Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Poranna mobilizacja sugeruje potencjalnie dużą frekwencję. Sondaże wskazują, że Netanjahu nie będzie mógł stworzyć większości. Kluczowe słowo może należeć do partii arabskich
W Izraelu trwają dziś wybory do 26. Knesetu. Izraelczycy wybierają 120 przedstawicieli. By brać udział w podziale mandatów, partie muszą przekroczyć próg 3,25 proc. głosów. Przeliczanie jest stosunkowo proste, bo odbywa się znanym nam dobrze systemem D'Honta w jednym tylko okręgu wyborczym, obejmującym cały kraj.
O godzinie 10 rano frekwencja wyniosła 16,7 proc. To najwyższy wynik o tej porze od 1981 roku. Wówczas ostateczna frekwencja wyniosła 78,5 proc. Cztery lata temu było to 70,6 proc.
Niemal wszystkie sondaże (poza znacznie odbiegającymi od reszty sondaży dla prawicowego Kanału 14) wskazują, że najwięcej miejsc w Knesecie zgarnie partia Jaszar byłego generała Gadiego Eizenkota. We wrześniu 2025 roku Eizenkot odłączył się od partii innego byłego generała Benego Ganca i od tamtej pory konsekwentnie uważany był za jednego z faworytów wyborów. Sondaże z ostatniego tygodnia konsekwentnie dają 18-21 miejsc w Knesecie Likudowi premiera Netanjahu i 20-23 miejsca dla Jaszar Eizenkota.
Niewiele ponad 20 miejsc to jednak zdecydowanie za mało, by rządzić. Scena polityczna w Izraelu jest rozdrobniona. Startujące w wyborach partie można podzielić na trzy główne, nieformalne bloki:
Jeśli ufać średniej sondaży, partie arabskie zdobędą 14-16 miejsc. Dwie główne arabskie listy to lewicowa Zjednoczona Lista i konserwatywna Zjednoczona Arabska Lista (dla ułatwienia nazywana Ra'am od hebrajskiego skrótu). W 2021 roku posłowie Ra'am weszli do rządu Naftalego Benetta. Przy dobrych wynikach partii bloku centrowo-lewicowego, scenariusz ten może się powtórzyć. Jest jednak daleki od pewnego.
Przed wyborami przewodniczący Zjednoczonej Listy Jusef Dżabarin przekazał, że jego koalicja nie wejdzie do rządu, ale użyje wszelkich dostępnych narzędzi, żeby wspomóc rząd, który odsunie Netanjahu od władzy.
To pierwszy przypadek od 1988 roku, gdy Kneset przetrwał całą kadencję bez wcześniejszego rozwiązania. W latach 2018-2022 obywatele Izraela pięciokrotnie wybierali skład swojej legislatury. To też pierwsze wybory od ataku Hamasu na Izrael z 7 października 2023 roku, w którym zginęło około 1200 osób i izraelskiej pacyfikacji Strefy Gazy, która pociągnęła za sobą przynajmniej 80 tys. ofiar.
Obecny rząd Netanjahu był najbardziej prawicowym w historii państwa od jego założenia w 1948 roku. W jego skład weszły dwie skrajnie prawicowe i skrajnie antyarabskie partie, a Netanjahu oddał ich liderom kluczowe stanowiska w swoim rządzie w kwestii bezpieczeństwa. Tematem tych wyborów nie jest diametralna zmiana podejścia Izraela do Palestyny i kwestii samostanowienia Palestyńczyków. Partie bloku centro-lewicowego nie kwestionują podejścia izraelskiej armii do Strefy Gazy przez ostatnie trzy lata.
Odcięcie od władzy Netanjahu i jego skrajnych partnerów Itamara Ben-Gwira i Becalela Smotricza może mieć jednak wpływ na korektę kursu państwa, które obecnie prowadzi skrajnie opresyjną politykę wobec okupowanej Palestyny nie tylko w Strefie Gazy, ale także na Zachodnim Brzegu. Czy taka zmiana to wystarczający pierwszy krok na drodze ku sprawiedliwości i równości obu narodów? Tego nie wiemy. Nie ma jednak wątpliwości, że dalsze rządy Netanjahu i skrajnych, rasistowskich polityków to otwarta droga ku dalszym czystkom etnicznym.
Przeczytaj także: