Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Dziś rano F-35 pojawiły się w polskim niebie. W ramach „Powitania z Polską” przeleciały nad Gdańskiem, Warszawą, Krakowem i Łodzią.
Dziś rano mieszkańcy Polski mogli zobaczyć najnowsze myśliwce F-35. Polscy piloci wykonali uroczysty przelot nad Gdańskiem (Westerplatte), Warszawą (wzdłuż Wisły), Krakówem (okolice Wawelu) oraz Łodzią (nad Rondem Lotników Lwowskich), który ma uczcić przyjęcie pierwszych polskich F-35 „Husarz” (takie imię będą nosiły samoloty) do Sił Zbrojnych RP.
„To dzień, na który czekaliśmy od lat!" – napisał na X minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
W godz. 11:00 w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku odbyła się ceremonia przyjęcia pierwszych F-35 do polskiej armii.
W wydarzeniu zapowiadali udział najważniejsi przedstawiciele władz państwowych, w tym prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Do Łasku przybył również podsekretarz stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno. Na ceremonię był zaproszony także były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który w 2020 r. podpisał kontrakt na zakup tych samolotów.
Jest to ważny krok dla bezpieczeństwa Polski oraz modernizacji polskiej armii. Nowe myśliwce mają zapewnić Polsce przewagę technologiczną w regionie oraz wzmocnić współpracę z sojusznikami z NATO.
Pod koniec maja Polska odebrała pierwsze trzy F-35, które trafiły do bazy w Łasku. Docelowo Polska ma otrzymać 32 takie samoloty.
F-35 to samolot 5. generacji zbudowane są w technologii stealth, znacząco utrudniającej wykrycie przez radary przeciwnika, uznawany za jeden z najnowocześniejszych myśliwców na świecie, który jest produkowany przez amerykański koncern Lockheed Martin.
Maszyny wyposażone są także w szereg sensorów, zbierających dane z otoczenia i przekazujących je pilotowi oraz innym jednostkom na morzu czy na ziemi, np. systemom przeciwlotniczym Patriot.
Wartość kontraktu wynosi 4,6 mld dol. Jak wskazuje Sztab Generalny WP, była to druga co do wielkości transakcja zbrojeniowa w historii kraju.
Wszystkie maszyny powinny być dostarczone do Polski do 2029 r. Do końca obecnego roku planowany jest przyjazd 14 maszyn, a kolejne 12 samolotów ma zostać odebranych do końca 2027 r.
Polska otrzymała F-35 jako pierwsza w swojej części Europy — na wschodniej flance NATO. Finowie dostaną je za kilka miesięcy, a Czesi, Rumuni czy Niemcy dopiero za kilka lat.
Przeczytaj także:
Ukraińskie drony w nocy atakowały okupowany półwysep oraz Rosję na głębokim zapleczu. To spowodowało pożary w elektrowniach cieplnych i zakładach chemicznych.
Jak informuje „Ukraińska Prawda”, powołując się na kanały na Telegramie, po intensywnym ataku dronów w okupowanym Symferopolu na Krymie wybuchł pożar w okolicy elektrociepłowni. W mieście odnotowano przerwy w dostawach energii elektrycznej. Potężne wybuchy słyszano również w rejonie symferopolskim, a także w rejonach niżnogorskim i czerwono-gwardyjskim. Rosyjska obrona uaktywniła się w rejonie wielokrotnie już atakowanego przez Ukraińców wojskowego lotniska Saki.
Jednocześnie Ukraińcy odcinają półwysep od dostaw. Jak pisze Institute for the Study of War, Ukraina intensyfikuje kampanię uderzeń średniego zasięgu (middle strike) na rosyjskie szlaki logistyczne, w szczególności blokując mosty między okupowaną częścią obwodu chersońskiego a Krymem. Tylko w ostatnim tygodniu ukraińskie siły obronne przeprowadziły ataki na:
Ostatnie przejście na krym – most kerczeński – jest uszkodzony, więc nie nadaje się do dużych transportów. Także zaopatrzenie drogą morską szwankuje – Ukraińcy zniszczyli promy kursujące po Morzu Azowskim. Ostatnio też zniszczyli port w Mariupolu. Pociągi na Krym kursują rzadziej, i tylko do Kerczu albo Symferopola. Dalej transport musi odbywać się autobusami i cięzarówkami.
Te uderzenia utrudniają Rosji bezpieczne korzystanie ze szlaków dostaw z południowo-zachodniej części Rosji do okupowanego Krymu. Według ekspertów ISW kontynuacja tych ataków prawdopodobnie „będzie miała efekt domina na sytuację na polu bitwy i może utrudnić Rosji przygotowania do operacji ofensywnych”. Ponieważ główne drogi przestają być przejezdne, Rosjanie korzystają z objazdów, na których ciężarówki z zaopatrzeniem dla wojska i cywili tworzą korki. W te korki uderzają ukraińskie drony – jedno uderzenie 11 czerwca zniszczyło 50 ciężarówek koło Armianska.
Dowódca Sił Bezzałogowych Ukrainy Robert Browdi, znany pod pseudonimem „Madyar”, w wywiadzie opublikowanym przez agencję Reuters 11 czerwca powiedział, że Ukraina zamierza odizolować okupowany Krym od Rosji, blokując główne szlaki dostaw wojskowych na półwysep.
Browdi poinformował, że ruch rosyjskich ładunków wojskowych na autostradzie R-280 „Noworosja”, która łączy Rosję z okupowanym Krymem przez Mariupol, Berdiańsk i Melitopol, spadł o 71% w ciągu ostatnich dwóch tygodni z powodu ukraińskich ataków.
„W ciągu miesiąca będziemy mieli pełną kontrolę nad drogą” – zapewnia Browdi.
Wojska ukraińskie nazwały ją „autostradą śmierci”. Od końca maja droga jest w znacznej mierze zamknięta dla ruchu cywilnego z powodu częstych ataków.
Według ukraińskich operatorów dronów, w ostatnich miesiącach zniszczono dziesiątki rosyjskich pojazdów logistycznych, w tym konwoje z paliwem i amunicją. Te uderzenia są częścią wspomnianej kampanii middle strike'ów, której celem jest zakłócenie linii zaopatrzeniowych na obszarze od 20 do 200 kilometrów (od 29 do 200 km) za linią frontu.
Nasza mapka pokazuje tylko te ataki, o których można znaleźć potwierdzenia w mediach. Ale i tak widać na niej gwałtowny wzrost:
Ukraińskie drony po raz kolejny zaatakowały też strefę przemysłową miasta Togliatti w obwodzie samarskim w Federacji Rosyjskiej, tysiąc kilometrów do ukraińskiej granicy. Po serii wybuchów na terenie zakładu petrochemicznego „Togliattikauchuk” wybuchły pożary, a nad zakładem uniósł się gęsty czarny dym. To jedno z największych przedsiębiorstw w regionie i obiekt o znaczeniu strategicznym, który zaspokaja około jednej czwartej rosyjskiego zapotrzebowania na kauczuk syntetyczny (który jest wykorzystywany w szczególności do dalszej produkcji stałego paliwa rakietowego przeznaczonego do rakiet taktycznych i balistycznych).
Również w nocy drony zaatakowały leżące jeszcze dalej w głębi Rosji, bo w Tatarstanie – dwie rafinerie w Niżniekamsku „TANECO” i „TAIF-NK”). Ukraińskie siły zbrojne potwiedzają ataki i wskazują, że kompleks rafineryjny „TANECO” jest jednym z największych zakładów rafineryjnych w Federacji Rosyjskiej. Projektowa zdolność przerobowa wynosi ponad 16 mln ton ropy naftowej rocznie. Zakład produkuje szeroki asortyment paliw i smarów, w tym olej napędowy, paliwo lotnicze i inne produkty naftowe.
Przedsiębiorstwo „TAIF-NK” to duży kompleks rafineryjny, który wyróżnia się niezwykle wysokim stopniem przetworzenia ropy naftowej.
„W trosce o bezpieczeństwo podjęto decyzję o odwołaniu wszystkich imprez masowych zaplanowanych na dzisiaj” – poinformował Radmir Beliajew, szef rejonu niżnekamskiego. W państwie Putina trwa właśnie długi weekend w związku z „Dniem Rosji”.
Piąty dzień z rzędu trwały ataki dronowe na Moskwę – tu najwyraźniej obronie udało się drony zestrzelić, bo nie ma doniesień o trafieniach.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że tylko w nocy 12 czerwca nad 16 regionami Rosji zestrzelono 231 dronów. Jest to dwa razy więcej niż nad Ukrainą. I dwa razy więcej niż wiosną w ciągu całej doby nad Rosją.
Ukraińskie ataki są coraz bardziej uciążliwe dla Rosji. Rosyjskim władzom okupacyjnym Krymu coraz trudniej jest radzić sobie ze skutkami tych ataków, zwłaszcza z niedoborem benzyny.
W Sewastopolu zaostrzono ograniczenia dotyczące sprzedaży benzyny do 20 litrów tygodniowo, w porównaniu z poprzednim limitem wynoszącym 20 litrów dziennie, a niedobór nadal się pogłębia.
W ISW przypomina ponadto, że Siły Obronne Ukrainy podobnie osiągnęły przewagę taktyczną w zakresie wykorzystania dronów na froncie. Prowadzi to nie tylko do zakłóceń w logistyce, ale także do wzrostu strat Rosjan na polu bitwy w kontekście spadku poziomu rekrutacji do armii okupacyjnej. W ISW przedstawiają taki wniosek, powołując się na nowe dane od głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego, który 11 czerwca poinformował, że armia ukraińska przewyższa okupantów w wykorzystaniu dronów FPV w stosunku 1,5 do 1, a przewaga ta rośnie.
Przeczytaj także:
Karol Nawrocki zawetował ustawę, mającą uregulować rynek kryptoaktywów – od poprzedniej, również zawetowanej różniła się ona zaledwie jednym przepisem
Polska nie zdołała więc przyjąć unijnego rozporządzenia MiCA, regulującego rynek kryptoaktywów w UE. Czas na przyjęcie krajowych przepisów wykonawczych upływa 30 czerwca. Brak ustawy oznacza, że od 1 lipca 2026 r. krajowe firmy kryptowalutowe nie będą mogły legalnie działać w Polsce. Firmy z innych państw UE będą mogły jednak świadczyć usługi w Polsce na podstawie licencji uzyskanych za granicą.
Zawetowana 11 czerwca ustawa była w większości podobna do poprzednich dwóch. Różniła się przede wszystkim zaostrzeniem kar za naruszenia na rynku kryptoaktywów. Przewidywała m.in. grzywnę do 15 mln zł lub do trzech lat więzienia za wprowadzanie kryptoaktywów bez zgłoszenia KNF. To KNF miał być organem nadzorującym rynek i uzyskać uprawnienia m.in. do kontroli podmiotów, żądania informacji, zawieszania ofert tokenów, zakazywania świadczenia usług i nakładania sankcji.
W pracach nad trzecią wersją ustawy Sejm odrzucił łącznie 39 poprawek, w tym 15 poprawek zgłoszonych przez ministra Zbigniewa Boguckiego z Kancelarii Prezydenta. Przyjęto tylko jedną poprawkę prezydencką: obowiązek przygotowania raportu o rynku kryptoaktywów przez ministra finansów i przewodniczącego KNF. Raport ma obejmować m.in. informacje o podmiotach działających na rynku, nadużyciach, postępowaniach oraz kosztach nadzoru.
11 czerwca prezydent zawetował 3 z 10 ustaw przesłanych z Sejmu do podpisu. W przypadku ustawy o kryptowalutach jest to trzecie weto. Choć ustawy są podobne, między pierwszym a trzecim zmieniła się argumentacja prezydenta. Za pierwszym razem Karol Nawrocki ogłosił, że wetuje, bo „przepisy realnie zagrażają wolnościom Polaków, ich majątkowi i stabilności państwa”.
Teraz ogłosił, że rządowa ustawa „nieskutecznie chroni Polaków przed nadużyciami”. Podpisze ustawę, o ile Sejm przyjmie wersję prezydencką. Projekt jest w Sejmie i choć „jest w większości miejsc zbieżny z projektem rządowym”, to jest lepszy. Rząd tego nie widzi z powodu „politycznego uporu i niechęci”, a rynek „należy uregulować w sposób odpowiedzialny”.
Przy okazji Nawrocki powiedział, że karze rząd za jego działania. Nazwał „haniebnymi” informacje o „ruskim śladzie” w sprawie ustawy o kryptowalutach. Służby podległe rządowi wedle prezydenta nie sprawdziły niewiarygodnego świadka, ale wykorzystały jego opowieść do uderzenia w politycznych przeciwników. „Rządzący szukali haków na przeciwników, a nie zajmowali się ochroną Polaków”.
– Jestem zwolennikiem regulacji tego rynku. Jestem zwolennikiem ochrony konsumentów, tylko trzeba to robić skutecznie – wyjaśnił na koniec Nawrocki. Zapowiedział jednocześnie, że „ustawa uzyska podpis, jeśli zostanie poprawiona”.
Komentatorzy oceniali, że w sprawie kryptowalut Nawrocki się „zakiwał” i po dwóch wetach będzie musiał podpisać kolejną ustawę, mimo że jest podobna poprzednich. Nowym kontekstem dla ustawy stała się bowiem afera Zondacrypto, firmy kryptowalutowej, której klienci zgłaszali problemy z wypłatą środków. Firma upadła w kwietniu 2026 roku, prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie. Poszkodowanych są już setki osób. W związku z tym zwrotu w sprawie kryptowalut dokonał PiS – wycofując ustawę proponowaną przez posła Janusza Kowalskiego, któremu media udowodniły niejasne kontakty z biznesmenami od kryptowalut. W to miejsce PiS złożył projekt radykalnie ograniczający rynek kryptowalut, w sposób sprzeczny z unijnymi przepisami.
Nawrocki jednak ogłosił, że nie ustąpi.
W kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że nie podpisze żadnej ustawy regulującej rynek kryptowalut. Zrobił to na sponsorowanej przez Zondacrypto konferencji konserwatystów CPAC (Conservative Political Action Conference) w podrzeszowskiej Jasionce.
Obecnie prezydent Polski przyjął zaproszenie na urodzinową galę walk MMA Donalda Trumpa. Sponsorem imprezy jest giełda kryptowalut Crypto.com.
Przeczytaj także:
Prezydent nie zgodził się na przedłużenie terminu przedłożenia dowodu znajomości języka polskiego na poziomie B1. Prawo do wykonywania zawodu straciło już 441 lekarzy
Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy, która miała wydłużyć o rok termin na przedłożenie certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1 przez lekarzy spoza Unii Europejskiej. Ustawa wydłużała termin o kolejny rok, do 30 kwietnia 2027 roku. Prezydent tę ustawę odrzucił. A to może oznaczać realne konsekwencje dla części lekarzy pracujących w Polsce. W szczególności problem dotyczy osób pochodzących z Ukrainy.
W uzasadnieniu prezydent powołuje się na dobro pacjentów.
„Nie zgodziłem się na przedłużenie o kolejny rok obowiązywania wyjątkowych rozwiązań dotyczących wymogów językowych dla medyków spoza Unii Europejskiej bez przeprowadzenia rzetelnej debaty i bez uwzględnienia zastrzeżeń środowisk medycznych. Polskie rodziny, idąc do lekarza opłacanego z publicznych środków, z ich kieszeni, muszą uzyskać pomoc i po prostu móc zwyczajnie dogadać się z lekarzem” – przekazał Nawrocki.
W Polsce kwestia umiejętności językowych lekarzy spoza UE długo nie była uregulowana. Stało się tak w tej kadencji Sejmu. Lekarze ci otrzymali dwa lata na przedstawienie dyplomu dokumentującego umiejętność posługiwania się językiem polskim na poziomie B1.
Brak wydłużenia tego okresu ma realne konsekwencje dla wielu lekarzy. „Rzeczpospolita” pisze, że do 11 czerwca według Naczelnej Izby Lekarskiej z tego powodu prawo do wykonywania zawodu straciło 441 lekarzy. Izba przekazała wcześniej, że do końca kwietnia odpowiednich dokumentów nie przedstawiło łącznie 2321 lekarzy i 1014 lekarzy dentystów. Problem nie dotyczy tylko lekarzy pochodzących z Ukrainy. W Polsce pracuje około 3 tys. ukraińskich lekarzy. Jak pisał w OKO.press Sławomir Zagórski około 800 z nich nie dopełniło tego obowiązku.
Przeczytaj także:
Policja chciała, by Mentzen odpowiedział za odpalenie racy na Marszu Niepodległości. Lider Konfederacji złamał przepis z premedytacją
Sławomir Mentzen zachowuje swój immunitet poselski. Za uchyleniem go głosowało dziś w Sejmie 227 posłów. Do tego, by wniosek uzyskał większość zabrakło głosów czterech osób. Przeciwko głosowali m.in. jedna osoba z Koalicji Obywatelskiej, jedna z klubu Centrum i czwórka z Razem. W głosowaniu nie wzięło udziału 12 osób z koalicji rządzącej.
Po głosowaniu lider Konfederacji napisał w mediach społecznościowych:
„Sejm nie zgodził się na uchylenie mi immunitetu za racę na Marszu Niepodległości! Potrzeba było 231 głosów, Tuskowi udało uzbierać się ich tylko 227 :) Bardzo dziękuję wszystkim posłom, którzy nie zgodzili się na skazywanie opozycji za krytykę rządu!”
Wbrew temu, co sugeruje Mentzen, wniosek nie wynikał z tego, że polityk krytykował rząd. Policja chciała ukarać Mentzena za odpalenie racy podczas zeszłorocznego Marszu Niepodległości. W poście po głosowaniu Mentzen zamiecił zdjęcie na którym trzyma odpaloną racę, a w tle grupa osób trzyma transparent z napisem „Polska dziś się upomina, zwrócić Tuska do Berlina”.
We wniosku chodziło jednak tylko i wyłącznie o racę. Użycia środków pirotechnicznych podczas wydarzenia zakazał wojewoda mazowiecki. Mentzen popełnił więc wykroczenie, za które grozi grzywna, ograniczenie wolności lub areszt na okres 14 dni. Poseł Konfederacji stoi na stanowisku, że przepis o zakazie używania rac podczas zgromadzeń jest „głupi”, a jego wpisy w mediach społecznościowych jasno wskazują, że złamał go z premedytacją. Sejm zdecydował jednak, że Metzen nie stanie przed sądem.
Przeczytaj także: