Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Trybunał Konstytucyjny uznał, że ustawa o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, która została uchwalona bez udziału Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, jest niekonstytucyjna. Koalicja rządząca mówi jednak wprost — orzeczenia TK powinny być ignorowane
Trybunał Konstytucyjny zajął się w środę pierwszym wnioskiem kwestionującym ustawy przyjęte przez Sejm po wygaszeniu mandatów poselskich Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Uznał, że ustawa o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, uchwalona przez Sejm 26 stycznia 2024 roku — bez udziału Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika — jest niekonstytucyjna. Zakłada ona m.in. przywrócenie sprawowania nadzoru nad NCBR przez ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego i nauki zamiast nadzoru ministra funduszy i polityki regionalnej. Prezydent Andrzej Duda zadeklarował pod koniec stycznia 2024 roku, że będzie kierował do TK wszystkie ustawy, które Sejm przyjmie bez udziału polityków PiS: Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.
„Niekonstytucyjność kontrolowanej ustawy nie jest jednak spowodowana tym, że została uchwalona przez Sejm bez udziału wszystkich 460 posłów, lecz tym, że dwóch posłów na skutek arbitralnych czynności marszałka Sejmu, niemających unormowania w obowiązującym w RP porządku prawnym, nie zostało dopuszczonych do procedowania, zwłaszcza do udziału w głosowaniu sejmowym poprzez dezaktywację kart i niewpuszczanie do budynku Sejmu” — mówił w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Bogdan Święczkowski.
Jak dodał, „w sytuacji, gdy jakikolwiek poseł zostaje w sposób nielegalny niedopuszczony do udziału w pracach Sejmu nad konkretną ustawą, nawet gdy zachowano kworum i zachowano wymaganą większość do jej uchwalenia, jest ona i tak dotknięta wadą prawną, jako wydana z naruszeniem zasady legalizmu przez organ niespełniający konstytucyjnych wymogów dotyczących przedstawicielstwa narodu sprawowanego przez posłów”.
Taka decyzja mogłaby wskazywać na nielegalność innych aktów prawnych, w tym ustawy budżetowej. Ale Sejm przyjął 6 marca 2024 ę uchwałę„w sprawie usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego lat 2015-2023 w kontekście działalności Trybunału Konstytucyjnego”. Dotyczy nie tylko kwestii zasiadania w TK osób nieuprawnionych, ale także prezesury Julii Przyłębskiej oraz innych naruszeń i nieprawidłowości. Rządząca koalicja twierdzi, że TK „stracił przymiot bezstronności”. A skala naruszeń Konstytucji i prawa w TK jest tak duża, że organ ten należy ustanowić na nowo.
Od czasu przyjęcia uchwały rząd nie opublikował żadnego wyroku TK. Koalicja wzywa zasiadających w TK sędziów i dublerów do ustąpienia ze stanowisk. O tym, że członkowie rządu mówią wprost, że orzeczenia TK powinny być ignorowane, w OKO.press pisała Dominika Sitnicka:
Przeczytaj także:
Początek środowej rozprawy miał burzliwy przebieg. Na wstępie Krystyna Pawłowicz, przewodnicząca składu pięciorga sędziów, poinformowała, że na rozprawie nie stawili się wezwani świadkowie: szef Kancelarii Sejmu Jacek Cichocki oraz komendant Straży Marszałkowskiej Michał Sadoń.
„Ich zdaniem wezwanie w charakterze świadka w rozpatrywanej sprawie jest bezpodstawne. (...) Chciałam przekazać, że jest to skandaliczne postępowanie, mające na celu obstrukcję, a nawet uniemożliwienie postępowania przed TK” — mówiła Pawłowicz.
Przedstawiciel Sejmu poseł Trzeciej Drogi Paweł Śliz złożył wniosek o wyłączenie ze sprawy Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza jako byłych posłów Prawa i Sprawiedliwości, ale Pawłowicz oddaliła oba wnioski. Stwierdził więc, że jego „dalsza obecność legitymowałaby coś, z czym się fundamentalnie nie zgadza jako przedstawiciel Sejmu, poseł i obywatel”.
„Jako poseł ślubowałem rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec narodu i przestrzegać konstytucji. W związku z powyższym opuszczam salę” – stwierdził Śliz.
„Oświadczam panu, że opuszczając posiedzenie w tym momencie, bez zgody Trybunału Konstytucyjnego, dopuszcza się pan naruszenia powagi Trybunału. Upominam pana, że postępowanie się toczy. Ja panu nie zezwoliłam na opuszczenie sali. To jest lekceważenie. Pan się zachowuje skandalicznie. Proszę zostać i wysłuchać dalszego posiedzenia” — mówiła oburzona Krystyna Pawłowicz.
„Nie widzę takiej konieczności. Do widzenia” — stwierdził Śliz i opuścił salę. Pawłowicz nałożyła na niego karę grzywny w wysokości 3 tys. zł za opuszczenie sali bez zgody.
„Nie wstydzę się swojego zachowania. Postąpiłem tak, jak uważałem, że każdy praworządny obywatel postąpić powinien. Moja dalsza obecność legitymizowałaby coś, z czym się fundamentalnie nie zgadzam, nie tylko jako poseł, nie tylko jako przedstawiciel Sejmu, ale także jako obywatel. Jako poseł ślubowałem rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu i przestrzegać Konstytucji. Przysięgi dotrzymałem” — napisał Paweł Śliz na portalu X.