Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Już w weekend do Polski napłynie zimne, arktyczne powietrze. Temperatury mogą spaść nawet do -20 st. C., przy czym miejscami mogą sięgnąć aż -25 st. C. – prognozuje IMGW. Ekstremalny mróz to efekt wyżu skandynawskiego.
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed ekstremalnie niskimi temperaturami i trudnymi warunkami pogodowymi, które już w ten weekend związane będą z napływem do Polski bardzo zimnego, arktycznego powietrza.
Najzimniej będzie na południu i wschodzie kraju, gdzie w nocy z niedzieli na poniedziałek (1 na 2 lutego) temperatury mogą spaść miejscami nawet do –25 st. C.
Silne spadki temperatur, do –11 st. C., zanotowano już w piątek (30 stycznia) w Suwałkach i Mazurach. Tu już w sobotę temperatury spadną nawet do –22 st. C., a masy zimnego, arktycznego powietrza będą się przesuwać w głąb kraju.
W niedzielę i poniedziałek temperatury na północnym wschodzie spadną nawet do –25 st. C. Na wschodzie sięgną –15°C. Dużo cieplej będzie na południowym zachodzie: od –5 st. C. do –3 st. C.
We wtorek masy arktycznego powietrza zaleją już niemal cały wschód kraju, gdzie temperatury mogą spaść do –24 st. C. w nocy, a w dzień do –12 st. C. Na południowym zachodzie i południu kraju będzie dużo cieplej: od 0 do 1 st. C.
W środę powinno być już cieplej. Noc będzie jeszcze mroźna, szczególnie na wschodzie, gdzie temperatury mogą wynieść do –18°C. W dzień temperatura maksymalna od –11 st. C. na północnym wschodzie, około –1 st. C. w centrum, do nawet 8-10 st. C. na południu.
Ten napływ zimnego, arktycznego powietrza jest możliwy ze względu na specyficzny układ baryczny nad północą Europy. Silny układ wysokiego ciśnienia nad Skandynawią tworzy rodzaj tunelu, za pomocą którego arktyczne powietrze płynie wprost do Polski. Spadkowi temperatur będzie dodatkowo sprzyjało rozpogodzenie, głównie na północy i wschodzie kraju. Brak chmur przyspiesza wypromieniowanie ciepła.
Przeczytaj także:
W nocy, 30 stycznia wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę „tylko” rakietą balistyczną oraz 111 dronami. Wczoraj Trump mówił, że osobiście prosił Putina, żeby przez tydzień Rosja nie ostrzeliwała ukraińskich miast podczas silnych mrozów i ten miał się zgodzić. Rzecznik Putina ujawnił dziś, że „rozejm” ma trwać do 1 lutego.
O nocnym ataku poinformowały Siły Powietrzne Ukrainy. Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić/zneutralizować 80 wrogich bezzałogowych statków powietrznych.
Odnotowano trafienia rakiety balistycznej Iskander-M i 25 uderzeniowych dronów w 15 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych w dwóch miejscach.
Rano 30 stycznia Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy poinformowała, że rosyjskie drony uderzyły w nieużywany budynek administracyjny na Charkowszczyźnie, w rejonie kupiańskim. W wyniku wybuchów zapalił się dach dwupiętrowego budynku. Nie ma informacji o ofiarach ani rannych. Natomiast rosyjska rakieta uderzyła w magazyn przedsiębiorstwa cywilnego na przedmieściach Charkowa. Wybuchł duży pożar. Znacznym zniszczeniom uległy konstrukcje budowlane. Wstępnie nie odnotowano ofiar. Nad ugaszeniem pożaru pracują ponad 80 ratowników, na miejscu są również saperzy.
Oprócz tego, wieczorem 29 stycznia pod rosyjskim ostrzałem znalazło się między innymi Zaporoże. Rosjanie zaatakowali sektor prywatny, uszkadzając siedem prywatnych domów. A bliżej północy – znów zaatakowali miasto. Wrogi dron uderzył w ziemię w dzielnicy mieszkalnej, zostały uszkodzone okna w 5 blokach. W wyniku uderzenia dwie kobiety odniosły obrażenia.
Wczoraj rosyjscy wojskowi też zaatakowali dronami Krzywy Róg. Zostały uszkodzone domy prywatne, wybuchł pożar, który wkrótce ratownicy ugasili. W wyniku ataku ranne zostały dwie kobiety i mężczyzna. Pod gruzami znaleziono również ciało starszej kobiety.
Nocny atak na ukraińskie miasta odbył się po tym, jak wczoraj Donald Trump stwierdził, że osobiście poprosił Władimira Putina, „aby nie ostrzeliwał Kijowa i innych miast przez tydzień z powodu silnych mrozów w Ukrainie” i Putin miał się zgodzić.
„To są wyjątkowo złe warunki pogodowe – oni [Ukraińcy – red.] mówią, że nigdy wcześniej nie doświadczyli czegoś podobnego” – mówił Trump. „Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebują [Ukraińcy], jest to, żeby rakiety leciały na ich miasta. Myślę, że muszę powiedzieć, że Ukraińcy nie uwierzyli, ale byli bardzo zadowoleni, że to usłyszeli, bo teraz bardzo cierpią”.
Kijowski korespondent Financial Times Christopher Miller poinformował wczoraj, że ukraińscy urzędnicy dowiedzieli się o rzekomej zgodzie Putina na zaprzestanie ataków ze słów Trumpa. Nie otrzymali oni bowiem sygnału od Rosji i nie są pewni, czy porozumienie zostało osiągnięte.
Według źródeł FT to właśnie delegacja USA zaproponowała Ukrainie i Rosji porozumienie w sprawie zaprzestania ataków na infrastrukturę energetyczną podczas niedawnych rozmów w Abu Zabi. Takie posunięcie nazwano tam gestem dobrej woli i krokiem w kierunku deeskalacji.
Wieczorem potwierdził te informacje Wołodymyr Zełenski w poście na X. Podziękował Trumpowi za bezpieczeństw dla Kijowa i nazwał jego deklarację „ważną”. Dodał, że delegacje rzeczywiście w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozmawiały na ten temat.
„Energetyka jest podstawą życia i doceniamy wysiłki naszych partnerów, którzy pomagają nam chronić życie” – napisał Zełenski. „Liczymy, że porozumienia będą realizowane. Kroki deeskalacyjne sprzyjają rzeczywistemu postępowi w kierunku zakończenia wojny”.
Nie wiadomo, kiedy ten rozejm energetyczny miałby się rozpocząć i czy dotyczy wszystkich ataków, czy tylko tych większych, zamasowanych rakietowych.
W wieczornym wideo do obywateli Zełenski tylko dodał:
„Sytuacja obecnie w nocy i w ciągu dnia, rzeczywista sytuacja w naszych obiektach energetycznych, w naszych miastach to pokaże”.
Na razie nie skomentował wydarzeń z nocy.
Na porannym briefingu rzecznik Putina Pieskow przyznał, że istotnie Amerykanie prosili o powstrzymanie się z atakami na Kijów przez tydzień. I że
ten tydzień kończy się 1 lutego, w niedzielę.
Rzeczywiście, choć Trump ogłosił swój „sukces negocjacyjny” w czwartek 29 stycznia, to o prośbie amerykańskiej Putin mówił już w poniedziałek 26 stycznia. Przez cały ten tydzień Rosja ostrzeliwała Ukrainę. Jak podała rosyjska agencja TASS, "w dniach 24-30 stycznia, w odpowiedzi na ataki terrorystyczne na Ukrainie, rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły duży atak oraz sześć ataków grupowych na ukraińskie obiekty przemysłu obronnego, obiekty energetyczne i infrastrukturę transportową wykorzystywaną przez ukraińskie siły zbrojne
Na 1 lutego zaplanowana jest kolejna tura rozmów „pokojowych”. Tym razem bez udziału Amerykanów i na niższym szczeblu ekspertów Ukrainy i Rosji.
Wszystko to oznacza, że Rosja ponownie uderzy, jak tylko Ukraińcy naprawią większość uszkodzeń w systemie energetycznym.
Przeczytaj także:
Prezydent USA Donald Trump mówi, że Putin zgodził się na chwilową przerwę w ostrzale Kijowa. Sam Putin tego nie potwierdza, choć przyznaje, że taka prośba była. „Ale Ukraińcy też ostrzeliwują Rosję”
Prezydent USA Donald Trump powiedział w czwartek, że poprosił Władimira Putina o wstrzymanie na tydzień bombardowania Kijowa i innych ukraińskich miast w związku z falą zimna. Amerykański przywódca oznajmił, że Putin zgodził się na taką propozycję.
„Z powodu zimna, ekstremalnego zimna – takiego samego jakie mamy my – osobiście poprosiłem prezydenta Putina, aby nie strzelał do Kijowa i miast i miasteczek przez tydzień” – powiedział Trump podczas posiedzenia gabinetu w Białym Domu. – „Zgodził się to zrobić. I muszę wam powiedzieć, że to było bardzo miłe. Wiele osób mówiło: »Nie marnuj telefonu. Nie dostaniesz tego«. A on to zrobił i jesteśmy bardzo szczęśliwi, że to zrobił” – dodał. Zaznaczył, że Ukraińcy „prawie w to nie uwierzyli, ale byli z tego powodu bardzo szczęśliwi, bo mają poważne problemy”.
Prognozy pogody wskazują, że nad Ukrainę nadejdzie w najbliższych dniach fala zimna znad Rosji, a temperatury mogą spaść do -28 stopni Celsjusza.
- „To nie jest po prostu zwykły chłód, to jest nadzwyczajnie zimno, rekordowe zimno, to cała kupa złej pogody, najgorszej. (Ukraińcy) mówili, że nigdy nie doświadczyli takiego zimna” – powiedział Trump.
Sam Putin 26 stycznia przyznał, że Amerykanie proszą o wstrzymanie ostrzału Kijowa. Zrobił to w rozmowie z gubernatorem obwodu leningradzkiego, który opowiedział mu o tym, jak obwód radzi sobie z atakami ukraińskich dronów:
„Zakończyliśmy budowę 16 z 17 obiektów, współfinansując je wszystkie. I to przynosi efekty. Wiecie, ataki nadal trwają” – powiedział gubernator Drozdenko, pokazując slajdy.
„Tak” – zauważył Putin. „I proszą nas, żebyśmy tego nie robili”.
„Financial Times” podaje, że Amerykanie wystąpili do Rosjan i Ukraińców o wstrzymanie ostrzału obiektów energetycznych. Ukraińcy zdają się do tego stosować: nie ma doniesień o nowych atakach (poza składami wojskowymi), a ataki dronowe na Rosję jakby zelżały. Jednak tej nocy alarmy dronowe ogłaszane były w centralnej i południowej europejskiej części Rosji.
Oficjalnie jednak Moskwa na wstrzymanie ostrzału się nie zgodziła. Jeden z czołowych rosyjskich propagandystów wezwał tymczasem do mordowania ukraińskich cywili i ogłosił, że współczucie dla nich jest niestosowne:
Chwilowe wstrzymywanie ostrzału Ukraińskich miast jest jedyną formą ustępstw, na jakie Kreml godzi się w wymuszanych przez Waszyngton negocjacjach z Ukrainą. Kiedy Amerykanie naciskają na rozmowy, Putin ogłasza wybiórcze moratorium na jakiś typ ostrzału. Wojna jednak trwa, bo czymś, co Kreml absolutnie wyklucza, jest całkowity rozejm.
Putin wykonał taki manewr już wiosną zeszłego roku. Teraz też – nawet jeśli obowiązuje moratorium na ataki na Kijów – Putin ostrzeliwuje inne miasta Ukrainy. Więcej o tej taktyce mylącej Amerykanów przeczytacie w naszym tekście:
Przeczytaj także:
Rozmowy pokojowe w Abu Zabi toczą się w poufnym reżimie. Kolejne spotkanie planowane jest 1 lutego.
Przeczytaj także:
Amerykanie ogłosili już, że wszystko idzie świetnie i do rozstrzygnięcia pozostała tylko kwestia terytorialna, czyli status Donbasu. Rosjanie to zdementowali. Kwestii spornych dotyczącej „byłem Ukrainy” (słowa szefa rosyjskiego MSZ Ławrowa z 29 stycznia) jest więcej. Rosja domaga się zmiany władzy Ukrainy na prorosyjskie, rozbrojenia Ukrainy i zmiany jej praw na takie, które odpowiadają Rosji. Poza tym zdaniem przedstawicieli Putina terytorialna kwestia sporna nie dotyczy tylko Donbasu.
Amerykanie ogłosili również, że gotowe są już gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Na jej terytorium ma stacjonować wojskowy korpus europejski (głównie brytyjsko-francuski), a Amerykanie po podpisaniu umowy pokojowej zobowiążą się do wspierania Ukrainy, gdyby Rosja ponownie ją zaatakowała – mówił 28 stycznia w czasie przesłuchania przed senacką komisją sekretarz stanu Marco Rubio.
Moskwa na to odpowiedziała (ustami doradcy Putina Uszakowa 29 stycznia), że nie zna takich ustaleń. Ławrow dodaje, że propozycje te są nie do zaakceptowania, bo w efekcie Rosja nie mogłaby wymienić władz w Kijowie – Ukraińcy decydowaliby o tym sami.
Przedstawiciele PSL rozmawiali z prezydentem Karolem Nawrockim na temat spraw rolników i wsi, ale także o ustawie o statusie osoby najbliższej. „Liczymy na poparcie pana prezydenta" – przekazał dziennikarzom Władysław Kosiniak-Kamysz.
W czwartek prezydent Karol Nawrocki spotykał się w Pałacu Prezydenckim z delegacjami klubów i kół poselskich, by omówić „współpracę prezydenta z parlamentem". Dwa kluby – KO oraz Nowej Lewicy – odmówiły spotkania, zaznaczając, że ma ono niekonkretny charakter.
Polskę 2050 reprezentowali podczas wizyty w pałacu Bartosz Romowicz oraz Kamil Wnuk. Politycy przekazali mediom, że rozmowa z prezydentem nie dotyczyła spraw koalicyjnych ani prac rządu, a jedynie ustaw, które obecnie są procedowane w Sejmie, a na których zależy Polsce 2050. Jednym z tematów była ustawa o kryptowalutach. Pod koniec ubiegłego roku prezydent zawetował rządowy projekt wdrażający unijne przepisy.
„Teraz ta ustawa się pojawiła ponownie na biurku pana prezydenta z poprawką Polski 2050, wdrażającą w życie tak naprawdę kwestię, o której pan prezydent mówił, wetując ten projekt Ustawy” – mówił Kamil Wnuk. Według relacji polityka prezydent sugerował, że również tę ustawę zawetuje. Zaznaczył jednak, że w Sejmie procedowany jest także inny projekt – przygotowany przez Polskę 2050.
Innym tematem były m.in. ustawa o parkach narodowych, ustawa regulująca najem krótkoterminowy oraz ustawa ograniczająca dostępność alkoholu. Polityk Polski 2050 ocenił, że w przypadku tych trzech projektów jest szansa na wypracowanie kompromisu z prezydentem.
Z prezydentem spotkali się także przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego. W delegacji brali udział m.in. Krzysztof Paszek, Magdalena Sroka, Jacek Tomczak. Politycy zostawili prezydentowi „symboliczną teczkę polskich spraw”, która zawiera projekty, na których zależy ugrupowaniu.
Rozmowa miała dotyczyć w znacznej części rolnictwa, w tym ustaw dotyczących wydłużenia wstrzymania sprzedaży ziemi rolnej z zasobów państwowych o 10 lat oraz programu Aktywny Rolnik. Jednym z tematów miała być także reforma PIP.
„Tak, jak zatrzymaliśmy złą propozycją dot. takiego ponadstandardowego wzmacniania inspekcji pracy, która by zniszczyła wielu pracodawców, a przez to pracowników, tak będziemy bronić miejsc pracy, pracodawców, przedsiębiorczości, była o tych sprawach rozmowa” – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz podczas konferencji prasowej po spotkaniu w Rammstein.
Rozmowa dotyczyła także projektu zniesienia dwukadencyjności w samorządach oraz ustawy o statusie osoby najbliższej.
„Liczymy na poparcie pana prezydenta„ – tak kwestię ustawy o statusie osoby najbliższej komentował Władysław Kosiniak-Kamysz. „Myślę, że dla niego [prezydenta] trudniejsza, niż sama ustawa, jest ta część związana z oceną skutków regulacji, bardziej cały anturaż pracy nad ustawą i różnych środowisk, które były, czy są wymieniane w OSR (...) Mam nadzieję, że przekonamy go [prezydenta] do tego, że wartość, jaką jest wsparcie dla 2,5 miliona osób, które chcą dostępu do informacji medycznej, chcą dziedziczenia, chcą normalności w tym zakresie, a nie jest to żadna rewolucja światopoglądowa, to nie jest to w żadnej sprzeczności z Konstytucją, jak też niektórzy współpracownicy czy doradcy pana prezydenta próbują mu pokazać”.
Po godzinie 18.00 w Pałacu Prezydenckim rozpoczęło się także uroczyste spotkanie z klubem poselskim Prawa i Sprawiedliwości. W przeciwieństwie do innych partii, których zaproszeni zostali tylko przedstawiciele, posłowie PiS stawili się licznie. I chętnie publikowali w social mediach zdjęcia z wydarzenia, które miało mniej formalny charakter.
Oto część z nich:
Karol Nawrocki wyszedł z inicjatywą spotkania z przedstawicielami klubów sejmowych 23 stycznia, po powrocie z Davos. Klub PiS jako pierwszy przekazał mediom, że pojawi się w Pałacu Prezydenckim. Przy czym zaproszenie od prezydenta dostał nie tylko przewodniczący klubu, ale cały klub PiS. Przewodniczący innych klubów dostali tylko pojedyncze imienne zaproszenia.
Oprócz Polski 2050 oraz PSL w spotkaniach z prezydentem wzięły udział delegacje partii Konfederacja oraz Razem. Przedstawiciele Konfederacji rozmawiali z Karolem Nawrockim m.in. o edukacji zdrowotnej, Ukrainie, szczepieniach i przedsiębiorcach. Partia Razem namawiała do zablokowania ewentualnego zniesienia dwukadencyjności w samorządach oraz do poparcia swoich ustaw o posiłkach w szkołach oraz o podatku antyspekulacyjnym.
Więcej szczegółów:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Siły Obronne Izraela zaakceptowały szacunki Ministerstwa Zdrowia Gazy, które mówią o ok. 71 tysiącach ofiar śmiertelnych wojny. Liczba ta uwzględnia tylko osoby, które zginęły w wyniku bezpośredniego ostrzału wojsk izraelskich.
Siły Obronne Izraela (IDF) zaakceptowały szacunki Ministerstwa Zdrowia Gazy, zarządzanego przez Hamas, mówiące o tym, że podczas wojny izraelskiej interwencji w Gazie zginęło około 71 000 Palestyńczyków – podaje dziennik Haaretz. Liczba ta nie obejmuje zaginionych mieszkańców, którzy mogli zostać pogrzebani pod gruzami.
Ministerstwo w tej liczbie uwzględniło tylko osoby zabite bezpośrednio przez izraelski ostrzał wojskowy. Nie ma zatem w tej grupie osób, które zmarły z powodu głodu lub chorób. Ponad 90 proc. ciał zidentyfikowano po nazwisku i numerze identyfikacyjnym. Ministerstwo nie prowadzi jednak rejestru rozróżniającego ofiary cywilne od bojowników. Izraelskie Siły Obronne przekazały, że prowadzone są obecnie analizy mające wskazać, jaka część ofiar stanowili bojownicy.
„Dane publikowane przez Ministerstwo Zdrowia dotyczące ofiar śmiertelnych i rannych w Strefie Gazy były analizowane od początku wojny przez wiele organizacji międzynarodowych, rządów, mediów i badaczy i panuje powszechna zgoda co do ich wiarygodności. Niemniej jednak Izrael nigdy oficjalnie nie zaakceptował tych danych, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych nazwało je wręcz »mylącymi i nierzetelnymi«" – czytamy w Haaretz.
Przeczytaj także: