Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rząd Donalda Tuska po raz drugi postara się znowelizować przepisy dotyczące stawiania farm wiatrowych. Z planu zniknęło zbliżenie wiatraków do zabudowań – co było głównym powodem weta Karola Nawrockiego wobec poprzedniego projektu.
Po zawetowaniu pierwszej przedstawionej przez rząd ustawy wiatrakowej ministerstwo klimatu proponuje kolejną jej wersję. Chodzi o prawo liberalizujące zasady stawiania farm wiatrowych. Rząd chce przybliżyć je do zabudowań. W poprzedniej wersji ustawy ustalił granicę na 500 metrach, o ile zgodzą się na to władze gminy (dziś to 700 metrów). Według opracowań naukowych odległość ta jest wystarczająca, by zapewnić komfort okolicznych mieszkańców. Odległość ta jednak „nie jest rzeczą akceptowalną społecznie” – argumentował Nawrocki.
W nowym projekcie nowelizacji ustawy rząd nie pojawia się już propozycja zmniejszenia odległości wiatraków od najbliższych budynków. Rząd zamiast tego chce uprościć procedury uzyskiwania zezwoleń na stawianie farm. Przy obecnie obowiązującym prawie proces może trwać od pięciu do siedmiu lat. Skrócenie tego okresu będzie możliwe dzięki oparciu zezwoleń na budowę o zintegrowany plan inwestycyjny. To łatwiejsza do uchwalenia forma miejscowego planu zagospodarowania, sporządzana na wniosek inwestora jedynie na potrzeby przeprowadzenia danego przedsięwzięcia.
Nowa ustawa ma też umożliwić czerpanie korzyści z sąsiedztwa farm wiatrowych mieszkańcom gmin sąsiednich wobec tej, gdzie znajdują się turbiny. Chodzi przede wszystkim o pieniężne rekompensaty.
Na propozycje resortu klimatu negatywnie reaguje branża energetyczna. „Planowany wzrost mocy wiatru na lądzie z 11 GW do zaledwie 20,3 GW w ciągu 15 lat oznacza budowę ok. 0,6 GW rocznie. To tempo krajów o niskich ambicjach, a nie dla dużej gospodarki Unii Europejskiej, która deklaruje chęć budowy nowoczesnego, konkurencyjnego sektora energetycznego” – stwierdził cytowany przez Polską Agencję Prasową szef Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, Janusz Gajowiecki. – „W Niemczech w jednym roku wydano pozwolenia na budowę 15 GW onshore (na lądzie – przyp. aut.) Przyjęcie tak niskiego tempa rozwoju oznacza faktyczne wykluczenie Polski z głównego nurtu europejskiej transformacji energetycznej i rezygnację z wykorzystania potencjału rynku, który w innych krajach jest już standardem. Nie ma żadnych racjonalnych ani systemowych przesłanek, by ograniczać rozwój wiatru w sytuacji, gdy może on w większej skali dostarczać tanią energię, stabilizować miks i wzmacniać konkurencyjność gospodarki”
Przeczytaj także:
W nocy na 5 stycznia Rosjanie zaatakowali obiekty infrastruktury energetycznej Ukrainy. W kilku regionach doszło do przerw w dostawach energii elektrycznej. Zginęły co najmniej dwie osoby
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że wojska rosyjskie wystrzeliły w kierunku Ukrainy 9 rakiet i 165 dronów bojowych. Ukraińskim obrońcom udało się zneutralizować 137 celów. Odnotowano trafienia rakiet i 26 uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych w 10 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych odłamków w 9 miejscach.
Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w dzielnicy obolońskiej doszło do trafienia w czteropiętrowy budynek placówki medycznej, na poziomie drugiego piętra. Ratownicy ewakuowali 25 osób, cztery odniosły obrażenia (dwie są w stanie ciężkim). Zginął 30-letni mężczyzna, który przebywał na leczeniu. Według ostatnich informacji strażacy ugasili pożar.
W rejonie fastowskim w obwodzie kijowskim uszkodzonych zostało siedem prywatnych domów i jeden wielopiętrowy budynek mieszkalny, garaże, samochody, pomieszczenia produkcyjne i magazynowe. Jedna osoba zginęła we własnym domu.
Ponadto w wyniku rosyjskiego ataku odcięto dostawy energii elektrycznej do miasta Sławutycz w obwodzie kijowskim. Wszystkie obiekty infrastruktury krytycznej zostały przełączone na zasilanie rezerwowe. Miasto ma zapewnione ogrzewanie i wodę.
Oprócz tego, jak informuje Ukrenergo, państwowy operator systemu przesyłowego energii elektrycznej w Ukrainie występują przerwy w dostawie prądu w obwodach donieckim, charkowskim i czernihowskim.
„Prace naprawcze rozpoczęto wszędzie tam, gdzie pozwalają na to warunki bezpieczeństwa” – podkreśla Ukrenergo. Dodaje, że wskutek poprzednich zmasowanych ataków rakietowych i dronowych na system energetyczny obecnie w większości regionów Ukrainy stosowane są środki ograniczające zużycie energii: harmonogramy ograniczeń mocy dla przemysłu i biznesu oraz godzinowe odłączenia dla wszystkich kategorii odbiorców.
Celem ataku była też Czernihowszczyzna. Zostały zniszczone i uszkodzone garaże, prywatny dom mieszkalny, budynek gospodarczo-magazynowy.
Mimo trwających negocjacji na temat zakończenia wojny Rosja nie przestaje terroryzować ukraińskich cywilów, próbuje zerwać rozmowy pokojowe i eskalować konflikt, obwiniając Ukraińców to o atak na rezydencję Putina, to o atak na cywili w Chorłach w okupowanej części Chersońszczyzny. Jak pisaliśmy, najprawdopodobniej w zaatakowanej restauracji świętowali Nowy Rok rosyjscy wojskowi i miejscowi kolaboranci.
Przeczytaj także:
„Dzisiaj w nocy rosyjska armia »zdobyła« kolejny szpital – w Kijowie – z działającym oddziałem szpitalnym. Pacjentów trzeba było ewakuować. Są ofiary” – skomentował nocny atak prezydent Ukrainy. Zapewnił, że Ukraińcy odbudują ten szpital.
„Tacy są ci ludzie – Ukraińcy zawsze odbudowują to, co zostało zniszczone. Podobnie pracują ekipy remontowe, energetycy, wszystkie niezbędne służby w regionach, gdzie Rosjanie spowodowali nowe zniszczenia i nowe przerwy w dostawach energii”.
Wołodymyr Zełenski zwrócił się do partnerów międzynarodowych o pomoc w zwiększeniu obrony przeciwlotniczej oraz środki na produkcję dronów przechwytujących oraz o sprzęt do naprawy systemu energetycznego. „Dziękuję wszystkim, którzy wspierają nasz kraj i naszych obywateli” – napisał Zełenski.
Według ukraińskiego prezydenta w ciągu zeszłego tygodnia Rosja wystrzeliła w kierunku Ukrainy ponad 1070 kierowanych bomb lotniczych, prawie tysiąc dronów uderzeniowych i sześć rakiet.
Przeczytaj także:
Prezydent USA Donald Trump chciałby nie tylko Grenlandii, której zajęcie zasugerował po przeprowadzeniu operacji w Wenezueli. Amerykański lider zapowiada też, że zajmie się reżimami, które uważa za „chore”
- Wenezuela jest bardzo chora. Kolumbia też jest bardzo chora i jest rządzone przez człowieka, który lubi produkować kokainę i sprzedawać ją Stanom Zjednoczonym. Ale powiem wam, że nie będzie tego robił zbyt długo – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami. Dopytywany o możliwość operacji wojskowej stwierdził: „To brzmi dobrze”. W podobnym tonie wyraził się o Meksyku, którym według niego rządzą kartele narkotykowe, z którymi „trzeba coś zrobić”. Jak mówił, władze Kuby wyglądają, jakby były „gotowe, by upaść”.
- Meksyk musi wziąć się w garść, bo narkotyki przepływają przez Meksyk, a my będziemy musieli coś zrobić. Chcielibyśmy, żeby Meksyk to zrobił. Oni są do tego zdolni, ale niestety kartele są w Meksyku bardzo silne – mówił Trump.
Słowa te następują po operacji wojskowej i schwytaniu wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro. Polityk wywodzi się z południowoamerykańskiej lewicy, do której USA od dekad podchodzą krytycznie. Maduro, podobnie jak jego poprzednik Hugo Chavez, był oskarżany przez kraje Zachodu i organizacje międzynarodowe o tłamszenie opozycji i doprowadzenie gospodarki kraju na skraj zapaści — mimo potężnych zasobów ropy naftowej, którymi dysponuje kraj. Jednocześnie operacja USA określana jest przez ekspertów jako rażące naruszenie prawa międzynarodowego.
- Tak naprawdę Stany Zjednoczone nie przedstawiły żadnego uzasadnienia prawnego tego, co zrobiły. Poza tym też nie jest uznane w prawie międzynarodowym stanowisko, że działalność karteli narkotykowych, które działają na terenie jednego państwa, a które przemycają narkotyki na terytorium drugiego państwa, mogła być uznana przez to drugie państwo za atak na nie. To nie jest żadna uznana forma ataku zbrojnego na państwo, które uzasadniałaby prawo do samoobrony — powiedziała OKO.press dr Agata Kleczkowska z Polskiej Akademii Nauk.
Przeczytaj także:
Rządy Hiszpanii, Brazylii, Chile, Kolumbii, Meksyku i Urugwaju wydały 4 stycznia wspólne oświadczenie potępiające działania USA. Określają je jako „niebezpieczny precedens”. Odnosząc się do twierdzenia administracji Trumpa, że Stany Zjednoczone będą „rządzić” Wenezuelą i nadzorować produkcję ropy naftowej, sześć rządów wyraziło również zaniepokojenie „w związku z jakąkolwiek próbą kontroli, administrowania lub zewnętrznego przywłaszczenia zasobów naturalnych lub strategicznych”.
Mimo to w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych dotychczasowa wiceprezydentka i pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodriguez stwierdziła, że jej rząd priorytetowo traktuje budowanie relacji ze Stanami Zjednoczonymi.
„Zapraszamy rząd USA do współpracy z nami w ramach programu ukierunkowanego na wspólny rozwój w ramach prawa międzynarodowego, aby wzmocnić trwałe współistnienie społeczności. Prezydencie Donaldzie Trumpie, nasze narody i nasz region zasługują na pokój i dialog, a nie na wojnę” – napisała Rodriguez.
Wielka Brytania powinna dążyć do ściślejszego zharmonizowania się z rynkami UE, „jeśli leży to w naszym interesie narodowym”.
Premier Keir Starmer stwierdził, że Wielka Brytania powinna dążyć do ściślejszego zharmonizowania się z rynkami UE, „jeśli leży to w naszym interesie narodowym”. Komentarz ten, udzielony BBC, jest jak dotąd najwyraźniejszym sygnałem, że Starmer chce większego zacieśnienia stosunków.
W odpowiedzi niektórym członkom gabinetu, którzy sugerowali, że Wielka Brytania powinna dążyć do utworzenia unii celnej z UE, Starmer stwierdził, że nie uważa tego za właściwe rozwiązanie. „Lepiej będzie, jeśli skupimy się na jednolitym rynku niż na unii celnej, jeśli chodzi o dalszą integrację”.
Każde dalsze zbliżenie z UE prawdopodobnie pociągnie za sobą kolejne żądanie Brukseli złagodzenia ograniczeń migracyjnych. Starmer stwierdził, że powrót do pełnej swobody przemieszczania się nie będzie częścią przyszłych negocjacji, ale bronił porozumienia w sprawie programu mobilności młodzieży. „Rozważamy program mobilności młodzieży, który umożliwi młodym ludziom podróżowanie, pracę i zabawę w różnych krajach europejskich, aby mogli zdobyć takie doświadczenia”.
W ostatnich miesiącach Starmer dawał do zrozumienia, że chciałby ponownie rozważyć zacieśnienie więzi z UE. W listopadzie Nick Thomas-Symonds, minister odpowiedzialny za negocjacje z UE, awansował na stanowisko pełnoprawnego członka rządu.
Według szacunków Office for Budget Responsibility (OBR) straty wynikłe z wystąpienia z UE wynoszą dla Wielkiej Brytanii 4 proc. PKB. Reeves podkreśliła, że Wielka Brytania musi dążyć do silniejszych więzi handlowych, aby złagodzić te skutki. Partia Pracy długo unikała otwartej krytyki Brexitu. Teraz to się zmienia. Opozycyjni konserwatyści oskarżają ich, że wykorzystują Brexit, by wytłumaczyć się z obecnych trudności gospodarczych Wielkiej Brytanii.
Walka o zacieśnienie więzi z Europą prawdopodobnie będzie kluczową linią podziału, którą Partia Pracy chce wyznaczyć w partii Reform. Źródło w Partii Pracy powiedziało „Guardianowi”: „Największą słabością Nigela Farage'a jest jego stanowczy sprzeciw wobec jakichkolwiek relacji z Europą. Dodajmy do tego wszystko, co dotyczy czystej energii, a zobaczycie, jak bardzo się dziś nakręcił. Ale wynika to też z czegoś o wiele bardziej złowrogiego. Nie chce, żeby brytyjskie firmy miały łatwiej. Nie chce, żeby rachunki spadły. Jeśli Wielka Brytania będzie miała problemy, to podsyci jego politykę podziałów”.
Przeczytaj także:
Szwajcarska policja poinformowała w niedzielę o zidentyfikowaniu 16 kolejnych ofiar pożaru w noc sylwestrową w miejscowości Crans-Montana, gdzie w noc sylwestrową zginęło 40 osób, a 121 zostało rannych. Najmłodszą zidentyfikowaną ofiarą jest 14-letnia Szwajcarka. Dziewięć osób miało mniej niż 18 lat.
W wyniku pożaru, który strawił bar Le Constellation, zginęło co najmniej 40 osób, a 119 zostało rannych. Zidentyfikowano w sumie 24 ofiary śmiertelne. Media opisują szok w miasteczku. Wielu młodych ludzi dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że cudem uniknęło śmierci. Ktoś wyszedł na papierosa, ktoś w ostatniej chwili wybrał inny bar. Pożar i eksplozje w Le Constellation początkowo uznali za fajerwerki. Teraz opowiadają, że nie mogą spać, bo widzą przerażające scen z płonącego baru, z którego goście nie mogli się już wydostać.
Na zdjęciu – żałobnicy gromadzą się koło baru Constellation 4 stycznia. "Przyszliśmy dzisiaj, bo musimy tu być. Musimy zobaczyć miejsce, gdzie to się stało. Ona [córka] mogła nie żyć, ale żyje. Ale inni nie żyją” – mówi Reutersowi matka dziewczyny, która w ostatniej chwili zmieniła zdanie i poszła się bawić w Sylwestra do baru obok.
Wśród zidentyfikowanych ofiar jest dwóch Włochów, jedna osoba z podwójnym obywatelstwem Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Rumunka, osoba z Francji i z Turcji – poinformowała policja kantonu Valais. Jednak większość ofiar to młodzi Szwajcarzy.
Prokuratura kantonalna wszczęła w sobotę śledztwo przeciwko właścicielom baru, w którym doszło do pożaru. Dochodzenie ma wykazać przede wszystkim, czy materiał, z którego wykonany był sufit, odpowiadał normom bezpieczeństwa, i czy w lokalu wolno było używać sztucznych ogni (wedle pierwszych informacji, pożar wywołały sztuczne ognie przypięte do unoszonych w górę butelek szampana). Ponadto śledczy sprawdzą, czy stosowano tam wszystkie wymagane środki bezpieczeństwa. Według mediów sufit wykończono pianką izolacyjną do wygłuszenia sali. Pytanie, czy nie była łatwopalna.
Przeczytaj także: