Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Ataki te są częścią operacji Hawkeye Strike, która została rozpoczęta i ogłoszona 19 grudnia 2025 r. na polecenie prezydenta Trumpa” – podało w oświadczeniu Centralne Dowództwo Sił Zbrojnych USA
W sobotę 10 stycznia około godz. 22 polskiego czasu Centralne Dowództwo Sił Zbrojnych USA opublikowało oświadczenie na portalu X, informując, że przeprowadziło ataki na obiekty ISIS w Syrii. Była to część operacji Hawkeye Strike, rozpoczętej w grudniu 2025 na polecenie Donalda Trumpa (na zdjęciu: przygotowania do rozpoczęcia operacji). Był to także odwet za „śmiertelny atak ISIS na siły amerykańskie i syryjskie w Palmyrze w Syrii 13 grudnia 2025 r. Ta zasadzka, przeprowadzona przez terrorystę z ISIS, zakończyła się tragiczną śmiercią dwóch amerykańskich żołnierzy i jednego amerykańskiego cywilnego tłumacza” – czytamy.
W operacji wzięły też udział siły powietrzne Jordanii. Jak podaje CNN, wystrzelono ponad 90 precyzyjnych pocisków, trafiając w ponad 35 celów, przy użyciu ponad dwudziestu samolotów.
Dowództwo podkreśla: „Nasze przesłanie pozostaje niezmienne: jeśli skrzywdzisz naszych żołnierzy, znajdziemy cię i zabijemy gdziekolwiek na świecie, bez względu na to, jak bardzo będziesz próbował uniknąć sprawiedliwości”. Dodaje także, że siły zbrojne USA i partnerów „pozostają zdecydowane w ściganiu terrorystów, którzy chcą zaszkodzić Stanom Zjednoczonym”.
Stany Zjednoczone i Jordania przeprowadziły poprzednią serię ataków w ramach operacji Hawkeye Strike w grudniu 2025, po ataku na amerykańskich żołnierzy w Palmyrze. Dwóch zabitych przez ISIS żołnierzy – 25-letni sierżant Edgar Brian Torres Tovar i 29-letni sierżant William Nathaniel Howard — stacjonowało w Syrii w ramach międzynarodowej operacji Inherent Resolve, która ma na celu walkę z Państwem Islamskim. W jej ramach w 2014 r. zajęto duże obszary terytorium Syrii i Iraku.
Jak podaje „Guardian”, Donald Trump od dawna sceptycznie odnosił się do obecności amerykańskich wojsk w Syrii. Już w trakcie swojej pierwszej kadencji wydał rozkaz wycofania wojsk, ale ostatecznie żołnierze zostali na miejscu.
Pentagon ogłosił w kwietniu 2025 r., że w najbliższych miesiącach Stany Zjednoczone zmniejszą o połowę liczbę żołnierzy stacjonujących w Syrii. W czerwcu 2025 r. specjalny wysłannik USA do Syrii, Tom Barrack, poinformował, że Waszyngton zredukuje liczbę swoich baz w tym kraju do jednej.
Amerykański atak z 10 stycznia zbiegł się w czasie ze starciami w Aleppo, stolicy Syrii. Obie walczące strony – syryjska armia i Syryjskie Siły Demokratyczne (koalicja zawiązana w 2015 roku pod przewodnictwem i z przewagą Kurdów) – wzajemnie oskarżają się o wszczęcie walk i eskalację napięć. Od wtorku (6.01) w starciach zginęły co najmniej 22 osoby. Według informacji AFP, w tym czasie swoje domy musiało opuścić blisko 150 tysięcy osób.
Przeczytaj także:
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska znalazły się w drugiej turze wyborów na szefową Polski 2050.
W sobotę odbyły się wybory nowego szefostwa partii Polska 2050. W internetowym głosowaniu wzięło udział ponad 650 działaczy.
„Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz otrzymała 277 głosów. Na minister klimatu i środowiska Paulinę Hennig-Kloskę głosowało 131 członków partii” – informuje Polska Agencja Prasowa.
O przywództwo w partii starali się też Joanna Mucha (119 głosów), Ryszard Petru (95) i Rafał Kasprzyk (34). Druga tura odbędzie się w poniedziałek 12 stycznia.
W październiku 2025 roku Szymon Hołownia ogłosił, że nie wystartuje w wyborach na przewodniczącego partii Polska 2050. Miesiąc później zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu.
Już wcześniej zaczął starania o funkcję Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców. Otrzymał w tej kwestii poparcie rządu oraz prezydenta. W 2025 roku Hołownia odbył szereg podróży zagranicznych, które miały przybliżyć go do objęcia stanowiska. Ostatecznie jednak funkcję objął Barham Salih, były prezydent Iraku.
Przeczytaj także:
Prezydent USA kolejny raz powtórzył swoje groźby dotyczące przejęcia Grenlandii. W odpowiedzi zareagowali liderzy pięciu grenlandzkich partii, którzy wydali wspólne oświadczenie.
Donald Trump ponownie zasugerował użycie siły w celu zajęcia duńskiego terytorium autonomicznego. „Jeśli tego nie zrobimy, Rosja lub Chiny przejmą Grenlandię. A Rosji ani Chin nie będziemy mieć za sąsiada” – powiedział prezydent USA podczas spotkania w Białym Domu z z dyrektorami firm naftowych i gazowych, które dotyczyło przyszłości sektora naftowego w Wenezueli.
Przeczytaj także:
W odpowiedzi na słowa Trumpa w piątek wieczorem (9 stycznia) liderzy pięciu grenlandzkich partii politycznych w parlamencie wydali wspólne oświadczenie. „Nie chcemy być Amerykanami, nie chcemy być Duńczykami, chcemy być Grenlandczykami” – oświadczyli.
I dodali: „O przyszłości Grenlandii muszą decydować Grenlandczycy”.
W przyszłym tygodniu sekretarz stanu USA Marco Rubio spotka się z ministrem spraw zagranicznych Danii i przedstawicielami Grenlandii. W piątek rozmawiał za to z Markiem Rutte, sekretarzem generalnym NATO. Jak podały służby prasowe NATO dyskutowali oni o "znaczeniu Arktyki dla naszego wspólnego bezpieczeństwa i o tym, jak NATO pracuje nad wzmocnieniem naszych zdolności na Dalekiej Północy”.
Trump już kilkakrotnie zapowiadał przejęcie (lub odkupienie) Grenlandii od Danii. Pierwszy raz w 2019 roku podczas pierwszej prezydentury. Według „Guardiana” sondaże pokazują, że tylko 7 proc. Amerykanów popiera ideę militarnej inwazji USA na to terytorium.
W odpowiedzi na groźny Trumpa duńska premier Mette Frederiksen stwierdziła ostatnio, że atak USA na Grenlandię oznaczałby „Koniec NATO”. W piątek Trump nawiązał do tej wypowiedzi i stwierdził: „Gdyby nie ja, nie byłoby teraz NATO”.
Przypomnijmy, że także podczas szczytu w Paryżu liderzy państw „koalicji chętnych” we wspólnym oświadczeniu ws. zapędów Trumpa dotyczących przejęcia wyspy ogłosili, że „tylko Dania i Grenlandia mogą decydować o sprawach Danii i Grenlandii”. Przywódcy europejscy przypomnieli, że bezpieczeństwo i suwerenność Arktyki są kluczowe dla stabilności NATO.
W opublikowanym oświadczeniu (jego oryginał w języku angielskim można przeczytać m.in. na stronie duńskiej szefowej rządu) politycy ogłosili, że zamierzają – tak jak inne państwa członkowskie NATO – zwiększyć swoją obecność, działania i inwestycje na rzecz zapewnienia Grenlandii bezpieczeństwa oraz „odstraszyć przeciwników”.
Jak pisaliśmy we wtorek (6 stycznia) w OKO.press premier Jens-Frederik Nielsen próbuje studzić emocje. „Sytuacja nie wygląda tak, ze Stany Zjednoczone mogą podbić Grenlandię.(…) nie powinniśmy więc panikować. Powinniśmy wrócić do dobrej współpracy, która nas kiedyś łączyła” – mówił premier.
Przeczytaj także:
Rządowa armia syryjska ogłosiła zakończenie „akcji bezpieczeństwa” w kurdyjskiej dzielnicy Aleppo. Siły kurdyjskie zaprzeczają. Od wtorku w starciach zginęły co najmniej 22 osoby.
Armia syryjska poinformowała w sobotę o „zakończeniu pełnego ostrzału dzielnicy Sheikh Maqsud”, dzielnicy kontrolowanej przez dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF).
Państwowa agencja informacyjna SANA donosi, że syryjska armia doprowadziła do uwolnienia cywilów zatrzymanych przez członków SDF w dzielnicy Sheikh Maqsoud. Jednocześnie armia zaapelowała w komunikacie do mieszkańców o pozostanie w domach ze względu na ciągłą obecność Kurdów.
Korespondenci AFP w Aleppo informują, że strzelanina w tym rejonie – ostatniej dzielnicy miasta pozostającej nadal w rękach Kurdów – trwała jeszcze w sobotę nad ranem. A źródła kurdyjskie podają, że informacje podawane przez syryjką armię za pośrednictwem oficjalnej agencji SANA są „fałszywe”.
„Przybyłem do Aleppo w środę rano po otrzymaniu doniesień o poważnych starciach między armią syryjską a SDF. To, co zobaczyłem, było o wiele gorsze, niż się spodziewałem. Ciężki ostrzał artyleryjski trwał nieprzerwanie. Mój zespół został zaatakowany cztery razy, jeden pocisk trafił w nasz sprzęt ” – napisał w sobotę Resul Serdar Atas, dziennikarz Al Jazeery.
Jak donosi Al Jazeera od wtorku, gdy wybuchły walki w Alepp zginęły 22 osoby, w tym cywile, a – według syryjskiego Ministerstwa Zdrowia – co najmniej 55 osób zostało rannych. Prawie 180 000 mieszkańców zostało przesiedlonych z dzielnic Sheikh Maqsoud i Ashrafieh.
„W Aleppo, największym mieście Syrii, dochodzi do najpoważniejszych starć od momentu, gdy ponad rok temu bojownicy grupy Hajat Tahrir asz-Szam i ich sojusznicy obalili rząd Baszszara al-Asada. Obie walczące strony – syryjska armia i Syryjskie Siły Demokratyczne (koalicja zawiązana w 2015 roku pod przewodnictwem i z przewagą Kurdów) – wzajemnie oskarżają się o wszczęcie walk i eskalację napięć” – pisał Jakub Szymczak na łamach OKO.press.
Obecna eskalacja to kolejny poważny kryzys dla rządu Ahmada asz-Szary. I niebezpieczeństwo, że starcia rozleją się i zaczną przypominać wojnę domową. Wspierane przez USA SSD powstały podczas wojny domowej z rządem Baszszara al-Asada. I dziś kontrolują północno-wschodnią Syrię. Pomimo wielu prób mediacji nie udało się doprowadzić do integracji sił kurdyjskich do struktur nowego państwa pod przywództwem asz-Szary.
10 marca 2025 roku rząd w Damaszku i SSD podpisały umowę, która wyznaczała ramy dalszej integracji. W kwietniu 2025 SSD wycofały swoje siły zbrojne z kurdyjskich dzielnic Aleppo. Nie oznaczało to jednak faktycznej demilitaryzacji. W mieście pozostawiono siły bezpieczeństwa Asaisz, a SSD nigdy de facto nie oddało kontroli nad dzielnicami Aleppo. Przez długie miesiące trwały wspierane przez Amerykanów rozmowy o implementacji porozumienia i integracji. Nie dały wiele.
Przeczytaj także:
Wystarczyło 10 dni stycznia, by najbogatszy procent światowej populacji wyczerpał swój roczny budżet węglowy.
Międzynarodowa organizacja Oxfam przedstawiła w piątek nową analizę, z której wynika, że w 2026 roku „Pollutocrat Day” nastąpił już 10 stycznia. „Dzień Zanieczyszczających Bogaczy” wskazuje symboliczny moment w roku, w którym najbogatszy procent ludzkości wyczerpuje swoją roczną „porcję” budżetu węglowego (emisji CO2).
„Emisje generowane przez najbogatszy 1 proc. w ciągu jednego roku spowodują szacunkowo 1,3 miliona zgonów związanych z upałami do końca stulecia. Dekady nadmiernej konsumpcji emisji przez najbogatszych na świecie powodują również znaczne szkody gospodarcze w krajach o niskich i średnio-niskich dochodach, które do 2050 roku mogą wynieść nawet 44 biliony dolarów. Aby utrzymać się w granicach 1,5 stopnia, najbogatszy 1 proc. musiałby ograniczyć swoje emisje o 97 proc. do 2030 roku” – czytamy w analizie Oxfam.
Badania Oxfam pokazują, że każdy miliarder – poza luksusowym stylem życia – posiada średnio portfel inwestycyjny w firmach, które produkują aż 1,9 miliona ton CO2 rocznie. Z danych raportu Oxfam pt. „Grabież klimatyczna: Jak potężni nieliczni zamykają świat w katastrofie” wynika, że osoba z najbogatszego 0,1 proc. emituje dziennie więcej dwutlenku węgla niż najuboższe 50 proc. emituje przez cały rok.
Gdyby jednak w kontekście „Pollutocrat Day” brać pod uwagę wyłącznie multimilionerów (czyli 0,1 proc. populacji) to ten smutny dzień wypadłby już 3 stycznia.
„Badania wielokrotnie pokazują, że rządy mają bardzo jasną i prostą drogę do drastycznego ograniczenia emisji dwutlenku węgla i walki z nierównościami: poprzez zwalczanie najbogatszych trucicieli. Poprzez zwalczanie rażącej niefrasobliwości najbogatszych w kwestii emisji dwutlenku węgla, globalni przywódcy mają szansę na powrót świata na ścieżkę realizacji celów klimatycznych i odblokowanie korzyści netto dla ludzi i planety” – podsumowała doniesienia Nafkote Dabi, koordynatorka ds. polityki klimatycznej Oxfam.
Tzw. „Pollutocrat Day”, termin ukuty przez Oxfam, to zbitka angielskich słów: zanieczyszczenia i plutokrata. Można go przetłumaczyć jako „Dzień Zanieczyszczających Bogaczy”.
Oxfam regularnie donosi, że najbogatsze osoby i korporacje posiadają nieproporcjonalnie dużą władzę i wpływy. W ostatnim komunikacie podaje na przykład, że liczba lobbystów z firm paliw kopalnych uczestniczących w niedawnym szczycie COP w Brazylii była większa niż w jakiejkolwiek delegacji poza krajem gospodarzem – 1600 uczestników.
Informowaliśmy już w OKO.press, że według wyliczeń Carbon Majors za połowę światowych emisji CO2 z paliw odpowiada 36 firm. „Podczas gdy garstka nastawionych na zysk korporacji nadal rozbudowuje infrastrukturę paliw kopalnych, katastrofy klimatyczne uderzają najmocniej w regiony, w których ludzie zrobili najmniej, aby stworzyć problem" – pisał Szymon Bujalski na naszych łamach.
Przeczytaj także: