0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

13:51 12-02-2026

Prawa autorskie: 26.06.2020 Rybnik . Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza26.06.2020 Rybnik . ...

Wypadek Beaty Szydło. Oficerowie BOR usłyszą zarzuty?

Marek Bogacewicz z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku: „Na przełomie lutego i marca zostaną wykonane czynności procesowe z podejrzanymi, w tym ośmioma byłymi i obecnymi funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa oraz jedną osobą cywilną”. Chodzi o wypadek kolumny rządowej, którą podróżowała premier PiS Beata Szydło.

Co się wydarzyło?

Wraca sprawa wypadku byłej premier Beaty Szydło. Prokuratura Rejonowa w Białymstoku wydała przełomową decyzję: chce ponownie wysłuchać funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, który brali udział w wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu w 2017 roku.

Śledczy wezwą na przesłuchanie ośmiu funkcjonariuszy SOP oraz jedną osobę cywilną. Postępowanie prowadzone jest w sprawie „nieprawidłowości w postępowaniach związanych z wypadkiem drogowym z udziałem byłej Prezes Rady Ministrów”.

Jaki jest kontekst?

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 roku. Rządowa kolumna, którą jechała premier Beata Szydło, na jednym ze skrzyżowań w Oświęcimiu, zderzyła się z fiatem seicento, prowadzonym przez 20-letniego wówczas Sebastiana Kościelnika. Mężczyzna skręcał w lewo, w drogę podporządkowaną. Minął go pierwszy samochód z kolumny, Kościelnik rozpoczął manewr – i wtedy pojawił się drugie auto, to, którym jechała premier. Kierowca limuzyny, aby uniknąć zderzenia, odbił kierownicą i uderzył w drzewo.

Zarówno szefowa rządu, jak i funkcjonariusze BOR odnieśli obrażenia.

Prokuratura oskarżyła Kościelniaka o spowodowanie wypadku. Kluczową sprawą było bowiem ustalenie, czy samochody z rządowej kolumny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że kolumny słychać nie było. Ale funkcjonariusze SOP (wówczas Biura Ochrony Rządu) zgodnie przed sądem zeznali, że jechali kolumną uprzywilejowaną, mieli pierwszeństwo i włączone sygnały dźwiękowe i świetlne. Kościelnik miał więc obowiązek ją przepuścić, czego nie zrobił.

W lipcu 2020 Sebastian Kościelnik, kierowca seicento, został uznany winnym nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jednocześnie sąd rejonowy w Oświęcimiu go nie skazał.

Tyle że rok później Piotr Piątek, jeden z funkcjonariuszy i uczestnik tamtej kolumny wyznał „Wyborczej”, że BOR-owcy zgodnie skłamali przed sądem. Kolumna jechała bez włączonych sygnałów dźwiękowych – a więc i bez pierwszeństwa. „Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji. Żeby ludzie nie widzieli, że władza się wozi i panoszy” – mówił wówczas były BOR-owiec.

Słowa te potwierdził przed sądem. Sąd drugiej instancji w teorii wziął to wyznanie pod uwagę. W 2023 roku, w prawomocnym wyroku uznał oficera Biura Ochrony Rządu (dziś SOP) kierującego limuzyną Szydło za współwinnego wypadku – ale nie wyeliminował winy Kościelnika.

Mimo wiedzy i świadomości o fałszywych zeznaniach funkcjonariuszy, prokuratura nie wszczęła przeciwko nim sprawy. Prokuratura Krajowa, która na wniosek byłego Ministra Sprawiedliwości audytowała tamto postępowanie wykazała, że mogło być ono prowadzone z zamiarem potwierdzenia z góry przyjętej tezy. Chodziło o opieszałość w zabezpieczeniu nagrań, uszkodzenie płyty i niepełnych notatek policji.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

13:04 12-02-2026

Prawa autorskie: Fot Alex WROBLEWSKI / AFP.Fot Alex WROBLEWSKI ...

Będą dwie komisje ds. Afery Epsteina? Żurek: analityczna i śledcza

Polska wystąpi do amerykańskiego rządu o wydanie tajnych akt w sprawie Afery Epsteina – ogłosił Waldemar Żurek. „Musimy sprawdzić, czy Polska rzeczywiście uczestniczyła w procederze handlu ludźmi, czy dochodziło tu do przestępstw pedofiliskich i czy są tu ofiary tego procederu” – ogłosił minister sprawiedliwości.

Co się wydarzyło?

Ogłoszony przez premiera Donalda Tuska zespół badający polskie wątki w Aferze Epsteina jest już po pierwszym spotkaniu. Jak ogłosił Waldemar Żurek, zespół, złożony z przedstawicieli resortów: sprawiedliwości, cyfryzacji, spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra koordynatora Służb Specjalnych w czwartek (12 lutego) miał „burzę mózgów”.

Efekt tej „burzy”? Potrzeba powołania drugiego zespołu, który pod kątem śledczym zbada doniesienia o udziale Polaków w międzynarodowej aferze. Gremium ministerialne i eksperckie będzie działać „analitycznie”.

Żurek potwierdził też, że Polska wystąpi do rządu USA o wydanie utajnionych akt. „Chcemy sprawdzić, czy dochodziło do przestępstw związanych z pedofilią i handlem ludźmi z udziałem Polaków. I czy żyją tu ofiary tego procederu” – ogłosił minister sprawiedliwości.

I dodał: „Wiemy, że jakiś rodzaj werbunku trwał w Polsce”. Ujawnione w styczniu akta, a dokładniej ich połowa, wskazują, że niemal na samym szczycie hierarchii współpracowników biznesmena było dwoje Polaków: modelka Adrianna Mucińska Ross i Janusz Banasiak, zarządca nieruchomości Epsteina na Florydzie. Obydwoje zawarli ugodę z amerykańskim ministerstwem sprawiedliwości.

Przeczytaj także:

Rozpoczęto nabór do KRS

W środę rozpoczęto wybór sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa – potwierdził Waldemar Żurek. Procedurę 11 lutego wszczął marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty; mimo braku formalnej decyzji prezydenta o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy o KRS.

Wybory rozpisano, bowiem kadencja obecnych sędziów – członków KRS kończy się 12 maja. Obecne przepisy mówią o wyborze człnków przez Sejm. Przegłosowania przez Parlament i Senat nowelizacja Waldemara Żurka wskazuje, że członków będą wybierać spośród siebie sami sędziowie, w głosowaniu, które nadzorować ma Państwowa Komisja Wyborcza. Ogłoszone w Monitorze Polskim obwieszczenie marszałka reguluje wybór nowych członków KRS zgodnie ze starymi zasadami, wielokrotnie krytykowanymi m.in. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz Sąd Najwyższy.

Waldemar Żurek: „Nie wiem, czy pan prezydent ustawę zawetuje, choć oczywiście znam te zapowiedzi o możliwym wecie. Ale Kancelaria zapowiedziała, że zgłosi swoje zmiany i propozycje poprawek, ale tego nie zrobiła. Ja sam nie zostałem też zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na ewentualną rozmowę, jeszcze podczas procedowania projektu” – mówi minister sprawiedliwości. „Uważam, że zaproponowaliśmy rozwiązanie kompromisowe. Ale jeśli nie spotka się z przychylnością pana prezydenta, to my musimy mieć plan B” – mówi o wszczętej procedurze szef resortu sprawiedliwości.

Przeczytaj także:

Co z Funduszem Sprawiedliwości

Pierwszych dziesięć organizacji otrzymało potwierdzenie o przyznaniu funduszy z Funduszu Sprawiedliwości. Zdezawuowany przez Zbigniewa Ziobrę program wspierający organizacje udzielające pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwami był jednym z wyzwań resortu sprawiedliwości. Wyzwań, któremu nie podołano – bowiem jak pisał na łamach OKO.press Anton Ambroziak, poprzednie umowy wygasały 31 grudnia.

Większość ośrodków dotowanych przez państwo z początkiem 2026 roku zwinęła swoją działalność – zwalniano specjalistów, wypowiedziano umowy najmu, zmniejszano liczebność zespołów. Powód: brak pieniędzy.

Początkowo konkurs na dotację resort miał rozwiązać w połowie grudnia. Potem – z końcem stycznia. Jak teraz przekazuje Waldemar Żurek, pierwszą umową z organizacją społeczną podpisano dopiero 6 lutego.

Skrytykował przy okazji NGO'sy napominając, by te próbowały uniezależnić się od Funduszu i zdywersyfikowały źródła pochodzenia funduszy – by w przyszłości zapobiec sytuacjom jak z początku roku.

„Wszystko z powodu organizacji-krzaków, powstałych jeszcze za rządów PiS tylko po to, by pozyskać ministerialne środki. Musieliśmy odsiać te uczciwe działające organizacje, od tych, które po prostu chciały wyłudzić pieniądze” – przyznał podczas konferencji prasowej Waldemar Żurek. Dodał, że do konkursu przystąpiły 54 organizacje. 28 z nich zostało już pozytywnie ocenionych. Minister przedstawił pierwsze organizacje, do których popłynie 14,7 miliona złotych. Wśród nich są i organizacje kobiece, i Caritas.

Przeczytaj także:

12:24 12-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Stop mowie nienawiści. Żurek: będzie podręcznik i obowiązkowe szkolenia

W ciągu ostatnich 20 lat liczba przestępstw motywowanych nienawiścią wzrosła o ponad pięć tysięcy procent (!) – i to w czasach, gdy przestępczość w kraju spada. „A jednak sąd podejmuje tylko średnio trzy sprawy rocznie więcej w tym zakresie” – mówi minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Jest więc wina, nie ma kary. Ma się to zmienić.

Co się wydarzyło?

Specjalny podręcznik dla prokuratorów i policji z zakresu mowy nienawiści wydany pod auspicjami Ministerstwa Sprawiedliwości jeszcze w tym roku; regularne i kompleksowe szkolenia specjalistyczne prokuratorów wyznaczonych do pracy ze sprawami dotyczącymi przemocy motywowanej uprzedzeniami i nienawiścią; specjalne zajęcia w Krajowej Radzie Sądownictwa i Prokuratury oraz odgórnie wyznaczona prokuratura (po jednej w każdym okręgu) przejmująca te sprawy – tak wygląda pomysł Waldemara Żurka na walkę z mową nienawiści.

Ministerstwo Sprawiedliwości podało szczegóły dotyczące ścigania przez prokuratury sprawców mowy nienawiści. O projekcie rozporządzenia – wydanego 4 lutego, a zapowiedzianego publicznie dzisiaj, 12 lutego – pisał na łamach OKO.press Mariusz Jałoszewski.

Przeczytaj także:

„49 prokuratur rejonowych i 1 okręgowa. To one będą specjalizować się w ściganiu mowy nienawiści. Dla Żurka walka z narastającym hejtem, w tym wobec Ukraińców, jest jednym z priorytetów” – pisał nasz dziennikarz. Wiadomo, że sprawy z zakresu mowy nienawiści będą, najpewniej od marca, rozpatrywane i analizowane przez wyznaczonych prokuratorów-specjalistów. Resort wyznaczył po jednej prokuraturze w każdym okregu, a w okręgu warszawskim – aż cztery.

Dodatkowo minister Żurek wskazał Prokuraturę Okręgową w Warszawie jako tę, która ma przejąć najtrudniejsze i najbardziej skomplikowane sprawy.

„Dokumenty wykonawcze są już podpisane” – ogłosił Żurek.

W Polsce łącznie ma zostać wyznaczonych stu prokuratorów, którzy po regularnych szkoleniach, będą wyspecjalizowani w zakresie rozstrzygania o przestępstwach motywowanych uprzedzeniami i nienawiścią. Szkolenia te będą oparte na analizie konkretnych aktów i spraw. „Moim celem jest doprowadzenie do zmian systemowych” – zapowiedział minister.

Jaki jest kontekst?

W 2005 roku licza postępowań dotyczących przestępstw motywowanych uprzedzeniami wynosiła 41. W 2025 roku – aż 2158.

„To gigantyczny wzrost, zaskakujący tym bardziej, iż w Polsce realnie przestępczość jako taka spada” – ogłosił minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Ogłosił, że z uwagi na spadającą przestępczość zakłady karne w Polsce są zamykane.

A jednocześnie, jak wskazał Żurek, w Polsce realnie spada liczna przestępstw kierowanych do sądu. W 2025 roku było to zaledwie 18 takich spraw. Dwadziesiącia lat wcześniej do sądu trafiało ich 15.

Walka z hejtem nie jest fenomenem; jak pisał u nas Mariusz Jałoszewski, podobne wyspecjalizowane jednostki są powołane w innych krajach: w Wielkiej Brytanii, Niderlandach, Belgii, Danii, Irlandii, Szwecji, Finlandii, Słowacji, Grecji, na Węgrzech i na Cyprze, w Hiszpanii, Francji i Gruzji.

Nieoficjalni mówi się, że jednym z trzech stołecznych prokuratorów, którzy ma zająć się ściganiem hejtu może być prokurator Maciej Młynarczyk. Obecnie pracuje on na delegacji w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. To jeden z najlepszych w Polsce prokuratorów specjalizujących się śledztwach dotyczących mowy nienawiści, który, jeszcze za kadencji Adama Bodnara, został ekspertem zespołu doradców Prokuratora Generalnego ds. przeciwdziałania mowie nienawiści i przestępstwom motywowanym uprzedzeniami.

Gdy pisaliśmy w styczniu w OKO.press o pomyśle wyznaczenia prokuratur do spraw o mowę nienawiści, prokuratur Młynarczyk mówił nam: „Specjalizacje w prokuraturze istniejące już np. w dziedzinie zwalczania przestępczości gospodarczej, czy cyberprzestępczości są po to, żeby sprawca, czy jego obrońca miał w prokuratorze godnego przeciwnika, a sąd kompetentnego partnera”. „Brak skutecznej reakcji państwa na agresję, nawet tylko werbalną, motywowaną czyjąś narodowością, religią, kolorem skóry czy orientacją seksualną szkodzi całemu społeczeństwu. Zwiększa tolerancję dla przemocy, obniża szacunek dla prawa, burzy stabilność społeczną, godzi w bezpieczeństwo państwa. To nie publicystyka. To wnioski z badań naukowych, prowadzonych od kilkudziesięciu lat. Państwo i społeczeństwo nie może sobie pozwolić na bezbronność w tym obszarze” – mówił nam.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

10:21 12-02-2026

Prawa autorskie: 06.01.2026 Warszawa . Wojskowy Port Lotniczy Warszawa Okecie . Oswiadczenie premiera Donalda Tuska przed wylotem do Paryza . Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl06.01.2026 Warszawa ...

Będzie weto ws. SAFE? Tusk o „niepowetowanej stracie”

„Mam nadzieję, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie była przygotowana tylko po to, by przygotować opinię publiczną do prezydenckiego weta ws. projektu wdrażającego program SAFE”- komentuje Donald Tusk. Widmo zawetowania ustawy zdaje się być jednak coraz mniej prawdopodobne.

Co się wydarzyło?

„Szczerze powiedziawszy nie do końca zrozumiałem, na czym polegają wątpliwości czy niepewność pana prezydenta i jego współpracowników dotyczące tej wartości dodanej jaką daje SAFE” – zaznaczył w czwartkowym wystąpieniu Donald Tusk. Po posiedzeniu RBN z dziennikarzami spotkał się sam prezydent. Premier nie miał okazji jak dotąd odnieść się do szczegółów czwartkowego posiedzenia.

Premier, tuż przed wylotem do Brukseli, spotkał się więc z dziennikarzami. I osobiście skomentował sześciogodzinną, środową (11 lutego) Radę Bezpieczeństwa Narodowego, skoncentrowaną wokół:

  • Rady Pokoju Donalda Trumpa
  • programu zbrojeń SAFE
  • Włodzimierza Czarzastego

Jak pisały na łamach OKO.press Agata Szczęśniak i Dominika Sitnicka, przez ponad połowę zebrania RBN dyskutowano o unijnym programie dofinansowania inwestycji w obronność, czyli SAFE. „Z wypowiedzi prezydenckich ministrów można wywnioskować, że Karol Nawrocki nie jest już tak sceptyczny wobec programu, jak wcześniej deklarował” – piszą dziennikarki.

Przeczytaj także:

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki przyznał, że ostatecznej ustawy jeszcze nie ma, a więc i decyzji prezydenta nie. Sławomir Cenckiewicz, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przyznał za to, że „jakiś konsensus się zarysował”.

Innego zdania zdaje się być Donald Tusk. Premier, cytowany przez Polską Agencję Prasową, mówił w czwartek rano o wątpliwościach, a nawet „grymasach niechęci” ze strony Karola Nawrockiego. „Mam nadzieję, że cała Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie była wyłącznie po to, aby przygotować opinię publiczną do prezydenckiego weta. To byłaby – nomem omen – niepowetowana strata, gdyby prezydent się na to zdecydował” – ostrzegał Tusk.

Premier odniósł się również do kwestii Rady Pokoju przygotowywanej przez Donalda Trumpa. „Polska w tym sojuszu nie jest i nie będzie jednak, tak długo jak ja będę premierem polskiego rządu na pewno, wasalem. (Będzie) lojalnym, wiernym, pewnym sojusznikiem, ale nie będzie wasalem w relacjach z jakimkolwiek państwem na świecie” – powiedział dodając, że zdanie to zakomunikował prezydentowi w sposób „jednoznaczny i jasny”.

Premier odniósł się też do najbardziej emocjonującego punktu posiedzenia – czyli kontaktów marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z Rosjanką Swietłaną Czestnych.

Według ośrodka prezydenckiego to z obawy przed prześwietleniem tych relacji Czarzasty nie poddał się sprawdzeniu w ramach tzw. wirówki i nie starał się o dostęp do informacji tajnych, gdy był członkiem sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Dziś Czarzasty taki dostęp ma z urzędu – jako marszałek Sejmu.

Jak pisały nasze dziennikarki, Marszałek przyjął jednak strategię milczenia i nieodnoszenia się do tematu. Zapowiadał za to dziennikarzom, że będzie pytał o przeszłość prezydenta. Ministrowie prezydenccy mówili później, że takie pytania nie padły. Byli jednak wyraźnie rozczarowani milczeniem Czarzastego. Nawrocki zamierza więc w trybie artykułu 18 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu domagać się informacji na temat działania służb w sprawie Czarzastego.

„Prezydent Nawrocki powinien być szczególnie ostrożny w formułowaniu oskarżeń, że jak ktoś obraca się w takim czy innym towarzystwie, to go dyskwalifikuje” – powiedział premier Donald Tusk. Sam wyszedł z RBN, kiedy dyskusja dobrnęła do tego punktu mówiąc, że „Rada Bezpieczeństwa Narodowego to nie jest miejsce, gdzie dyskutuje się na temat kontaktów tego czy innego polityka z takimi czy innymi ludźmi” – mówił szef rządu dodając, że takie działanie obróci się przeciwko Karolowi Nawrockiemu.

Jaki jest kontekst?

Ustawę o wdrożeniu SAFE Rada Ministrów przyjęła w środę 11 lutego 2026. Ta ma trafić pod obrady Sejmu jeszcze na trwającym posiedzeniu. Na czwartkowe popołudnie, na godz. 14:45, zaplanowano odczyt sprawozdania komisji oraz oświadczenia klubowe.

Prezydenccy ministrowie zapowiedzieli, że prezydent będzie aktywnie uczestniczył w pracach nad ustawą. On sam ogłosił, że zaproponuje konkretne propozycje zapisów do projektu ustawy, które będą wychodzić naprzeciw zabezpieczeniu interesu i bezpieczeństwa Polski.

Spotkanie w USA dotyczące Rady Pokoju zaplanowano na 19 lutego. Zaproszenie na inauguracyjne posiedzenie Rady otrzymał zarówno prezydent, jak i chargé d’affaires w USA Bogdana Klicha. „To potwierdzenie, że administracja Donalda Trumpa nie rezygnuje z pomysłu i najwyraźniej liczy na to, że uda się przekonać do tego państwa sojusznicze o silniejszej pozycji międzynarodowej niż Węgry i Bułgaria (jedyne kraje UE w zestawieniu), czy nawet Turcja. To trzy z 32 państw NATO, które przystąpiły do Rady (Kanadzie wycofano zaproszenie). Oficjalnie odmówiły: Francja, Wielka Brytania, Włochy” – przypominają Sitnicka i Szczęśniak w OKO.press.

Jaki jest kontekst?

Przeczytaj także:

09:21 12-02-2026

Prawa autorskie: Photo by Kirill KUDRYAVTSEV / AFPPhoto by Kirill KUDR...

WhatsApp i YT zablokowane w Rosji. Zakaz z dnia na dzień

Od środy 11 lutego Rosjanie nie mają możliwości korzystania z WhatsAppa oraz serwisu YouTube. Decyzja weszła w życie nagle, z dnia na dzień. Chodzi o to, „by zmusić ludzie do korzystania z państwowej aplikacji do inwigilacji” – napisało w oświadczenu kierownictwo popularnego komunikatora.

Co się wydarzyło?

Domeny „whatsapp.com” oraz „youtube.com” zostały usunięte z rosyjskiego Krajowego Systemu Nazw Domenowych. Aplikacja nie może więc połączyć się z serwerem, co uniemożliwia korzystanie z usługi.

W praktyce oznacza to, że od 11 lutego Rosjanie nie mogą korzystać w komunikatora ani portalu z treściami online. Jak podaje NEXTA, Kreml ukrócił też dostęp do Instagrama i Facebooka, które także, jak WhatsApp, należą do Mety Marka Zuckerberga. Kreml w marcu 2022 roku uznał ją za organizację ekstremistyczną, delegalizując dostęp do jej aplikacji.

„Dzisiaj rosyjski rząd podjął próbę całkowitego zablokowania WhatsApp, aby zmusić ludzi do korzystania z państwowej aplikacji do monitoringu. Próba odizolowania ponad 100 milionów użytkowników od prywatnej i bezpiecznej komunikacji to krok wstecz i może jedynie doprowadzić do zmniejszenia bezpieczeństwa mieszkańców Rosji. Nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić użytkownikom łączność” – czytamy w komunikacie, który WhatsApp opublikował na portalu X.

Blokada nastąpiła z dnia na dzień, bez żadnych zapowiedzi i ostrzeżeń. Do sprawy odniósł się Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla. W wywiadzie dla państwowej agencji TASS przekazał, że Rosja może wznowić działania aplikacji. Pod warunkiem, że te podporządkują się obowiązującemu w kraju prawu i rozpoczną współpacę z Kremlem.

Jaki jest kontekst?

WhatsApp był najpopularniejszym komunikatorem w Rosji. Roskomnadzor, czyli Federalna Służba Nadzoru Komunikacji, Informatyki i Mediów rozpoczął stopniowe blokowanie komunikatora oraz Telegrama w sierpniu ubiegłego roku. Rosjanie przestali mieć możliwość wykonywania połączeń głosowych i rozmów wideo.

Oficjalny powód: odmowa przekazywania informacji organom ścigania w sprawach dotyczących oszustw i terroryzmu. Rosjanie mają własną aplikację, MAX – która w praktyce funkcjonuje jako narzędzie do inwigilacji obywateli. Działania utrudniające i uniemożliwiające korzystania z amerykańskich aplikacji mogą być próbą zmuszenia Rosjan do korzystania z ichniejszego państwowego komunikatora, pozbawionego szyfrowania end-to-end i preinstalowanego na smartfonach sprzedawanych w Rosji.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: