Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Administracja Donalda Trumpa organizuje w październiku w Polsce spotkanie niewielkiej grupy państw NATO poświęcone przyszłości Sojuszu. Zaproszenia nie dostały m.in. Wielka Brytania, Francja, Estonia, Łotwa i Litwa, co każe zastanawiać się nad intencjami Waszyngtonu.
Za organizację spotkania odpowiada Elbridge Colby, podsekretarz obrony USA ds. polityki. Jak ustaliło „Politico”, w rozmowach mają uczestniczyć Polska, Niemcy, Norwegia, Szwecja, Finlandia i Holandia. To tzw. grupa z Bergen, która w podobnym składzie spotkała się już dwukrotnie; do kolejnych rozmów może dołączyć także Dania, która niedawno podpisała z USA porozumienie dotyczące bezpieczeństwa Grenlandii (o której Trump mówił w tym roku, że chce ją anektować).
Spotkanie w Polsce (dokładna data pozostaje nieustalona albo nie podano jej do publicznej wiadomości) to nie formalny szczyt NATO – najbliższy odbędzie się w Albanii – lecz amerykańska inicjatywa mająca wypracowywać propozycje dotyczące przyszłości Sojuszu, pisze „Politico”. Według wypowiadającego się anonimowo dyplomaty z jednego z zaproszonych państw pomysły mają później zostać omówione przez wszystkich sojuszników.
Nie jest jednak jasne, dlaczego do Polski zaproszono tylko niewielką grupę członków NATO z pominięciem tak ważnych państw jak atomowe potęgi europejskie Wielka Brytania i Francja.
Po spotkaniu grupy w norweskim Bergen Colby opisywał uczestników jako państwa „szybko realizujące zobowiązania dotyczące wydatków obronnych, dysponujące odpowiednią skalą i gotowe do praktycznej współpracy.”
Przedstawiciele pominiętych państw zwracają jednak uwagę, że także one zwiększają wydatki na obronę i odgrywają ważną rolę w odstraszaniu Rosji. Nawet zaproszeni członkowie wyrażają swoje wątpliwości, choć anonimowo.
„Jeśli [USA] próbują dzielić członków NATO na tych dobrych i tych złych, będzie to dla nich niebezpieczne dla Stanów Zjednoczonych. Natomiast dla Europy to kwestia egzystencjalna” – powiedział „Politico” jeden z dyplomatów „grupy Bergen”.
Już wiosną „Politico” informowało, że administracja Trumpa rozważa różnicowanie podejścia do sojuszników w zależności od tego, w jakim stopniu realizują amerykańskie oczekiwania. W Waszyngtonie pojawiła się koncepcja swoistej listy „grzecznych i niegrzecznych” państw, która mogłaby wpływać na zakres amerykańskiej współpracy wojskowej.
Od początku swojej drugiej kadencji Trump domaga się od europejskich członków NATO większych wydatków na obronę. Na szczycie NATO w Hadze w 2025 roku państwa Sojuszu zobowiązały się dojść do 2035 roku do wydatków odpowiadających 5 proc. PKB: co najmniej 3,5 proc. na podstawowe potrzeby wojskowe i do 1,5 proc. na szersze wydatki związane z bezpieczeństwem.
Niektóre państwa – w tym Polska i kraje bałtyckie – już teraz zbliżają się do poziomu 5 proc. PKB wydatków na obronność lub go przekraczają. W 2026 roku Litwa i Estonia planują przeznaczyć na ten cel ponad 5 proc. PKB, a Polska i Łotwa niespełna 5 proc.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte podawał, że tylko w 2025 i 2026 roku członkowie sojuszu wydali na obronność dodatkowo 258 mld dolarów. Rutte przypisywał część tej zmiany presji Trumpa, ale podkreślał też, że zwiększanie europejskiego zaangażowania ma służyć utrzymaniu NATO jako trwałego sojuszu transatlantyckiego.
Napięcia wewnątrz sojuszu dotyczą także błędnej według wielu NATO-wskich stolic polityki USA. W marcu, gdy większość państw NATO nie chciała przyłączyć się do tworzonej przez USA koalicji antyirańskiej, Waszyngton przekonywał, że Stany Zjednoczone chronią europejskich sojuszników, ale nie mogą liczyć na podobną pomoc z ich strony. Wojna w Iranie podniosła inflację w Europie, a Rosji – z powodu wyższych cen ropy – zapewniła więcej pieniędzy na prowadzenie wojny z Ukrainą.