Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jarosław Kaczyński ogłosił, że trzydziestu kilku posłów, którzy nie złożyli do północy tzw. lojalki zostanie usuniętych z partii. Ostateczną decyzję podejmie Komitet Polityczny w najbliższy wtorek.
O godz. 12.00 w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński ogłosił decyzję w sprawie parlamentarzystów PiS, którzy nie złożyli do czwartku do północy tak zwanej lojalki.
„Nie jestem członkiem organizacji podejmujących działalność o charakterze politycznym, nie prowadzę działalności o takim charakterze w ramach takich ciał oraz nie uczestniczę w pracach, spotkaniach, wydarzeniach czy projektach realizowanych przez takie organizacje” – głosiła deklaracja, którą zobowiązani byli złożyć politycy PiS.
Dokument był w oczywisty sposób wymierzony w środowisko Mateusza Morawieckiego i jego stowarzyszenie Rozwój Plus. Rozmowy ostatniej szansy, które odbyły się w czwartek o godz. 12.00, nie przyniosły porozumienia. Kaczyński co prawda miał nie domagać się całkowitego rozwiązania stowarzyszenia, ale jego zamrożenia do czasu wyborów. Jednak punktem nie do pominięcia było podpisanie przez stronników byłego premiera lojalki.
Morawiecki odmówił. „Nie ma naszej zgody na podpisywanie lojalek, wymuszanie podpisów ani składanie upokarzających deklaracji” – napisał Piotr Müller w oświadczeniu opublikowanym na X.
Do końca dnia nie było wiadomo, ilu parlamentarzystów postanowi zignorować lojalkę. Na pierwotnej liście poparcia dla byłego premiera znalazło się 45 nazwisk (w tym kilkoro europosłów). Wiedzieliśmy na pewno, że w ciągu tego tygodnia co najmniej dwie osoby z tamtej listy podpisały dokumenty – Daniel Obajtek i Anita Czerwińska.
„Trzydziestu kilku posłów naszej formacji zrezygnowało z członkostwa„ – ogłosił w piątek o godzinie 12.00 Jarosław Kaczyński. „We wtorek odbędzie się posiedzenie Komitetu Politycznego, który przyjmie ten fakt do wiadomości”.
Prezes PiS podkreślał, że „wszyscy wiedzieli, jakie są skutki niepodpisania deklaracji".
„Nie chcemy się rozstawać w niechęci, czy silniejszych jeszcze uczuciach negatywnych, ale tak się niestety ułożyło" – stwierdził.
Kaczyński w tajemniczy sposób zaczął opowiadać także, że w sprawie nie chodziło już tylko o stowarzyszenie, ale także o „propozycję, by podzielić partię”. Ta propozycja miała pochodzić „od osoby bardzo wiarygodnej w partii". Była powtarzana w dwóch rozmowach i jej świadkami były także osoby spoza polityki. Nie powiedział jednak, kto takie propozycje składał, w czyim imieniu, kto był tego świadkiem, ani kto właściwie w tych rozmowach uczestniczył.
„Podpisanie prostej deklaracji miało być tylko zdeklarowaniem, że w takim przedsięwzięciu nie będzie się uczestniczyło” – podsumował Kaczyński.
Przeczytaj także:
Michał Dworczyk odmówił podpisania „lojalki”, której od członków Rozwoju Plus domagało się kierownictwo PiS. Zapewnia, że środowisko Mateusza Morawieckiego nie planuje secesji i chce jedynie działać na rzecz poszerzenia oferty dla elektoratu. W południe stanowisko ma przedstawić Jarosław Kaczyński.
Michał Dworczyk, europoseł Prawa i Sprawiedliwości był gościem Porannej Rozmowy RMF FM. Polityk zadeklarował, że jest gotowy do rozliczenia swojej 24-letniej działalności w partii zarówno jako samorządowiec, poseł, europoseł jak i członek rządu, jednak zdecydował się nie podpisywać „lojalki” – czyli deklaracji o nieprzynależeniu do stowarzyszeń, której złożenia oczekiwało kierownictwo PiS. Komentował:
„Chrzest święty bierze się raz w życiu. Ja nie dokonywałem żadnego aktu apostazji, więc dlaczego miałbym coś podpisywać?”.
Zapytany o ewentualne wyrzucenie z ugrupowania przez Jarosława Kaczyńskiego, stwierdził, że nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Odwołał się do kwietniowych ustaleń prezesa PiS i Mateusza Morawieckiego, zgodnie z którymi stowarzyszenie Rozwój Plus miało funkcjonować – jak określił Kaczyński – „jakby wewnątrz partii”, zapewniając tym samym poszerzenie oferty dla elektoratu.
Zapytany o ewentualne utworzenie klubu parlamentarnego przez nieco ponad 40 członków stowarzyszenia Morawieckiego, Dworczyk stwierdził „W ogóle nie mamy na razie tego typu dywagacji w agendzie”. Przypomniał, że członkowie Rozwój Plus zadeklarowali kierownictwu partii gotowość zrzeczenia się funkcji kierowniczych i koordynatorskich. Mateusz Morawiecki ma być gotowy do rezygnacji z roli wiceprezesa PiS. Jarosław Kaczyński oczekiwał jednak „zamrożenia” działalności inicjatywy do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Zdaniem gościa RMF FM takie rozwiązanie byłoby de facto likwidacją stowarzyszenia.
Dworczyk podkreślał, że jego zdaniem trwający w Prawie i Sprawiedliwości kryzys nie jest sam w sobie efektem nieporozumień frakcji Mateusza Morawieckiego z Przemysławem Czarnkiem:
„Obecny kryzys jest wywołany przez wąską grupę ludzi, którzy realizując jakieś swoje partykularne interesy, próbują wywalić Mateusza Morawieckiego i nas – jego współpracowników – z partii”.
Europoseł wspomniał, że choć stowarzyszenie Rozwój Plus nie miało dotychczas struktur terenowych, ze względu na chęć działania na terenie całego kraju „jakieś formy organizacyjne zapewne będą nam potrzebne”. Zapytany chwilę później przez Piotra Salaka, czy podczas organizowanego przez Morawieckiego grilla zostanie ogłoszone powstanie nowej partii, odparł: „Mam nadzieję, że będziemy nadal członkami Prawa i Sprawiedliwości”.
Dopytywany o ewentualną koalicję powstającego wokół Mateusza Morawieckiego ugrupowania z Polskim Stronnictwem Ludowym lub Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, Dworczyk stwierdził, że to „kompletne science fiction”.
Prowadzący Poranną Rozmowę RMF FM zapytał europosła o to, czy ten pamięta, jak dotychczas kończyli secesjoniści z PiS. Polityk skwitował: „To byli ludzie z Solidarnej Polski, to byli ludzie z PJN-u. My nie robimy żadnej secesji. W najgorszym razie – co może się zdarzyć – zostaniemy wyrzuceni z partii. Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie”.
W Prawie i Sprawiedliwości trwa kryzys związany z walką o wpływy i przyszłe przywództwo po Jarosławie Kaczyńskim. Jedną z głównych osi sporu jest konflikt między obozem Mateusza Morawieckiego, który buduje własne polityczne zaplecze, a Przemysławem Czarnkiem, uznawanym za jednego z faworytów prezesa PiS.
W połowie lipca PiS wprowadził uchwałę zakazującą członkom partii uczestnictwa w innych strukturach o charakterze politycznym. Politycy mieli czas na ich opuszczenie do piątku 24 lipca o północy.
O godzinie dwunastej Jarosław Kaczyński ma wygłosić oświadczenie, w trakcie którego – ze sporym prawdopodobieństwem – może poinformować o usunięciu członków stowarzyszenia Rozwój Plus z szeregów Prawa i Sprawiedliwości.
Przeczytaj także:
Prezydent USA Donald Trump zapowiedział 23 lipca, że jest bliski decyzji o ataku na Iran na skalę większą niż wszystkie dotychczasowe uderzenia w trwającej od niemal pięciu miesięcy wojnie.
„Rozważam potężny atak. Większy niż kiedykolwiek wcześniej. Jestem bliski podjęcia decyzji. Jesteśmy na to gotowi” – powiedział Trump portalowi Axios. Podkreślił, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Izrael „dołączyłby w ciągu dwóch minut, gdybym go o to poprosił”, powiedział także Trump, dodając jednak, że USA „nie potrzebują nikogo” do przeprowadzenia ataku.
Groźba padła po atakach wspieranych przez Iran jemeńskich Hutich na dwa saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym. Na statkach Encelia i Layla wybuchły pożary, ale nie poinformowano o ofiarach. Trump wcześniej zagroził Iranowi i Hutim „poważną karą militarną”.
Według ustaleń Reutersa Teheran wysłał 13 lipca do Jemenu personel Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz sprzęt wojskowy. Huti ogłosili blokadę saudyjskich portów i zagrozili żegludze przez cieśninę Bab al-Mandab, przez którą przebiega około 12 proc. światowego handlu, w tym około 25 proc. globalnego ruchu kontenerowego. Tymczasem ruch przez cieśninę Ormuz, oddzielającą Iran od Półwyspu Arabskiego, został ponownie niemal zatrzymany, a cena ropy Brent przekroczyła 100 dolarów za baryłkę.
Sekretarz generalny ONZ António Guterres ostrzegł Radę Bezpieczeństwa, że region znalazł się „na krawędzi niewyobrażalnego”. Zaostrzenie konfliktu z Iranem wpływa też na amerykańską politykę – Izba Reprezentantów USA niewielką większością przyjęła rezolucję (już drugą tego rodzaju) mającą zatrzymać amerykańskie działania wojenne w Iranie, donsi „The Guardian”.
Jak opisywaliśmy w OKO.press, walki wznowiono po 7 lipca, gdy Iran zaatakował trzy statki handlowe w cieśninie Ormuz.
Przypomnijmy, że w ramach podpisanego 17 czerwca wstępnego porozumienia między USA i Iranem (które teoretycznie kończyło wojnę) przedwojenny ruch miał do cieśniny wrócić w ciągu 30 dni. Umowa była jednak oszczędna co do szczegółów – Iran starał się więc narzucić kontrolę nad całą cieśniną Ormuz, w tym nad jej południową częścią, w okolicy Omanu. W efekcie irańskiego ataku na statki, które zignorowały irańskie groźby, Amerykanie rozpoczęli ostrzał południowej części Iranu, z czasem rozszerzając zakres ataków.
W lipcowym sondażu Ipsos 28 proc. Amerykanów uznało, że warto prowadzić wojnę z Iranem; 68 proc. było przeciw.
Zakończyły się rozmowy pomiędzy prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim, oskarżanym o dążenie do rozłamu w partii. Nie ma konkluzji, ale spotkanie przebiegło w konstruktywnej atmosferze – informuje rzecznik ugrupowania.
„Rozmowy miały charakter konstruktywny, choć nie doprowadziły do rozstrzygnięcia sprawy zasadniczej. Wszyscy parlamentarzyści w naszym środowisku politycznym mają te same prawa, ale także obowiązki” – napisał na platformie X Rafał Bochenek, rzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości.
Jak dodał, czas na deklarację o rezygnacji z udziału w stowarzyszeniu politycy PiS mają do końca dnia. W przeciwnym razie mogą zostać wykluczeni z partii. Stosowny dokument mają podpisać wszyscy politycy formacji, którzy chcą w niej pozostać. Zapewniają w nim, że nie będą działać w żadnym stowarzyszeniu o charakterze politycznym.
„Pan prezes Jarosław Kaczyński od zawsze podkreśla, że jedność środowisk patriotycznych jest gwarancją dobrej przyszłości naszej Ojczyzny” – przekazał Bochenek.
Według doniesień medialnych oprócz Kaczyńskiego i szefującego stowarzyszeniu Rozwój Plus Morawieckiego w spotkaniu mieli wziąć udział też sekretarz generalny PiS Piotr Milowański oraz były minister aktywów państwowych Jacek Sasin. „Kaczyński wziął Sasina, żeby mógł mówić za prezesa to, czego prezesowi nie wypada” – ocenił jeden z polityków PiS w rozmowie z Onetem.
„Chcemy porozumienia, nie upokorzenia. Silnego PiS, a nie partii coraz mniejszej i zamkniętej. Lojalność udowadnia się wieloletnią pracą, odpowiedzialnością i walką o wspólne zwycięstwo, niekiedy przedstawieniem kierownictwu nieprzyjemnej prawdy. Dowodem lojalności nie jest dokument podsunięty do podpis” – przekazał w mediach społecznościowych wspierający Morawieckiego Piotr Müller.
„Przedstawiliśmy 21 konkretnych propozycji mechanizmów, które mogą uspokoić sytuację, odbudować zaufanie i zakończyć niepotrzebny spór. Przedstawiliśmy cały wachlarz propozycji kompromisu. Wyciągnęliśmy rękę do porozumienia i położyliśmy na stole konkretne dowody naszej dobrej woli, lojalności wobec obozu oraz odpowiedzialności za jego przyszłość” – pisał polityk.
Partyjna uchwała z 15 lipca zakazuje członkom PiS uczestnictwa w innych strukturach o charakterze politycznym, w tym w stowarzyszeniach. Ultimatum na ich opuszczenie mija dziś o północy. „Nie można być w dwóch partiach jednocześnie” – przekonywał na antenie RMF FM Jacek Sasin.
Oprócz Müllera i Morawieckiego w stowarzyszeniu Rozwój Plus działają również Marcin Horała, Łukasz Schreiber, Olga Semeniuk-Patkowska, Daniel Obajtek czy Ireneusz Zyska. Na liście prawie 40 nazwisk widać więc wiele ważnych osobistości, w przeszłości znanych z ministerialnych stanowisk czy kierownictwa spółek skarbu państwa. Duża część z osób zaangażowanych w Rozwój Plus wcześniej zajmowała się polityką gospodarczą, klimatyczną czy cyfryzacją i kojarzona jest z nieco mniej konserwatywnym społecznie skrzydłem partii. W wypowiedziach medialnych członkowie stowarzyszenia podkreślają między innymi, że partia musi „oddychać dwoma płucami”, a ugrupowanie najbardziej skorzysta na budowie „wielkiego namiotu” środowisk prawicowych.
Przeczytaj także:
Pozbawiony immunitetu poseł Antoni Macierewicz będzie odpowiadał za znieważenie funkcjonariuszy publicznych. Kara może być doktliwa.
Grzywna, ograniczenie wolności lub nawet do roku więzienia może grozić Antoniemu Macierewiczowi za znieważenie funkcjonariuszy publicznych z sejmowej mównicy. Poinformowała o tym Prokuratura Regionalna w Warszawie, która w tej sprawie skierowała akt oskarżenia do sądu. Polityk Prawa i Sprawiedliwości we wrześniu 2025 oskarżył funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego o szpiegostwo na rzecz Rosji.
„Antoni Macierewicz został oskarżony o to, że (...) znieważył funkcjonariuszy publicznych: Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. bryg. dr Jarosława Stróżyka oraz jego zastępców: płk Krzysztofa Duszę i płk Artura Pluto – z powodu zajmowanych przez nich stanowisk – nazywając wskazane osoby agentami rosyjskimi, a ponadto pomówił tych funkcjonariuszy publicznych” – wyjaśniają śledczy.
Zawiadomienie w tej sprawie złożyło kierownictwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a prokuratura zajmuje się sprawą od czerwca. Wtedy poseł i były minister obrony narodowej nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień.
„To nie był przypadek, nie było to doraźne działanie, to był początek wojny. Otóż tę wojnę możemy wygrać, ale nie jeżeli szefostwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego nadal będzie się składało z agentów rosyjskich, których pan Donald Tusk mianował w 2011 r.” – mówił Macierewicz podczas posiedzenia Sejmu.
„Istotą mojej wypowiedzi z punktu widzenia, który jest tutaj stawiany, jest to, że nie ma żadnego nazwiska (...). Nie przywołuję żadnego nazwiska, dlatego że problem jest zupełnie inny niż ten, który interpretuje prokuratura. Istotą problemu jest układ, jaki został zawarty na rzecz współpracy z Rosją” – wyjaśniał później Macierewicz.
Przeczytaj także: