Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Polska otrzyma w 2027 roku około 400 mln euro z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF) jako częściowy zwrot kosztów broni przekazanej Ukrainie – ustaliło RMF FM.
Polska otrzyma w 2027 roku około 400 mln euro z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF) jako częściowy zwrot kosztów broni przekazanej Ukrainie – ustaliła brukselska korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. Polska ma również szansę na dodatkowe 10–30 mln euro z innej puli, ale jej ostateczny podział między państwa UE nie został jeszcze ustalony. Informacje dziennikarki potwierdził wiceminister obrony Paweł Zalewski.
To oznacza, że łącznie z około 830 mln euro, które Polska otrzymała już wcześniej z EPF, całkowita wartość unijnych refundacji za polską pomoc wojskową dla Ukrainy wyniesie około 1,2 mld euro. Pieniądze, które mają trafić do Polski w 2027 roku, zostaną przeznaczone na Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Wcześniejsze wypłaty zostały jednak zatrzymane na ponad dwa lata z powodu sprzeciwu Węgier. Budapeszt, po wyborach wygranych przez opozycyjną wobec Viktora Orbana Tiszę, odblokował w czerwcu 2026 roku około 6,6 mld euro zgromadzonych w EPF.
Problem polega na tym, że odblokowane 6,6 mld euro nie wystarcza na pełne zaspokojenie roszczeń państw członkowskich. Według wcześniejszych ustaleń RMF FM stolice UE zgłosiły wydatki na broń dla Ukrainy sięgające około 40 mld euro. Przy stosowanej w EPF stopie refundacji wynoszącej około 40 proc. dawałoby to około 13,5 mld euro potencjalnych zwrotów. Dostępna pula jest więc mniej więcej o połowę mniejsza od potrzeb.
Dlatego UE zdecydowała się odejść od zasady pełnej refundacji. Z 6,6 mld euro część ma trafić na rekompensaty za już przekazaną broń, ale pieniądze mają zostać również przeznaczone na dalszą pomoc Ukrainie. Według najnowszych ustaleń ministrów obrony około 1 mld euro zostanie przeznaczone na nowe wspólne zamówienia uzbrojenia dla Ukrainy, a około 900 mln euro na unijną misję szkoleniową EUMAM Ukraine, prowadzoną m.in. w Polsce.
Europejski Instrument na rzecz Pokoju to unijny fundusz pozabudżetowy utworzony w 2021 roku (na lata 2021–2027), który finansuje koszty operacji wojskowych oraz pomoc obronną dla państw trzecich i wynosi ok. 17 mld euro. W ostatnich latach korzystały z niego m.in. Mołdawia, Gruzja, czy Macedonia Północna. Największym beneficjentem pozostaje jednak Ukraina.
W latach 2022–2024 UE przeznaczyła w ramach EPF 6,1 mld euro na pilne potrzeby wojskowe i obronne Ukrainy. Ponadto w marcu 2024 r. UE postanowiła zwiększyć pułap finansowy instrumentu o 5 mld euro, ustanawiając specjalny Fundusz Pomocy Ukrainie. Tym samym łączna kwota wsparcia finansowego z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju sięga 11,1 mld euro. Środki pomocy uzgodnione w ramach instrumentu finansują dostarczanie sprzętu wojskowego oraz zaopatrzenia, takiego jak środki ochrony indywidualnej, apteczki, paliwo, amunicja i pociski.
Przeczytaj także:
Zgodnie z umową Zondacrypto otrzymała bardzo szerokie prawa do wizerunku polskich olimpijczyków – ich twarzy, sylwetki i głosu. Prawa miały dotyczyć także byłych olimpijczyków, począwszy od igrzysk w Londynie w 2012 roku.
Dziennikarze Szymon Jadczak (Wirtualna Polska) oraz Michał Fuja (TVN24) dotarli do umowy sponsorskiej, na podstawie której Zondacrypto zostało w październiku 2025 roku sponsorem generalnym PKOl. Jak wynika z opublikowanego we wtorek 1 września materiału, umowa przewidywała znacznie więcej niż standardową współpracę reklamową. Dokument, podpisany 28 października 2025 roku przez Radosława Piesiewicza, sekretarza generalnego PKOl Marka Pałusa i Przemysława Krala, został zawarty formalnie z czeską spółką Expofer Servis House, działającą w imieniu giełdy.
Zgodnie z umową sponsor otrzymał bardzo szerokie prawa do wizerunku polskich olimpijczyków – ich twarzy, sylwetki i głosu. Mogły one być wykorzystywane bez ograniczeń terytorialnych i we wszystkich mediach, także po przekształceniu lub modyfikacji materiałów. Uprawnienia obejmowały również siedem spółek należących do grupy sponsora oraz współpracujące z nim agencje reklamowe i wydawnictwa. Co istotne, prawa miały dotyczyć także byłych olimpijczyków, począwszy od igrzysk w Londynie w 2012 roku.
Dziennikarze poprosili o komentarz eksperta, mecenasa Jarosława Chałasa, który ocenił, że nie jest to zwykła umowa sponsorska, lecz „znacznie dalej idąca umowa komercjalizacji aktywów PKOl i polskiego ruchu olimpijskiego”. Jego wątpliwości dotyczą m.in. tego, czy PKOl rzeczywiście miał odpowiednie zgody do komercyjnego wykorzystywania wizerunków byłych reprezentantów. Prawnik zwrócił też uwagę na inne wątpliwe zapisy umowy, jak na przykład możliwość zobowiązania sportowców do nagrywania materiałów reklamowych, udzielania wywiadów czy publikowania treści na ich prywatnych profilach w mediach społecznościowych.
Szczególnie niekorzystny dla PKOl był zapis dotyczący odpowiedzialności za ewentualne roszczenia zawodników. Komitet zapewnił sponsora, że olimpijczycy nie będą zgłaszać wobec niego roszczeń. Gdyby jednak do tego doszło, PKOl zobowiązał się zwrócić sponsorowi wszelkie poniesione z tego tytułu koszty. Zdaniem eksperta oznaczało to przeniesienie ryzyka finansowego sporów na komitet.
Umowa wiązała również PKOl finansowo z powodzeniem kryptowalutowego projektu. Komitet miał otrzymać 18,49 mln zł netto, 5 mln zł w tokenach ZND, 35,5 proc. wszystkich tokenów TMPL oraz 50 proc. przychodów netto z ich sprzedaży. Musiał przy tym założyć zweryfikowane konto na platformie sponsora. Oznaczało to, że w ten sposób PKOl przestawał być wyłącznie beneficjentem sponsoringu i stawał się jednocześnie ekonomicznie uzależniony od powodzenia tokena, który sam musiał promować przy pomocy swoich zasobów i zasięgów.
Kolejne kontrowersje dotyczą danych i promocji. PKOl miał co miesiąc przekazywać sponsorowi dane wszystkich obserwujących profil TeamPL na Facebooku. Umowa przewidywała również kody QR prowadzące do platformy ZND, bonusy kryptowalutowe z kodem PKOl, reklamy emitowane z profili reprezentacji oraz narzędzia śledzące, takie jak piksele reklamowe.
Ekspert zwrócił także uwagę na klauzulę poufności i zakazu krytyki projektu. PKOl zobowiązał się również po zakończeniu umowy powstrzymywać od wypowiedzi mogących zaszkodzić sponsorowi lub tokenowi, pod groźbą kary 50 tys. euro. Wypowiedzenie umowy bez wskazanej podstawy kosztowałoby natomiast milion euro. W ocenie Chałasa całość została skonstruowana wyraźnie na korzyść sponsora: PKOl przekazywał szeroki zakres swoich aktywów, jednocześnie przejmując znaczną część ryzyka.
Do części ustaleń dziennikarzy WP i TVN24 odniosł się dzisiaj w mediach społecznościowych PKOl, twierdząc, że nie przekazywano danych osobowych obserwujących profile osobom trzecim:
„PKOl udostępnił grupę osób obserwujących stronę PKOl (nie dane osobowe, bo PKOl takowych nawet nie posiada) na platformie Facebook za pomocą funkcji Custom Audiences w czasie obowiązywania umowy z zondacrypto. To oznacza, że sponsor mógł trafić z komunikatem do wskazanej grupy wyłącznie poprzez działania reklamowe. Funkcja ta nie wymaga przekazywania danych konkretnych osób znajdujących się w tej grupie, a wgląd w takie informacje ma tylko firma Meta, do której należy platforma Facebook".
W śledztwie dotyczących upadku giełdy kryptowalut Zondacrypto badane są nie tylko wątki finansowej szkody na osobach, które tam zainwestowały, ale także powiązań biznesowych i politycznych wokół jej prezesa Przemysława Krala. Zondacrypto w październiku 2025 roku została sponsorem generalnym PKOl, a umowę zawarł i forsował jego prezes Radosław Piesiewicz. Wątpliwości budzi m.in. to, że mimo problemów wokół giełdy Piesiewicz nie zdecydował się na zerwanie współpracy, a według ustaleń mediów miał otrzymać od Krala luksusowy zegarek wart ok. 40 tys. euro i obiecywać mu pomoc w sprawie zainteresowania działalnością Zondacrypto przez UOKiK. Piesiewicz został 27 sierpnia zatrzymany i usłyszał zarzuty płatnej protekcji oraz działania na szkodę wierzycieli.
Przeczytaj także:
„W ataku użyto znacznej liczby dronów odrzutowych i rakiet balistycznych. Niestety, uszkodzone zostały budynki mieszkalne i infrastruktura cywilna" – poinformował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
W nocy 1 września Rosjanie zaatakowali rakietami balistycznymi bazę kolejową i inne obiekty kolejowe w Kijowie, zabijając 7 osób, w tym 6 pracowników ukraińskich linii kolejowych. Służby pracują w tej chwili nad usuwaniem skutków ataku i odbudową zniszczonej infrastruktury.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w mediach społecznościowych, że tej nocy obiektem rosyjskich ataków były także inne regiony.
„W ataku użyto znacznej liczby dronów odrzutowych i rakiet balistycznych. Niestety, uszkodzone zostały budynki mieszkalne i infrastruktura cywilna. W Boryspolu zniszczony został zwykły pięciopiętrowy budynek mieszkalny. Ewakuowano 50 osób. Wszystkie niezbędne służby są na miejscu. Ucierpiały również przedsiębiorstwa. Łącznie w mieście zginęło 4 osoby, a 13 zostało rannych. Wyrazy współczucia” – pisze Zełenski. „Od wczorajszego wieczoru trwają ataki kierowanymi bombami lotniczymi i dronami na Odessę i obwód odeski. Tysiące rodzin pozostały bez prądu, a prace nad jak najszybszym przywróceniem energii trwają. Celowo uszkodzono przejście graniczne z Rumunią oraz infrastrukturę eksportową".
Prezydent Ukrainy dodaje, że zaatakowane zostały także obwody chersoński, doniecki, zaporoski, charkowski, czernihowski, żytomierski, sumski i dniepropietrowski. Łącznie zginęło 12 osób, w tym obywatel Indii, a dziesiątki innych zostało rannych.
Rosja w ciągu kilku ostatnich dni zintensyfikowała ataki dronowe. Wiele z tych maszyn to nowsze wersje, z silnikami odrzutowymi, co czynie je trudniejszymi do przechwycenia. Ukraina zmaga się również z niedoborami systemów obrony powietrznej ze względu na wyczerpanie się dostaw amerykańskich pocisków Patriot, które pozwalają zatrzymywać rakiety balistyczne o dużej prędkości.
„Rosja zawsze planuje swoje uderzenia w taki sposób, by spowodować jak największe zniszczenia w życiu ludzi, i udaje jej się to tylko wtedy, gdy możliwości obrony przeciwlotniczej są niewystarczające. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy pomagają Ukrainie w pozyskiwaniu zdolności antybalistycznych poprzez PURL i dostawy dwustronne, i jest bardzo ważne, aby te dostawy wzrosły tej jesieni. Liczba ofiar rosyjskiego terroru zależy bezpośrednio od każdego nowego pakietu pomocy. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają uczynić Ukrainę bardziej odporną” – pisze prezydent Zełenski.
Przeczytaj także:
"Najbliższe miesiące, ta jesień, ta zima, które są przed nami, mogą być kluczowe nie tylko dla niepodległości Ukrainy, ale także dla bezpieczeństwa Polski i całego wolnego świata” – mówił premier Donald Tusk podczas obchodów wybuchu II wojny światowej.
„To tu rozpętało się piekło II wojny światowej. To w tym miejscu przywracamy co roku pamięć wszystkim, nie tylko w Polsce, nie tylko w Europie, pamięć o kataklizmie II wojny światowej. Pamięć o tym, kto za tę potworną, koszmarną wojnę odpowiadał. Tu, z Westerplatte popłynęły tysiące słów. Przez te dziesięciolecia zawsze mówiliśmy my Polacy dokładnie to samo. Nigdy więcej wojny. Nigdy więcej faszyzmu.
Mówiliśmy o tym, że odpowiedzialność za koszmar II wojny światowej spada na hitlerowskie Niemcy, a także na sowiecką Rosję. Tu już nie ma żadnych dwuznaczności. To było, jest i będzie oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka” – mówił premier Donald Tusk na Westerplatte podczas obchodów 87 rocznicy wybuchu II wojny światowej.
„Nie trzeba być historykiem, obaj z panem prezydentem jesteśmy historykami, żeby wiedzieć dokładnie, kto ponosi również odpowiedzialność za katastrofę września 1939 roku. Nawet gdyby żołnierzy Westerplatte było 10, 100, 1000 razy więcej, nie dałoby to nam szansy na zwycięstwo, bo świat, wolny świat pozwolił Hitlerowi, faszystom Niemcom na rozpętanie wojny, na bezkarną agresję. Pamiętajmy, to właśnie wtedy mówiono: a, to tylko Czechy. To właśnie wtedy mówiono: nie będziemy umierać za Gdańsk. To właśnie wtedy mówiono: to Polska, to korytarz, może uda się uniknąć wielkiej wojny, nie prowokujmy agresora” – mówił Tusk.
Premier odniósł okoliczności II wojny światowej do aktualnej sytuacji politycznej.
„Równie ogłuszająca jak salwy ze Schleswiga-Holsteina była samotność polskich żołnierzy. Nigdy więcej nie możemy dopuścić do takiej sytuacji. Dzisiaj czujemy własną siłę, także solidarność wolnego świata, chociaż jakże wielu w tym wolnym świecie, w tym przywódcy niektórych państw wolnego świata, wciąż wypiera tę ponurą prawdę, że 87 lat po wybuchu II wojny światowej znowu zło czai się za naszymi granicami, znowu giną ludzie, tysiącami i setkami tysięcy. Znowu giną dzieci pod bombami i to tuż za miedzą, na Ukrainie. Ta lekcja II wojny światowej dzisiaj musi wpłynąć na decyzje i postawy wszystkich przywódców wolnego świata.
My z tej ponurej lekcji II wojny światowej musimy wyciągnąć wniosek o solidarności, jedności zarówno narodu polskiego, jak i całego wolnego świata, Europy i Ameryki, NATO. To nie może być sojusz na papierze. Nie możemy pozwolić też nikomu, ani tu, w naszym domu, w Polsce, ani w Europie, ani w USA, na dopuszczenie do recydywy brunatnej fali agresji i pogardy” – powiedział.
„Agresor, który rozpoczął kolejną okrutną wojnę, to Rosja. I że odpowiedzialnością całego Zachodu jest twarda postawa. Odpowiedzialnością całego Zachodu jest powiedzieć – los Ukrainy to także nasz los w najbliższej przyszłości. Tu, na Westerplatte musimy to głośno powiedzieć. Najbliższe miesiące, ta jesień, ta zima, które są przed nami, mogą być kluczowe nie tylko dla niepodległości Ukrainy, ale także dla bezpieczeństwa Polski i całego wolnego świata” – mówił Donald Tusk. „Niech stąd właśnie, z Westerplatte, mając w pamięci 80 milionów ofiar II wojny światowej, 6 milionów ofiar obywateli polskich, mając w pamięci wymordowanie prawie wszystkich Żydów w Europie przez ogarniętych obłędem nazistów, niemieckich hitlerowców, mając to wszystko w pamięci, dzisiaj głośno z Westerplatte krzyczymy do całego wolnego świata.
Bądźcie solidarni. Musimy dzisiaj pomóc przetrwać Ukrainie. Nie możemy powtórzyć tamtych błędów.
Nie może się powtórzyć Monachium. Nie może powtórzyć się ta upiorna, bezradna, bezsilna polityka ustępowania złu. Żołnierze na Westerplatte i Polska w czasie całej swojej dramatycznej historii zawsze świadczyliśmy o tym, że jak zło zagraża nam, naszym dzieciom, to stajemy w obronie wolności, prawdy, uczciwości. Tak musi być też teraz. Jeśli my dzisiaj powiemy »to tylko Ukraina«, to ktoś za kilka miesięcy, za rok, za dwa powie znowu »to tylko Polska«. Niech słowa Westerplatte, Westerplatte dotrą do wszystkich stolic europejskich, do Waszyngtonu, do Ottawy, do Tokio. Wszędzie tam, gdzie są ludzie, którzy rozumieją powagę sytuacji. Że tak naprawdę najważniejszą lekcją z Westerplatte jest to, aby już nigdy ten, który został napadnięty przez agresora, nie był sam”.
Premier odniósł się także wprost do rosyjskich prowokacji skierowanych przeciwko krajom NATO.
„Polska jest ofiarą wielu prowokacji. Mieliśmy najprawdopodobniej znowu akty sabotażu kilkadziesiąt godzin temu. Podpalenia, akcje sabotażu, dywersji, prowokacje spotkały Finlandię, Litwę, Łotwę i Estonię. Wielokrotnie Polskę, Rumunię, Danię, a ostatnio Niemcy. Tak, za chwilę się dowiemy, że to rosyjskie służby zorganizowały prowokację dronową w Lipsku. To może także i Niemcy, i Francuzi, i Włosi, i Hiszpanie, wszyscy bez wyjątku, wszystkie narody i wszyscy przywódcy wolnego świata zrozumieją, że w obliczu zła nikt nie może zostać sam”.
W uroczystości na Westerplatte udział brał także prezydent Karol Nawrocki.
„Istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest tak słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów, u naszych sojuszników w Berlinie, w Niemczech. Prawda, której nie zna albo nie chce poznać Europa (...) Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, żeby gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością. Przykładów na to jest za wiele" – mówił prezydent.
Karol Nawrocki szeroko opowiadał o niemieckim antypolonizmie, współpracy Republiki Weimarskiej oraz III Rzeszy ze Związkiem Radzieckim, porównując je do XXI-wiecznej współpracy Niemiec i Federacji Rosyjskiej. Sugerował też, że w Polsce działają „niemieckie stronnictwa” oraz „politycy wychowani przez niemieckie fundacje”.
„To nie jest realny sojusz i realna przyjaźń, jeśli nie możemy postawić pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie. Jeśli polska mniejszość w Niemczech nie ma takich samych praw, jak mniejszość niemiecka w Polsce" – mówił prezydent. I deklarował, że będzie domagał się od rządu współpracy w zakresie uzyskania od Niemiec reparacji.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej mówił o tym, jak Niemcy pogardzali Polakami, o niemieckich stronnictwach w Polsce, o politykach wychowanych przez niemieckie fundacje, reparacjach i SAFE.
„Istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest tak słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów, u naszych sojuszników w Berlinie, w Niemczech. Prawda, której nie zna albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk. Prawda, z którą wielki problem, niestety, wielki problem mają także dzisiaj rządzący.
A musimy wszyscy powtarzać i uzmysłowić sobie, choć to boli, ale jest potrzebne, że Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, żeby gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością. Przykładów na to jest za wiele. Już w XIX wieku liberalni literaci, politycy wielkie marki liberalnej pruskiej literatury z pogardą pisali o Polsce, Polakach, Polkach, o polskości mówiąc o nas nic więcej tylko, że jesteśmy Irokezami ze wschodu (...)
Kontynuatorką tej antypolskiej histerii i antypolonizmu była demokratyczna już Republika Weimarska. Republika Weimarska, w której antypolonizm był centrum kultury politycznej. Antypolonizm był tym, co łączył lewicę z prawicą przez niemieckich liberałów w demokratycznej Republice Weimarskiej" – mówił Karol Nawrocki podczas obchodów 87 rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte.
W dalszej części przemówienia prezydent opowiadał o tym, jak Republika Weimarska współpracowała w dwudziestoleciu międzywojennym z ZSRR, o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Porównał tę sytuację z XXI wiekiem i współpracą gospodarczą Niemiec i Europy z Federacją Rosyjską aż do momentu wybuchu wojny w Ukrainie. Nie wspominał o Stanach Zjednoczonych.
„Dziś, drodzy Państwo, w XXI wieku, w 2026 roku, kiedy jak wierzę z naszymi zachodnimi sąsiadami mamy tego samego wroga, czyli Federację Rosyjską, która destabilizuje całą sytuację w naszym regionie i morduje znów tak jak przed wiekami i przed dekadami. Dziś, kiedy wspólnie z naszymi zachodnimi sąsiadami jesteśmy w Unii Europejskiej i w Sojuszu Północnoatlantyckim, potrzebujemy odwagi cywilnej, potrzebujemy odpowiedzialności, potrzebujemy zdecydowania polskich polityków i niemieckich polityków.
I powiem więcej, potrzebujemy też odwagi cywilnej i służenia Rzeczpospolitej Polskiej ze strony niemieckich stronnictw w Polsce. Potrzebujemy też zrozumienia tej sytuacji przez wszystkich historyków i polityków wychowanych przez niemieckie fundacje. Moja odpowiedzialność jest zbyt wielka. My wszyscy musimy być, drodzy Państwo, razem i rozumieć pełnię historii II wojny światowej i drogi do 1 września 1939 roku" – mówił Nawrocki.
Prezydent dużo miejsca poświęcił kwestii pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie. Pomnik ten wciąż czeka na realizację, na razie w tym miejscu stoi kamień pamiątkowy.
„To nie jest realny sojusz i realna przyjaźń, jeśli nie możemy postawić pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie. Jeśli polska mniejszość w Niemczech nie ma takich samych praw, jak mniejszość niemiecka w Polsce. Jeśli Dom Polski w Bochum nie może powstać, to mamy prawo wierzyć, czy dzisiaj nasi zachodni sąsiedzi poza okrągłymi słowami, pięknymi gestami i wspaniałymi deklaracjami nie traktują nas tak, jak Republika Weimarska. Czy za moment poza tymi deklaracjami nie zaczną robić biznesu z Federacją Rosyjską tak, jak w XXI wieku” – mówił Nawrocki.
W tym miejscu prezydent nawiązał także do kwestii reparacji.
„Świat, panie premierze, postawił nas w takiej sytuacji, że prawdziwa, twarda, sojusznicza deklaracja wobec Polski wymaga tego, aby nasi sojusznicy z Berlina i nasi sąsiedzi wypłacili nam zadośćuczynienie, które Polska przekaże na polskie siły zbrojne, na polski przemysł zbrojeniowy, żebyśmy nie musieli brać zachodnich kredytów, abyśmy dostali to, co nam się należy. Dlatego, aby przyjaźń i sojusz stał się realny. Apeluję stąd z Westerplatte do kanclerza Niemiec, do narodu niemieckiego.
Załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej, ale z myślą o przyszłości” – powiedział.
Podczas obchodów 87 rocznicy wybuchu II wojny światowej przemawiał także premier Donald Tusk.
Mówiliśmy o tym, że odpowiedzialność za koszmar II wojny światowej spada na hitlerowskie Niemcy, a także na sowiecką Rosję. Tu już nie ma żadnych dwuznaczności. To było, jest i będzie oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka” – mówił premier Donald Tusk
„Nie trzeba być historykiem, obaj z panem prezydentem jesteśmy historykami, żeby wiedzieć dokładnie, kto ponosi również odpowiedzialność za katastrofę września 1939 roku. Nawet gdyby żołnierzy Westerplatte było 10, 100, 1000 razy więcej, nie dałoby to nam szansy na zwycięstwo, bo świat, wolny świat pozwolił Hitlerowi, faszystom Niemcom na rozpętanie wojny, na bezkarną agresję" – dodawał.
W swoim wystąpieniu Donald Tusk porównywał okoliczności wybuchu II wojny światowej z aktualną sytuacją i zaznaczał, że obecnie zagrożenie ze strony Federacji Rosyjskiej wymaga wzywania do solidarności z walczącą Ukrainą.
My z tej ponurej lekcji II wojny światowej musimy wyciągnąć wniosek o solidarności, jedności zarówno narodu polskiego, jak i całego wolnego świata, Europy i Ameryki, NATO. To nie może być sojusz na papierze. Nie możemy pozwolić też nikomu, ani tu, w naszym domu, w Polsce, ani w Europie, ani w USA, na dopuszczenie do recydywy brunatnej fali agresji i pogardy (...) Najbliższe miesiące, ta jesień, ta zima, które są przed nami, mogą być kluczowe nie tylko dla niepodległości Ukrainy, ale także dla bezpieczeństwa Polski i całego wolnego świata” – mówił Donald Tusk.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: