Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rozporządzenie wzywa do likwidacji departamentu. Trump chce ominąć w ten sposób konieczność uzyskania zgody Kongresu. Prawica nienawidzi departamentu, bo jego zadaniem jest m.in. przeciwdziałanie dyskryminacji uczniów
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał w czwartek 20 marca rozporządzenie, które nakazuje szefowej departamentu edukacji Lindzie McMahon zamknięcie wszystkich kluczowych funkcji resortu. Podpisanie dokumentu miało widowiskową oprawę: Trump otoczył się republikańskimi gubernatorami, członkami Kongresu oraz działaczami konserwatywnych organizacji. Dołączyli do nich nauczyciele, rodziny i dzieci, które siedziały w ławkach szkolnych za prezydentem, gdy podpisywał rozporządzenie.
„Moja administracja podejmie wszelkie zgodne z prawem kroki, aby zamknąć departament. Zamkniemy go i zamkniemy tak szybko, jak to możliwe. On nie przynosi nam żadnych korzyści” – powiedział Trump.
Administracja Trumpa już wcześniej osłabiła departament edukacji, ograniczając programy pożyczkowe i zwalniając część jego pracowników.
Rozporządzenie jest próbą obejścia zgody Kongresu, bez której likwidacja departamentu nie jest możliwa. Na zmianę musiałoby się zgodzić 60 senatorów, podczas gdy Republikanie mają ich 53. Demokraci nie godzą się likwidację resortu i ostro protestują przeciw działaniom Trumpa.
„Zamknięcie Departamentu Edukacji zaszkodzi milionom dzieci w publicznych szkołach naszego kraju, ich rodzinom i ciężko pracującym nauczycielom. Liczba uczniów w klasach gwałtownie wzrośnie, nauczyciele zostaną zwolnieni, programy edukacji specjalnej zostaną skrócone, a studia staną się jeszcze droższe” – powiedział w oświadczeniu Hakeem Jeffries, lider mniejszości w Izbie Reprezentantów USA.
Jednak Trump może w praktyce zredukować departament do zupełnie nieznaczącej roli – i to właśnie oznacza czwartkowy podpis.
Departament edukacji nadzoruje w USA około 100 tys. szkół publicznych i 34 tys. szkół prywatnych. Program nauczania jest w gestii stanów, ale federalny resort ma za zadnie dbać o respektowanie praw obywatelskich w edukacji. Pełni wiec istotną funkcję w polityce wyrównywania szans uczniów z różnych środowisk: programy resortu wspierają szkoły z dużym odsetkiem uczniów z rodzin żyjących w ubóstwie, wspierają uczniów z niepełnosprawnościami itp.
Dla amerykańskiej prawicy solą w oku jest też sama idea świeckiej publicznej edukacji. Ideałem jest dla niej prywatna szkoła, która indoktrynuje uczniów w duchu konserwatywno-religijnym.
Sondaż NPR/PBS News/Marist przeprowadzony pod koniec lutego wykazał, że 63 procent respondentów sprzeciwia się likwidacji departamentu edukacji, a tylko 37 procent popiera jego zamknięcie.
Przeczytaj także: