Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
MSZ sprawdza doniesienia o zatrzymaniu Polki z Globalnego Konwoju Lądowego Sumud – przekazał rzecznik resortu Maciej Wewiór
Laura Kwoczała-Alsubaih zaginęła w Libii. Jak relacjonuje mama polskiej aktywistki, kontakt z córką urwał się w niedzielę 24 maja. „Powiedziała, że razem z innymi uczestnikami konwoju lądowego Sumud po raz kolejny idzie negocjować w sprawie bezpiecznego przejazdu przez checkpoint strzeżony przez żołnierzy Khalifa Haftara. Chcieli poprosić o zgodę na przejazd w kierunku Egiptu przez Libię Wschodnią” – opowiadała w rozmowie z Newsweekiem Sylwia Kwoczała.
Grupa stara się dostarczyć pomoc humanitarną do Gazy drogą lądową. 17 maja aktywiści zostali zatrzymani w Sirte przez siły samozwańczego przywódcy Wschodniej Libii generała Khalifa Haftara. Uczestnicy konwoju rozbili obóż i negocjowali możliwość bezpiecznego przejazdu. „Grupy Haftara żądają od nas, abyśmy pozostawili pomoc humanitarną w Sirte, co nie jest możliwe z kilku powodów, ale jednym z najistotniejszych powodów jest to, że poza pomocą humanitarną są wśród nas medycy i inni specjaliści, którzy są gotowi wjechać do Gazy i rozpocząć udzielanie niezbędnej pomocy potrzebującym” – relacjonowała Laura kilka dni temu.
Rzecznik Global Sumud Polska Rafał Piotrowski przekazał, że grupa, która w niedzielę wyruszyła w stronę Libii Wschodniej, została zatrzymana i od tego czasu nie ma z nimi kontaktu.
Aktywiści i mama Laury apelują do polskich służb konsularnych o pomoc w odnalezieniu aktywistki. „Chciałabym po prostu wiedzieć cokolwiek. Przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, czy ktoś się tym tematem zajął naprawdę, bo Laura nie pojechała tam przecież na urlop, tylko z konwojem wiozącym pomoc humanitarną” – mówiła Sylwia Kwoczała.
Polski MSZ poinformował w poniedziałek, że sprawdza medialne doniesienia o zatrzymaniu Polki w Libii.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że część zatrzymanej grupy została już przewieziona do Bengazi i potraktowano ich jak „nielegalnych imigrantów”. O losie Laury nic nie wiadomo.
Od 2011 roku, czyli obaleniu rządów dyktatora Muammara Kadafiego, Libia jest podzielona na część zachodnią, uznawaną na arenie międzynarodowej i wschodnią, zarządzaną przez samozwańczą Libijską Armię Narodową.
Globalny Konwój Lądowy Sumud tworzy 200 osób z 25 krajów. To lądowy odpowiednik Globalnej Flotylli Sumud, która w połowie maja wyruszyła z Turcji w stronę wybrzeża Strefy Gazy, by przełamać izraelską blokadę palestyńskiej enklawy i stworzyć prowadzący do niej korytarz humanitarny. Izrael twierdzi, że inicjatywę wspiera terrorystyczny Hamas i nie przepuszcza aktywiostów. Według Globalnej Flotylli w ostatnich dniach siły izraelskie przechwyciły wszystkie 50 jednostek wchodzących w skład konwoju. W sumie chodzi 428 osób, w tym osoby z Polski.
Laura Kwoczała-Alsubaih od lat angażuje się w działalność aktywistyczną. W kraju organizowała protesty w sprawie obrony klimatu, praw osób LGBT+, kobiet, edukacji.
Przeczytaj także:
Po sukcesie prawicy (i częściowo opozycyjnej lewicy) w Krakowie nie trzeba było długo czekać na zapowiedź kolejnego referendum w sprawie odwołania zwiaznego z koalicja rzadzaca prezydenta dużego miasta. Tym razem padło na Rzeszów.
Radny Rzeszowa Jacek Strojny zapowiedział w poniedziałek (25 maja), że złoży wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Konrada Fijołka – poinformował Polsat News.
Samorządowiec i lider miejskiego ruchu „Razem dla Rzeszowa” ogłosił decyzję w mediach społecznościowych. Zapowiedź pojawiła się dzień po referendum w Krakowie, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej.
„Drodzy Mieszkańcy Rzeszowa. Informuję, że w związku z pogarszającym się stanem finansów Miasta, bezprecedensową próbą przepchnięcia zamiany po zaniżonej wartości działek miejskich, utajnieniem planu ogólnego, licznymi kontrowersjami wokół kluczowych inwestycji miejskich oraz wieloma innymi grzechami wobec Miasta i jego Mieszkańców nadszedł czas na odwołanie najgorszego po 1990 r. prezydenta” — napisał Strojny.
Radny zapowiedział, że przedstawi Radzie Miasta Rzeszowa wniosek o referendum wraz z uzasadnieniem. Strojny zwrócił się też do innych radnych o poparcie inicjatywy.
Wsparcie kolegów z rady będzie Strojnemu niezbędne, gdyż – jak przypomina Polskie Radio Rzeszów – aby wniosek referendalny mógł zostać złożony, potrzeba siedmiu podpisów radnych. Opozycyjny ruch „Razem dla Rzeszowa” ma w radzie miasta tylko czterech przedstawicieli.
Fijołek ocenił, że inicjatywa radnego ma charakter osobisty i wynika z porażki Strojnego w wyborach samorządowych w 2024 roku, podał portal Rzeszów News. Strojny ubiegał się wtedy o prezydenturę Rzeszowa, ale odpadł w pierwszej turze z wynikiem 20,61 proc.
Do drugiej tury weszli Fijołek, który w pierwszym głosowaniu zdobył 37,92 proc., oraz kandydat PiS Waldemar Szumny z wynikiem 24,23 proc. W dogrywce zwyciężył Fijołek, uzyskując 54,90 proc. głosów.
Zapowiedź z Rzeszowa wpisuje się w polityczny efekt referendum w Krakowie. W niedzielnym głosowaniu za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego opowiedziała się wymagana liczba mieszkańców.
Przeczytaj także:
Frekwencja w referendum odwoławczym wyniosła 29,99 proc, z czego prawie 98 proc. opowiedziało się przeciw Miszalskiemu. Do ważności głosowania wystarczało 26,98 proc. mieszkańców. Po stwierdzeniu ważności referendum przez Miejską Komisję Wyborczą Miszalski straci urząd. Razem z prezydentem odwołani zostają też wiceprezydenci. Kraków ma 90 dni na wybór nowego włodarza.
Rada Miasta pozostaje na urzędzie, bo w głosowaniu dotyczącym jej odwołania frekwencja wyniosła 29,7 proc., poniżej wymaganego progu 30,6 proc.
Według sondażu exit poll Ogólnopolskiej Grupy Badawczej dla Polsat News najczęściej wskazywanym powodem głosowania za odwołaniem Miszalskiego było wprowadzenie w mieście Strefy Czystego Transportu. Tę decyzję jako powód głosownia za odwołaniem prezydenta – który objął władzę dopiero w 2024 roku – wskazało 28 proc. badanych.
Drugim istotnym powodem było wysokie zadłużenie miasta. Część mieszkańców wskazywała też na zarządzanie spółkami miejskimi, nepotyzm i obsadzanie stanowisk osobami związanymi z otoczeniem prezydenta.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział już, że referendum w Krakowie to „dopiero początek”. PiS-owskie media nazwały odwołanego Miszalskiego „krakowskim Tuskiem”, sugerując – za liderami partii – że ewentualne referenda skierowane przeciwko prezydentom miast związanym z Koalicją Obywatelską będą przygotowaniem do zwycięskich wyborów parlamentarnych w przyszłym roku.
Partia CHP prowadzi dziś w sondażach przed wyborami parlamentarnymi. Kierownictwo partii odrzuca zarzuty stawiane mu przez sąd. Turcję może czekać poważny kryzys polityczny
Turecka policja wtargnęła wczoraj w Ankarze do siedziby Republikańskiej Partii Ludowej (CHP, Cumhuriyet Halk Partisi), największej partii opozycyjnej. To wynik wyroku sądowego z zeszłego tygodnia, w którym sąd uznał wyniki wyborów na przewodniczącego partii z 2023 roku za przeprowadzone wadliwie, a więc nieważne. W związku z wyrokiem miejsce obecnego lidera Özgür Özel ma zająć jego poprzednik Kemal Kılıçdaroğlu. Partia kategorycznie odrzuca te oskrażenia i stoi na stanowisku, że jest obiektem politycznych prześladowań.
W niedzielę gubernator prowincji Ankara zarządził eksmisję partii z jej obecnej siedziby. To zarządzenie wykonywała wczoraj policja. Partia zbudowała prowizoryczną barykadę, przez którą przebili się policjanci. W budynku zapanował chaos i wystrzelono sporo gazu łzawiącego. Ostatecznie jednak nikomu nie stało się nic poważnego.
Özel opublikował w sieci nagranie z budynku, na którym mówił, że partia jest właśnie atakowana. Po interwencji razem z członkami partii i jej zwolennikami przemaszerował około 6 km w stronę tureckiego parlamentu.
„Dopóki nie wyswobodzimy się z tej okupacji, nasza siedziba jest tutaj” – mówił tam do zwolenników. I zapowiedział, że w tej sytuacji nowy partyjny kongres powinien zostać zwołany jak najszybciej. Z kolei Kılıçdaroğlu, zgodnie z wyrokiem sądowym nowy lider partii, chce, by kongres odbył się „w odpowiednim czasie”.
Kolejne wybory parlamentarne i prezydenckie w Turcji mają odbyć się dopiero w 2028 roku. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan ewidentnie myśli już jednak o zapewnieniu dalszej władzy swojej partii AKP.
CHP za kadencji Özgüra Özela na stanowisku przewodniczącego znacząco poprawiła pozycję w sondażach dotyczących kolejnych wyborów parlamentatnych. Obecnie średnia sondażowa daje partii około 33 proc. wskazań i pozycję lidera, przed rządzącą AKP. W 2023 roku AKP zdobyła 35,6 proc. głosów, a CHP 25,3 proc. Liderujący wówczas w CHP Kılıçdaroğlu jest symbolem ówczesnej porażki. Przegrał też wybory prezydenckie, choć prowadził w sondażach dotyczących drugiej tury przez niemal dwa lata. Od tego czasu był mało aktywny politycznie. Nie jest więc popularny w partii, a dla rządzących jest łatwiejszym przeciwnikiem.
To najgłośniejszy przypadek ataku państwa na opozycję od marca 2025 roku. Wówczas władze zaaresztowały popularnego burmistrza Stambułu Ekrema İmamoğlu. Polityk ten miał być kandydatem partii na prezydenta w 2028 roku.
Za czasów rządów Erdoğana (nieprzerwanie przy władzy od 2003 roku, od 2014 jako prezydent) Turcja znacznie pogorszyła stan demokracji w kraju. Według oceny organizacji Varieties of Democracy prezydentura Erdoğana to najgorszy czas dla demokracji w kraju od kilku lat po przewrocie wojskowym z 1980 roku.
Przeczytaj także:
Jak długo potrwa „czasowe” zawieszenie prawa do ochrony międzynarodowej? I czy działa? – pyta MSWiA Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek
"Z informacji przedstawianych w uzasadnieniach wniosków o przedłużenie obowiązywania powyższego rozwiązania w ciągu ostatniego roku wynika, że uzasadnieniem dla dalszego utrzymywania ww. przepisów w mocy jest w opinii MSWiA pozostawanie zagrożenia stwarzanego przez instrumentalizację migracji na wysokim poziomie. (...) Skoro jednak zastosowano środek tak dalece ograniczający konstytucyjne prawa jednostek, ten zaś po roku obowiązywania nie doprowadził do opanowania sytuacji kryzysowej, to warto rozważyć, czy nie należałoby zastąpić go innym instrumentem, obojętnym lub przynajmniej mniej dotkliwym z punktu widzenia prawa cudzoziemców do ubiegania się o ochronę międzynarodową na terytorium RP. Zgodnie z moją wiedzą, w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie zostały podjęte żadne kroki w kierunku opracowania i przyjęcia takich regulacji" – pisze w piśmie do MSWiA Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek.
Przypomina, że zawieszenie prawa do ochrony międzynarodowej miało być „czasowe”, co wskazuje na jego interwencyjny charakter. „Gdy jednak taka wyjątkowa sytuacja nie przemija pomimo stosowanego instrumentu, to musi powstać pytanie, czy jest to środek właściwy dla osiągnięcia założonego celu” – pisze RPO.
Przypomina także, że już w opinii z lutego 2025 r. wskazywał na zastrzeżenia dotyczące zgodności ustawy z Konstytucją RP i aktami prawa międzynarodowego. „Zastrzeżenia te zachowują aktualność”.
W maju 2026 r. Sejm po raz siódmy przedłużył zawieszenie prawa do azylu, używając argumentu o skuteczności tego ograniczenia: „Kolejne przedłużenie wynika z wyraźnej skuteczności tego rozwiązania prawnego – brak możliwości złożenia wniosku o azyl przy granicy polsko-białoruskiej zniechęca migrantów do wybierania szlaku przez nasz kraj i zwalcza presję migracyjną. W ciągu ostatniego roku liczba prób nielegalnego przejścia przez granicę z Białorusią spada, a liczba udanych przejść za pierwszy kwartał tego roku wynosi zero. Naszym celem jest wygaszenie tego sztucznie stworzonego szlaku migracyjnego, i zapewnienie nienaruszalności polskich granic, w szczególności wobec działań hybrydowych wymierzonych w nasz kraj”.
Rząd zawiesił – czasowo i terytorialnie – prawo do azylu w marcu 2025 r. Z zawieszenia wyłączone są tzw. grupy wrażliwe, od których SG – teoretycznie – jest zobowiązana przyjąć wniosek.
Prawo przyjęto przy ogromnym sprzeciwie organizacji pozarządowych, zastrzeżeniach prawnych i konstytucyjnych ze strony RPO, RPD Biura Legislacyjnego Sejmu i Senatu, UNHCR.
Biuro Legislacyjne Senatu wskazywało na niezgodność ustawy pozwalającej na zawieszenie prawa do ochrony międzynarodowej z następującymi aktami:
Przeczytaj także:
Zawieszenie obowiązuje 60 dni, a jego przedłużenie musi zostać zaakceptowane przez Sejm. W maju 2026 r. Sejm po raz siódmy przedłużył obowiązywanie rozporządzenia.
Przeczytaj więcej w OKO.press:
Przeczytaj także:
W nocy i nad ranem 24 maja Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Kijów. Wśród zniszczonych lub uszkodzonych instytucji kultury znalazło się Narodowe Muzeum „Czarnobyl”, które kilka dni wcześniej otwarto po remoncie.
Narodowe Muzeum „Czarnobyl” w Kijowie zostało poważnie uszkodzone w wyniku rosyjskiego ataku powietrznego we wczesnych godzinach po północy 24 maja. Informację przekazał Państwowy Rezerwat Historyczno-Architektoniczny „Starożytny Kijów”. „Narodowe Muzeum »Czarnobyl«, o którego otwarciu po remoncie pisaliśmy kilka dni temu, zostało niemal całkowicie zniszczone” — napisano w komunikacie.
Około 40 proc. przedmiotów z ekspozycji muzeum miało zostać nieodwołalnie utraconych.
Muzeum „Czarnobyl” otwarto 25 kwietnia 1992 roku z inicjatywy ukraińskiego MSW. Powstało w specjalnie zrekonstruowanym budynku dawnej wieży strażackiej z początku XX wieku, donoszą ukraińskie media. W latach 80. w tym oraz sąsiednim budynku działał Kijowski Obwodowy Zarząd Ochrony Przeciwpożarowej, którego strażacy brali udział w gaszeniu pożaru po katastrofie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. W 1996 roku muzeum otrzymało status placówki o znaczeniu narodowym.
W ataku ucierpiały także inne zabytki i instytucje kultury w Kijowie. Według ukraińskich władz była to największa od początku pełnoskalowej wojny seria zniszczeń stołecznych instytucji kultury podczas jednego ataku. Ministerka kultury Tetiana Bereżna przekazała, że rosyjski atak uszkodził m.in. Narodowe Muzeum Sztuki Ukrainy, Operę Kijowską, Małą Operę, budynki Kijowskiej Szkoły Ekonomii oraz pomieszczenia Instytutu św. Tomasza z Akwinu przy klasztorze dominikanów. Niewielkie zniszczenia odnotowano także w budynku rządu Ukrainy oraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
W ataku zginęły cztery osoby, a około stu zostało rannych. Liczba poszkodowanych rosła w ciągu dnia — jeszcze rano ukraińskie władze informowały o 62 rannych.
Był to jeden z największych i najbardziej krwawych rosyjskich ataków na Ukrainę od początku pełnoskalowej inwazji. Trwał od około pierwszej w nocy do piątej nad ranem. Według ukraińskich sił powietrznych Rosja użyła około 600 dronów i 90 rakiet. W Kijowie największe zniszczenia odnotowano w dwóch prawobrzeżnych rejonach: szewczenkowskim i podilskim. Muzeum Czarnobyla znajduje się w tym drugim.
Podczas ataku na Ukrainę w nocy z 23 na 24 maja Rosja użyła hipersonicznego pocisku balistycznego Oriesznik – trafił on w miasto Biała Cerkiew. Oriesznik to pocisk balistyczny średniego zasięgu zdolny do przenoszenia ładunków konwencjonalnych lub jądrowych. Rosyjskie władze twierdzą, że może razić cele w całej Europie i jest trudny do przechwycenia przez współczesne systemy obrony powietrznej. Według rosyjskich deklaracji ma też niszczyć cele ukryte głęboko pod ziemią i poruszać się z prędkością wielokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku. Rosyjska rakieta, która uderzyła w Białą Cerkiew, miała trafić w budynki społdzielni garażowej – nie ma informacji o zabitych.