Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rosja przypuściła w środę nowy zmasowany atak na Ukrainę. Celem była krytyczna infrastruktura na zachodzie kraju. Zginęło co najmniej sześć osób.
Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował w środę (13 maja), że od północy Moskwa wysłała nad Ukrainę co najmniej 800 dronów. Atak trwał do wieczora i został wymierzony przede wszystkim w regiony położone najbliżej granic państw NATO, w tym obwody: zakarpacki, lwowski, wołyński, iwanofrankowski i rówieński.
Zełenski poinformował, że w ataku zginęło sześć osób, a dziesiątki zostało rannych. Infrastruktura kolejowa Ukrainy została zaatakowana 23 razy. Uszkodzone zostały pociągi, trakcje kolejowe i mosty. Ukraina zdołała jednak utrzymać ruch.
Ukraiński wywiad ostrzegł, że w ślad za dronami Rosja może wieczorem posłać rakiety.
Rosja wznosiła ataki na Ukrainę po trzydniowym rozejmie, który ustaliła z Ukrainą za pośrednictwem prezydenta USA Donalda Trumpa. Putinowi chodziło o bezpieczeństwo defilady 9 maja na „Dzień Zwycięstwa”, czyli rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej w Europie. Trump oczekiwał jednak, że rozejm zostanie przedłużony, a już w weekend Rosja uwolni tysiąc ukraińskich jeńców. Był to ukraiński warunek powstrzymania się od ataków na Moskwę.
Nic takiego się nie stało.
Irytację Trumpa widać było rano przed odlotem do Chin na szczyt z Xi Jinpingiem: pierwszy raz od spotkania z Putinem na Alasce w sierpniu 2025 r. Trump zdementował rosyjskie twierdzenia, jakoby w Anchorage zobowiązał się do oddania Rosji ukraińskiego Donbasu. Rosja powtarza to w kółko — Amerykanie nigdy tego nie zdementowali. Do teraz.
Tymczasem Putin prawdopodobnie nie jest w stanie wstrzymać ataków na Ukrainę. Jego reżim próbuje zatrzeć złe wrażenie z krótkiej i skromnej defilady 9 maja w Moskwie. Z propagandy Kremla wynika, że rozczarowanie w Rosji defiladą jest potężne. Ze strachu przed ukraińskim ostrzałem nie pokazano tam bowiem nowoczesnego rosyjskiego sprzętu, a Putin nikomu nie pogroził w tradycyjnym przemówieniu.
Rosja wycofała się też z gróźb zniszczenia centrum Kijowa, choć groźby te przez kilka dni były elementem przygotowań do „najświętszego dnia w Rosji”. Rosja żądała przerwania ostrzału już 8 maja — Ukraina jednak nic z tego sobie nie robiła. Zgodziła się na rozejm dopiero na prośbę Trumpa.
Przeczytaj także:
Zerwanie trzydniowego rozejmu było więc konieczną manifestacją siły Rosji. Już 12 maja telewizja pokazała testy „rakiety balistycznej Sarmat, czterokrotnie potężniejszej od zachodnich odpowiedników”. Ponadto Putin obiecał, że do końca roku Sarmaty wejdą na wyposażenie rosyjskiej armii. Demonstracja superbroni nie zrobiła jednak wrażenia. Bowiem Putin co najmniej od 2022 r. obiecuje armii Sarmaty „do końca roku”.
Wreszcie – atak na Ukrainę 13 maja miał być kolejnym dowodem, że Putin ciągle sobie radzi na wojnie, którą wywołał ponad 4 lata temu.
Tymczasem Ukraina też wznowiła ostrzał Rosji. Od zerwania rozejmu przez Putina ukraińskie drony i rakiety trafiły w Orenburg, Orsk, Czelabińsk, Astrachań i Jarosław. Zniszczyły kolejny port naftowy na Morzu Czarnym. Ukraińskie drony leciały też 12 i 13 maja na Moskwę, co prawdopodobnie uniemożliwia Putinowi wycofanie spod stolicy dodatkowych zestawów przeciwlotniczych sprowadzonych tam przed defiladą 9 maja – kosztem osłabienia obrony innych terenów kraju.
Przeczytaj także: