Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Obecność europejskich wojsk nie będzie miała wpływu ani na proces decyzyjny Donalda Trumpa, ani na jego cel, jakim jest zdobycie Grenlandii – ogłosiła rzeczniczka Białego Domu
„Prezydent jasno określił swoje priorytety. Chce, aby Stany Zjednoczone pozyskały Grenlandię. Uważa, że to leży w interesie naszego bezpieczeństwa narodowego. Nie sądzę, żeby obecność europejskich wojsk miała wpływ na proces decyzyjny prezydenta ani na jego cel, jakim jest zdobycie Grenlandii” – ogłosiła w nocy z czwartku na piątek 16 stycznia według polskiego czasu rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.
Leavitt zapowiedziała jednocześnie, że amerykańsko-duńska grupa robocza do spraw Grenlandii będzie spotykać się mniej więcej co dwa tygodnie.
Słowa rzeczniczki Białego Domu to reakcja na decyzję państw europejskich o wysłaniu niewielkich kontyngentów wojskowych na Grenlandię. Symboliczna obecność europejskich żołnierzy na należącej do Danii wyspie ma w założeniu studzić zapędy administracja Donalda Trumpa do siłowej aneksji Grenlandii. 13 żołnierzy wysłały w czwartek na Grenlandię Niemcy, dołącza do nich również 2 oficerów łącznikowych z Norwegii. Na wyspie są już żołnierze z „francuskiej misji wojskowej” – w nieujawnionej liczbie. „Pierwsza grupa francuskich wojskowych jest już na miejscu i zostanie wzmocniona w najbliższych dniach środkami lądowymi, powietrznymi i morskimi” – tak mówił o tym prezydent Francji Emmanuel Macron.
Do ewentualnej obrony Grenlandii szykuje się też Dania. Duński minister obrony Troels Lund Poulsen zadeklarował już, że Dania zwiększy swoją obecność wojskową na wyspie. Wcześniej duński MON informował, że obecni na Grenlandii duńscy żołnierze otrzymali rozkaz natychmiastowego zbrojnego reagowania na ewentualne pojawienie się na wyspie sił agresora.