0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

20 minut temu

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Sylwia Gregorczyk-Abram z poparciem Sejmu na RPO

Kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram poparły kluby KO, Lewicy, PSL, Centrum i Polski 2050.

Co się wydarzyło?

W piątek 17 lipca w Sejmie odbyło się głosowanie nad kandydaturami na Rzecznika Praw Obywatelskich. Sejm poparł kandydaturę adwokatki Sylwii Gregorczyk-Abram, zgłoszonej na stanowisko przez kluby Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Prawniczka otrzymała 233 głosy. Przepadła kandydatura Adama Borowskiego, represjonowanego działacza opozycji w czasach PRL, którego zgłosił klub Prawa i Sprawiedliwości. Zebrał 177 głosów.

Kandydaturę Adama Borowskiego poparł tylko klub PiS. Kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram poparły kluby KO, Lewicy, PSL, Centrum, Polski2050.

Kluby Konfederacji, Razem oraz Konfederacji Korony Polskiej odrzuciły obie kandydatury.

Sylwię Gregorczyk-Abram musi jeszcze zaakceptować Senat. Będzie to formalność, gdyż większość tam ma koalicja. Kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka upływa 23 lipca tego roku.

Jaki jest kontekst?

Sylwia Gregorczyk-Abram od lat angażuje się w sprawy związane z ochroną praworządności, niezależności sądów, praw obywatelskich oraz reprezentowaniem osób i środowisk będących celem represji. Jest współzałożycielką inicjatyw Wolne Sądy i Komitet Obrony Sprawiedliwości. Reprezentowała aktywistki, uczestników protestów i demonstracji, sędziów, osoby należące do mniejszości przed polskimi sądami, a także TSUE i ETPCz. Od 2025 r. przewodniczy rządowej komisji badającej mechanizmy represji wobec aktywistów i organizacji społecznych w latach 2015–2023. Komisja analizuje m.in. działania policji, prokuratury, mediów publicznych i innych instytucji państwowych wobec uczestników protestów i organizacji obywatelskich oraz przygotowuje rekomendacje mające zapobiec podobnym nadużyciom w przyszłości.

Podczas wysłuchania publicznego kandydatów na stanowisko RPO Sylwia Gregorczyk-Abram skupiała się na swoim dotychczasowym doświadczeniu i prawnych zainteresowaniach, które obejmowały pomoc osobom z niepełnosprawnościami, ofiarom handlu ludźmi, osobom dyskryminowanym, czy sędziom i prokuratorom. W czasie wystąpienia prawniczka mówiła także o prawach osób starszych, wykluczeniu transportowym i cyfrowym, prawach pacjentów, dostępności do terapii i zdrowiu psychicznym.

W części pytań Sylwia Gregorczyk-Abram była pytana m.in. o stanowisko w sprawie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Adwokatka poparła stanowisko dotychczasowego RPO i Klubu Inteligencji Katolickiej. Pytana o ustawę wygaszającą pomoc dla uciekinierów przed wojną w Ukrainie przyznała, że „jest problemem”. Bo choć państwo ma prawo ograniczać skalę pomocy, to jednak powinno uwzględniać indywidualne sytuacje – a ustawa skrzywdziła dzieci, osoby z niepełnosprawnościami i seniorów z Ukrainy.

Przesłuchanie szczegółowo opisywała na łamach OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk:

Przeczytaj także:

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

09:39 17-07-2026

Prawa autorskie: Fot. SAUL LOEB / AFPFot. SAUL LOEB / AFP

Trump w orędziu oskarża Chiny o ingerencję w wybory

„Odnosimy wielkie sukcesy w Iranie i już wkrótce zobaczycie owoce tych działań” – przekonywał Donald Trump. Całość orędzia poświęcił jednak na powtarzanie wielokrotnie weryfikowanych twierdzeń o sfałszowanych wyborach.

Co się wydarzyło?

W czwartek wieczorem Donald Trump wygłosił w Białym Domu orędzie do narodu. Wystąpienie trwało 30 minut i było poświęcone głównie zarzutom prezydenta USA wobec wiarygodności amerykańskiego systemu wyborczego. Skupiał się przede wszystkim na wyborach z 2020 r. .

Trump ogłosił „natychmiastowe odtajnienie i publikację kluczowych materiałów wywiadowczych, ujawniających szokujące słabości naszej infrastruktury wyborczej”. Twierdził, że zgromadzone dowody pokazują, iż amerykański system wyborczy jest „niebezpiecznie narażony na włamania, wykorzystanie i zagraniczną ingerencję”.

„Żaden kraj nie może być wielki bez uczciwych i rzetelnych wyborów” – mówił Trump. „Jeśli nie może być zaufania, nie może być wielkości. Niestety system, który mamy, katastrofalnie nie spełnia tego standardu” – dodawał.

W orędziu padły oskarżenia pod adresem Chin o ingerencję w amerykańskie wybory. Trump stwierdził, że Pekin próbował zaszkodzić Republikanom podczas wyborów do Kongresu w 2018 r., a także wpłynąć na jego szanse reelekcji w 2020 r. oraz uzyskać dostęp do danych amerykańskich wyborców. Ponownie powrócił także do wielokrotnie powtarzanych twierdzeń o sfałszowaniu wyborów prezydenckich z 2020 r., argumentując, że ujawnione dokumenty potwierdzają skalę zagrożeń dla procesu wyborczego.

W orędziu prezydent mówił również o rzekomo dużej liczbie cudzoziemców zarejestrowanych do głosowania w wyborach federalnych. Według Trumpa przegląd przeprowadzony przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego wykazał około 278 tys. osób niebędących obywatelami USA znajdujących się w rejestrach wyborców. Powrócił także do zarzutów dotyczących rzekomych nieprawidłowości przy rejestracji wyborców w mieście Muskegon w stanie Michigan oraz sugerował, że powolne liczenie głosów po ostatnich prawyborach w Kalifornii może świadczyć o oszustwach wyborczych.

Trumo wezwał także do niezwłocznego uchwalenia Save America Act, która zakłada m.in. obowiązek potwierdzenia obywatelstwa USA przy rejestracji na wybory i dokumentu ze zdjęciem przy głosowaniu.

Prezydent USA odniósł się także krótko do sytuacji w Iranie. „Odnosimy wielkie sukcesy w Iranie i już wkrótce zobaczycie owoce tych działań” – stwierdził.

Kilka stacji telewizyjnych, w tym NBC, ABC i CNN, odmówiło transmisji orędzia na swoich głównych kanałach, udostępniając transmisję jedynie w streamingu. Stacje uzasadniały to zastrzeżeniami, że wystąpienie Trumpa miało mieć charakter politycznie stronniczy i podżegający. Prezydent USA zareagował na ten ruch, wzywając do odebrania stacjom licencji nadawczych.

Jaki jest kontekst?

Jak przypomina „The Guardian”, amerykańska Wspólnota Wywiadowcza w ocenie opublikowanej w 2021 r. stwierdziła, że żaden zagraniczny podmiot (w tym Chiny) nie próbował zmienić technicznych aspektów procesu głosowania w wyborach prezydenckich w 2020 r. Raport wskazywał, że Rosja prowadziła operacje wpływu wymierzone w kampanię Joe Bidena, jednak Chiny nie podjęły działań mających zmienić wynik wyborów. Według oceny wywiadu Pekin nie uznawał zwycięstwa ani Trumpa, ani Bidena za szczególnie korzystne dla swoich interesów i nie chciał ryzykować pogorszenia relacji z USA poprzez ingerencję w wybory.

W analizie wystąpienia Trumpa agencja Reuters przypomina liczne ustalenia podważające zarzuty dotyczące masowego udziału nieobywateli w wyborach. Według Bipartisan Policy Center przypadki nieuprawnionych osób stanowią około 0,04 proc. spraw analizowanych podczas weryfikacji list wyborców. Eksperci ostrzegają jednocześnie, że szeroko zakrojone akcje usuwania nazwisk z rejestrów mogą prowadzić do pozbawienia prawa głosu legalnie zarejestrowanych wyborców.

Agencja odnosi się także do zarzutów dotyczących Muskegon w stanie Michigan. Choć śledczy wykryli część sfałszowanych formularzy rejestracyjnych, zostały one unieważnione jeszcze przed dniem wyborów, a w związku z nimi nie oddano żadnych głosów. Sprawę przekazano FBI, jednak nikomu nie postawiono zarzutów. Sekretarz stanu Michigan Jocelyn Benson określiła powrót do tej historii jako odwoływanie się do „dawno obalonych i bezpodstawnych teorii spiskowych”.

Reuters odniósł się również do zarzutów dotyczących powolnego liczenia głosów w Kalifornii. Agencja podkreśla, że proces ten od lat trwa długo głównie dlatego, iż 80–90 proc. z około 23 mln wyborców w stanie oddaje głosy korespondencyjnie. Mimo sugestii Trumpa nie przedstawiono dowodów na oszustwa wyborcze, a prokurator generalny Kalifornii Rob Bonta podkreślił, że kolejne przeliczenia głosów, audyty i postępowania sądowe nie wykazały istnienia powszechnych fałszerstw wyborczych.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

08:32 17-07-2026

Prawa autorskie: Fot. AP Photo/Emrah GurelFot. AP Photo/Emrah ...

Weto dla statusu osoby najbliższej, podpis dla zakazu patostreamingu

Prezydent podpisał dziewięć ustaw. Chodzi m.in. o zakaz patostreamingu i ustawę frankową. Zawetował jednak dwie ustawy o statusie osoby najbliższej.

Co się wydarzyło?

W piątek 17 lipca prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję w sprawie 11 ustaw. Dziewięć z nich zdecydował się podpisać. Są to ustawy:

  • usprawniająca procedowanie w sądach spraw frankowych
  • o zakazie patostreamingu
  • o jawności wynagrodzeń personelu medycznego
  • o cyfryzacji obsługi Pracowniczych Planów Kapitałowych
  • o ewaluacji jednostek naukowych
  • zmieniająca zasady pobierania opłat w systemie e-TOLL
  • o bonie senioralnym
  • o ubezpieczeniach rolnych.

Prezydent podpisał także ustawę wprowadzającą ogólnokrajowe standardy usług opiekuńczych świadczonych w miejscu zamieszkania, ale skierował ją w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem Nawrockiego wątpliwości budzi nakładanie na samorządy nowych, kosztownych obowiązków „bez zapewnienia realnego źródła ich finansowania”, co uważa za potencjalną „ingerencję w istotę polskiej samorządności”.

Do pozostałych podpisanych przez siebie ustaw prezydent również zgłosił w oświadczeniu szereg uwag. Nie zdecydował się jednak na odesłanie ich do TK.

Karol Nawrocki ocenił, że ustawa o jawności wynagrodzeń personelu medycznego powstała w pośpiechu i „nie została poprzedzona wystarczająco szerokimi konsultacjami”. Przypomniał, że Naczelna Rada Lekarska zgłaszała wątpliwości związane z ochroną danych personelu medycznego. „Podpisałem jednak tę ustawę, ponieważ, w obecnej sytuacji, większym zagrożeniem jest pozostawienie systemu bez dostatecznych mechanizmów kontroli. Równocześnie konieczne będzie monitorowanie skutków nowych przepisów i – tam, gdzie to potrzebne – wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń chroniących dane osobowe personelu” – przekazał prezydent.

W przypadku ustawy o patostreamingu prezydent ocenił, że definicja zjawiska jest niedostatecznie precyzyjna. Miał również wątpliwości co do egzekwowania prawa wobec transmisji prowadzonych spoza granic Polski.

Karol Nawrocki zawetował także dwie ustawy – o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu oraz przepisów wprowadzających ustawę.

Jaki jest kontekst?

Weto dla ustawy o statusie osoby najbliższej nie jest zaskoczeniem. Środowisko prezydenta sygnalizowało jeszcze podczas prac sejmowych nad projektem, że nie znajdzie on aprobaty Karola Nawrockiego. Od początku powoływano się na art. 18 Konstytucji jako rzekomo uniemożliwiający wprowadzanie innych rozwiązań cywilnoprawnych dla osób pozostających w związkach.

„Jako strażnik Konstytucji nie mogę zaakceptować rozwiązania, które prowadziłoby do utraty szczególnego statusu małżeństwa, określonego w artykule 18 Konstytucji jako związek kobiety i mężczyzny, znajdujący się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej” – argumentuje w oświadczeniu Karol Nawrocki.

Prezydent stwierdził, że ustawa o statusie osoby najbliższej to „wprowadzanie tylnymi drzwiami związków partnerskich, które mają zastąpić czy podmienić instytucje małżeństwa". Zdaniem Nawrockiego ustawa narusza także zasadę sprawiedliwości społecznej.

„Projektowane przepisy przyznawałyby osobom pozostającym w nowych, sformalizowanych związkach między innymi możliwość wspólnego rozliczania podatku dochodowego, zwolnienia z podatku od spadków oraz dostęp do określonych świadczeń socjalnych i emerytalnych. Jednocześnie zakres obowiązków stron byłby mniejszy niż w przypadku małżonków.

W ocenie Prezydenta byłoby to rozwiązanie niesprawiedliwe wobec małżeństw, które biorą na siebie długoterminową odpowiedzialność, opiekują się członkami rodziny i ponoszą wynikające z tego koszty społeczne oraz ekonomiczne" – czytamy w oświadczeniu na stronie prezydenta.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

19:58 16-07-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

7 września debata sejmowa o bezpieczeństwie klimatycznym Polski

Pierwsza parlamentarna debata poświęcona bezpieczeństwu klimatycznemu Polski odbędzie się 7 września w Sejmie. Naukowcy mają przedstawić politykom rozwiązania chroniące ludzi, gospodarkę i przyrodę przed skutkami zmiany klimatu.

Co się wydarzyło?

Datę debaty ogłosił 16 lipca marszałek Sejmu, Włodzimierz Czarzasty. W spotkaniu zapowiadającym wydarzenie uczestniczyli prof. Szymon Malinowski, przewodniczący Komitetu ds. Kryzysu Klimatycznego PAN, prof. Zbigniew Karaczun z SGGW i Koalicji Klimatycznej oraz Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Patronat naukowy nad debatą objęła Polska Akademia Nauk.

Program ma objąć trzy obszary bezpieczeństwa: środowiskowy, obywatelski i gospodarczy. Rozmowa będzie dotyczyć m.in. ochrony przyrody i adaptacji do zmiany klimatu, zdrowia publicznego, bezpieczeństwa żywnościowego, odporności na ekstremalne zjawiska pogodowe i dezinformację oraz innowacyjnego rozwoju gospodarki.

— Zmiany klimatu to nie jest kwestia poglądów. Wiecie, co się dzieje, jak jest 35–40 stopni. Te temperatury zapowiadają zmiany, jakie kiedyś nie miały miejsca i Polska musi sobie z nimi poradzić — powiedział marszałek Czarzasty na konferencji prasowej zapowiadającej debatę (wszystkie cytaty w tekście za PAP).

Czarzasty nawiązał w ten sposób do czerwcowej fali upałów w Polsce, kiedy odnotowano najwyższą w historii pomiarów temperaturę – 40,5°C w Słubicach.

Przeczytaj także:

Debata ma nie być jednorazowym wydarzeniem, lecz początkiem cyklu spotkań łączących naukę, politykę i społeczeństwo.

— Zmiana klimatu to nowa i coraz szybciej zmieniająca się rzeczywistość, w której wiele rozwiązań stosowanych do tej pory jest już nieaktualnych — powiedział prof. Malinowski.

— Chcemy pokazać, że dobra polityka klimatyczna służy obywatelom i gospodarce i jest niezbędną podstawą dla dalszego, innowacyjnego rozwoju naszego kraju — powiedział prof. Karaczun.

— Przyroda i klimat potrzebują w Sejmie swoich ludzi — powiedziała z kolei Wiekiera. Jak podkreśliła, ochrona przyrody przestała być dla większości społeczeństwa tematem niszowym: jest warunkiem bezpieczeństwa, a nie przeszkodą dla rozwoju.

Jaki jest kontekst?

Debata jest odpowiedzią na apel ponad 80 naukowców, który pod koniec czerwca trafił do Sejmu. Za wystosowaniem listu i organizacją rozmowy w parlamencie stoją Pracownia na rzecz Wszystkich Istot i Koalicja Klimatyczna. Wcześniej podobny apel wystosował Komitet ds. Kryzysu Klimatycznego PAN, któremu przewodniczy prof. Malinowski.

Apele powstały po jednej z najintensywniejszych fal upałów ostatnich lat. Sygnatariusze domagali się rozmowy o ograniczaniu emisji i szybszym przygotowaniu Polski na upały, susze oraz gwałtowne zjawiska pogodowe. Wskazali też, że Polsce brakuje spójnej strategii chroniącej mieszkańców przed skutkami kryzysu klimatycznego.

Przeczytaj także:

Postulaty obejmują przyspieszenie transformacji energetycznej i adaptacji, zwiększenie retencji wody, wzmocnienie infrastruktury oraz ochronę lasów, mokradeł i miejskiej zieleni. Przyroda ma być traktowana jako zasób strategiczny i ochrona przed suszami, upałami i powodziami.

17:05 16-07-2026

Prawa autorskie: Fot. AP Photo/Dan BashakovFot. AP Photo/Dan Ba...

Po zwolnieniu Fedorow zabrał głos. Ujawnił problemy w Ministerstwie Obrony Ukrainy

Mychajło Fedorow, odwołany minister obrony Ukrainy, mówi o problemach związanych z kierowaniem siłami obronnymi i systemem władzy. Proponował zmianę dowódcy generalnego Ołeksandra Syrskiego, ale prezydent Zełenski się nie zgodził. Fedorow podał też nazwisko swego następcy.

Co się wydarzyło?

16 lipca 2026 roku, czyli dwa dni po oficjalnym odwołaniu premier Ukrainy i całego rządu, minister obrony Mychajło Fedorow zwołał konferencję prasową i podsumował siedem lat pracy w zespole Wołodymyra Zełenskiego oraz na stanowiskach ministra cyfryzacji, a od stycznia 2026 roku – ministra obrony. Podkreślił, że przez ten okres nie prowadził żadnej działalności politycznej, nie był zamieszany w układy korupcyjne ani w żadne machinacje.

Fedorow – jak relacjonuje „Ukraińska Prawda” – przedstawił 11 poważnych problemów funkcjonowania ministerstwa obrony. Wśród nich np. to, że armia ukraińska prowadzi działania wojenne na poziomie taktycznym, a nie operacyjnym, system korpusów nie zaczął jeszcze w pełni działać, nikt nie ponosi odpowiedzialności za błędy, ciągła zmiana dowódców jednostek, izolacja i toksyczne traktowanie osób, które się wybijają (jako przykład podał gen. mjr Mychajła Drapatego, dowódcę Sił Połączonych SZU), niszczenie kapitału ludzkiego bez analizy (wg Fedorowa, decyzje kogo wesprzeć, a kogo nie, podejmuje się nie na podstawie danych, tylko lojalności), blokowanie inicjatyw, ciągłe kłamstwo.

Fedorow powiedział, że w każdym z tych punktów proponował zmiany, m.in. radykalne zmiany kadrowe – dotyczące głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego oraz szefa Sztabu Generalnego Andrija Hnatowa, „jeśli chcemy pokonać wroga w sposób asymetryczny, przy minimalnych stratach”. Prezydent Zełenski nie zgodził się na zmianę głównodowodzącego.

„W pełni zgodziłem się z tą decyzją i stwierdziłem, że w takim razie nauczę się z nim [gen. Syrskim] współpracować. Bo naszym klientem jest cały naród ukraiński.

Jednak okazało się, że wszystkie proponowane przez nas inicjatywy zaczęły być blokowane. A Syrski nie jest gotowy, by osobiście, prosto w oczy, rozmawiać o problemach. Woli intrygi, zastanawiać się, kto zlecił mediom jakąś kampanię, a nie dostrzega problemu w podejmowanych działaniach.

„Zamiast wymyślić, jak asymetrycznie pokonać Rosję, wymyślił, jak podzielić kraj. [...] Nie stawiałem warunku: albo ja, albo Syrski. Powiedziałem, że w takim razie pokonamy Rosję z takim dowódcą” – mówił Fedorow. Jednocześnie dodał, że należy docenić wkład Syrskiego w stawianiu oporu agresorowi, wymienił operacje obrony obwodów kijowskiego, charkowskiego, którymi dowodził generał.

„Ale wojna całkowicie się zmieniła. Drony wymienia się cztery razy w roku. System dowodzenia uległ zmianie i my też musimy się dostosować. Nie możemy opierać się na tym, co było wtedy. Trzeba zrozumieć, co było dobre wtedy, a co należy robić teraz, aby pokonać Rosję” – kontynuował Fedorow.

Przeciwnicy Fedorowa zarzucają mu, że nie poradził sobie z reformą systemu powszechnej mobilizacji.

„Nie da się rozwiązać kwestii mobilizacji bez nowego porozumienia społecznego i bez rzeczywistych zmian w wojsku” – odpierał Fedorow. Wzywał, by nie uogólniać ujemnych zjawisk, które mają miejsce w wojsku, lecz odnosić się do konkretnych przypadków. Skrytykował podejście, zgodnie z którym dyscyplina w armii opiera się wyłącznie na strachu przed karą.

Fedorow zdradził, że wczoraj (15 lipca) Wołodymyr Zełenski zaproponował mu stanowisko doradcy, które ten odrzucił.

„Dzisiaj moim zadaniem jest pokazać, co zrobiliśmy, i opowiedzieć o zagrożeniach, jakie nas czekają” – zaznaczył.

„Dzisiaj nie chodzi o mnie, dzisiaj chodzi o nas wszystkich. Czy zamkniemy oczy, powiemy »OK«, niech wszystko pozostanie tak, jak było, czy też powiemy »Stop«… Ukraiński naród umie walczyć i ma teraz wszystkie narzędzia, by powstrzymać wroga. Nie powinniśmy postępować jak Rosjanie, musimy zmienić nasze podejście i mówić prawdę” – powiedział.

„Minister obrony to stanowisko obsadzane przez prezydenta. Naród ukraiński wyszedł na ulice nie po to, by poprzeć konkretnego ministra Fedorowa, ale po to, by walczyć o siebie. Dlaczego? Pojawiła się nadzieja. Doszło do przejęcia inicjatywy na polu bitwy i w powietrzu. Istnieje ryzyko, że ta trajektoria się teraz załamie i zboczymy z niej. I właśnie w tej sprawie wyszedł na ulice naród ukraiński. Ludzie wyczuwają, kiedy coś dzieje się wbrew zasadom, które tu są cenione. Stąd taka reakcja. Czy zostanę na stanowisku, czy nie – teraz w ogóle nie chodzi o mnie”.

„Nie potrzebuję stanowiska ministra obrony, żeby być ministrem obrony. Potrzebuję tego stanowiska, żeby wygrać wojnę”.

Wkrótce głównodowodzący Syrski w mediach społecznościowych odpowiedział zdawkowo na krytykę Fedorowa. Wspomniał o operacji obronnej w Kijowie w 2022 roku, podziękował Fedorowowi i życzył mu, żeby pozostał w zespole Ukrainy.

Jaki jest kontekst?

W Kijowie, niedaleko Biura Prezydenta oraz w innych ukraińskich miastach trwają akcje wsparcia dla Mychajła Fedorowa. Demonstranci apelują do władz o przywrócenie Fedorowa na stanowisko w nowym rządzie.

Przeczytaj także:

14 lipca Rada Najwyższa Ukrainy odwołała premier Julię Swyrydenko, a zatem cały ukraiński rząd. Jak okazało się jedną z największych przyczyn restrukturyzacji rządu miał być problem z ministrem Fedorowem.

Jak pisaliśmy, jest on uznawany za najskuteczniejszego z ministrów obrony Ukrainy. W ciągu kilku miesięcy przeprowadził wiele zmian. Sukcesy w atakowaniu celów w Rosji i osłabienie agresora stały się możliwe właśnie dzięki zarządzaniu Fedorowa. Do tego jego zespół walczył z korupcją – zarówno w samym ministerstwie, jak i z klanami, czerpiącymi zyski z dostaw dla wojska, co według komentatorów może być istotną przyczyną jego dymisji.

Wczoraj (15 lipca) prezydent Wołodymyr Zełenski podczas spotkania ze swoją frakcją „Sługa Narodu” (ma większość w parlamencie Ukrainy) powiedział, że nie zgłosi kandydatury Mychajła Fedorow ponownie na stanowisko szefa MON. Według ukraińskiego prezydenta Fedorow jest w głębokim i nierozwiązywalnym konflikcie z głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandrem Syrskim oraz z armią.

Zgodnie z Konstytucją Ukrainy to prezydent proponuje Radzie Najwyższej kandydatury ministra obrony i ministra spraw zagranicznych. (Pozostali członkowie Rady Ministrów są mianowani przez Radę Najwyższą na wniosek premiera).

Dziś (16 lipca) ukraiński parlament poparł Serhija Koreckiego, byłego prezesa „Naftogazu” i „Ukrnafty” na stanowisko premiera Ukrainy. Rada zatwierdziła nowy skład rządu, ale bez bez szefów Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

16 lipca wieczorem prezydent Zełenski poinformował, że zaproponuje parlamentowi kandydaturę Jewhenija Chmary, szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), na ministra obrony. Obecnie Chmara z upoważnienia prezydenta będzie pełniącym obowiązku ministra obrony. Wcześniej Zełenski rozważał na to stanowisko ministra spraw wewnętrznych Ihora Kłymenkę, ale po krytyce części społeczeństwa, ekspertów wojskowych i działaczy zajmujących się obronnością, zmienił decyzję. Według ukraińskich mediów szefem MSZ pozostaje Andrij Sybiha.

Przeczytaj także: