Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Premier Tusk twierdzi, że zmiany, jakie proponowała reforma PIP są nie do zaakceptowania, chociaż miesiąc temu ten sam projekt przyjęła Rada Ministrów
„Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników” – napisał dziś w mediach społecznościowych premier Donald Tusk. To odpowiedź na krytykę rezygnacji z reformy Państwowej Inspekcji Pracy.
Nie podał jednak żadnych alternatywnych pomysłów, jak to zrobić.
„Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą” – mówił 6 stycznia na konferencji prasowej premier. To ruch, który wywołał wiele krytyki i podważył pozycję Nowej Lewicy w koalicji oraz ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk w rządzie, która była za reformę odpowiedzialna.
Dziś w Sejmie Jarosław Kaczyński mówił, że decyzja Tuska to dowód na to, że jego koalicja jest „antyspołeczna”. Co ciekawe na pytanie, dlaczego PiS nie przeprowadził takiej reformy, choć ją postulowano, prezes PiS powiedział: „To się rzeczywiście nie udało, bo tutaj opór ze strony środowisk przedsiębiorców jest bardzo mocny”. Znacząco obniża to moc krytyki ze strony Kaczyńskiego w tej sprawie.
Zwrot Tuska w tej sprawie każde stawiać pytania o motywacje takiego ruchu. Premier faktycznie od początku miał wątpliwości co do tej części reformy – uprawnień inspektorów PIP do przekształcania umów cywilno-prawnych i kontraktów B2B w umowy o pracę. Mimo tego w grudniu Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt reformy PIP razem ze zmianą, której Tusk dziś się kategorycznie sprzeciwia.
4 stycznia portal Interia pisał, że na ostatniej prostej doszło do „lobbingu wpływowego przedstawiciela świata przedsiębiorców”.
Nowe przepisy najpewniej nie wprowadziłyby rewolucji na rynku pracy. W bardzo wielu przypadkach również pracownik nie chce przekształcenia dotychczasowej umowy w umowę o pracę. Ze sprawozdania PIP za 2024 rok wynika, że skontrolowano 607 umów typu B2B – ostatecznie zakwestionowano jedynie 3. Pracownikom opłaca się inna umowa, bo otrzymują przywileje podatkowo-składkowe i w konsekwencji wyższą wypłatę netto.
Problem stanowią przepisy, które umożliwiają takie rozwiązania w wielu branżach i zawodach, choć powody dla takich przywilejów są wątpliwe. Traci przez to system podatkowy. A pracownicy korzystający z przywilejów, jeśli nie zadbają o to w inny sposób, otrzymają w przyszłości np. niższe emerytury. Konsekwencje są jednak odłożone w czasie, więc wyższa wypłata w tym momencie jest kusząca.
Szanse na zmianę tych przepisów w najbliższym czasie są prawdopodobnie jeszcze mniejsze niż na reformę PIP.
Przeczytaj także: