wojny. Wojsko informuje, że w ciągu 10 minut 50 myśliwców zrzuciło 160 bomb na ponad 100 centrów dowodzenia i obiektów wojskowych na południowych przedmieściach Bejrutu, w Dolinie Bekaa oraz w południowym Libanie. Większość ostrzelanych obiektów znajdowała się jednak "na terenach zamieszkanych przez ludność cywilną.
Ta fala uderzeniowa otrzymała wewnętrzny kryptonim „Wieczna Ciemność”.
Libański minister zdrowia, cytowany przez agencję Reuters, poinformował, że w wyniku masowej fali izraelskich nalotów na cele Hezbollah w całym kraju zginęło ponad 100 osób, a setki innych odniosły obrażenia, a szpitale w całym kraju wypełniły się ofiarami po izraelskich nalotach.
Izraelskie wojsko w środowym oświadczeniu poinformowało, że będzie kontynuować operacje lądowe przeciwko wspieranej przez Iran organizacji Hezbollah w Libanie i zaatakowało miasto Tyr na południu tego kraju po wcześniejszym wydaniu nakazu przymusowej ewakuacji mieszkańcom regionu – podaje Al-Dżazira.
Po południu prezydent Iranu Joseph Khalil Aoun ponownie zabrał głos, mówiąc, że te ataki są „barbarzyńskie„ i są one kolejnym dowodem na ”ciemną historię„ Izraela, oraz na ich ”brak poszanowania" dla człowieczeństwa.
Tymczasem rzecznik izraelskiej armii Awichaj Adraji obwinił za ataki Libańczyków. Wyjaśniał również, że Hezbollah przemieścił się z południowych dzielnic Bejrutu do innych części miasta.
Więcej o wojnie w Iranie:
Przeczytaj także:
Po ataku ukraińskiego drona rafineria ropy naftowej Niżegorodnieftieorgsintez (NORSI), która jest czwartą największą w Rosji, została uszkodzona na tyle poważnie, że jej działalność została zatrzymana co najmniej do końca kwietnia.
O pożarze, jaki wybuchł w rafinerii Niżegorodnieftieorgsintez (NORSI), rosyjskie władze poinformowały już w niedzielę 5 kwietnia. Pożar spowodował atak ukraińskiego drona.
Uszkodzenia są na tyle poważne, że jak informuje agencja Reuters na bazie informacji z dwóch niezależnych branżowych źródeł, rafineria została zupełnie zamknięta jeszcze tego samego dnia. Transport z bazy paliwowej rafinerii został wstrzymany i nie będzie ona załadowywać benzyny i oleju napędowego w ramach kontraktów giełdowych do końca kwietnia. Do tego czasu nie będzie również prowadzona sprzedaż giełdowa.
Rafineria ta dostarcza paliwo do obwodu moskiewskiego. Jest nie tylko czwartą największą rafinerią w Rosji, ale jednocześnie największą należącą do koncernu Łukoil. Przerabia ona do 17 mln ton ropy rocznie, a w zeszłym roku wyprodukowała ponad 5 mln ton benzyny i tyle samo oleju napędowego.
To już trzecia rosyjska rafineria, która została zmuszona do wstrzymania produkcji przez ukraińskie drony tej wiosny.
Ukraińska dronowa ofensywa najpierw 21 marca zatrzymała pracę rafinerii Rosnieftu w Saratowie z powodu uszkodzenia jej jedynej jednostki przetwórczej, a potem 26 marca zamknięto również rafinerię Kiriszinefteorgsintez (Kinef) w obwodzie leningradzkim.
Szczególnie ten drugi przypadek jest dla Rosji bolesny, ponieważ rafineria Kinef jest drugą największą w Rosji rafinerią pod względem wielkości przerobu i jednocześnie największą w europejskiej części Rosji. Jej wydajność to 20 mln ton ropy rocznie. Źródła Reuters informowały, że przywrócenie do pracy rafinerii Knief również zajmie około miesiąca, ale i tak nie będzie możliwe przywrócenie 100 proc. jej wcześniejszej produktywności, a najwyżej 60-75 proc.
Ukraińcy skutecznie psują więc Rosji interesy, które ostatnio miały się lepiej ze względu na amerykańsko-izraelski atak na Iran i w konsekwencji zamknięcie Cieśniny Ormuz.
Więcej o atakach ukraińskich dronów:
Przeczytaj także:
Agencja Bloomberg, na bazie danych Argus, niedawno wyliczała, że cena baryłki ropy Urals w rosyjskich portach bałtyckich osiągnęła pod koniec minionego tygodnia 116,05 dol., a to najwięcej od 13 lat.
A jeszcze pod koniec grudnia 2025 r., z powodu sankcji USA wobec Rosnieftu i Łukoilu, cena ropy Urals była nawet poniżej 40 dol. Inaczej mówiąc, od tamtej pory ropa Urals podrożała o 230 proc., osiągając poziom z lat 2012-2013, a wzrost ceny tylko w ciągu ostatniego miesiąca sięgnął 75 proc.
Gdyby wysoka obecnie cena rosyjskiej ropy Urals utrzymała się do końca roku, to mogłoby przynieść rosyjskiemu budżetowi dodatkowe 40 mld dol. – informował niedawno Bloomberg, powołując się na analizę kilku europejskich rządów.
Dziś, wobec zawartego na dwa tygodnie zawieszenia broni w Iranie i prac na otwarciem Cieśniny Ormuz, ten scenariusz jest już nieco mniej prawdopodobny.
Więcej o zawieszeniu broni w Iranie:
Przeczytaj także:
Drugi jest taki: Cieśnina Ormuz zostaje szybko otwarta, ceny ropy, w tym ropy Urals, wracają w ciągu trzech miesięcy do poziomu sprzed ataku na Iran, a wówczas dodatkowe dochody budżetu rosyjskiego nie przekraczają 10 mld dol.
Ukraina jednak swoimi dronami ciężko pracuje, żeby i te wyliczenia stały się nieaktualne.
Do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Szczuckiemu, posłowi PiS, który zaledwie tydzień temu został zawieszony w prawach członka partii. Chodzi o przekroczenie uprawnień w RCL.
Prokurator postawił Krzysztofowi Szczuckiemu zarzuty nadużyć w związku z jego pracą jako szefa Rządowego Centrum Legislacji w latach 2020-2023. Akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia.
Chodzi o wykorzystanie środków publicznych do prowadzenia kampanii wyborczej. Śledztwo prowadzone przez CBA wykazało, że niezgodnie z prawem mogło zostać wydane co najmniej 900 tys. zł.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba poinformował, że akt oskarżenia został skierowany do sądu we wtorek i dotyczy zarzucanych Szczuckiemu czynów z okresu od listopada 2022 r. do października 2023 r., kiedy polityk utworzył Wydział Edukacji i Komunikacji w RCL.
Według Prokuratory Krzysztof Szczucki zatrudnił w owym wydziale sześć osób bez zachowania procedury konkursowej, których zadaniem było prowadzenie jego kampanii wyborczej. Prok. Skiba poinformował:
„Osoby te odmawiały wykonywania poleceń Dyrektora Departamentu Prawa Ustrojowego i Edukacji, a pozostawały wyłącznie do osobistej dyspozycji Krzysztofa Szczuckiego. Z analizy dowodów zebranych w sprawie wynika, że ich wyłącznym zadaniem było promowanie osoby Krzysztofa Szczuckiego, w szczególności w czasie jego kampanii wyborczej. Do przygotowania tej kampanii, również w okresie przedwyborczym, wymienieni pracownicy wykorzystywali delegacje pracownicze, samochody służbowe, telefony służbowe oraz pocztę służbową."
Pięć spośród tych sześciu osób należało jednocześnie do komitetu wyborczego Krzysztofa Szczuckiego. Był to m.in. jego szef sztabu, osoba odpowiedzialna za kontakt z mediami, czy prowadzenie social mediów.
Politykowi grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Więcej na ten temat pisał w OKO.press Mariusz Jałoszewski:
Przeczytaj także:
To nie są jedyne kłopoty Krzysztofa Szczuckiego, który jest bliskim współpracownikiem Mateusza Morawieckiego. 2 kwietnia polityk PiS został zawieszony w prawach członka partii i miała to być osobista decyzja Jarosława Kaczyńskiego.
Rzecznik prasowy PiS Rafał Bochenek, informując o zawieszeniu, nie podał bezpośredniego powodu, poinformował jedynie, że sprawą Krzysztofa Szczuckiego zajmie się Rzecznik Dyscyplinarny ugrupowania.
Jasne jest jednak, że powodem było głosowanie ws. odrzucenia weta prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącego nowelizacji Kodeksu postępowania karnego.
Głosowanie odbyło się 27 marca, koalicja rządząca próbowała wówczas odrzucić prezydenckie weto, co się nie udało. Za odrzuceniem weta prezydenta zagłosowało 244 posłów, w tym wszyscy zebrani posłowie klubów KO, PSL-TD, Lewicy, Centrum oraz Polski 2050. Przeciwko zaś zagłosowało 180 posłów, w tym 175 spośród 177 zebranych posłów klubu PiS.
Tych brakujących dwóch to właśnie Krzysztof Szczucki i Paweł Jabłoński, którzy wstrzymali się od głosu. Szczucki, po decyzji prezesa partii, przekonywał, że jego zawieszenie jest bezpodstawne i będzie walczył o uchylenie tej decyzji.
I to nie był jedyny problem, jaki z posłem Szczuckim ma PiS. Polityk również przekonywał na antenie TV Republika, że prezydent Nawrocki powinien przyjąć ślubowanie od wszystkich sześciorga wybranych niedawno przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem prezydent przyjął ślubowanie tylko od dwóch, pozostałych czterech natomiast próbuje właśnie samodzielnie zorganizować ślubowanie w czwartek 9 kwietnia o godz. 13.30 w gabinecie Marszałka Sejmu, pomijając w tej sposób prezydenta.
„Prowokował partię, ludzie z PiS na niego nadawali do prezesa, przeginał już” – powiedział niedawno Wirtualnej Polsce w związku z zawieszeniem Szczuckiego jeden z polityków PiS.
Część polityków PiS w nieoficjalnych rozmowach z mediami mówiło, że Krzysztof Szczucki wstrzymaniem się od głosu podczas głosowania nad prezydenckim wetem czy opinią o konieczności przyjęcia ślubowania od wszystkich sześciorga sędziów próbuje zyskać przychylność Waldemara Żurka i szerzej – obecnej władzy, w związku z ciążącymi nad nim zarzutami prokuratorskimi.
Czworo sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm, od których ślubowania nie chce przyjąć prezydent Karol Nawrocki, ma zostać zaprzysiężonych w czwartek o godz. 13.30. Sami sobie organizują tę uroczystość.
Prezydent Karol Nawrocki od niemal czterech tygodni nie chce odebrać ślubowania od czworga sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm, dlatego sędziowie sami organizują uroczystość złożenia przysięgi przed Sejmem.
Tomasz Skory z RMF FM, który jako pierwszy podał tę informację, donosi, że ślubowanie ma się ona odbyć w czwartek 9 kwietnia o godz. 12.30. Chwilę później jednak PAP podał godzinę 13.30.
Na uroczystość został zaproszony przez sędziów prezydent Karol Nawrocki. PAP opublikowała treści tego zaproszenia skierowanego do prezydenta we wtorek 7 kwietnia przez Marcina Dziurdę, jednego z czworga sędziów:
„Wobec braku jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony Kancelarii Prezydenta, uprzejmie zapraszam Pana Prezydenta w dniu 9 kwietnia 2026 r. o godz. 13.30 do sali plenarnej Sejmu RP, gdzie złożę ślubowanie w celu podjęcia obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.
Pozostała trójka sędziów również skierowała do prezydenta niemal identyczne zaproszenia.
Reporterka Polsat News ustaliła, że ślubowanie ma się odbyć w gabinecie marszałka Włodzimierza Czarzastego, a wstępu nie będą miały ani kamery ani fotoreporterzy. Zostaną za to sporządzone protokoły, które następnie trafią do najważniejszych osób w państwie.
Przeczytaj także:
13 marca Sejm wybrał sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jednak prezydent odebrał ślubowanie jedynie od dwóch z nich: Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka.
Pozostała czwórka, od której prezydent nie chce odebrać ślubowania to: Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda i Anna Korwin-Piotrowska. Sędziowie nie mogą objąć urzędu, dopóki nie złożą ślubowania, dlatego sami organizują tę uroczystość.
Dlaczego prezydent nie chce odebrać od nich ślubowania, a tym samym ich blokuje? Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta wyjaśniał, że podczas kadencji prezydenta Nawrockiego powstały jedynie dwa wakaty w Trybunale Konstytucyjnym i dlatego prezydent odebrał ślubowanie od dwóch sędziów i jego zdaniem tym samym został spełniony ustawowy wymóg 11 sędziów pełnego składu TK.
Mariusz Jałoszewski na łamach OKO.press pisze tak:
Artykuł 194 Konstytucji mówi wyraźnie: „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Czyli to Sejm powołuje sędziów do TK. Rola prezydenta jest tylko tytularna, ceremonialna. I nie wynika ona z Konstytucji, tylko z ustawy.
I dodaje:
Pominięci przez prezydenta czterej nowi sędziowie TK muszą zacząć orzekać, nawet jeśli ma w tym pomóc policja.
Sędziowie, na razie bez policji, wzięli więc rzeczywiście sprawy w swoje ręce i sami organizując ślubowanie, próbując prezydenta ominąć.
Więcej na ten temat:
Przeczytaj także: