0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze depesze OKO.press z Polski i ze świata

Witaj w dziale depeszowym OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:27 29-03-2025

Prawa autorskie: Foto Tetiana DZHAFAROVA / AFPFoto Tetiana DZHAFAR...

Bruksela ostrzega Ukrainę i USA. Umowa surowcowa może być sprzeczna z zasadami UE

Komisja Europejska dokładnie przyjrzy się zasadom współpracy pomiędzy USA a Ukrainą, które mogą stać w sprzeczności z regułami panującymi w UE.

Co się wydarzyło?

UE weźmie pod lupę preferencyjne traktowanie amerykańskich przedsiębiorstw w Ukrainie, jeśli dojdzie do podpisania umowy surowcowej. Kijów negocjuje ją z Waszyngtonem od kilku tygodni. Ma ona dać wyłączny dostęp do złóż surowców krytycznych Stanom Zjednoczonym, co stoi w sprzeczności z zasadami jednolitego rynku Unii Europejskiej. Jej reguły zakładają, że kraje członkowskie mają równy dostęp do rynków innych członków Wspólnoty. Ukraina jest krajem stowarzyszonym z UE i złożyła wniosek o przyłączenie się do Unii, a umowa z USA może zaszkodzić procesowi akcesyjnemu.

„Przekazano, że taka umowa musiałaby zostać przeanalizowana z perspektywy stosunków między Ukrainą a UE, a zwłaszcza pod kątem negocjacji akcesyjnych” – mówiła w piątek na konferencji prasowej Paula Pinho, rzeczniczka Komisji Europejskiej.

To jednak wstępne ostrzeżenie, bo nadal nie wiemy, jaki będzie kształt dokumentu – zaznaczyła Pinho. „Nie możemy dokonać żadnej oceny, dopóki nie będzie konkretnej umowy z zapisami czarno na białym” – powiedziała Pinho.

Przecieki prasowe sugerują, że Amerykanie są bliscy wywalczenia wyłącznego dostępu do ukraińskich złóż litu czy kobaltu na wyjątkowo korzystnych zasadach. Umowa ma zakładać utworzenie funduszu inwestycyjnego z pięcioosobowym zarządem, w którym trzyosobową większość mieliby Amerykanie. Umowa ma obejmować nie tylko surowce krytyczne, ale i kontrolę nad kluczowymi portami, infrastrukturą drogową i kolejową, jak i wydobycie ropy i gazu. Inwestycje w te sektory nie musiałyby być realizowane przez fundusz, który jednak miałby pierwszeństwo wobec innych partnerów, z którymi chciałaby rozmawiać Ukraina. Wszystkie zyski z funduszu według nowego projektu umowy miałyby trafiać do USA.

Sceptycznie wobec nowego kształtu umowy wypowiedział się prezydent Wołodymyr Zełenski. Podkreślił, że rozmowy na jej temat cały czas trwają, a punkty porozumienia nie są jeszcze ustalone. Stwierdził, że Waszyngton nie może liczyć na „zwrot długu”, który Ukraina miałaby zaciągać w postaci pomocy humanitarnej i wojskowej.

„Jesteśmy wdzięczni za wsparcie, ale to nie jest kredyt i nie pozwolimy, by był tak traktowany” – mówił prezydent. – „Mamy konstytucję Ukrainy, która jasno określa, kto jest właścicielem złóż. Co więcej, konstytucja jasno określa, że naszym dążeniem jest członkostwo w Unii Europejska. Nic, co może zagrozić przystąpieniu Ukrainy do UE, nie może zostać zaakceptowane” – wyjaśniał Zełenski.

Jaki jest kontekst?

Umowa surowcowa była jedną z przyczyn awantury, do której doszło w Waszyngtonie podczas wizyty prezydenta Zełenskiego w Białym Domu. Wiceprezydent JD Vance zarzucił ukraińskiemu liderowi, że nie jest „wystarczająco wdzięczny”, co doprowadziło do ostrej wymiany zdań pomiędzy nim, prezydentem Donaldem Trumpem oraz Zełenskim. W efekcie prezydent Ukrainy opuścił Biały Dom nie podpisując umowy surowcowej.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

10:01 29-03-2025

Prawa autorskie: 15.09.2024 Zielona Gora , Cigacice . Zagrozenie powodziowe na Odrze w Cigacicach . Fot. Wladyslaw Czulak / Agencja Wyborcza.pl15.09.2024 Zielona G...

Do Polski wkracza Niż Genueński. Wywołał powódź, ale teraz nie ma powodu do paniki

Niż Genueński, który odpowiadał za katastrofalne powodzie w Polsce, znów będzie obecny w naszym kraju. Tym razem ma przynieść jednak znacznie niższe opady.

Co się wydarzy?

Najbliższe dni przyniosą chłód i mocne opady szczególnie na północy kraju. Odpowiada za nie nadciągający nad nasz kraj Niż Genueński, który wywoływał katastrofalne opady w 1997 i 2024 roku, przyczyniając się do wystąpienia powodzi. Fronty atmosferyczne tego typu zawsze wiążą się ze zwiększonymi opadami, przynosząc fale wilgoci trasą z zatoki genueńskiej, przez Morze Śródziemne do Europy Środkowo-Wschodniej. Często przynosi opady na pograniczu polsko-czesko-niemieckim, między innymi w rejonach Karkonoszy i Sudetów.

We wrześniu zeszłego roku pozostawał nad Polską przez kilka dni, na ziemię w niektórych miejscach spadło nawet 200 mm wody na metr kwadratowy. Pod koniec marca i na początku kwietnia ma przynieść intensywne opady i chłód — ostrzegają specjaliści Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

„Wysokie sumy opadów są prognozowane w woj. dolnośląskim, opolskim, a także warmińsko-mazurskim i częściowo podlaskim. Tam w ciągu 24 godzin może spaść od 30 do 40 mm deszczu” – informuje IMGW. W pasie opadów najwięcej wody ma spaść na województwa dolnośląskie i opolskie. Będzie też chłodno, lokalnie maksymalna temperatura nie przekroczy 6-8 stopni. IMGW wydał ostrzeżenia pierwszego stopnia dla województw dolnośląskiego, opolskiego, częściowo podlaskiego i warmińsko-mazurskiego.

Deszcz przyda się wysuszonej ziemi i rzekom, na których w większości utrzymują się niskie stany przepływów po bezśnieżnej zimie. W całym kraju panuje susza hydrologiczna. "Mamy do czynienia z sytuacją, w której wchodzimy w sezon wegetacyjny ze znacznie niższymi zasobami wodnymi niż w ostatnich dwóch latach. Jeszcze nie jest bardzo sucho, ale w zagłębieniach terenu czy rowach nie widać wody. Innymi słowy, w wielu miejscach, w których w ciągu ostatnich dwóch wiosen zalegała woda, obecnie jest już sucho – mówił portalowi SmogLab prof. Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

08:51 29-03-2025

Prawa autorskie: Photo by Sai Aung MAIN / AFPPhoto by Sai Aung MA...

Trzęsienie ziemi w Mjanmie. Możliwych 10 tys. ofiar i straty na poziomie 70 proc. PKB

Ponad 1000 osób jest poszukiwanych, a do Mjanmy ściągają zagraniczne ekipy ratunkowe po katastrofalnym w skutkach trzęsieniu ziemi.

Co się wydarzyło?

Rządzony przez wojskową juntę Mjanma, dawniej znany jako Birma, uderzyło trzęsienie ziemi o sile 7,7 stopnia w skali Richtera. W sobotni poranek wojskowi podali, że liczba ofiar śmiertelnych wynosi do tej pory 1002 osoby. To niemal 10-krotny wzrost szacunków wobec liczb podawanych w piątek wieczorem polskiego czasu. W państwie w Azji Południowo-Wschodniej pracują już ekipy ratownicze z Indii, Chin i Rosji. Siła trzęsienia dotarła również do Tajlandii, gdzie zawalił się wieżowiec w Bangkoku. Władze podały, że 49 osób zaginęło.

W Mjanmie liczba ofiar śmiertelnych może przekroczyć 10 tys., a straty mogą być równe 70 proc. rocznego PKB kraju – szacują eksperci Służby Geologicznej Stanów Zjednoczonych. Siła uderzenia trzęsienia wynikała przede wszystkim z płytkiego położenia epicentrum, położonego 10 km pod powierzchnią ziemi – wyjaśniał agencji Reutera Roger Musson z Brytyjskiej Służby Geologicznej.

„Wysoka szkodliwość trzęsienia wynika z płytkiego epicentrum, a fala uderzeniowa nie została rozproszona podczas przemieszczania się z ogniska trzęsienia ziemi na powierzchnię. Budynki otrzymały pełną siłę wstrząsów” – mówił Nusson.

Wśród dotkniętych obszarów są najważniejsze z birmańskich miast, w tym 7-milionowe Rangun oraz milionowe Mandalaj i Naypyitaw – wybudowana od zera nowa stolica kraju, istniejąca od 2005 roku. Największe szkody widać w Mandalaj, gdzie częściowo w gruzach legł między innymi szpital z 1000 łóżek.

Jaki jest kontekst?

Mjanma jest krajem rządzonym przez wojskową juntę, która władzę przejęła po zamachu stanu na demokratycznie wybrany rząd i aresztowały wybraną na urząd prezydenta Aung San Suu Kyi. Obywatele Birmy – bo tak wcześniej nazywał się kraj – protestowali mimo represji ze strony rządzących. Sprzeciw wobec dyktatury doprowadził do wojny domowej, która trwa od 2021 roku. Wojskowi na początku 2025 roku kontrolowali jedynie 21 proc. terytorium – analizowała BBC. Mimo to wojskowy terror nęka mieszkańców kraju, a junta według danych ONZ zatrzymała od 2021 roku ponad 20 tys. osób. W konflikt angażują się Rosja i Chiny, a w kraju pogarsza się sytuacja humanitarna.

Przeczytaj także:

19:48 28-03-2025

Prawa autorskie: fot. Jim WATSON / POOL / AFPfot. Jim WATSON / PO...

Niechciana wizyta wiceprezydenta USA JD Vance'a w Grenlandii

Podczas wizyty na Grenlandii wiceprezydent Stanów Zjednoczonych atakował Danię, Europę, a o swoim kraju powiedział, że USA nie może dłużej „chować głowy w śniegu”

Co się wydarzyło

W piątek 28 marca 2025 wiceprezydent Stanów Zjednoczonych JD Vance odwiedził amerykańską bazę Pituffik na Grenlandii. W wystąpieniu w trakcie wizyty JD Vance zaatakował Danię. Stwierdził, że Dania „nie wykonała dobrej roboty w zapewnieniu bezpieczeństwa Grenlandii”, oskarżając ją o „niedoinwestowanie w ludzi Grenlandii oraz w architekturę bezpieczeństwa” wyspy.

Według Vance'a Dania nie chroni Grenlandii przed Rosją, Chinami i innymi krajami zainteresowanymi tym obszarem.

Oskarżył Danię o „przerzucanie wszystkiego” na Amerykanów i liczenie na to, że to oni pokryją rachunki.

Wezwał sojuszników, by „obudzili się z nieudanego 40-letniego konsensusu, który zakładał, że możemy ignorować ekspansję potężnych krajów realizujących swoje ambicje”. Powiedział też, że „nie możemy po prostu… chować głowy w śniegu”.

Ze słów Vance'a wynikało, że popiera on niepodległość Grenlandii. Powiedział bowiem, że administracja USA uważa, że Grenlandczycy „zdecydują się… na niezależność od Danii, a potem będziemy prowadzić rozmowy… od tego momentu”. Dodał, że Donald Trump „nie uważa, by użycie siły militarnej było konieczne” do osiągnięcia celów, jakich pragną Stany Zjednoczone.

W kontekście polityki administracji Trumpa związanej z cłami JD Vance stwierdził: „mamy dość bycia skarbonką całego świata”. Zaatakował też Europę za „zaniedbywanie międzynarodowego bezpieczeństwa przez 40 lat”.

Jaki jest kontekst

Początkowo Grenlandię miała odwiedzić żona wiceprezydenta Usha Vance w towarzystwie doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Mike’a Waltza. Jednak obywatele Grenlandii uznali, że taki skład delegacji amerykańskiej wyraża brak szacunku i łamie protokół dyplomatyczny. Nie było bowiem oficjalnego zaproszenia ze strony Grenlandii.

Planowana wizyta wywołała jedne z największych protestów w historii Grenlandii. Mieszkańcy wywieszali banery: „Nie jesteśmy na sprzedaż” i „Yankees Go Home”. Stawiali przed domami flagi Grenlandii i transparenty z napisami: „Nasza ziemia, nasza przyszłość”.

Nawet agencja turystyczna Tupilak Travel, która początkowo miała obsługiwać nocleg żony wiceprezydenta, wycofała się:

„Po dokładnym przemyśleniu poinformowaliśmy konsulat, że nie chcemy jej wizyty, ponieważ nie możemy zaakceptować ukrytej agendy i nie będziemy częścią medialnego spektaklu, który, co oczywiste, się z nią wiąże. Nie, dziękujemy za miłą wizytę... Grenlandia należy do Grenlandczyków”.

W związku z tą reakcją administracja Donalda Trumpa ustąpiła i do Grenlandii przybył wiceprezydent. Jednak i on napotkał opór. Duńska telewizja TV2 informowała, że przedstawiciele USA chodzili od drzwi do drzwi, namawiając mieszkańców Grenlandii, by powitali JD Vance'a. Kiedy każdorazowo spotykali się z odmową, plan wizyty został zmieniony.

Ostatecznie delegacja USA, która przybyła do Pituffik 28 marca 2025, obejmowała JD Vance’a, Ushę Vance, doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Mike’a Waltza oraz sekretarza energii Chrisa Wrighta. Wizyta została ograniczona do bazy, bez spotkań z lokalną społecznością

Położona na północno-zachodnim wybrzeżu wyspy, około 1200 km na północ od koła podbiegunowego i 1524 km od bieguna północnego, stacja Pituffik jest najdalej na północ wysuniętą bazą Sił Zbrojnych USA.

Grenlandia jest autonomicznym terytorium zależnym w ramach Królestwa Danii. Grenlandia ma własny parlament i rząd, ale nie prowadzi samodzielnej polityki w kluczowych obszarach, takich jak polityka zagraniczna czy obronność. Nie jest też częścią Unii Europejskiej.

Kontrola nad Grenlandią ma być jednym z priorytetów polityki zagranicznej Donalda Trumpa.

Jak pisała w OKO.press Paulina Pacuła, w grenlandzkim gambicie Trumpa nie chodzi o bezpieczeństwo, lecz o kwestie dostępu do surowców krytycznych.

Tuż przed przybyciem JD Vance'a cztery z pięciu partii wybranych do parlamentu Grenlandii (Inatsisartut) w wyborach 11 marca 2025 roku podpisały porozumienie o utworzeniu nowej, szerokiej koalicji rządowej.

„W czasie, gdy my jako naród jesteśmy pod presją, musimy stać razem”. Było to bezpośrednie odniesienie do wizyty JD Vance’a i powtarzających się sugestii Donalda Trumpa o przejęciu Grenlandii.

Nowy rząd Grenlandii opowiada się za stopniowym uniezależnianiem się od Danii. Jednak jednocześnie nie chce się poddawać presji Stanów Zjednoczonych.

Inne teksty OKO.press na ten temat

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

18:01 28-03-2025

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Nawrocki o usunięciu ciąży z gwałtu. Zmienił zdanie?

Karol Nawrocki mówi o „decyzji kobiety”. Wcześniej nawet prawo z lat 90. uznawał za zbyt liberalne

Co się wydarzyło

Wypowiedź Sławomira Mentzena na temat aborcji wywołała reakcje innych kandydatów na prezydenta. O opinię na temat usuwania ciąży pochodzących z gwałtu został zapytany w Brzesku kandydat PiS, Karol Nawrocki. Odpowiedział:

„Ta decyzja oczywiście należy do kobiety i tak to jest wyregulowane w polskim prawie”.

Dodał, że „jest to rzecz straszna dla kobiety, żeby była jasność”. Następnie podkreślił, że „kobieta jest ofiarą gwałtu, a mężczyzna jest sprawcą gwałtu, więc przede wszystkim państwo polskie powinno zaopiekować się kobietą, która została zgwałcona. To jest rzecz naturalna. Powinna mieć całą opiekę psychologiczną, opiekę medyczną, a mężczyzna za taki akt powinien odpowiedzieć w państwie prawa”.

„Jest ofiara i jest sprawca takiego czynu, ale z całą pewnością (...) osobą odpowiedzialną, życiem odpowiedzialnym za taki czyn mężczyzny, nie jest dziecko” – mówił Nawrocki.

„Jeśli mogę podzielić się także swoją osobistą refleksją i znajomością takich przypadków, to zapewniam, że z tego dramatu, z tego zła, często jest wiele miłości i wiele dobra, gdy kobieta podejmuje decyzję o urodzeniu takiego dziecka. Ja znam takie przypadki, blisko mnie są takie kobiety, które mają tego typu doświadczenie” – powiedział kandydat PiS na prezydenta.

Jaki jest kontekst

Ta wypowiedź różni się od wcześniejszych deklaracji Nawrockiego na temat aborcji. W styczniu 2025 w rozmowie z Polsat News, w jednym z pierwszych swoich wywiadów, Nawrocki powiedział: „Nie podpisałbym ustawy o powrocie do kompromisu aborcyjnego. Nie mógłbym pozwolić na to — jako przyszły prezydent — aby aborcji były poddawane dzieci z zespołem Downa”.

To oznaczało, że stanowisko Nawrockiego jest nawet bardziej radykalne niż to, jakie zajmuje część polityków Prawa i Sprawiedliwości. Niektórzy chcieliby bowiem powrotu do rozwiązań z lat 90. (np. Mateusz Morawiecki). Jest powszechnie wiadome, że to właśnie fundamentalistyczne stanowisko w sprawie aborcji (niemal całkowiety zakaz) było powodem głębokiego tąpnięcia poparcia dla PiS-u.

Głosząc fundamentalistyczne poglądy, już na samym początku kampanii kandydat dołączył do frakcji „talibów”, która nie pozwoliłby PiS-owi wygrać wyborów prezydenckich.

Zapewne dlatego już następnego dnia Nawrocki uderzył w łagodniejszy ton i zaczął nawoływać do „nowego kompromisu”. „Stajemy przed sytuacją, w której musimy poszukiwać nowego kompromisu. Jestem osobą otwartą na dyskusję, natomiast podzieliłem się też i dzielę się z państwem swoimi poglądami, wskazując na to, że rozwiązania z lat 90., mają także swoje rozwiązania, z którymi się nie zgadzam. Więc poszukujmy nowego kompromisu. Widzimy jak trudno o niego” – mówił Nawrocki w styczniu.

Ani wtedy, ani później nie sprecyzował, o co mu chodzi. Ale środowiska fundamentalistyczne odnotowały tę zmianę. „Jednak krok w tył” – napisał portal Opoka.

„Tuż po tym, jak zadeklarował poparcie dla ochrony poczętych dzieci, Karol Nawrocki zaczął się wycofywać ze swoich słów. Nie tworzy to przekonania, że mamy do czynienia z odważnym ideowcem. Chwała Bogu na razie i tak mówimy tylko o deklaracjach, ale jeśli deklaracje są miękkie, to jakie może być późniejsze działanie?” – ubolewał Jakub Jałowiczor z Opoki.

Tym razem, żeby odróżnić się od Sławomira Mentzena, Nawrocki idzie (albo – językiem Opoki – cofa się) jeszcze dalej: mówi o decyzji kobiety.

W rozmowie z Krzysztofem Stanowskim w Kanale Zero Sławomir Mentzen powiedział o usuwaniu ciąży z gwałtu: „Jestem głęboko przekonany, że nie wolno zabijać niewinnych dzieci, nawet jeżeli to dziecko wiąże się z jakąś nieprzyjemnością”.

Magdalena Chrzczonowicz dokładnie analizuje wypowiedź Sławomira Mentzena w poniższym tekście. I przypomina fakty, których kandydat na prezydenta nie zna albo nie chce znać.

Przeczytaj także: