Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Dwie trzecie respondentów uważa, że Stany Zjednoczone zmierzają w złym kierunku – wynika z najnowszego sondażu NBC News Decision Desk. Tak złych ocen Donald Trump w tej kadencji jeszcze nie miał. Nastroje amerykańskich konsumentów są gorsze niż w czasie pandemii.
Oceny wystawione Donaldowi Trumpowi przez społeczeństwo w najnowszym sondażu NBC News Decision Desk są fatalne i trudno znaleźć obszar, w którym amerykański prezydent zostałby oceniony dobrze.
Ogólna ocena Trumpa po niespełna półtora roku jego rządów jest taka: Stany Zjednoczone zmierzają w złym kierunku – uważa tak aż dwie trzecie Amerykanów.
Największym problemem wskazywanym przez respondentów jest sytuacja gospodarcza, w tym przede wszystkim rosnąca inflacja i koszty życia – aż 45 proc. badanych wskazało te kwestie jako najważniejsze, a aż 68 proc. badanych negatywnie oceniło działania prezydenta w tym obszarze.
Odsetek negatywnych ocen prowadzonej przez Trumpa polityki gospodarczej wzrósł o 7 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego roku, i – co ciekawe – spadek zaufania do polityki gospodarczej widoczny jest również wśród republikanów. Sondaż pokazuje, że w samym środowisku republikanów poparcie dla działań antyinflacyjnych amerykańskiej administracji spadło o 10 punktów procentowych rok do roku.
Ogromnym problem są rosnące ceny benzyny – wskazało na to dwie trzecie respondentów, szczególnie tych z niższym wykształceniem i pracowników fizycznych.
40 proc. Amerykanów uważa, że ich sytuacja finansowa się pogorszyła w ciągu ostatniego roku. Te deklaracje przebiegają jednak bardziej według politycznej linii podziału. Pogorszenie własnej sytuacji finansowej zgłosiło w badaniu 55 proc. demokratów i 46 proc. osób deklarujących się jako niezależne. Zaś w grupie republikanów aż 34 proc. deklaruje, że ich sytuacja finansowa się poprawiła.
Zaledwie jedna trzecia Amerykanów popiera działania Donalda Trumpa w Iranie, a 61 proc. jest przeciwna dalszej eskalacji militarnej w tym konflikcie. Szczególnie wybijają się tu młodzi – w grupie wiekowej poniżej 30 lat aż 74 proc. sprzeciwia się eskalowaniu sytuacji w Iranie.
Opinie na temat wojny rozpoczętej przez USA i Izrael w Iranie przebiegają jednak według klucza partyjnego – 74 proc. republikańskich wyborów aprobuje wojnę w Iranie, zaś przeciw są niemal wszyscy demokraci i większość niezależnych wyborców.
Źle oceniania przez większość jest również polityka migracyjna amerykańskiej administracji kierowanej przez Donalda Trumpa. Popiera ją 44 proc. badanych. Należy przy tym zaznaczyć, że to niewielka poprawa, być może dlatego, że po protestach w Minneapolis kwestię tę amerykański prezydent wyciszył i schował gdzieś głęboko na drugim planie.
Przeczytaj także:
Sondaż pokazuje, że w sprawach wewnętrznych, poza sytuacją gospodarczą, która była najczęściej wskazywana jako problem, na liście czynników świadczących o tym, że Stany Zjednoczone zmierzają w złym kierunku jest jeszcze:
Dane stricte ekonomiczne rzeczywiście pokazują, że sytuacja gospodarcza w USA poważnie się pogarsza. Inflacja w marcu wzrosła do 3,3 proc. z 2,4 proc. w lutym. PKB mocno hamuje i ostatnie dostępne dane za IV kw. 2025 roku pokazują, że gospodarka ledwo urosła – zaledwie o 0,5 proc., a to mniej niż ktokolwiek przypuszczał.
Z kolei Indeks Nastrojów Konsumentów Uniwersytetu Michigan w kwietniu spadł do najniższego poziomu w historii. Gigantyczny spadek zauważalny jest przede wszystkim miesiąc do miesiąca – aż o 11 proc. Wiązać to należy zapewne z wojną w Iranie i jej wpływem na ceny ropy.
Sytuacja jest wręcz gorsza niż w czasie pandemii, gdy inflacja w USA sięgała nawet 9,1 proc. Wówczas odczyt indeksu Michigan wynosił 50 pkt, obecnie to 47,6 pkt.
Przeczytaj także:
Były generał lotnictwa i były prezydent oraz jego koalicja Postępowa Bułgaria mogą wg pierwszych exit polls liczyć na 37 proc.głosów. Aktualizacja: PB mogła zdobyć nawet 44 proc.
Przyśpieszone wybory w Bułgarii, ósme w ciągu pięciu lat, wygrała lewicowa koalicja Postępowa Bułgaria, kierowana przez byłego prezydenta kraju Rumana Radewa, która według kilku sondaży exit polls zdobyła między 35 a 39 proc. głosów. Wielkim przegranym jest Bojko Borisow, były premier, lider prawicowej partii GERB, która zdobyła 15-17 proc. Prozachodnia liberalna PP–DB (Kontynuujemy Zmiany – Demokratyczna Bułgaria) zebrała 13-14 proc. głosów.
W niestabilnej od lat bułgarskiej polityce pojawiła się nadzieja na stabilność, choć wstępne wyniki wskazywały, że Radew będzie musiał do rządu zaprosić kolejnych partnerów, żeby mieć parlamentarną większość. Według pierwszych szacunków Postępowa Bułgaria mogła liczyć na ok. 109 mandatów w 240 osobowym parlamencie.
Aktualizacja: według kolejnych sondaży a także pierwszych oficjalnych wyników, Postępowa Bułgaria zdobyła aż 44 proc. głosów, co oznaczałoby co najmniej 129 mandatów i samodzielną większość w parlamencie.
Radew wygrał stawiając na walkę z modelem oligarchicznym i korupcją oraz zapowiadając rozwój ekonomiczny kraju.
Po ogłoszeniu wyników exit polls Radew oznajmił, że czas na „Bułgarię nowoczesną, demokratyczną i europejską”. Zapowiedział budowanie „pragmatycznych relacji z Rosją”, opowiedział się przeciw wysyłaniu broni do Ukrainie, ale podkreślił, że jego kraj nie będzie używał weta do blokowanie decyzji europejskich".
Obserwatorów z Europy niepokoi pragmatyczne podejście Radewa do Rosji. „Progresywna Bułgaria nie jest do końca partią lewicową w europejskim rozumieniu. To bardziej rodzaj lewicy populistyczno-narodowej, powiązanej ze środowiskami postsowieckimi. Partie tego typu znamy z państw takich jak np. Mołdawia" – pisał w OKO.press Paweł Jędral.
Radew unikał otwartej krytyki pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę i sprzeciwiał się militarnemu wsparciu Sofii dla Kijowa. Odzwierciedla jednak w tym sentyment orbitujących w kręgu kultury prawosławnej i mających silne związki z Rosją Bułgarów, z których według sondaży aż jedna trzecia uważa, że Ukraina jest winna obecnego konfliktu, a tylko 14 proc. uważa Rosję za wroga UE.
Zwycięstwo Radewa należy jednak powiązać przede wszystkim ze sprawami bytowymi – niepokojem związanym z wprowadzeniem euro i protestami pod koniec 2025 roku przeciwko podwyższeniu podatków i wszechobecnej korupcji. Nie stosuje on również radykalnej antyunijnej retoryki.
Przeczytaj także:
Według amerykańskiego prezydenta Teheran łamie zasady zawieszenia broni.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapowiedział kolejną turę rozmów pokojowych z delegacją Iranu, która odbędzie się w stolicy Pakistanu, Islamabadzie. Amerykański przywódca ma w planie pojawić się na miejscu osobiście. Jednocześnie Trump zapowiedział, że w negocjacjach będzie grał twardo, a jeśli nie uda się dogadać warunków umowy, USA są w stanie zniszczyć irańską infrastrukturę. Trump oskarżył też Teheran o łamanie zasad zawieszenia broni, które trwać ma do nocy z 21 na 22 kwietnia. Jak poinformował, Irańskie siły ostrzelały dwa okręty – francuski i brytyjski. Wcześniej to Iran zarzucił USA łamanie zasad rozejmu poprzez blokowanie ruchu irańskich statków.
„Oferujemy bardzo uczciwą i rozsądną UMOWĘ i mam nadzieję, że ją przyjmą, ponieważ jeśli tego nie zrobią, Stany Zjednoczone zniszczą każdą elektrownię i każdy most w Iranie. KONIEC Z BYCIEM MIŁYM FACETEM! Zostaną szybko i łatwo zniszczeni, a jeśli nie przyjmą tej UMOWY, będę miał zaszczyt zrobić to, co należy zrobić, a co powinno było zostać zrobione Iranowi przez innych prezydentów w ciągu ostatnich 47 lat. CZAS ZAKOŃCZYĆ DZIAŁANIE IRAŃSKIEJ MASZYNY DO ZABIJANIA! Prezydent DONALD J. TRUMP” – napisał polityk na platformie społecznościowej Truth Social.
Zawieszenie broni pomiędzy USA, Izraelem a Iranem od początku jest kruche, a wszystkie strony oskarżają się nawzajem o łamanie jego postanowień. Jednym z celów rozmów jest odblokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około jednej piątej wszystkich światowych transportów ropy. Teheran zdecydował w piątek o otwarciu przepływu przez „wąskie gardło” pomiędzy Zatoką Perską a Morzem Arabskim, jednak w sobotę, w reakcji na działania blokujących ruch irańskich statków Amerykanów, została ona znów zamknięta.
Przeczytaj także:
Konie miały pokonywać tylko część szlaku do Morskiego Oka od początku 2026 roku. Zbliża się majówka, a w Tatrzańskim Parku Narodowym bez zmian – turyści w długi weekend dalej będą mogli korzystać z wozów konnych na całej trasie.
Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN) Szymon Ziobrowski przyznał w rozmowie z Onetem, że podczas zbliżającej się majówki na całej drodze do Morskiego Oka nadal będą jeździć wozy konne. ”Wciąż mamy za mało pojazdów, by obsłużyć cały ruch i wprowadzić docelowy model zmian. Chcemy ich kupić więcej, ale park na razie nie ma na to wystarczająco dużo własnych pieniędzy” – powiedział. Zastąpienie wozów konnych busami to zapowiedź Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ). Zmiana na trasie do Morskiego Oka zapowiadana była od początku 2026 roku – na razie jednak odciążenie koni pozostaje tylko zapowiedzią.
TPN złożył wniosek o dofinansowanie zakupu busów elektrycznych z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.
“Być może nowy system przewozu turystów na tej trasie uda się nam wprowadzić na lato. Na majówkę będzie to działało prawdopodobnie na starych zasadach” — powiedział Ziobrowski.
Onet ustalił, że TPN zaproponował, żeby fiakrzy (czyli osoby, które prowadzą wozy konne na turystycznej trasie) dobrowolnie skrócili swoją trasę i jeździli między Palenicą Białczańską a Wodogrzmotami Mickiewicza. Ci jednak odpowiedzieli w liście do władz TPN, że skoro MKiŚ nie dotrzymało swoich zapowiedzi, to oni również nie będą trzymać się ustaleń dotyczących transportu nad Morskie Oko.
Aktywiści zajmujący się prawami zwierząt walczą o likwidację transportu konnego nad Morskie OKO od kilkunastu lat. “Punktem zwrotnym był rok 2009, kiedy na Polanie Włosienica, na oczach turystów umierał koń Jordek. Jeden z turystów nagrał ten moment, kiedy koń leżał na asfalcie i nie potrafił wstać. Umieścił go później w internecie. Wtedy cała Polska dowiedziała się o cierpieniu koni z Morskiego Oka. Od tej daty, od śmierci Jordka, zaczęła się ogólnopolska kampania, która jest prowadzona przez organizacje społeczne i prywatne osoby, którym zależy na dobru zwierząt” – mówiła w OKO.press Anna Plaszczyk z Fundacji Viva,
Dyskusja na temat koni wożących turystów w Tatrach nabrała rumieńców po majówce 2024. Po kolejnym opublikowanym w sieci filmiku z przewracającym się, osłabionym koniem, Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło, że zmiany są konieczne. Zwołano okrągły stół dla ratowania koni, do rozmów zaproszono zarówno fiakrów, jak i organizacje społeczne. Udało się wypracować pierwszy krok do polepszenia sytuacji koni z Morskiego Oka. Porozumienie miało 12 punktów.
Zapisano w nim m.in., że na wozy będzie mogło wsiadać mniej osób, a postój koni między kursami zostanie zwiększony z 20 minut do godziny. Do komisji weterynaryjnej, oceniającej stan koni, została przyjęta lekarka weterynarii zarekomendowana przez ministerstwo, a TPN zgodził się na testy elektrycznego busa na trasie z Włosienicy do Morskiego Oka.
“W czerwcu ministerstwo zadeklarowało, że będzie dążyć do całkowitej likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka” – opowiadała Anna Plaszczyk.
W lutym 2025 roku resort klimatu podpisał z TPN i fiakrami list intencyjny. Organizacje społeczne podnosiły wtedy, że odbyło się to bez ich udziału. Ustalono wtedy, że konie na trasie zostają, ale będą jeździć na krótszej trasie – od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Jeśli turysta będzie chciał zostać dowieziony do samego Morskiego Oka, skorzysta z elektrycznych busów.
Takie zmiany miały obowiązywać od początku 2026 roku. W grudniu 2025 pisaliśmy w OKO.press, że to się nie uda – według TPN brakuje 16 busów, żeby obsłużyć ruch turystycznych na tej trasie.
Przeczytaj więcej w OKO.press
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Ukraińskie rakiety uderzyły w rosyjski Taganrog, a celem ataku były zakłady zbrojeniowe.
O eksplozjach w mieście za pośrednictwem serwisu Telegram donosili mieszkańcy. Ukraiński Sztab Generalny przyznał, że jego siły uderzyły w fabrykę Atlant Aero, odpowiadające między innymi za produkcję dronów typu Mołnia, często używanych przez rosyjską armię przeciwko Ukrainie. Proste bezzałogowce o niskim zasięgu służą przede wszystkim do ataków tuż za linią frontu. Zakład produkuje również podzespoły do większych maszyn typu Orion, zdolnych do przenoszenia do 250 kg ładunków.
„Zniszczenie tego przedsiębiorstwa ograniczy zdolności przeciwnika w zakresie produkcji dronów oraz osłabi możliwości rosyjskiego agresora w przeprowadzaniu ataków na cele cywilne na terytorium Ukrainy” – przekazało ukraińskie dowództwo.
Ukraińska armia ujawniła, że do ataku użyła rakiet Neptun własnej produkcji.
Ukraiński atak jest częścią serii działań skierowanych przeciwko rosyjskiemu przemysłowi. Drony i pociski uderzają między innymi w zakłady zbrojeniowe i rafinerie. W ostatnich dniach płonęły między innymi rafinerie w Syzraniu i Nowokujbyszewsku, około 900 km od granicy z Ukrainą. W marcu liczba dronów zestrzelonych nad Rosją była wyższa (7347) niż liczba rosyjskich dronów zestrzelonych nad Ukrainą (6462), co świadczy o intensywnych działaniach na rosyjskim niebie.
Przeczytaj także: