Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Putin publicznie przyznał, że ukraińskie drony stwarzają poważne problemy na froncie i w głębi Rosji. Obiecał, że rosyjski przemysł zbrojeniowy znajdzie na to rozwiązania. Na razie zaś Putin zwiększy liczbę ataków rakietowych i „z użyciem nowoczesnej broni” na Ukrainę.
„Rosja musi odpowiednio zareagować na użycie dronów przez wroga, aby zniechęcić go do ataków na rosyjskie cele cywilne” – powiedział Putin.
„Będziemy zwiększać nasze ataki na infrastrukturę wroga – aby zniechęcić ich do atakowania naszych obiektów cywilnych”.
W Dniu Rosji, obchodzonym 12 czerwca, w rocznicę ogłoszenia suwerenności Rosji w 1990 r. Putin spotkał się na Kremlu z żołnierzami frontowymi. Spotkanie pokazywane w telewizji różniło się od poprzednich tym, że wojskowi byli w mundurach polowych, nie w galowych. Putin natomiast był po cywilnemu – już od dawna w mundurze polowym się nie pokazuje. Ta inscenizacja miała więc tworzyć wrażenie „braterskiej rozmowy”, a nie wizyty u cara.
Duża część wystąpienia Putina poświęcona była przewadze ukraińskich dronów i tego, jak Rosja stara się swoje zaległości nadrobić.
Putin opierał się na meldunkach, z których wynika, że nadrabianie to idzie mu znakomicie. Przyznał jednak, że różnica technologiczna między tym, czy dysponuje Ukraina i Rosja, jest ogromna. Tłumaczył to tym, że na Rosję napadło całe NATO, a „kraje NATO charakteryzują się wysokim poziomem rozwoju i wysoko rozwiniętymi gospodarkami”.
„Jeśli chodzi o bezzałogowe statki powietrzne, widzimy, że wróg rozszerza wykorzystanie tego sprzętu wojskowego” – powiedział prezydent. „Nieustannie zmienia swoje parametry. Musimy stworzyć system, który będzie mógł elastycznie reagować na działania wroga i wyprzedzać go o krok. Ministerstwo pracuje nad tym, ale cały przemysł również” – obiecał. Ale przyznał też, że „w strefie operacji specjalnych” Ukraińcy opierają się na „ścianie dronów”.
„Wiem, jak to jest, gdy w niektórych sytuacjach trzeba patrzeć w górę, gdy drony krążą jak muchy. Dlatego ten problem jest zrozumiały” – tłumaczył wojskowym, choć sam nigdy w pobliżu frontu nie był. Podkreślił, że zarówno dowódcy, jak i władze zdają sobie z niego sprawę. „Oni (dowódcy) mówią nam o tym cały czas, uwierzcie mi – każdego dnia”.
„Rzeczywiście, to jedno z najważniejszych zadań, nad którym pracuje przemysł, podobnie jak wasi dowódcy, całe Ministerstwo Obrony i inne agencje, w tym cywilne” – zapewnił Putin. „Ministerstwo Obrony koncentruje się dziś na wielu obszarach, a ten trend będzie się nasilać. Mówiąc wprost, Ministerstwo Obrony staje się agencją zaawansowanych technologii”.
Putin mówił też, że problem dronów rozwiąże nie tylko przy pomocy centralnych zamówień, ale i oddolnej produkcji, dzięki „ludowemu przemysłowi” – czyli tak, jak w Ukrainie. Władze rosyjskie dołożyły wszelkich starań, aby ograniczyć biurokrację związaną z zaopatrzeniem i dostawą różnego sprzętu dla wojska.
„Czasem jestem zdumiony, jak ta praca idzie, niemal na pierwszej linii frontu… Wygląda na to, że chłopaki odnoszą sukcesy i postaramy się zapewnić im jak najbardziej bezpośrednie wsparcie” – mówił Putin. Wywód ten wywołała uwaga jednego z żołnierzy, że
ukraińskie drony zmieniają częstotliwości, na których operują, więc rosyjska obrona ich „nie widzi”.
Putin zapewniał też, że zrobi wszystko, by rosyjska machina biurokratyczna nie dławiła też innowacji dla frontu:
„Starałem się zapewnić – Ministerstwo Obrony podjęło tę kwestię – żebyśmy niczego nie uciskali, (…) żeby wszystko, co wartościowe, co się pojawi, otrzymało wsparcie i odpowiednie finansowanie. I tak właśnie się dzieje”
Obecny na spotkaniu minister obrony Biełousow pospieszył z zapewnieniem, że już teraz wojsko na froncie dostaje wszystko, co trzeba, a wkrótce powstanie „przenośnym system walki elektronicznej, najskuteczniejszy i sprawdzony w boju, zarówno pod względem masy, jak i zakresu częstotliwości. Będziemy nad tym pracować i w pełni zaspokoimy potrzeby”.
Do tego przemysł obronny już produkuje drony „od 10 do 40 kilogramów… W tym roku dostarczymy żołnierzom około 20 000 sztuk. Asortyment znacznie się poszerzył. W zeszłym roku był praktycznie tylko jeden taki typ, 80. To dobrze znany produkt, ale nie był zbyt wysokiej jakości. Obecnie jest udoskonalany. W tym roku jest ich już ponad dziesięć” – powiedział Biełousow.
Sam Putin ogłosił, że Rosja prowadzi prace nad produkcją ciężkich dronów sterowanych satelitarnie. „Te prace trwają. W 2023 roku nasze pierwsze satelity zdolne do rozwiązania wspomnianych przez pana zadań znajdą się już w kosmosie. Prace te były kontynuowane w latach 2024-2025” – powiedział w odpowiedzi na pytanie, czy Rosja mogłaby wyprodukować ciężkie drony sterowane za pośrednictwem satelity.
Rosja miała już stworzyć system podobny do Starlinka, tyle że on jeszcze nie działa, ale wkrótce będzie:
„Już mówiłem, że mamy taki system. Jest gotowy i jest wdrażany. Problemem jest jego skalowanie, a to wymaga czasu, ale jest gotowy i działa. Problemem jest rozbudowa konstelacji satelitów. I ta rozbudowa jest w toku. Niedawno mieliśmy kolejny start… Wystrzeliliśmy kolejne 16 satelitów. To oczywiście absolutnie niewystarczające. Ale najważniejsze jest to, że problem został rozwiązany technologicznie i intelektualnie”.
Putin jak zwykle przekonywał, że jego armia posuwa się w Ukrainie do przodu. Tym razem dodał jednak, że dzieje się to „nie tak szybko, jak byśmy chcieli”.
Potem było o atakach na głębokie zaplecze Rosji.
„Jeśli chodzi o bezzałogowe statki powietrzne ze stałym skrzydłem, widzimy, że wróg rozszerza wykorzystanie tej technologii wojskowej głównie w jednym celu. Celem tym jest sianie niezgody w rosyjskim społeczeństwie, wyrządzanie szkód moralnych, sianie zamętu wśród obywateli Rosji i wyrządzanie szkód gospodarczych. To się nie uda” – zapewnił Putin.
Tyle że najpierw trzeba poprawić rosyjską obronę.
„Musimy zająć się kilkoma kwestiami. Po pierwsze, musimy wzmocnić zróżnicowane systemy obrony powietrznej kraju. Nie będę teraz wdawał się w szczegóły; eksperci to wiedzą. Musimy to zrobić, aby móc operować na szerokim zakresie wysokości, przeciwko różnorodnym celom. I robimy to i będziemy to kontynuować”.
Jeśli chodzi o konsekwencje ukraiński ataków na rosyjskie zakłady przemysłowe, to Putin starał się bagatelizować ich skutki: „Owszem, oczywiście wyrządzają nam szkody, ale szybko się podnosimy i nie będą w stanie sprawić nam żadnych poważnych problemów”. Przyznał, że ataki mają wpływ na rosyjskie społeczeństwo – ale znów podzielił się z publicznością przekonaniem, że „wrogowi nie uda się podzielić rosyjskiego społeczeństwa.
Putin kolejny raz podkreślił, że wojna nie jest jego winą, bo to Zachód próbował zniszczyć Rosję. Sukcesem Putina jest to, że Zachodowi nie udało się jednak „zadać nam strategicznej klęski. Próbowali, ale teraz zdają sobie sprawę, że to niemożliwe”. „To oni rozpętali wojnę. Powtarzam to, ale chcę to powtórzyć jeszcze raz: nie rozpoczęliśmy działań zbrojnych wraz z rozpoczęciem specjalnej operacji wojskowej. Nie. To oni przeprowadzili zamach stanu na Ukrainie, który następnie zmusił nas do ochrony mieszkańców Krymu, a następnie rozpętali wojnę”.
Żołnierzy pocieszył:
"Każdy człowiek kiedyś umiera. To naturalny proces.
Liczy się to, jak dana osoba przeżyła swoje życie”. A „polegli żołnierze SWO – red. położyli podwaliny pod wzmocnienie Rosji”.
Na froncie – powiedział Putin – jest tera ponad 700 tys. rosyjskich żołnierzy.
Putin nigdy do tej pory nie mówił o ukraińskich atakach i wojnie dronowej tak otwarcie.
Ukraińskie ataki nazywane przez prezydenta Zełenskiego „sankcjami dalekiego zasięgu” osiągnęły jednak w Rosji ten poziom, że propaganda Kremla nie może ich już ignorować. Nie może też ignorować tego, że front w Ukrainie praktycznie utknął w miejscu, a Krym żyje w stanie oblężenia – z odcinanymi dostawami zaopatrzenia.
Przeczytaj także:
Putin proponuje więc w odpowiedzi tradycyjną opowieść o Rosji, która nigdy nikogo nie napadła, tylko się broni i która wysiłkiem całego narodu w końcu – kiedyś w przyszłości – zyska przewagę technologiczną nad wrogiem. A na razie musi przetrwać. Użyje więc przewagi tam, gdzie ją ma – czyli w mszczeniu się na Ukraińcach atakami na ślepo.
Przeczytaj także:
Putin starał się też ataki ukraińskie bagatelizować – w ogóle nie wspomniał o ofiarach cywilnych jego wojny w samej Rosji. Nie było nawet słowa o „dzieciach Starobielska”, czyli 21 studentów, którzy zginęli w ostrzale akademika. Putin koszty wojny ignoruje, bowiem jedynym z niej wyjściem jest „zwycięstwo”. Choć dziś – mimo wszystkich pokrewnych tłumaczeń – nie wiadomo, jak miałby je osiągnąć. Ale Putin mówi: „Zgadzamy się prowadzić negocjacje, ale tylko z należytym uwzględnieniem naszych interesów narodowych. I nie tylko dzisiejszych, ale i długoterminowych, uwzględniających perspektywy historyczne”. Co oznacza, że Putin nie ma pomysłu na koniec wojny.
Przeczytaj także:
Linki do depesz RIA Nowosti nie otworzą się bez VPN
Na Dworcu Gdańskim w Warszawie mężczyzna pobił taksówkarza z Azerbejdżanu od kilku lat mieszkającego w Polsce. Wszystko to atmosferze tropienia Ukraińców w rządzie i administracji, i prawicowej panice związanej w wejściem w życie unijnego paktu migracyjnego.
W piątek (12 czerwca) przy Dworcu Gdańskim w Warszawie mężczyzna zaatakował taksówkarza z Azerbejdżanu, Naiba Tahmazilego, wynika z relacji Marty Rebzdy, pasażerki i świadkini zdarzenia, która zamieściła relację w mediach społecznościowych. Kobieta wsiadła do taksówki, gdy obcy mężczyzna podbiegł do auta, kopnął w nadkole i zaczął krzyczeć: „Wypierdalaj stąd!”.
Według relacji świadkini napastnik otworzył bagażnik swojego samochodu, wyjął pałkę teleskopową i bił nią Tahmazilego po głowie i ramieniu. Kierowca pytał po angielsku: „What do you want from me?” i próbował się bronić.
Napastnik odjechał. Rebzda zadzwoniła pod 112. Według jej relacji na miejsce przyjechały policja i karetka. Ratownik opatrzył mężczyznę, a zespół ratownictwa zabrał azerskiego taksówkarza do szpitala. Na szczęście szczegółowe badanie głowy nie wykazało urazów.
Naib mieszka i pracuje w Polsce od czterech lat, jest tu legalnie i ma PESEL. Powiedział świadkini, że wcześniej nic podobnego mu się nie przydarzyło. W sobotę ma stawić się na komisariacie z tłumaczem. Asystować ma prawnik Fundacji Ocalenie.
„Bez wątpienia była to napaść na tle narodowościowym. Wczoraj wysłuchałam przemówienia premiera Tuska, który ostrzegał przed brunatną falą, która nadchodzi. Ona już nadeszła. To się dzieje” – mówi OKO.press Rebzda.
Atak nastąpił w tygodniu, w którym w Sejmie i mediach wróciła ksenofobiczna retoryka. We wtorek, 9 czerwca, PiS-owski kandydat na premiera, Przemysław Czarnek — nawiązując do pochodzenia wiceministra nauki, Andrzeja Szeptyckiego — żądał wyjaśnień „dlaczego w rządzie są Ukraińcy”, a Janusz Kowalski (poseł niezrzeszony, do niedawna w PiS) zapowiadał kontrolę „ukrainizacji” administracji.
W reakcji na te słowa premier Tusk przypomniał, że państwo polskie jest silne dzięki różnorodności i otwartości – wtedy jest prawdziwą Rzecząpospolitą, res publiką, która jest szanowana w świecie i ma wpływ na to, co się dzieje w świecie. To zauważalna zmiana retoryki prmiera, choć na razie trudno powiedzieć, czy nie tylko doraźna – w ostatnich miesiącach Tusk raczej próbował płynąć na ksenofobicznej fali niż z nią walczyć.
Przeczytaj także:
Pobicie azerskiego taksówkarza to kolejny przypadek opisywanej przez OKO.press przemocy wobec osób uznanych za „obce”. W maju doszło do pobicia ukraińskich nastolatków w Warszawie. Ofiary takich ataków nie zawsze zgłaszają je na policje, bo nie ufają służbom i boją się odwetu sprawców.
W piątek poinformował o tym Thomas DiNanno, podsekretarz stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego. Będzie to kolejna pożyczka w ramach programu Foreign Military Financing.
Dziś podczas uroczystej ceremonii przyjęcia myśliwców F-35 do Sił Zbrojnych RP Thomas DiNanno zapowiedział, że USA udostępnią Polsce kolejne 4 mld dolarów na współpracę wojskową w ramach programu Foreign Military Financing. Program zakłada przyznawanie sojusznikom i partnerom USA pożyczek i grantów na zakup amerykańskiego sprzętu wojskowego.
Oznacza to, że łącznie zwiększy się pula amerykańskiego finansowania wojskowego dostępnego dla Polski do około 20 mld dolarów.
„Polska nie czeka na innych, żeby dbać o swoją przyszłość, Polska sama dba o swoją obronę, a Stany Zjednoczone z dumą współpracują z takim sojusznikiem, który bierze swoją odpowiedzialność w pełni na swoje barki i jest poważny w tym, co robi” – mówił DiNanno.
W rozmowie z PAP sekretarz zaznaczył, że Polska będzie mogła wykorzystać pieniądze na zakup potrzebnego sprzętu amerykańskiego, w tym kolejnych samolotów F-35.
Do tej pory Polska w ramach Foreign Military Financing pożyczyła łącznie ok. 15 mld dolarów. Ostatni raz umowę pożyczkową – na taką samą kwotę – w ramach programu FMF Polska podpisała ze Stanami Zjednoczonymi w lipcu 2025 roku.
Program pozwala Polsce szybciej modernizować armię bez konieczności natychmiastowego wydawania całej kwoty z budżetu państwa.
„To jest dobra możliwość, będziemy ją oczywiście rozpatrywać i jeżeli będą potrzeby wojska i możliwości finansowe, to na pewno warto korzystać” – odniósł się do informacji o możliwości kolejnej pożyczki z USA na briefingu prasowym po uroczystości Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MON.
Dziś, 12 czerwca 2026 roku odbyła się oficjalna ceremonia wcielenia pierwszych polskich F-35A do Sił Zbrojnych RP. Rano trzy F-35 wykonały pokazowy przelot nad polskimi miastami, a później rozpoczęły się oficjalne uroczystości w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku.
W wydarzeniu wzięli udział najważniejsi przedstawiciele władz państwowych, w tym prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
„Na naszych oczach podczas tej uroczystości (…) dochodzi do nowoczesnego, przełomowego skoku dla Wojska Polskiego, polskich Sił Zbrojnych, szczególnie Sił Powietrznych – i w tym kontekście jest to dzień historyczny” – mówił prezydent Nawrocki. Dodał, że dzięki wielozadaniowym F-35 „Rzeczpospolita Polska jest i będzie w kolejnych latach mocniejsza, silniejsza, będzie bezpieczniejsza”.
Prezydent podziękował amerykańskim partnerom za gotowość do dzielenia się z kluczowymi sojusznikami swoimi technologiami.
Przeczytaj także:
Dzisiejsze uroczystości zakończyły się chrztem nowych myśliwców. Maszynom nadano imię „Husarz”. Jak informuje MON, matką chrzestną samolotów F-35 została Paulina Kosiniak-Kamysz oraz kpt. Magdalena Boryc-Krakowian, wdowa po tragicznie zmarłym pilocie majorze Macieju „Slabie” Krakowianie, który zginął w katastrofie samolotu F-16 w sierpniu ub. roku.
Ogłoszone ceny będą obowiązywać przez weekend oraz w poniedziałek. Czy są to ostatnie dni specjalnych regulacji?
Ministerstwo Energii opublikowało informacje dotyczące maksymalnych cen paliw, które będą obowiązywać 13-15 maja 2026 roku. Według aktualnego obwieszczenia Ministra Energii od soboty do poniedziałku włącznie benzyna 95 ma kosztować 6,04 zł za litr, benzyna 98 – 6,58 zł/l, olej napędowy – 6,40 zł/l.
Ceny ogłoszone w piątek są wyższe, niż te ogłoszone dzień wcześniej.
(W piątek benzyna 95 nie może kosztować więcej niż 5,98 zł za litr, benzyna 98 – 6,55 zł, litr oleju napędowego 6,37 zł.)
„Benzyna oraz olej napędowy nie mogą być sprzedawane drożej niż podany limit” – podkreśla Ministerstwo Energii. Nowa cena obowiązuje od dnia następnego po publikacji w Dzienniku Urzędowym „Monitor Polski”. W przypadku dni wolnych od pracy obowiązuje cena ogłoszona w ostatnim dniu roboczym przed weekendem lub świętami oraz innymi dniami wolnymi od pracy.
Natomiast cały pakiet specjalnych rozwiązań CPN „Ceny Paliwa Niżej”, wprowadzony pod koniec marca obowiązuje na pewno jedynie do poniedziałku 15 czerwca. Jak pisze Business Insider, wciąż nie ma decyzji czy pakiet będzie przedłużony. Wstępnie minister energii Miłosz Motyka zapowiadał, że taki wariant jest możliwy. W czwartek minister Motyka poinformował, że resorty energii, aktywów państwowych i finansów przeprowadzają odpowiednie analizy. Na razie nie nie podjęły decyzji w sprawie przedłużenia obowiązywania pakietu CPN.
Według ekspertów jeśli pakiet CPN nie zostanie przedłużony, to najbardziej odczuwalnym skutkiem będzie wzrost cen paliw na stacjach, ponieważ obowiązywałoby już pełne opodatkowanie.
Pod koniec marca 2026 roku Sejm przyjął ustawy, które ograniczają wzrost cen paliw na stacjach. Nowe przepisy obniżają VAT (z 23% do 8%) i akcyzę do minimalnych dopuszczalnych poziomów (o 29 gr dla benzyny i 28 gr dla oleju napędowego) oraz wprowadzają maksymalne ceny detaliczne.
Od 31 marca na wszystkich stacjach w Polsce obowiązują ceny maksymalne paliw, wprowadzone w ramach rządowego pakietu regulacji „Ceny Paliwa Niżej”. Cena maksymalna jest ustalana według określonej formuły, obejmującej średnią cenę hurtową paliw na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT.
Specjalne przepisy działają na razie do 15 czerwca.
Te rozwiązania są odpowiedzią polskiego rządu w związku z kryzysową sytuacją na rynku wywołaną poprzez atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran 28 lutego. Konflikt spowodował natychmiastowy wzrost cen ropy naftowej na globalnych rynkach, co przełożyło się na wyższe koszty paliw również w Polsce.
Więcej o pakiecie CPN w OKO.press pisał Marcel Wandas:
Przeczytaj także:
Związek Banków Polskich w 2024 roku poprosił Zondacrypto o pomoc przy pisaniu uwag do ustawy o kryptoaktywach. A potem załatwił zaproszenie do MF na zamknięte spotkanie. Te ustalenia spowodowały, że Tomasz Sakiewicz krzyczy, że afera Zonda to afera Tuska. Ten sam Sakiewcz, który przebywał w Monako w luksusowym hotelu na koszt Przemysława Krala.
Związek Banków Polskich 9 stycznia 2024 roku przyjął do Komitetu Cyberbezpieczeństwa Banków ZBP w charakterze członka wspierającego spółkę BB Trade Estonia OÜ, która w tamtym czasie była już operatorem giełdy Zondacrypto.
To wiedzieliśmy już wcześniej. Money.pl dowiedział się jednak, jakie były tego dalsze konsekwencje – Zondacrypto stała się tym samym podmiotem, który zyskał wpływ na kształt ustawy regulującej rynek kryptoaktywów.
Tej samej ustawy, którą przygotował rząd, trzykrotnie przyjął Sejm, i trzykrotnie zawetował prezydent. Ostatnie swoje weto prezydent ogłosił 11 czerwca 2026 r.
Przeczytaj także:
Jak ustalili dziennikarze, pod koniec lutego 2024 roku Zondacrypto otrzymała projekt ustawy o kryptoaktywach od radcy prawnego ZBP z prośbą o uwagi. Swoje uwagi odesłała.
W efekcie ów radca zaprosił spółkę na zamknięte spotkanie w Ministerstwie Finansów w dniach 8-9 kwietnia, na którym odbywać miały się dalsze prace uzgodnieniowe nad ustawą. Właściwie zaproszenie dla Zondy miał wystosować podpisany na nim wiceminister finansów Jurand Drop. To był moment, w którym MF prowadził konsultacje publiczne.
Okazuje się, że Zondacrypto miała realny wpływ na kształt projektu ustawy. Uwagi wniesione przez Zondę do projektu stały się częścią stanowiska ZBP, a Ministerstwo Finansów uwzględniło część z nich w projekcie. Część jednak odrzuciło.
Współpraca Zondacrypto ze Związkiem Banków Polskich była potem jeszcze kontynuowana w innym obszarze. Jak pisze money.pl, w listopadzie 2024 roku pracownicy Bankowego Centrum Cyberbezpieczeństwa ZBP (FinCERT.pl) zapraszali Zondacrypto na posiedzenia Grupy Operacyjnej ds. Przeciwdziałania Oszustwom Inwestycyjnym w kryptoaktywa, a ówczesny prezes giełdy, Przemysław Kral, brał w nich udział osobiście.
Co ciekawe, ta współpraca Zondy z ZBP była informacją publiczną, Zondacrypto chwaliła się nią (zapewne dla uwiarygodnienia się). Ale kiedy dziennikarze zaczęli zadawać pytania Związkowi Banków Polskich o Zondę, ZBP zaprzeczył, że giełda kiedykolwiek była jego członkiem.
Z publikacji money.pl wynika, że dziś ZBP próbuje twierdzić, że BB Trade Estonia OÜ nigdy nie była członkiem jej Komitetu Cyberbezpieczeństwa, a to dlatego, że nigdy nie ustalono składki członkowskiej ani sposobu jej uiszczenia i ZBP nie dostał od spółki żadnej wpłaty.
Tylko że sama uchwała ZBP na temat przyjęcia nowego członka – BB Trade Estonia OÜ – nie dość, że nie warunkuje członkostwa od składek, to jeszcze wprost mówi, że dokument wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Dodatkowo ZBP twierdzi, że odpowiedzialny za nawiązanie współpracy z Zondacrypto jest jeden z pracowników Związku – ówczesny Dyrektor Zespołu Bezpieczeństwa ZBP – który przekroczył tu swoje uprawnienia, co było jednym z powodów utraty zaufania do niego, został więc zwolniony dyscyplinarnie jeszcze w czerwcu 2024 roku.
Tylko że ustalenia money.pl na podstawie kilku źródeł mówią, że ów pracownik podejrzany był o malwersacje finansowe i to, a nie Zondacrypto, były powodem jego zwolnienia.
Również Ministerstwo Finansów próbuje się od tej sprawy odciąć. Twierdzi, że w zamkniętej konferencji na temat kształt ustawy w siedzibie MF w Warszawie nie uczestniczyli przedstawiciele BB Trade Estonia OÜ, a do samej spółki nie wysłano zaproszenia. Jednocześnie jednak, mimo próśb, resort nie udostępnił dziennikarzom pełnej listy uczestników spotkania.
Przeczytaj także:
Prawica natychmiast użyła publikacji money.pl jako narzędzia w walce politycznej, zwalając winę za aferę Zondacrypto na rząd Donalda Tuska.
Tomasz Sakiewicz, prezes i redaktor naczelny Telewizji Republika napisał na portalu X:
„Tekst Szymona Jadczaka oddaje to co wiedziałem ale teraz przedstawia na to żelazne dowody. Ustawa o kryptowalutach Donalda Tuska została napisana pod dyktando Zondy a prezydent podejmując Veto działał wbrew ich interesom”
Pamiętać jednak należy, że zanim wybuchła ta afera, to Telewizja Republika była największym beneficjentem telewizyjnych budżetów reklamowych Zondacrypto, a sam Tomasz Sakiewicz gościł w Monako w luksusowych hotelach na zaproszenie i na koszt Przemysława Krala. Dziś najwyraźniej o tym zapomniał.
Prawica, która znajduje tu argument, by bronić prezydenta Karola Nawrockiego przed oskarżeniami o związki z Zondacrypto, zapomina również, że po dwóch wetach prezydent sam złożył własny projekt ustawy regulującej rynek kryptoaktywów.
I jak wprost przyznawał to szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, był to projekt oparty o projekt rządowy, czyli ten, do którego uwagi zgłaszała Zondacrypto.
Dodatkowo dziennikarze money.pl wskazują, że do ZBP należą wszystkie banki kontrolowane przez państwo, jakoby był to dowód na to, że to państwo, a więc, rząd, a w tamtym okresie rząd Donalda Tuska, byli winni temu, że Zondacrypto zyskała wpływ na kształt ustawy.
Wydaje się to jednak interpretacyjnym nadużyciem.
ZBP to nie jest instytucja państwa, to grupa interesu, związek branżowy, którego zadaniem jest lobbowanie we własnym interesie. I to ZBP jest odpowiedzialny – przynajmniej moralnie – za wprowadzenie Zondacrypto do procesu legislacyjnego bez zweryfikowania, że spółka jest na liście ostrzeżeń publicznych KNF, a w prokuraturze toczy się w jej sprawie postępowanie.