Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Polski prezydent spotkał się w Przemyślu ze swoim węgierskim odpowiednikiem z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Jeszcze dziś Karol Nawrocki udaje się do Budapesztu
„Misją moją i pana prezydenta jest to, żeby przyjaźń narodów, nie stała się obiektem krótkotrwałych politycznych drgań” – powiedział dziś prezydent Karol Nawrocki w Przemyślu na spotkaniu z prezydentem Węgier Tamasem Sulyokiem z okacji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Nawrocki podkreślał, że z Węgrami łączy nas chęć bycia w Unii Europejskiej i troska o jej stan.
Prezydent mówił też o różnicach w podejściu obu krajów do Rosji.
„Jak to przyjaciele, tak w przyjaźni musimy mieć świadomość, że nie ze wszystkim się zgadzamy. Są sprawy, w których zgadzamy się, że się nie zgadzamy. Dla Polski Wladimir Putin i Federacja Rosyjska jest zagrożeniem egzystencjalnym tak jak bolszewicy w roku 1920. Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej”.
Węgierski prezydent mówił, że polsko-węgierska przyjaźń jest trwała, niezależna od bieżącej polityki: „Polsko-węgierska przyjaźń jest czymś nadzwyczajnym w Europie, niecodziennym i bardzo głęboko zakorzenionym”.
Jeszcze dziś prezydent Nawrocki jedzie do Budapesztu, gdzie spotka się z węgierskim premierem, Viktorem Orbanem.
W Budapeszcie odbywa się zgromadzenie unijnej grupy politycznej Partioci za Europą. Grupa powstała w 2024 roku z inicjatywy węgierskiego premiera i jest trzecią najliczniejszą partią w obecnym Parlamencie Europejskim. Partia zrzesza europejską skrajną prawicę. Należą do niej m.in. polski Ruch Narodowy i francuskie Zjednoczenie Narodowe.
Na spotkaniu z Tamasem Sulyokiem Nawrocki wspominał o różnicach w podejściu do Rosji, ponieważ Węgry od lat uważane są za rosyjskiego konia trojańskiego w UE. Wielokrotnie blokowały pomoc dla Ukrainy, odmawiają dywersyfikacji źródeł swojej energii i dalej polegają na imporcie energii z Rosji a Viktor Orban spotyka się regularnie z Władimirem Putinem. „Washington Post” ujawnił natomiast ostatnio, że szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto regularnie w trakcie unijnych spotkań dzwonił do swojego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa i informował go o przebiegu rozmów.
Przeczytaj także:
Po nocnym ataku ukraińskich dronów porty Primorsk i Ust-Ługa, największe rosyjskie rynki eksportu ropy naftowej na Bałtyku, wstrzymały eksport ropy i paliwa
O wstrzymaniu eksportu w dwóch portach informują Reutersa anonimowe źródła. Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko przyznał się tylko do pożarów zbiorników paliwa w Primorsku. Zdjęcia naocznych świadków pokazały również gęsty, czarny dym unoszący się nad obiektem.
Wiadomo, że ukraiński atak na obwód leningradzki był duży, bo lotnisko petersburskie Pułkowo wstrzymało loty. W Gatczynie goło Petersburga eksplodował pocisk rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.
Primorsk jest największym rosyjskim portem eksportowym ropy naftowej nad Morzem Bałtyckim i kluczowym węzłem transportu ropy naftowej i produktów naftowych. Port jest punktem końcowym Bałtyckiego Systemu Rurociągowego o przepustowości około 1 miliona baryłek dziennie. Część morska portu obejmuje dziewięć nabrzeży, z których większość przeznaczona jest wyłącznie dla tankowców. Głębokość portu, sięgająca 18,2 metra, pozwala na obsługę statków o nośności do 150 000 ton i długości przekraczającej 300 metrów.
Kluczowa infrastruktura skoncentrowana jest w parku zbiornikowym, w którym funkcjonuje 18 dużych zbiorników magazynowych, każdy o pojemności 50 000 ton.
Ust-Ługa wyeksportowała w ubiegłym roku 32,9 mln ton produktów naftowych, a Primorsk 16,8 mln ton. Primorsk oberwał już raz – we wrześniu 2025 r. i wtedy też wstrzymał eksport.
Ukraina realizuje strategię „przeniesienia wojny do Rosji”, co ma zburzyć przekonanie obywateli Rosji, że pełnoskalowa inwazja na Ukrainę jest czymś odległym i nic nie kosztuje rosyjskie społeczeństwo – przypomina „Kyiv Independent”.
Jak mówi OKO.press ekspert wojskowy płk Piotr Lewandowski, Ukraina rzeczywiście zwiększyła możliwości rażenia Rosji daleko za linia frontu, a uderzenia dronowe są skuteczne zwłaszcza w przypadku infrastruktury energetycznej. Atak wywołuje bowiem pożar, który czyni największe spustoszenia. Więcej o tym w tym tekście:
Przeczytaj także:
Rosyjska obrona przyznała się do zestrzelenia tej nocy nad całą Rosją 526 ukraińskich dronów i ośmiu bomb kierowanych. To jednak tylko nowa średnia – owszem, przed miesiącem tych zestrzeleń było dwa razy mniej, ale teraz w oficjalnych komunikatach rosyjski MON podaje liczny 400-600. Do tego należy doliczyć pociski, które docierają do celu – jak w Primorsku.
„Kyiv Independent” powołuje się na analizę ukraińskiej organizacji pozarządowej Join Ukraine, z której wynika, że strategia ta zaczyna zmieniać sposób postrzegania wojny w Rosji. Rosjanie coraz częściej konfrontują się z wojną, zauważają straty, ataki dronów a także przerwy w dostępie do internetu. Te ostatnie władze na Kremlu tłumaczą właśnie ukraińskimi atakami dronowymi, choć zapewne przyczyny włączeń wynikają z lęku Kremla przed społecznym niezadowoleniem z powodu wojny.
Wyłączenia internetu objęły nie tylko zaplecze frontu, ale także Petersburg i Moskwę:
Przeczytaj także:
Jak zauważa Reuters, wstrzymanie rosyjskiego eksportu pogłębia globalne niedobory spowodowane zamknięciem Cieśniny Ormuz przez Teheran po ataku Izraela i USA na Iran. Jednocześnie Rosja oskarża Ukrainę o ataki na ropociągi idące przez Morze Czarne: Turkish i Blue Stream. Do tego Ukraińcy się nie przyznają, jednak organizujący swoją kampanię wyborczą wokół nienawiści do Ukrainy Viktor Orbán już podchwycił te oskarżenia grozi Kijowowi odwetem militarnym, gdyby tym dwóm nitkom stała się krzywda.
„Węgry nie pozwolą Ukrainie, aby uszkodzenie TurkStream doprowadziło do blokady dostaw ropy naftowej do Europy” – ogłosił 22 marca na wiecu przedwyborczym w Hódmezővásárhely.
Od końca stycznia rosyjska tania ropa nie płynie na Węgry gazociągiem „Przyjaźń”. Rosjanie go uszkodzili ostrzeliwując Ukrainę, a Ukraińcy nie spieszą się z odbudową. Atakowany codziennie przez Rosję kraj ma inne priorytety niż zapewnianie taniej energii sojusznikowi Putina.
W wyniku rosyjskich ataków na Ukrainę w ciągu ostatniego dnia zginęło co najmniej siedmiu cywilów, a co najmniej 17 zostało rannych.
Orbán czyni jednak Ukrainę – a nie Rosję i drugiego swojego sojusznika, Donalda Trumpa – odpowiedzialną za kłopoty z surowcami energetycznymi: „Mamy do czynienia z krajem zdolnym do wszystkiego” – mówi o Ukrainie. – „Jeśli zostaniemy pozbawieni dostępu do taniej rosyjskiej energii, ceny mediów dla wszystkich węgierskich rodzin wzrosną kilkukrotnie”.
"W Europie Środkowej jakoś zawsze tak wychodzi, że opcja suwerenna i konserwatywna zawsze okazuje się tą ruską, z czym na Słowacji i na Węgrzech wcale się nie kryje, a opcja progresywna i prodemokratyczna wyzywana jest od zdrajców. Orbán też podąża tą ścieżką i nazywa prawicowego Magyara »marionetką Brukseli i Ukrainy«” – pisze Michał Zabłocki w korespondencji z Budapesztu.
Przeczytaj także:
Pociąg IC nr 1116/7 „Żubr” zderzył się z trzema żubrami na Podlasiu. Zwierzęta nie przeżyły.
W miejscowości Kraskowszczyzna w woj. podlaskim pociąg Intercity nr 1116/7 „Żubr” zderzył się ze stadem żubrów, które stało na torach. Do wypadku doszło przed godziną 8 rano, na odcinku Czeremcha-Witowo.
Trzy dorosłe osobniki nie przeżyły.
„Pociągiem podróżowało 52 pasażerów oraz trzy osoby z obsługi” – podaje Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Hajnówce. Nikt z pasażerów nie ucierpiał. „Po sprawdzeniu stanu technicznego w tym układu hamulcowego tuż po godz. 9 pociąg ruszył w dalszą podróż. Na miejscu zdarzenia pracowały 2 zastępy straży pożarnej, policja, pracownicy PKP, Białowieskiego Parku Narodowego oraz Nadleśnictwa Bielsk” – podaje straż.
Jak poinformował brygadier Piotr Sienkiewicz, żubry są często obserwowane w tych okolicach – częściej jednak wychodzą na drogi, znacznie rzadziej widywane są na liniach kolejowych.
Wypadek skomentował prof. Michał Żmihorski z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. „Przypominam, że napisaliśmy dwie duże prace o kolizjach dużych ssaków z pociągami w Polsce, pokazujemy, że miejsca kolizji da się do pewnego stopnia przewidzieć, zarówno jeśli chodzi o czas, jak i miejsce, może warto byłoby tę wiedzę wykorzystać do ograniczania częstości tego typu wypadków?” – napisał na Facebooku.
Ryzyko takich wypadków można ograniczyć „stawiając na określonych odcinkach tras ogrodzenia albo instalując urządzenia odstraszające, np. dźwiękowe. Ewentualna redukcja populacji rozwiąże problem jedynie chwilowo i w małej skali, a także tylko w rejonach, gdzie zagęszczenie populacji już jest niewielkie, a zatem stosunkowo niewielkie jest ryzyko kolizji” – informował w 2019 roku portal Nauka w Polsce, opisujący wyniki analizy naukowców.
Według pracy naukowej z 2017 roku, której współautorem jest prof. Żmihorski, na niektórych odcinkach linii kolejowej, gdzie dochodzi do największej liczby kolizji, "można by wprowadzić obniżenie ograniczeń prędkości w okresach podwyższonego ryzyka kolizji". Eksperci sugerują przeanalizowanie bardziej zaawansowanych metod – w tym montażu kamer na podczerwień na pociągach, które pozwoliłyby maszynistom na zauważenie zwierząt z daleka i odpowiednio szybką reakcję.
Przeczytaj także:
„Od dawna mamy co do tego podejrzenia” – pisze Donald Tusk w reakcji na doniesienia, że szef węgierskiego MSZ relacjonuje Kremlowi przebieg szczytów unijnych.
Donald Tusk zareagował na doniesienia „The Washington Post” dotyczące wpływu Rosji na kampanię wyborczą na Węgrzech i kontaktów węgierskiego rządu z Kremlem.
„Wiadomość, że ludzie Orbána informują Moskwę o posiedzeniach Rady UE ze szczegółami, nie powinna nikogo dziwić. Od dawna mamy co do tego podejrzenia. To jeden z powodów, dla których zabieram głos tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne i mówię tylko tyle, ile potrzeba” – napisał na X.
Głos w tej sprawie zabrał również minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. „To dużo wyjaśnia, Peter” – napisał, zwracając się do szefa węgierskiego MSZ Petera Szijjártó.
Na zdjęciu: Peter Szijjártó siedzi przy stole z Siergiejem Ławrowem i Władimirem Putinem.
Tusk i Sikorski odnoszą się do informacji, jakie wczoraj (21 marca) opublikowała amerykańska gazeta „The Washington Post”. Dziennikarze dotarli do informacji o kontaktach węgierskiego rządu i Kremla – jak podali, Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych regularnie informuje szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa o przebiegu szczytów unijnych. Miał dzwonić do Ławrowa nawet w przerwach unijnych spotkań. Często odwiedza również Moskwę – od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie był tam 16 razy. Ostatnio – 4 marca, kiedy spotkał się również z Władimiem Putinem.
Dzięki takim rozmowom „każde spotkanie (na forum) UE od lat odbywa się praktycznie z Moskwą przy stole” – komentował w rozmowie z „Washington Post” jeden z europejskich urzędników ds. bezpieczeństwa.
Gazeta ujawniła również, że Rosja proponowała upozorowanie zamachu na życie premiera Orbána w ramach kampanii wyborczej. Miało to pomóc Orbánowi tak, jak Donaldowi Trumpowi zamach podczas wiecu przed wyborami w 2024 roku.
Budapeszt zaprzecza tym doniesieniom
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki jedzie do Budapesztu, żeby pomóc Viktorowi Orbánowi w kampanii wyborczej. Tymczasem „The Washington Post” ujawnia, jak Rosja chciała upozorować zamach na węgierskiego premiera, żeby zwiększyć jego szanse na wygraną w wyborach.
Jutro (23 marca) Karol Nawrocki spotka się z premierem Węgier Viktorem Orbánem – pojedzie w tym celu specjalnie do Budapesztu. Wcześniej ma zaplanowaną wizytę z węgierskim prezydentem Tamasem Sulyokiem podczas obchodów Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Przemyślu.
Jak podał portal śledczy VSquare Project, wizyta ta ma być oficjalna, a jej celem będzie wsparcie kampanii wyborczej Orbána oraz zacieśnienie więzi między politykami. Może być też sposobem na polepszenie relacji po tym, jak Nawrocki odwołał grudniową wizytę w Budapeszcie. Prezydent odmówił wtedy rozmów z Orbánem, bo węgierski premier wcześniej odwiedził Moskwę.
VSquare Project zauważa, że tego samego dnia, kiedy prezydent przyjedzie do Budapesztu, będzie się tam odbywać „Wielkie Zgromadzenie” skrajnie prawicowego sojuszu Patriots for Europe. Mają pojawią się tam prokremlowscy politycy, tacy jak Matteo Salvini i Marine Le Pen.
Do sprawy odniósł się szef Kancelarii Prezydenta minister Marcin Przydacz. Napisał na X: „Prezydent Nawrocki nie planuje udziału w żadnym tego typu spotkaniu. W poniedziałek odbywają się Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, w związku z czym w Przemyślu dojdzie do spotkania prezydentów Polski oraz Węgier. Następnie wieczorem do kontynuacji rozmów pomiędzy prezydentami Nawrockim i Sulyokiem w Budapeszcie oraz do spotkania z premierem Węgier”.
Obóz rządzący krytykuje pomysł spotkania z Orbánem, szczególnie na chwilę przed wyborami na Węgrzech (zaplanowanymi na 12 kwietnia). Szef MSZ Radosław Sikorski napisał na X, że Naworcki ma „wesprzeć w kampanii wyborczej Wiktora Orbána. Tego samego, który blokuje 20 pakiet sankcji wobec Rosji oraz zwrot 2 miliardów złotych za sprzęt, który Wojsko Polskie przekazało Ukrainie. W kampani, w której Orban straszy rzekomą inwazją Ukrainy, w czym wspiera go specjalna ekipa GRU. W towarzystwie takich klakierów Putina jak Matteo Salvini i Marine le Pen. Panie Prezydencie, proszę zainteresować się dlaczego nacjonalizm i złodziejstwo Orbana spowodowały, że Węgry stały się najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Czy tego życzy Pan Polsce?”.
Informacje o wyjeździe Karola Nawrockiego do Budapesztu zbiegły się w czasie z doniesieniami „The Washington Post”, który ujawnił plany Rosji na zwiększenie poparcia Viktora Orbána w wyborach. Rosyjska strategia „Gamechanger” zakładała upozorowanie zamachu na życie premiera. W założeniu miało to pomóc Orbánowi tak, jak zamach na Donalda Trumpa przed wyborami w 2024 roku.
„Taki incydent spowoduje, że postrzeganie kampanii przesunie się z racjonalnej sfery kwestii społeczno-gospodarczych do sfery emocjonalnej, gdzie głównymi tematami staną się bezpieczeństwo państwa oraz stabilność i obrona systemu politycznego” – napisali agenci Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SVR).
Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych nazwał doniesienia „Washington Post” „absurdalnymi”. Komentował, że zostały przygotowane we współpracy z politycznymi przeciwnikami Fideszu, partii Orbana i z ukraińskimi służbami. Amerykańska gazeta w swojej publikacji podkreślała, że Szijjártó regularnie informuje szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa o przebiegu szczytów unijnych. Często odwiedza również Moskwę – od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie był tam 16 razy.
12 kwietnia odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech – sondaże wskazują, że rządząca partia Orbána Fidesz może je przegrać. Według sondażowni Minerva, która przeprowadziła badanie 10-11 marca, na opozycyjną partię TISZA chce głosować 51 proc. wyborców. Na Fidesz – 40 proc.
Z sondażu wynika, że prawie 58 proc. respondentów uważa kierunek, w którym zmierza kraj, za zły. Ponad 40 proc. dostrzega pogorszenie sytuacji materialnej gospodarstw domowych.
Kampania wyborcza jest zacięta, a o rosyjskich wpływach na jej przebieg pisała w OKO.press Anna Mierzyńska. Jak relacjonowała, rosyjska agencja reklamowa Social Design Agency, znana ze współpracy z Kremlem i objęta zachodnimi sankcjami, przygotowała plan niejawnej kampanii internetowej na Węgrzech. Jej celem jest zwiększenie poparcia dla Fideszu oraz zdyskredytowanie jego przeciwników.
Jednocześnie VSquare ujawnił, że do Budapesztu przyjechało trzech agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którzy specjalizują się w zachodniej wojnie informacyjnej. Mają na miejscu realizować „scenariusz mołdawski” ingerencji w kampanię.
Przeczytaj także:
Orbán ma również poparcie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. „Chciałbym złożyć najlepsze życzenia premierowi Viktorowi Orbánowi, którego, jak wiecie, popieram. Ma on moje pełne i całkowite poparcie” – powiedział w nagraniu, które wyświetlono wczoraj (21.03) podczas konferencji Conservative Political Action Conference (CPAC) w Budapeszcie.
Na tej samej konferencji pojawił się były premier Mateusz Morawiecki. Podczas swojego wystąpienia mówił, że obecnie Europa jest „papierowym tygrysem”. Krytykował m.in. Zielony Ład czy pakt migracyjny. Po CPAC napisał w mediach społecznościowych: „Europa potrzebuje powrotu do korzeni. Zamiast duszącej biurokracji i narzucanych odgórnie paktów, wybieramy Europę Ojczyzn”. Zamieścił również zdjęcie z Viktorem Orbánem, komentując, że rozmawiał z nim „o przyszłości Europy, bezpieczeństwie i współpracy państw naszego regionu”.
Przeczytaj także: