Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Od dawna mamy co do tego podejrzenia” – pisze Donald Tusk w reakcji na doniesienia, że szef węgierskiego MSZ relacjonuje Kremlowi przebieg szczytów unijnych.
Donald Tusk zareagował na doniesienia „The Washington Post” dotyczące wpływu Rosji na kampanię wyborczą na Węgrzech i kontaktów węgierskiego rządu z Kremlem.
„Wiadomość, że ludzie Orbána informują Moskwę o posiedzeniach Rady UE ze szczegółami, nie powinna nikogo dziwić. Od dawna mamy co do tego podejrzenia. To jeden z powodów, dla których zabieram głos tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne i mówię tylko tyle, ile potrzeba” – napisał na X.
Głos w tej sprawie zabrał również minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. „To dużo wyjaśnia, Peter” – napisał, zwracając się do szefa węgierskiego MSZ Petera Szijjártó.
Na zdjęciu: Peter Szijjártó siedzi przy stole z Siergiejem Ławrowem i Władimirem Putinem.
Tusk i Sikorski odnoszą się do informacji, jakie wczoraj (21 marca) opublikowała amerykańska gazeta „The Washington Post”. Dziennikarze dotarli do informacji o kontaktach węgierskiego rządu i Kremla – jak podali, Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych regularnie informuje szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa o przebiegu szczytów unijnych. Miał dzwonić do Ławrowa nawet w przerwach unijnych spotkań. Często odwiedza również Moskwę – od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie był tam 16 razy. Ostatnio – 4 marca, kiedy spotkał się również z Władimiem Putinem.
Dzięki takim rozmowom „każde spotkanie (na forum) UE od lat odbywa się praktycznie z Moskwą przy stole” – komentował w rozmowie z „Washington Post” jeden z europejskich urzędników ds. bezpieczeństwa.
Gazeta ujawniła również, że Rosja proponowała upozorowanie zamachu na życie premiera Orbána w ramach kampanii wyborczej. Miało to pomóc Orbánowi tak, jak Donaldowi Trumpowi zamach podczas wiecu przed wyborami w 2024 roku.
Budapeszt zaprzecza tym doniesieniom
Przeczytaj także: