Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
23–26 października 2026 roku Ukraińcy zaatakowali dronami trzy wielkie rosyjskie zakłady chemiczne: Azot w Bereznikach koło Permu (23 października), Togliattikauczuk w obwodzie samarskim (24 października) i Woroneżsintezkauczuk w Woroneżu (26 października). Wszystkie dostarczają surowce dla rosyjskiego przemysłu obronnego.
Co się stało?
Ukraińcy atakowali już zakłady chemiczne wcześniej, teraz jednak w ciągu trzech dni podjęli skoordynowaną operację. Chodzi o przedsiębiorstwa pracujące na potrzeby wojny i dostarczające kauczuku syntetycznego używanego do paliwa rakietowego, opon wojskowych, a także składników prochu strzelniczego i materiałów wybuchowych.
Co istotne, np. zakład w Biereznikach koło Permu jest 1500 km od linii frontu. Jako kolejne oberwały zakłady w Togliatti – Togliattikauchuk, 1000 km od frontu. To ona produkuje kauczuki do stałego paliwa rakietowego. Produkty firmy stanowią też jedną czwartą ogólnorosyjskiego rynku gumowego, mają kluczowe znaczenie dla produkcji specjalistycznych komponentów dla lotnictwa wojskowego i pojazdów opancerzonych.
Woronież (400 km od linii frontu) został zaatakowany w nocy z 25 na 25 października. Trafiony został m.in. Woroneżsintezkauczuk, ale też centrum biznesowe. Drony trafiły/spadły po zestrzeleniu na bloki mieszkalne i samochody na ulicy. Telewizja ze zgrozą pokazała, że w Woroneżu rozgrywały się sceny, które codziennie mają miejsce w Kijowie: pociski spadały na miasto.
Woroneżsintezkauczuk też specjalizuje się produkcji w kauczuków syntetycznych i elastomerów termoplastycznych.
Jak pisze portal Militarnyj, Ukraina ma nadzieję, że ataki na te zakłady doprowadzą do zmniejszenia liczby ataków rakietowych na terytorium Ukrainy.
Przy regularnych atakach wydolność rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego może spaść dwukrotnie.
Rosja chwali się, że dysponuje teraz odrzutowymi dronami nowej generacji i może nimi razić całą Ukrainę, w tym jej zachód, przez który przechodzi większość pomocy wojskowej. Ukraina nie ma czym zestrzeliwać tych pocisków. Jak poinformował 26 października prezydent Zełenski, Ukraina od prawie miesiąca czeka na podpis amerykańskiego sekretarza wojny Pete'a Hegsetha w sprawie pocisków rakietowych dla systemów obrony powietrznej Patriot i NASAMS.
Amerykanie próbowali zmusić Ukraińców do zawarcia „rozejmu energetycznego” z Rosją. To znaczy do powstrzymania się od ataków na rosyjskie rafinerie (te zostały już trafione co najmniej 200 razy). W ten sposób Trump przed przyszłotygodniowymi wyborami mógłby pokazać, że robi wszystko, co w jego mocy, by obniżyć ceny paliw w USA. Choć nie zależą one od zdolności rafinerii rosyjskich.
Wszystkie warunki Amerykanie odrzucili. Ukraińcy zaczęli się więc bronić inaczej.
Tymczasem Putin publicznie robi Amerykanów w konia. Oczekiwany przez nich rozejm, który chcą uzyskać presją na Ukrainę, wedle Kremla dotyczyć ma tylko miejscowości Oleszki i potrwać kilka dni. O innym rozejmie nie ma mowy, Rosja będzie teraz razić Ukrainę z pełną siłą. Deklarację prezydenta Zełenskiego, że gotów jest uznać ustępstwa terytorialne w zamian za rozejm na linii frontu, Moskwa znowu odrzuciła. I użyła tego samego argumentu, który przed rokiem zwiódł już wysłannika Trumpa Steve’a Witkoffa. Otóż wedle Kremla o ustępstwach terytorialnych można mówić tylko wtedy, kiedy Ukraina wycofa się z bronionych przez siebie ziem, aż za Dniepr. To ¼ terytorium Ukrainy. Nie można uznać za ustępstwa terytorialne, że Ukraina uzna, że nie odzyska tego, co zdobyła już Rosja. Bo to nie są jej ziemie, tylko Putina.
Putin jest gotów do rozmów wyłącznie o „gwarancjach bezpieczeństwa dla Rosji”, co – jak ktoś słusznie zauważył – należy rozumieć, jako gwarancję dla Rosji, że Ukraina i Europa nie będą się w stanie bronić, kiedy Rosja je znowu napadnie.
Rozmowy w tej sprawie między USA, Rosją i Ukrainą, mają – bez udziału Europejczyków – zacząć się w połowie listopada. A dokładniej „po 4 listopada”, kiedy Rosja ma swoje narodowe święto (rocznicę wypędzenia Polaków z Kremla w 1612 r., które to święto zastąpiło rocznicę „rewolucji październikowej”). Pojawienie się tej daty w oficjalnym rosyjskim komunikacie jest szyderczym przypomnieniem, że w tym samym czasie Trump ma swoje wybory połówkowe i wcześniej nawet nie ma o czym mówić.
Przeczytaj także: