0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:09 21-07-2026

Prawa autorskie: 21.04.2026 Warszawa , ulica Nowogrodzka 84/86 , siedziba partii Prawo i Sprawiedliwosc . Prezes PiS Jaroslaw Kaczynski (L) i wiceprezes Mateusz Morawiecki (P) po konferencji prasowej . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl21.04.2026 Warszawa ...

„Murem” za niewiadomo już kim. Kto chce być w PiS i na jakich warunkach?

Zapraszamy na przegląd najważniejszych wydarzeń we wtorkowym odcinku serialu pt. „Drama w PiS”. Co opublikował Morawiecki, posłowie PiS pozywają się do sądu, a prezes stawia ultimatum

Co się wydarzyło?

Trzy sceny, kilkudziesięciu gości, debaty o tematyce wszelakiej: „jak wygrać wybory i poszerzyć poparcie”, „jak uratować demografię Polski”, „jak idąc do przodu nie zostawić nikogo z tyłu”, „jak prowadzić politykę migracyjną na polskich warunkach”, wreszcie: „Quo Vadis, Polsko?”.

Tak ma przebiegać 31 lipca najsłynniejszy dziś w Polsce grill organizowany przez Mateusza Morawieckiego. Pieczenie kiełbasek i rozmowy o Polsce, choć brzmią niewinnie, stały się symbolem rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości, a ci, którzy swoją obecność na grillu zapowiedzieli, pielgrzymują na ulicę Nowogrodzką.

Grill bowiem jest imprezą inaugurującą stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus”. Stowarzyszenie, które jeszcze do niedawna miało być „drugim płucem PiS”. Dziś nawet przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego traktowane jest jako potencjalnie niebezpieczna narośl, którą wyciąć trzeba szybko. Sondaże dawały „Rozwojowi Plus” (gdyby ten stał się partią) 6,9 proc. głosów, a wraz z nimi ponad 20 mandatów po wyborach. Wszystko to kosztem partii Kaczyńskiego.

Dlatego każdy z 45 parlamentarzystów, którzy podpisali się pod listem członków stowarzyszenia dostali ultimatum: albo PiS, albo „Rozwój Plus”.

Lojalki na biurku prezesa. Obajtek wierny PiS

Deadline na złożenie oświadczenia o braku przynależności do stowarzyszeń mija w czwartek 23 lipca. Ale jak z dumą ogłosił w RMF FM Rafał Bochenek, rzecznik partii, już pojawili się pierwsi, którzy na początku tygodnia deklarowali, że są „murem za Mateuszem”, a dziś podpisali u prezesa oświadczenie, że rezygnują z aktywności w Stowarzyszeniu Morawieckiego.

To Anita Czerwińska i Daniel Obajtek.

Pozostali mają czas do najbliższego czwartku, tj. do 23 lipca. „Złożenie oświadczenia jest warunkiem koniecznym członkostwa w naszej formacji politycznej. Czas jest do czwartku, do końca dnia. Stowarzyszenie albo partia. Tylko w jedności możemy walczyć o dobrą przyszłość naszej ojczyzny” – napisał na X Bochenek.

I poinformował, że w przyszłym tygodniu ma zebrać się Komitet Polityczny partii, który podejmie decyzje statutowe zatwierdzające decyzje parlamentarzystów, co do członkostwa w PiS.

Morawiecki nie chce partii „ciasnej, ale własnej”

Morawiecki nie zamierza ustępować Kaczyńskiego. We wtorek rano opublikował w sieci oświadczenie. Ubrany w elegancki garnitur, na tle biało-czerwonych flag podsumował ostatnich osiem lat rządów PiS. W 9-minutowej przemowie, przypominającej prezydenckie orędzie wyliczał kolejne sukcesy, jak 500 plus, trzynasta i czternasta emerytura, zerowy PIT dla młodych, podwyżka płacy minimalnej i stawki godzinowej. „Nie pozwolę, by osiem lat wielkiej zmiany zostało sprowadzone do personalnych porachunków i prywatnych ambicji” – ogłosił były premier PiS.

„Prawo i Sprawiedliwość stoi dzisiaj przed wyborem. Możemy zamknąć się w coraz mniejszym kręgu, mówić wyłącznie do już przekonanych i utracić zdolność zdobywania większości. Albo możemy ponownie stać się wielką partią, wielkim obozem, polskiej prawicy i centroprawicy” – podkreślał Morawiecki.

„Jedni mogą skuteczniej walczyć o wyborców prawej flanki, inni mogą skutecznie rozmawiać z przedsiębiorcami, pracownikami, młodymi, z samorządowcami, NGO'sami czy z mieszkańcami wielkich miast” – wskazywał na rolę Przemysława Czarnka i swoją. „Nie powinniśmy bać się różnorodności” – mówił Morawiecki. I podkreślał:

Różne skrzydła, ale jedna partia. Różne temperamenty, ale jeden cel. Różne sposoby docierania do Polaków, ale wspólne zwycięstwo. Różnica zdań nie jest zdradą. Praca programowa nie jest rozłamem

Głośno mówi się, że ruch Morawieckiego jest gestem niezgody wobec polityki prowadzonej przez Przemysława Czarnka (wskazanego przez prezesa na przyszłego premiera) i nieudanej próby skierowania się PiS-u w stronę skrajnie prawicowych wyborców-wyznawców Grzegorza Brauna czy Sławomira Mentzena.

Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z pierwszych dni lipca pokazuje wprost – mimo kłopotów Koalicji Obywatelskiej i afery w Szpitalu Południowym, Prawo i Sprawiedliwość nie notuje wzrostu poparcia. Zyskują za to ugrupowania skrajnej prawicy, które mogą odegrać kluczową rolę w przyszłym układzie sił w Sejmie.

Morawiecki w swoim orędziu-oświadczeniu porównuje się m.in. do Marco Rubio i wskazuje, że ten z rywala Donalda Trumpa stał się partnerem i jego najbliższym współpracownikiem. „Dojrzały obóz polityczny odróżnia rywalizację od wojny domowej. My także musimy to umieć” – dodał Mateusz Morawiecki, podkreślając, że PiS nie może być partią wsobną i hermetyczną. „Tutaj jest moje miejsce” – ogłosił na koniec.

Spotkamy się w sądzie. A kasa dla żony

Konflikt między maślarzami (czyli przeciwnikami Morawieckiego) a harcerzami (jego zwolennikami) przybiera na sile — a w przypadku posłów z Pomorza kończy się w sądzie.

Marcin Horała i Kacper Płażyński od kilku dni obsypują się oskarżeniami. Zaczęło się od Płażyńskiego, który skrytykował działania „harcerzy”, do których należy Horała.

Ten nie pozostał dłużny i w poniedziałek, 20 lipca, ogłosił, że to Płażyński stoi za raportem o Karolu Nawrockim, z którego wynikało, że będzie złym kandydatem na prezydenta. Raport ten prezes Kaczyński otrzymał miesiąc przez ogłoszeniem nazwiska kandydata z ramienia PiS. Dziś wiadomo, że omówienie to prezes zignorował, a sam Nawrocki (mimo szeregu ujawnionych nieprawidłowości, również natury moralnej i etycznej) wybory wygrał.

„Wiedziałem, że Kacper do ostatniej chwili był przeciwny kandydaturze Karola Nawrockiego. Przy kilkudziesięciu świadkach na komitecie wykonawczym mówił, że to zły kandydat. Wiedziałem, że przygotował raport o tym, dlaczego to jest zły kandydat, i go rozsyłał wśród naszych członków. A po miesiącu-dwóch, dziwnym trafem, bardzo podobny raport trafił do dziennikarzy. Jak widzę teraz kogoś, kto ma czelność rozliczać Mateusza Morawieckiego z braku lojalności, gry zespołowej, itd., to mnie trzepnęło i uległem emocjom” – powiedział Horała w Kanale Zero.

Płażyński twierdzi, że to kłamstwo. Wystosował do kolegi z partii przedsądowe wezwanie do przeprosin i zapłaty 50 tysięcy złotych na rzecz fundacji Łączy nas Polska. Fundacja ta, czego Płażyński oficjalnie już nie dodał, jest kierowana przez jego żonę. Horała już zapowiedział, że płacić nie zamierza i może z kolegą z PiS spotkać się w sądzie.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:00 21-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Słona kara dla AliExpress. „Europa wyższej nie nałożyła”

550 milionów euro — to rekordowa grzywna, którą Komisja Europejska nałożyła na chińską platformę za sprzedaż nielegalnych, niebezpiecznych lub podrobionych produktów. Jeśli AliExpress nie zastosuje się do przepisów unijnych i zaprzestanie sprzedaży tanich podróbek, kar finansowych będzie więcej – grozi KE.

Co się wydarzyło?

„Rozprzestrzenianie się podrobionych ubrań, niebezpiecznych zabawek, niebezpiecznych kosmetyków i innych nielegalnych i szkodliwych produktów nie jest nieuniknionym kosztem zakupów online – jest to niewywiązanie się przez AliExpress z obowiązków wynikających z aktu o usługach cyfrowych. Skala nie jest wymówką; należy systematycznie identyfikować zagrożenia i przeciwdziałać im, aby zapewnić konsumentom możliwość bezpiecznego dokonywania zakupów przez internet” — tymi słowami Henna Virkkunen, wiceprzewodnicząca wykonawcza ds. suwerenności technologicznej, bezpieczeństwa i demokracji w Komisji Europejskiej wyjaśniała gigantyczną karę, jaką organy europejskie nałożyły na AliExpress.

Chodzi o rekordowe 550 milionów euro, jakie musi zapłacić chińska platforma za dopuszczenie do sprzedaży nielegalnych, niebezpiecznych i podrobionych produktów.

VLOP-y pod lupą Europy

Jak tłumaczy Komisja Europejska w opublikowanym komunikacie, niebotyczna kara jest związana z ustawą o usługach cyfrowych (DSA), która obowiązuje w UE od lutego 2024 roku. Zakłada ona m.in. utworzenie rejestru tzw. VLOP-ów (ang. Very Large Online Platforms), czyli „bardzo dużych platform internetowych” i weryfikowanie, czy sprzedają produkty zgodne z europejskimi normami bezpieczeństwa.

W maju, na skutek nieprzestrzegania tych samych zapisów, Komisja Europejska ukarała Temu, inną azjatycką platformę sprzedażową. Na Temu nałożono grzywnę sięgającą 200 milionów euro.

Skąd różnica w wysokości grzywny? Platformy sprzedają bowiem podobne produkty, a ich model biznesowy opiera się głównie na sprzedaży tanich, byle jakich gadżetów. Przepisy unijne regulują wysokość kar i określają, że te mogą sięgać maksymalnie sześć procent rocznego obrotu przedsiębiorstwa.

10 sekund na sprawdzenie legalności produktu

Komisja Europejska wskazała, że na stronie AliExpress jest mnóstwo nielegalnych produktów, a firma:

  • ma niewystarczającą liczbę pracowników, która dokonuje przeglądu potencjalnie nielegalnych produktów. Pracownik ma 10-20 sekund na sprawdzenie produktu
  • system rekomenduje i reklamuje nielegalne produkty, a jeśli wykryje wadliwość produktu, to i tak pozostaje w sklepie przez kolejne tygodnie
  • firma nie egzekwuje kar dla handlowców i mimo usunięcia jednego nielegalnego produktu, nadal współpracuje i umożliwia handel nieuczciwym producentom
  • kontrola zgodności produktów jest wadliwa, a jej zabezpieczenia można łatwo obejść, np. umieszczając produkt w innej kategorii

Postępowanie unijne przeciwko AliExpress wszczęto 14 marca 2024 roku. Wstępne ustalenia wydano 18 czerwca 2025, nakładając na platformę szereg zobowiązań. Jak twierdzi Komisja Europejska – w tym czasie nie zmieniło się jednak nic. Platforma ma czas do 20 października, by przedstawić unijnym organom swoisty plan naprawczy.

„Europejska Rada ds. Usług Cyfrowych będzie miała miesiąc od otrzymania planu na wydanie opinii. Następnie Komisja będzie miała kolejny miesiąc na przyjęcie ostatecznej decyzji” – czytamy w komunikacie KE.

AliExpress nie zgadza się z karą nałożoną przez Komisję. W swoim oświadczeniu opublikowanym przez „Deutsche Welle” platforma pisze, że wprowadziła znaczące ulepszenia w zakresie ograniczania ryzyka i bezpieczeństwa oferowanych produktów.

„Nie zgadzamy się z dzisiejszą decyzją i nieproporcjonalną karą, która nie odzwierciedla odpowiednio naszego systemu oraz znaczących, proaktywnych usprawnień, które wprowadziliśmy” — przekazał AliExpress, cytowany z kolei przez agencję Reutera.

Jaki jest kontekst?

AliExpress to chińska platforma należąca do grupy Alibaba. Jej obroty w ubiegłym roku sięgały 122 miliony euro. AliExpress ma nawet 193 miliony użytkowników; głównie w Europie, która dla platformy jest najważniejszym rynkiem zbytu.

Kara, jaką dziś nałożyła na Alibabę Komisja Europejska, jest najwyższą nałożoną dotychczas na podstawie unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA) — podaje Reuters.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

13:39 21-07-2026

Prawa autorskie: 17.06.2026 Warszawa , Aleje Ujazdowskie , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej dot. spraw biezacych .17.06.2026 Warszawa ...

„Biedy nie ma” – mówi Tusk. Są limity zarobków lekarzy

Wielka reforma systemu ochrony zdrowia jeszcze w tym roku? We wrześniu do Sejmu trafi pakiet projektów ustaw, które mają uzdrowić wadliwy dziś system opieki zdrowotnej. Wśród nielicznych dziś konkretów są m.in. górne limity zarobków lekarzy czy likwidacja tzw. zapisów na zeszyt

Co się wydarzyło?

76 800 złotych miesięcznie – tyle, po reformie ochrony zdrowia, miałby maksymalnie zarabiać lekarz w Polsce. Rząd zapowiada wprowadzenie górnych limitów wynagrodzeń dla medyków, które miałoby wynosić 16-krotność płacy minimalnej.

„Biedy nie ma” – skwitował premier Donald Tusk, ogłaszając limity. Wyliczał, że stawka ta to ok. 250 złotych za godzinę pracy lekarza. Reforma ma dawać furtkę lekarzom nawet na 80 godzin pracy w ciągu tygodnia. „Lekarze będą mogli pracować długo, żeby zarobić dużo” – twierdził Donald Tusk.

Premier zapowiedział, że limity te, choć z punktu widzenia przeciętnego obywatela — wysokie, mogą emocjonować środowisko lekarskie. Dlaczego? Kandydatka na prezydenta Krakowa z ramienia partii Razem Aleksandra Owca sprawdziła, ile medycy zarabiają w publicznych szpitalach w stolicy Małopolski. Rekordzista zatrudniony na tzw. kontrakcie w Szpitalu im. Narutowicza co miesiąc inkasuje niemal 85 tysięcy złotych, a więc znacznie więcej niż przewiduje reforma Tuska.

Reforma w służbie zdrowia. Po wakacjach

Zmian w sektorze ochrony zdrowia będzie jednak więcej. Głównie założenia reformy są już znane. Wśród najważniejszych (i przedstawionych już przez premiera) zmian są:

odejście od modelu wynagradzania medyków opartego na procencie od wartości wykonywanych procedur medycznych

pełna jawność kontraktów zawieranych przez publiczne szpitale i inne placówki

likwidacja zapisów na zeszyt i stworzenie centralnej e-kolejki, która ma ukrócić omijanie listy oczekujących i ekspresowe znajdywanie szybkich terminów politykom, osobom znanym czy członkom rodziny personelu medycznego

Rzecznik rządu Adam Szłapka w rozmowie z dziennikarzami zapowiedział, że projekty ustaw mają zostać poddane szerokim konsultacjom, również ze środowiskiem medycznym, potem przyjęte przez Radę Ministrów (w sierpniu). We wrześniu projekty ustaw trafią do Sejmu. Jak zadeklarował Szłapka, projekt reformy sektora zdrowia ma być przedmiotem rozmów podczas pierwszego posiedzenia Sejmu, tuż po wakacjach.

Jaki jest kontekst?

W miniony piątek, 17 lipca, prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę umożliwiającą gromadzenie danych o wynagrodzeniach m.in. lekarzy po numerze PESEL lub numerze prawa wykonywania zawodu. To pierwszy krok rządu w stronę uspokojenia sytuacji w sektorze zdrowia, który stał się najpoważniejszym kryzysem Koalicji 15 października.

Chodzi o aferę w warszawskim Szpitalu Południowym, którą rozpoczęły doniesienia o 28-letnim lekarzu i polityku Koalicji Obywatelskiej Dawidzie Kacprzyku, który zarabiał olbrzymie pieniądze w szpitalu nadzorowanym przez polityków związanych z KO (nawet 1,7 miliona złotych w rok). Jako koordynator SOR stworzył w Warszawskim Szpitalu Południowym salonik dla VIP-ów, a politycy Koalicji Obywatelskiej mogli tam liczyć na szybką ścieżkę do badań poza kolejnością.

Głośna historia z połowy czerwca, zakończona serią dymisji, m.in. wiceprezydentów Warszawy, mocno odbiła się na sondażach partyjnych KO. Lipcowy ranking zaufania CBOS zanotował najgorszy wynik dla premiera od grudnia 2023 roku, czyli odkąd Donald Tusk objął władzę w rządzie. Według sondażu ufa mu zaledwie 32 procent badanych – o 6 pkt procentowych mniej niż przed miesiącem.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odnotował z kolei spadek zaufania o 6 punktów procentowych (do 34 proc.) – największy od 2020 roku, czyli kiedy po raz pierwszy startował w wyborach prezydenckich. Stracili też członkowie rządu. Dla porównania, liderem rankingu jest prezydent. Aż 55 procent badanych przez CBOS deklaruje, że ufa Karolowi Nawrockiemu. Jego noty poprawiły się drugi raz z rzędu.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

12:19 21-07-2026

Prawa autorskie: Photo by Andrew Harnik / GETTY IMAgencja GazetaES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPPhoto by Andrew Harn...

Trump uderza w Kanadę potężnym cłem. Dzień po mundialu

CNN ostrzega: Trump ryzykuje wybuchem rozległej wojny handlowej ze swoim drugim największym partnerem handlowym. Prezydent USA zdecydował o nałożeniu na Kanadę 50-procentowych ceł. Nowe przepisy mają wejść w życie w ciągu najbliższych 30 dni i objąć szereg produktów, od wina, przez kije bejsbolowe, po cement – ogłosił Biały Dom

Co się wydarzyło?

Donald Trump podpisał w poniedziałek (20 lipca) trzy proklamacje, która pozwolą nałożyć nawet 50-procentowe cła na import na import do USA produktów o wartości ok. 20 mld dolarów, bez zgody Kongresu. Powód: kraj dyskryminuje towary z USA.

Administracja Trumpa twierdzi, że Kanada w dyskryminujący sposób traktuje amerykańskie produkty motoryzacyjne, mleczarskie i alkoholowe. Wcześniej zapowiadał, że ukarze Kanadyjczyków za zanieczyszczenie powietrza w Stanach Zjednoczonych na wskutek rozległych pożarów lasów, z którymi borykała się Kanada. Już wtedy Trump insynuował, że koszty te doda do ceł – a teraz tę zapowiedź realizuje.

Decyzja zapadła i została ogłoszona zaledwie dzień po finale mistrzostw świata w piłce nożnej, które Ameryka organizowała wspólnie z Kanadą i Meksykiem.

Odpowiedź Kanady

Mark Carney, premier Kanady ogłosił, że decyzja Trumpa jest „bezpośrednim naruszeniem” trójstronnej umowy o wolnym handlu między Kanadą, USA i Meksykiem (z ang. USMCA) która gwarantuje uwolnienie od ceł nawet 85 procent kanadyjskich towarów.

Polityk wskazał, że to, co gabinet Trumpa uważa za dyskyminację, jest tylko odpowiedzią na wcześniejsze działania Stanów Zjednoczonych, tzn. 25-procentowe cła nałożone jeszcze w marcu zeszłego roku.

Kanada, jako jeden z nielicznych partnerów handlowych USA odpowiedziała wówczas identycznym cłem na amerykańskie produkty warte łącznie 155 mld dolarów – bez precyzowania, jakie to produkty, co rozwścieczyło Trumpa.

„New York Times” pisze, że Trump wprowadza nowe cła na mocy niejasnych zapisów prawnych, a dokładniej sekcji 338 ustawy taryfowej z 1930 roku, którą uchwalono w czasie Wielkiego Kryzysu. „Jeśli cła wejdą w życie – a USA ma na to 30 dni – mogą poważnie zaskodzić gospodarce Kanady, która w dużej mierze oparta jest na eksporcie towarów do USA” – pisze „NYT”. Alarmistyczny ton przybiera również CNN, które ostrzega przed ryzykiem wybuchu rozległej wojny handlowej z Kanadą.

Jaki jest kontekst?

Cła to dodatkowy podatek nakładany na eksportera, by mógł sprzedać swój produkt w kraju, do którego eksportuje. 25 proc. cło oznacza, że produkt warty dotychczas 100 dolarów będzie kosztował 125 dolarów – te 25 dolarów pobierze amerykański rząd.

USMCA, czyli trójstronna umowa handlowa między USA, Kanadą i Meksykiem wisi na włosku. Administracja Trumpa już 1 lipca ogłosiła, że nie będzie jej przedłużać na kolejną 16-letnią kadencję. Obecna umowa obowiązuje do lipca 2036 roku – chyba, że strony dojdą do innego porozumienia. Rozmowy trwają, ale z pominięciem Kanady.

Jak podaje Reuters, Stany Zjednoczone i Meksyk we wtorek 21 lipca rozpoczynają trzecią rundę rozmów, skoncentrowaną wokół handlu w sektorze morotyzacyjnym. Relacje z Kanadą pozostają napięte, a sam Trump dolewa oliwy do ognia hasłami (takimi jak to z końca czerwca) o konieczności wcielenia Kanady w granice USA jako 51 stanu. „Całkowicie zależy od USA. A my jesteśmy od nich niezależni” – mówił wówczas Donald Trump.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

10:40 21-07-2026

Prawa autorskie: Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.plFot . Tomasz Pietrzy...

Legnica. Kobieta pobiła nastolatki z Ukrainy

Nastolatki bawiły się na tzw. dmuchańcach, rozmawiały ze sobą po ukraińsku. Jedna z 13-latek została uderzona pięścią w szyję, druga – prosto w twarz. Dziewczynki zaatakowała Polka, która na plac zabaw przyszła z własną córkę. Sprawę bada policja – poinformowało MSWiA

Co się wydarzyło?

„Policja w Legnicy wyjaśnia sprawę ataku na dwie 13-letnie obywatelki Ukrainy. Do zdarzenia miało dojść w minioną sobotę [18 lipca – przyp.red.] ok. godz. 21 przy ul. Polarnej, w pobliżu basenu. Według zgłoszenia nieznana kobieta uderzyła nastolatki. Obecnie prowadzone są czynności pod kątem naruszenia nietykalności cielesnej” – poinformowała we wpisie na platformie X rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolina Gałecka.

Atak na 13-latki nagłośniła pani Alina, mama pobitej nastolatki. Na Facebooku napisała, że w sobotę wieczorem na tzw. dmuchańcach w Legnicy bawiła się grupa sześciu nastolatek. Wszystkie w podobnym wieku, wszystkie z Ukrainy.

Kobieta relacjonuje, że do dziewczynek podeszła kobieta, rzucając: „Jesteście w Polsce, mówcie po polsku”. „Jedna z moich córek nawet ją przeprosiła, żeby uniknąć konfliktu. Niestety kobieta od początku była nastawiona bardzo agresywnie. Po chwili wróciła i stwierdziła, że dzieci zajmują dmuchaniec i inne nie mogą się bawić. Koleżanka moich córek spokojnie odpowiedziała: ”Jeśli ktoś będzie chciał wejść, to przejdziemy na inny.„ Mimo to kobieta zawołała swoją córkę, a grupa moich dzieci sama przeniosła się na inny dmuchaniec” – opisuje na Facebooku pani Alina.

Konflikt eskalował, bowiem córka wspomnianej kobiety zostawiła piłkę i ta nakazała im podać Polce zabawkę. Dziewczynki odmówiły, kontynuując swoją zabawę. „Wtedy kobieta podeszła i zapytała: ”Kto się tu śmieje?„ Dzieci nic nie odpowiedziały” – pisze Alina.

Nagle bez żadnego ostrzeżenia uderzyła pięścią w szyję koleżankę moich córek. Dziewczynka upadła na ziemię. W tej samej sekundzie moja córka dostała pięścią w twarz.

W obronie dziewczynek miał stanąć chłopiec, który również został zwyzywany i uderzony przez Polkę. Pani Alina zgłosiła sprawę miejscowej policji, która potwierdziła zgłoszenie i bada je.

Bluzgi i przemoc fizyczna. Wobec dzieci

Historia z Legnicy jest kolejną skandaliczną napaścią na obywateli Ukrainy, o jakiej głośno w tym miesiącu. W sobotę na komisariat policji w Poznaniu zgłosił się 60-latek, który został kilka razy uderzony w twarz po tym, jak stanął w obronie nastolatka z Ukrainy zaczepianego w miejskim autobusie. Mężczyzna runął na ziemię, był kopany, spędził noc na SOR-ze.

W połowie lipca w Bielsku-Białej mężczyzna zwyzywał 11-latki pasażerki miejskiego autobusu. Agresorowi, jak pisaliśmy w OKO.press, postawiono zarzuty znieważenia trzech Ukrainek, a także naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich.

Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup.

26 czerwca 14-letni Dawid został zaatakowany na przystanku autobusowym, gdy wracał z kolegami znad Jeziorka Czerniakowskiego w Warszawie. Rówieśnik poprosił Dawida, żeby ten pokazał mu na hulajnodze różne sztuczki. Po tym, jak chłopak odmówił, w jego kierunku padły „słowa pełne nienawiści na tle narodowościowym”. Dalej – jak relacjonowało TOK FM – prawdopodobnie wtrącił się ojciec chłopca. Miał uderzyć 14-letniego Ukraińca pięścią w twarz. Chłopak miał podbite oko, siniaki na rękach i twarzy.

Na początku maja w Warszawie ofiarą napaści padł 16-letni Artem, który z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Nastolatka zaatakowało około dziesięciu Polaków. Nie spodobało się im, że rozmawiali w swoim języku. Artem trafił do szpitala. Był operowany. Miał pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy.

Jaki jest kontekst?

Liczba napaści i mowy nienawiści rośnie. Widać to nie tylko w sieci i na ulicach, ale także w policyjnych statystykach. Czesław Mroczek, wiceminister MSWiA poinformował, że liczba nienawistnych ataków w kraju rośnie – nawet o 30 procent w 2025 roku względem roku wcześniejszego.

„Niemal codziennie dochodzi w Polsce do aktów agresji słownej i fizycznej wymierzonych w Ukraińców oraz obywateli Polski wspierających Ukrainę. Dzieje się to na ulicach i w Sejmie. Kłamliwą kampanię antyukraińską nacjonaliści rozpętali w mediach społecznościowych i w sympatyzujących z nią mediach tradycyjnych. Kampania ta narusza polskie prawo i dewastuje debatę publiczną. Co gorsza, pod naporem tej brudnej fali, rządzący odbierają ukraińskim uchodźcom świadczoną im wcześniej pomoc państwową. Stosują nieproporcjonalne kary za wykroczenia popełniane przez Ukraińców. Współtworzą atmosferę zagrożenia dla 200 tys. ukraińskich dzieci w polskich szkołach” – napisał polski PEN Club w oświadczeniu opublikowanym 15 czerwca.

„Wzywamy polskie władze i wszystkich ludzi dobrej woli, aby wspólnym wysiłkiem państwa i społeczeństwa obywatelskiego skuteczniej bronić społeczność ukraińską w Polsce przed nacjonalistyczną kampanią kłamliwych oskarżeń, niechęci i uprzedzeń".

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: