Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rząd Orbána nie zdradza nazwisk osób, które uzyskały status uchodźców politycznych, ale polskie źródła dyplomatyczne wskazują na Zbigniewa Ziobrę i jego żonę Patrycję Kotecką
Według doniesień portalu śledczego VSquare tuż przed świętami Bożego Narodzenia Węgry poinformowały Radę Unii Europejskiej „o podjęciu decyzji w sprawie zatwierdzenia wniosku o azyl dla dwóch obywateli Polski". W liście, który trafił również do ambasad państw członkowskich, brakowało nazwisk uchodźców politycznych.
Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, polski MSZ zażądał od Węgier wyjaśnień w tej sprawie. Jednak polska nota dyplomatyczna pozostała bez odpowiedzi. Źródła w MSZ przypuszczają, że chodzi o byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i jego żonę Patrycję Kotecką.
Ujawnienie tych informacji spowodowałoby kolejny kryzys na linii Warszawa-Budapeszt. Już rok temu Węgry udzieliły azylu Marcinowi Romanowskiemu, posłowi PiS i byłemu wiceministrowi sprawiedliwości, również ściganemu za malwersacje w Funduszu Sprawiedliwości. Wtedy polski rząd wycofał z Budapesztu ambasadora. Warszawa groziła, że udzielenie kolejnego azylu politycznego będzie równoznaczne z wyrzuceniem z Polski ambasadora Węgier.
Zbigniew Ziobro przebywa w Budapeszcie od października 2025. Posłowi PiS i byłemu ministrowi sprawiedliwości polska prokuratura chce postawić aż 26 zarzutów. Śledczy zarzucają Ziobrze m.in. założenie i kierowanie grupą przestępczą, przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z rozdysponowaniem środków funduszu Sprawiedliwości – chodzi m.in. o ustawianie konkursów i przeznaczanie pieniędzy funduszu na kampanie wyborcze polityków Suwerennej Polski.
7 listopada Sejm zagłosował za uchyleniem immunitetu Zbigniewowi Ziobrze i umożliwieniem prokuraturze przedstawienia mu 26 zarzutów. Zagłosowano także za umożliwieniem zastosowania wobec niego aresztu tymczasowego. Prokuratura wnioskowała o to, wskazując, że istnieje ryzyko, że Ziobro może utrudniać śledztwo poprzez kontakty z innymi osobami lub może ukryć się za granicą. 15 stycznia 2026 roku warszawski sąd ma zdecydować o ewentualnym areszcie dla byłego ministra.
Węgierskie media podkreślają, że Budapeszt jest tylko tymczasowym azylem dla polityków Zjednoczonej Prawicy. W kwietniu 2026 na Węgrzech odbędą się bowiem wybory, a w sondażach przewagę nad rządzącaym Fidszem ma opozycyjna partia TISZA Petera Magyara. Lider opozycji jest przeciwny rozdawaniu azylów, o czym mówił wyraźnie, komentując sprawę Marcina Romanowskiego.
„Gdybym miał dać mu jakąś radę, to tę, że im bliżej wyborów na Węgrzech, tym bardziej powinien zwiększyć wysiłki, by znaleźć nowy kraj, w którym się ukryje. Wiążą nas międzynarodowe traktaty, które są bardzo jasne. To szalone, że jeden z krajów członkowskich UE daje azyl obywatelowi innego kraju unijnego, który jest poszukiwany w związku z zarzutami kryminalnymi. Nie taki jest cel udzielania azylu” – mówił wówczas Magyar.
Przeczytaj także:
Dziś (9.01) w Radzie UE ma się odbyć głosowanie w sprawie umowy z krajami Mercosur. Rolnicy zapowiadają manifestację w stolicy i domagają się spotkania z premierem Donaldem Tuskiem.
To będzie decydujące głosowanie w sprawie umowy Mercosur. Na godzinę 11 zaplanowano posiedzenie Komitetu Stałych Przedstawicieli Rządów Państw Członkowskich przy Unii Europejskiej, który zdecyduje, czy UE powinna podpisać porozumienie handlowe z Argentyną, Boliwią, Paragwajem, Brazylią i Urugwajem.
Już wiadomo, że Polska, Francja, Węgry i Irlandia będą głosować „przeciw”, a Belgia wstrzyma się od głosu. W grudniu przeciwko były również Włochy – jednak źródła w UE informują, że rząd Giorgii Meloni zmienił zdanie. Reuters podaje, że włoska premier „z zadowoleniem list wysłany we wtorek (6.01) przez KE, w którym zaproponowano przyspieszenie wypłaty 45 miliardów euro wsparcia dla rolników”. Z kolei minister rolnictwa Francesco Lollobrigida podkreślał, że Unia Europejska proponuje obecnie zwiększenie wydatków na włoskie rolnictwo w latach 2028–2034, a nie ich cięcie.
Jeśli podczas dzisiejszego głosowania w Radzie UE umowa zyska poparcie, szefowa KE Ursula von der Leyen będzie mogła podpisać ją w Paragwaju już 12 stycznia.
Również o godz. 11 rozpocznie się protest rolników w Warszawie. Godzinę wcześniej protestujący spotkają się z prezydentem Karolem Nawrockim.
Przewodniczący OPZZ Rolników Sławomir Izdebski powiedział PAP, że postulaty protestujących dotyczą całej polityki rolnej rządu. Nie chcą podpisania umowy z krajami Mercosur m.in. ze względu na obawy przed zalaniem europejskiego rynku tańszymi produktami z Ameryki Południowej.
Rolnicy chcą spotkać się również z premierem Donaldem Tuskiem. Nie planują z kolei rozmów z ministrem rolnictwa.
Manifestacja rolników przejdzie Alejami Jerozolimskimi przez Rondo de Gaulle’a, ulicą Nowy Świat, przez Plac Trzech Krzyży do ulicy Wiejskiej, przed gmach Sejmu RP. Później protestujący przemaszerują ulicą Piękną i Alejami Ujazdowskimi przed siedzibę Prezesa Rady Ministrów.
Prace nad umowa z krajami Mercosur trwają od ponad ćwierćwiecza. Jeśli zostanie podpisana, zniesie cła na 91 proc. produktów w wymianie handlowej, w tym cła na samochody, ubrania, obuwie, wino i napoje alkoholowe. Mercosur zgodził się też na obniżenie lub zniesienie ceł na unijne produkty rolne wysyłane do obszaru Mercosur – obecnie cła sięgają 55 proc.
„Według Komisji Europejskiej to czysty zysk, bo rozwijająca się klasa średnia w Ameryce Łacińskiej docenia jakościowe produkty z Unii. W krajach członkowskich południowoamerykańskiej wspólnoty gospodarczej nie będzie można też podrabiać chronionych unijnym prawem wyrobów europejskich serowarów czy wędliniarzy” – pisał w OKO.press Marcel Wandas.
Przeczytaj także:
Jednym z najważniejszych elementów umowy jest wprowadzenie kontyngentów, czyli rocznych limitów importu z krajów Mercosuru, do których będziemy dochodzić stopniowo przez 5 do 10 lat.
Najważniejsze z objętych nimi produktów to:
Komisja Europejska podczas ostatnich negocjacji zaproponowała dodatkowe środki zabezpieczające na wypadek rozregulowania rynku. Chodzi o produkty uznane za wrażliwe (wołowina, drób, ryż, miód, jaja, czosnek, etanol, cukier, mleko w proszku, rum, kukurydza i biodiesel). Cła na poszczególne produkty będą przywracane, jeśli:
Przeczytaj także:
Premier Tusk twierdzi, że zmiany, jakie proponowała reforma PIP są nie do zaakceptowania, chociaż miesiąc temu ten sam projekt przyjęła Rada Ministrów
„Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników” – napisał dziś w mediach społecznościowych premier Donald Tusk. To odpowiedź na krytykę rezygnacji z reformy Państwowej Inspekcji Pracy.
Nie podał jednak żadnych alternatywnych pomysłów, jak to zrobić.
„Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą” – mówił 6 stycznia na konferencji prasowej premier. To ruch, który wywołał wiele krytyki i podważył pozycję Nowej Lewicy w koalicji oraz ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk w rządzie, która była za reformę odpowiedzialna.
Dziś w Sejmie Jarosław Kaczyński mówił, że decyzja Tuska to dowód na to, że jego koalicja jest „antyspołeczna”. Co ciekawe na pytanie, dlaczego PiS nie przeprowadził takiej reformy, choć ją postulowano, prezes PiS powiedział: „To się rzeczywiście nie udało, bo tutaj opór ze strony środowisk przedsiębiorców jest bardzo mocny”. Znacząco obniża to moc krytyki ze strony Kaczyńskiego w tej sprawie.
Zwrot Tuska w tej sprawie każde stawiać pytania o motywacje takiego ruchu. Premier faktycznie od początku miał wątpliwości co do tej części reformy – uprawnień inspektorów PIP do przekształcania umów cywilno-prawnych i kontraktów B2B w umowy o pracę. Mimo tego w grudniu Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt reformy PIP razem ze zmianą, której Tusk dziś się kategorycznie sprzeciwia.
4 stycznia portal Interia pisał, że na ostatniej prostej doszło do „lobbingu wpływowego przedstawiciela świata przedsiębiorców”.
Nowe przepisy najpewniej nie wprowadziłyby rewolucji na rynku pracy. W bardzo wielu przypadkach również pracownik nie chce przekształcenia dotychczasowej umowy w umowę o pracę. Ze sprawozdania PIP za 2024 rok wynika, że skontrolowano 607 umów typu B2B – ostatecznie zakwestionowano jedynie 3. Pracownikom opłaca się inna umowa, bo otrzymują przywileje podatkowo-składkowe i w konsekwencji wyższą wypłatę netto.
Problem stanowią przepisy, które umożliwiają takie rozwiązania w wielu branżach i zawodach, choć powody dla takich przywilejów są wątpliwe. Traci przez to system podatkowy. A pracownicy korzystający z przywilejów, jeśli nie zadbają o to w inny sposób, otrzymają w przyszłości np. niższe emerytury. Konsekwencje są jednak odłożone w czasie, więc wyższa wypłata w tym momencie jest kusząca.
Szanse na zmianę tych przepisów w najbliższym czasie są prawdopodobnie jeszcze mniejsze niż na reformę PIP.
Przeczytaj także:
W największym mieście Syrii trwają intensywne starcia między Syryjskimi Siłami Demokratycznymi i armią rządu w Damaszku. W zapobieżeniu dalszej eskalacji mogą pomóc Turcja i USA. Rok po przejęciu władzy rząd asz-Szary jest daleki od kontroli nad całym krajem
W Aleppo, największym mieście Syrii, dochodzi dziś do najpoważniejszych starć od momentu, gdy ponad rok temu bojownicy grupy Hajat Tahrir asz-Szam i ich sojusznicy obalili rząd Baszszara al-Asada. Obie walczące strony – syryjska armia i Syryjskie Siły Demokratyczne (koalicja zawiązana w 2015 roku pod przewodnictwem i z przewagą Kurdów) – wzajemnie oskarżają się o wszczęcie walk i eskalację napięć.
Syryjskie Ministerstwo Zdrowia mówi o dziewięciu ofiarach śmiertelnych, SSD przekazały, że ataki syryjskiej armii zabiły ósemkę cywili. Strona rządowa atakuje kontrolowane przez SSD dzielnice Aszrafije i Szajch Maksud. Obie są zamieszkałe w dużej mierze przez Kurdów, a SSD uważa się za protektora wszystkich Kurdów w Syrii. Stąd ich obecność także w Aleppo. To też źródło konfliktu pomiędzy SSD a rządem w Damaszku, który dąży do pełnej kontroli całego państwa. Ponad rok po przejęciu władzy rząd Ahmada asz-Szary nie zdołał jednak skonsolidować kraju.
Rząd twierdzi, że około 100 tys. osób ewakuowało się z atakowanych dzielnic. A także, że SSD zaatakowało uniwersytet i akademiki w Aleppo. SSD stanowczo zaprzeczają i utrzymują, że nie są agresorem w tym konflikcie.
Nawet pomimo ewakuacji, liczba ofiar może być znacznie wyższa. Walki są intensywne, a obie strony dokonują ostrzału artyleryjskiego w gęsto zaludnionych dzielnicach.
Obecna eskalacja to kolejny poważny kryzys dla rządu Ahmada asz-Szary. I niebezpieczeństwo, że starcia rozleją się i zaczną przypominać wojnę domową. Wspierane przez USA SSD powstały podczas wojny domowej z rządem Baszszara al-Asada. I dziś kontrolują północno-wschodnią Syrię. Pomimo wielu prób mediacji nie udało się doprowadzić do integracji sił kurdyjskich do struktur nowego państwa pod przywództwem asz-Szary.
10 marca 2025 roku rząd w Damaszku i SSD podpisały umowę, która wyznaczała ramy dalszej integracji. W kwietniu 2025 SSD wycofały swoje siły zbrojne z kurdyjskich dzielnic Aleppo. Nie oznaczało to jednak faktycznej demilitaryzacji. W mieście pozostawiono siły bezpieczeństwa Asaisz, a SSD nigdy de facto nie oddało kontroli nad dzielnicami Aleppo. Przez długie miesiące trwały wspierane przez Amerykanów rozmowy o implementacji porozumienia i integracji. Nie dały wiele.
W efekcie mamy dziś do czynienia z niebezpieczną sytuacją, która może doprowadzić do szerszych starć. I wciągnąć Turcję, która już zadeklarowała gotowość do pomocy rządowi syryjskiemu. Turcy uważają SSD i wszelkie siły kurdyjskie za wrogów ze względu na strach przez kurdyjskim separatyzmem. Sytuacja, w której Turcy mocniej zaangażują się w Syrii, nie pomaga jednak konsolidacji władzy przez rząd w Damaszku, który i tak ma wiele problemów. To choćby sytuacja na południu, gdzie Izrael okupuje część ziem przygranicznych.
Przeczytaj także:
Grok, stworzony przez firmę Elona Muska i dostępny na platformie X, umożliwia użytkownikom generowanie treści o charakterze seksualnym. Tymczasem 132 ekspertów apeluje do Marty Nawrockiej o poparcie ustawy mającej chronić dzieci w Internecie. Nad tymi przepisami wciąż jednak wisi groźba weta ze strony Karola Nawrockiego.
Ktoś wpada na pomysł, by wygenerować zdjęcie papieża lub premiera Donalda Tuska w bikini. Wystarczy wpisać w instrukcję na platformie X, by Grok, czyli sztuczna inteligencja Elona Muska cyfrowo usunęła komuś ubrania.
Grok to darmowy asystent AI – z niektórymi płatnymi funkcjami premium – który reaguje na żądania użytkowników X, gdy oznaczają go w poście.
Na platformie pełno jest zdjęć, które przedstawiają skąpo ubrane lub całkiem rozebrane osoby, zarówno publiczne, jak i prywatne. Część z tych zdjęć przedstawia nieletnich. Osoby na zdjęciach nie wyrażały na to zgody, a często nawet nie miały świadomości tego, że ich wizerunki zostały w taki sposób przerobione.
„To przemoc seksualna” – pisała w mediach społecznościowych aktywistka Maja Staśko. „Każdy dorosły ma prawo wrzucać zdjęcia swojego ciała i wizerunku, jakie chce. Ale nikt nie ma prawa rozbierać czy przerabiać na erotyczne zdjęć innej osoby bez jej zgody” – dodała.
W piątek 2 stycznia, gdy sprawa zaczęła być szerzej opisywana w mediach, Grok wydał komunikat wyjaśniający, że to luki w zabezpieczeniach spowodowały, iż na X pojawiały się takie zdjęcia. „Istnieją pojedyncze przypadki, w których użytkownicy poprosili o obrazy generowane przez sztuczną inteligencję przedstawiające nieletnie w skąpym ubraniu i otrzymali je. xAI posiada zabezpieczenia, ale trwają prace nad ulepszeniami, które całkowicie zablokują takie prośby” — oświadczył Grok, cytowany przez Business Insider.
Na biurku prezydenta Karola Nawrockiego na podpis czeka ustawa, która da polskim rodzicom skuteczne narzędzia do walki o bezpieczeństwo dzieci w Internecie. o Chodzi o wsparcie ustawy wdrażającej do polskiego prawa unijny Akt o usługach cyfrowych DSA.
OKO.press dowiedziało się nieoficjalnie, że prezydent ustawę zawetuje, a może do tego dojść w piątek.
Fundacja Panoptykon wraz ze 132 ekspertami zwróciła się do Pierwszej Damy Marty Nawrockiej z apelem o poparcie ustawy.
Eksperci podkreślają, że zawetowanie wdrożenia unijnej regulacji, która powstała po to, by chronić prawa użytkowników i użytkowniczek w starciu z gigantami pokroju TikToka, Instagrama czy YouTube’a, narazi dzieci na dalszy niekontrolowany kontakt z niebezpiecznymi treściami, a także na uzależnienia od technologii i problemy psychiczne.
„Postanowiliśmy zaapelować do Marty Nawrockiej, która publicznie wiele razy mówiła, że negatywny wpływ mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne dzieci oraz walka z hejtem są dla niej ważne” – czytamy w apelu Panoptykonu.
„Fundacja, której chęć założenia Pani ogłosiła, ma stawiać sobie za cel m.in. walkę z hejtem i przemocą w Internecie. Bardzo nas cieszy aktywność Pierwszej Damy dotycząca tak ważnego dla społeczeństwa problemu (…). Dlatego prosimy Panią o głos poparcia dla niezwłocznego wdrożenia DSA w Polsce” – czytamy dalej.
Rząd przyjął dokument pod koniec września, zaś Sejm poparł go w drugiej połowie listopada. Z kolei Senat zajmował się projektem w grudniu, zgłaszając kilkanaście poprawek.
W październiku Karol Nawrocki mówił, że rząd Donalda Tuska chce ograniczenia wolności słowa właśnie poprzez rzeczoną regulację.
„Narzędzia, żeby walczyć z takim treściami w internecie są gotowe. Przyjął je polski Parlament i dziś leży na biurku Prezydenta RP. Wzywam Prezydenta Nawrockiego do jak najszybszego podpisania ustawy o ustkach cyfrowych, a dzięki temu usuwanie nielegalnych treści będzie łatwiejsze. Koniec gadania, potrzebujemy działania” – pisał minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w mediach społecznościowych.
Działania w sprawie generowanych przez Groka zdjęć podjęły już władze Francji oraz Indii. Minister gospodarki Francji Roland Lescure, minister ds. cyfryzacji i sztucznej inteligencji Anna Le Henanff i minister ds. równości Aurora Berge poinformowali, że powiadomili prokuraturę o treściach, które są niezgodne z prawem i zażądali ich niezwłocznego usunięcia. W sprawie wizerunków zawiadomiony został również francuski państwowy regulator mediów i internetu — urząd Arcom.
Akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA), to unijne rozporządzenie, które przywraca właściwe relacje władzy między państwami a platformami typu TikTok czy Facebook. DSA wymaga od wielkich platform internetowych m.in. tego, by przestrzegały własnych regulaminów i nie dopuszczały do korzystania z ich usług dzieci poniżej 13. roku życia; by nie kierowały do osób poniżej 16. roku życia treści sponsorowanych, które żerują na ich słabościach i zainteresowaniach; oraz by projektowały swoje serwisy i algorytmy tak, by nie uzależniać i nie manipulować uwagą użytkowników.