0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:54 12-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Vyacheslav Prokofyev/Sputnik, Kremlin Pool Photo via APFot. Vyacheslav Prok...

Ukraińskie Siły Powietrzne ostrzegają przed rosyjskim atakiem na Ukrainę w ciągu najbliższych 24 godzin

Według ukraińskich wojskowych atak może być przeprowadzony z rosyjskiego poligonu „Kapustin Jar”. Wcześniej Rosjanie wystrzeliwali stąd rakiety„Oresznik”.

Co się wydarzyło?

„W ciągu najbliższych 24 godzin istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przeciwnik wystrzeli rakietę balistyczną średniego zasięgu z poligonu »Kapustin Jar«. Nie ignorujcie sygnałów alarmu powietrznego!” – czytamy w komunikacie Sił Powietrznych Ukrainy, który pojawił się przed południem.

Według ukraińskich mediów to właśnie z poligonu „Kapustin Jar” Rosjanie wystrzeliwali wcześniej w kierunku Ukrainy rakiety typu „Oresznik”. Ostatnio, pod koniec maja, jedna z takich rakiet uderzyła w rejon Biało-Cerkiewski. (Odbyło się to w ramach zmasowanego ataku 24 maja, kiedy Rosjanie wystrzelili na ukraińskie miasta 90 rakiet oraz 600 dronów). W wyniku ataku wybuchł pożar w spółdzielni garażowej. A drugi „Oresznik” rozbił się na okupowanym terytorium obwodu donieckiego.

W przeddzień tego wydarzenia prezydent Ukrainy informował, że wywiad otrzymał od partnerów amerykańskich i europejskich informacje o przygotowywanym przez Rosjan ataku z użyciem systemu „Oresznik”.

Jak stwierdził prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, uderzenia z użyciem systemu „Oresznik” były kierowane „tam, gdzie łatwo było zaobserwować skutki” zniszczeń. Putin stwierdził, że jak dotąd Rosja rzekomo nie wykorzystywała systemu „Oresznik” do ataków na terytorium Ukrainy „w pełnym tego słowa znaczeniu” i zagroził uderzeniami na obszary zabudowy miejskiej.

Według szacunków Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, na połowę kwietnia Rosja zgromadziła do dziesięciu pocisków typu „Oresznik”.

Ukraina nie dysponuje własnymi środkami umożliwiającymi wykrywanie startów rakiet „Oresznik”. Jak wyjaśnił w komentarzu RBK-Ukraina Anton Zemlianyj, starszy analityk Ukraińskiego Centrum Bezpieczeństwa i Współpracy, dostępne środki pozwalają dostrzec rakietę praktycznie tuż przed uderzeniem. Obecne radary AN/MPQ-65 mogą wykryć cel w odległości 160–180 kilometrów i na wysokości 30–36 kilometrów. A ta rakieta balistyczna średniego zasięgu wznosi się znacznie wyżej.

Ukraina, jak wspomniano, otrzymuje informacje o przygotowaniach do wystrzelenia rakiet „Oresznik” i innych pocisków balistycznych od zachodnich partnerów dzięki ich systemom wywiadowczym.

„To pozwala Siłom Powietrznym Sił Zbrojnych Ukrainy informować ludność i wojsko jeszcze zanim rakieta wejdzie w przestrzeń powietrzną kraju lub zanim przekroczy linię frontu” – wyjaśnił Zemlianyj.

Ponadto działa ukraiński wywiad, dzięki czemu kierownictwo wojskowo-polityczne zna plany wroga z wyprzedzeniem.

„Jednak na poziomie technicznym nie jesteśmy obecnie w stanie śledzić samej rakiety” – dodał ekspert.

Jaki jest kontekst?

Rosja trzykrotnie ostrzelała Ukrainę pociskami typu Oreshnik bez ładunku bojowego.

Rosjanie po raz pierwszy użyli tej broni przeciwko Ukrainie wczesnym rankiem 21 listopada 2024 roku, atakując miasto Dnipro. Już w styczniu 2026 roku Rosja ponownie wystrzeliła „Oresznik” w kierunku Lwowa. W Rosji nazwano ten atak odpowiedzią na „atak” na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina (chociaż nie ma potwierdzeń takiego ataku).

Putin nie raz straszył Ukrainę „Oresznikiem”, jest to jego broń, po którą sięga w wyjątkowych sytuacjach, m.in. wykorzystując do akcji odwetowych. A teraz może mieć takie „powody”.

W ostatnich tygodniach Ukraina zadała poważnych strat Rosji. Obecnie ukraińskie ataki w Rosji oraz na terenach okupowanych są codziennością – są coraz częstsze oraz trafniejsze. Dziś w nocy ukraińskie drony zaatakowały dwie rafinerie w tatarstanie, w Niżniekamsku oraz strefę przemysłową miasta Togliatti w obwodzie samarskim. Piąty dzień z rzędu trwały ataki dronowe na Moskwę.

Oprócz tego Ukraińcy zakłócają Rosjanom logistykę, próbują odciąć dostawy zaopatrzenia dla wojska na Krymie.

Przeczytaj także:

Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że tylko w nocy 12 czerwca nad 16 regionami Rosji zestrzelono 231 dronów. Jest to dwa razy więcej niż nad Ukrainą. I dwa razy więcej niż wiosną w ciągu całej doby nad Rosją.

Jak pisze Politico, podczas kolejnego spotkania Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy (znanej jako „format Ramstein”) Ukraina zwróci się do partnerów o dodatkowe 20 mld dolarów podczas spotkania 18 czerwca , aby umocnić swoją przewagę nad Rosją na polu bitwy.

„Wszyscy widzą, że Rosja płonie, i chcemy, żeby płonęła jeszcze bardziej, ale potrzebujemy na to środków finansowych” – powiedział portalowi wysokopostawiony ukraiński urzędnik.

Przeczytaj także:

10:29 12-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.plFot. Marcin Stepien ...

Pierwsze F-35 nad Polską. Ceremonia przyjęcia najnowocześniejszych myśliwców

Dziś rano F-35 pojawiły się w polskim niebie. W ramach „Powitania z Polską” przeleciały nad Gdańskiem, Warszawą, Krakowem i Łodzią.

Co się wydarzyło?

Dziś rano mieszkańcy Polski mogli zobaczyć najnowsze myśliwce F-35. Polscy piloci wykonali uroczysty przelot nad Gdańskiem (Westerplatte), Warszawą (wzdłuż Wisły), Krakówem (okolice Wawelu) oraz Łodzią (nad Rondem Lotników Lwowskich), który ma uczcić przyjęcie pierwszych polskich F-35 „Husarz” (takie imię będą nosiły samoloty) do Sił Zbrojnych RP.

„To dzień, na który czekaliśmy od lat!" – napisał na X minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.

W godz. 11:00 w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku odbyła się ceremonia przyjęcia pierwszych F-35 do polskiej armii.

W wydarzeniu zapowiadali udział najważniejsi przedstawiciele władz państwowych, w tym prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Do Łasku przybył również podsekretarz stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno. Na ceremonię był zaproszony także były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który w 2020 r. podpisał kontrakt na zakup tych samolotów.

Jaki jest kontekst?

Jest to ważny krok dla bezpieczeństwa Polski oraz modernizacji polskiej armii. Nowe myśliwce mają zapewnić Polsce przewagę technologiczną w regionie oraz wzmocnić współpracę z sojusznikami z NATO.

Pod koniec maja Polska odebrała pierwsze trzy F-35, które trafiły do bazy w Łasku. Docelowo Polska ma otrzymać 32 takie samoloty.

F-35 to samolot 5. generacji zbudowane są w technologii stealth, znacząco utrudniającej wykrycie przez radary przeciwnika, uznawany za jeden z najnowocześniejszych myśliwców na świecie, który jest produkowany przez amerykański koncern Lockheed Martin.

Maszyny wyposażone są także w szereg sensorów, zbierających dane z otoczenia i przekazujących je pilotowi oraz innym jednostkom na morzu czy na ziemi, np. systemom przeciwlotniczym Patriot.

Wartość kontraktu wynosi 4,6 mld dol. Jak wskazuje Sztab Generalny WP, była to druga co do wielkości transakcja zbrojeniowa w historii kraju.

Wszystkie maszyny powinny być dostarczone do Polski do 2029 r. Do końca obecnego roku planowany jest przyjazd 14 maszyn, a kolejne 12 samolotów ma zostać odebranych do końca 2027 r.

Polska otrzymała F-35 jako pierwsza w swojej części Europy — na wschodniej flance NATO. Finowie dostaną je za kilka miesięcy, a Czesi, Rumuni czy Niemcy dopiero za kilka lat.

Przeczytaj także:

08:38 12-06-2026

Prawa autorskie: Foto Genya SAVILOV / AFPFoto Genya SAVILOV /...

Ukraina atakuje Krym. Rosjanie świętują dzień Rosji, a jej rafinerie płoną

Ukraińskie drony w nocy atakowały okupowany półwysep oraz Rosję na głębokim zapleczu. To spowodowało pożary w elektrowniach cieplnych i zakładach chemicznych.

Co się wydarzyło?

Jak informuje „Ukraińska Prawda”, powołując się na kanały na Telegramie, po intensywnym ataku dronów w okupowanym Symferopolu na Krymie wybuchł pożar w okolicy elektrociepłowni. W mieście odnotowano przerwy w dostawach energii elektrycznej. Potężne wybuchy słyszano również w rejonie symferopolskim, a także w rejonach niżnogorskim i czerwono-gwardyjskim. Rosyjska obrona uaktywniła się w rejonie wielokrotnie już atakowanego przez Ukraińców wojskowego lotniska Saki.

Jednocześnie Ukraińcy odcinają półwysep od dostaw. Jak pisze Institute for the Study of War, Ukraina intensyfikuje kampanię uderzeń średniego zasięgu (middle strike) na rosyjskie szlaki logistyczne, w szczególności blokując mosty między okupowaną częścią obwodu chersońskiego a Krymem. Tylko w ostatnim tygodniu ukraińskie siły obronne przeprowadziły ataki na:

  • most w Czonharze (kluczowe przejście łączące Krym z okupowanymi częściami obwodu chersońskiego), zaatakowany 7, 9 i 11 czerwca;
  • most między Heniczeskim a cyplem arabatskim, o uderzeniu poinformowano 10 czerwca
  • most nad Kanałem Północnokrymskim w rejonie Preobrażenki, uszkodzony 11 czerwca;
  • most nad Kanałem Północnokrymskim w rejonie Mirnego, uszkodzony 11 czerwca;
  • most samochodowy w kierunku Perekop – Armiansk, uszkodzony 11 czerwca;
  • most w rejonie miejscowości Stawki, uszkodzony 11 czerwca.

Ostatnie przejście na krym – most kerczeński – jest uszkodzony, więc nie nadaje się do dużych transportów. Także zaopatrzenie drogą morską szwankuje – Ukraińcy zniszczyli promy kursujące po Morzu Azowskim. Ostatnio też zniszczyli port w Mariupolu. Pociągi na Krym kursują rzadziej, i tylko do Kerczu albo Symferopola. Dalej transport musi odbywać się autobusami i cięzarówkami.

Te uderzenia utrudniają Rosji bezpieczne korzystanie ze szlaków dostaw z południowo-zachodniej części Rosji do okupowanego Krymu. Według ekspertów ISW kontynuacja tych ataków prawdopodobnie „będzie miała efekt domina na sytuację na polu bitwy i może utrudnić Rosji przygotowania do operacji ofensywnych”. Ponieważ główne drogi przestają być przejezdne, Rosjanie korzystają z objazdów, na których ciężarówki z zaopatrzeniem dla wojska i cywili tworzą korki. W te korki uderzają ukraińskie drony – jedno uderzenie 11 czerwca zniszczyło 50 ciężarówek koło Armianska.

Dowódca Sił Bezzałogowych Ukrainy Robert Browdi, znany pod pseudonimem „Madyar”, w wywiadzie opublikowanym przez agencję Reuters 11 czerwca powiedział, że Ukraina zamierza odizolować okupowany Krym od Rosji, blokując główne szlaki dostaw wojskowych na półwysep.

Browdi poinformował, że ruch rosyjskich ładunków wojskowych na autostradzie R-280 „Noworosja”, która łączy Rosję z okupowanym Krymem przez Mariupol, Berdiańsk i Melitopol, spadł o 71% w ciągu ostatnich dwóch tygodni z powodu ukraińskich ataków.

„W ciągu miesiąca będziemy mieli pełną kontrolę nad drogą” – zapewnia Browdi.

Wojska ukraińskie nazwały ją „autostradą śmierci”. Od końca maja droga jest w znacznej mierze zamknięta dla ruchu cywilnego z powodu częstych ataków.

Według ukraińskich operatorów dronów, w ostatnich miesiącach zniszczono dziesiątki rosyjskich pojazdów logistycznych, w tym konwoje z paliwem i amunicją. Te uderzenia są częścią wspomnianej kampanii middle strike'ów, której celem jest zakłócenie linii zaopatrzeniowych na obszarze od 20 do 200 kilometrów (od 29 do 200 km) za linią frontu.

Nasza mapka pokazuje tylko te ataki, o których można znaleźć potwierdzenia w mediach. Ale i tak widać na niej gwałtowny wzrost:

Ataki w Rosji

Ukraińskie drony po raz kolejny zaatakowały też strefę przemysłową miasta Togliatti w obwodzie samarskim w Federacji Rosyjskiej, tysiąc kilometrów do ukraińskiej granicy. Po serii wybuchów na terenie zakładu petrochemicznego „Togliattikauchuk” wybuchły pożary, a nad zakładem uniósł się gęsty czarny dym. To jedno z największych przedsiębiorstw w regionie i obiekt o znaczeniu strategicznym, który zaspokaja około jednej czwartej rosyjskiego zapotrzebowania na kauczuk syntetyczny (który jest wykorzystywany w szczególności do dalszej produkcji stałego paliwa rakietowego przeznaczonego do rakiet taktycznych i balistycznych).

Również w nocy drony zaatakowały leżące jeszcze dalej w głębi Rosji, bo w Tatarstanie – dwie rafinerie w Niżniekamsku „TANECO” i „TAIF-NK”). Ukraińskie siły zbrojne potwiedzają ataki i wskazują, że kompleks rafineryjny „TANECO” jest jednym z największych zakładów rafineryjnych w Federacji Rosyjskiej. Projektowa zdolność przerobowa wynosi ponad 16 mln ton ropy naftowej rocznie. Zakład produkuje szeroki asortyment paliw i smarów, w tym olej napędowy, paliwo lotnicze i inne produkty naftowe.

Przedsiębiorstwo „TAIF-NK” to duży kompleks rafineryjny, który wyróżnia się niezwykle wysokim stopniem przetworzenia ropy naftowej.

„W trosce o bezpieczeństwo podjęto decyzję o odwołaniu wszystkich imprez masowych zaplanowanych na dzisiaj” – poinformował Radmir Beliajew, szef rejonu niżnekamskiego. W państwie Putina trwa właśnie długi weekend w związku z „Dniem Rosji”.

Piąty dzień z rzędu trwały ataki dronowe na Moskwę – tu najwyraźniej obronie udało się drony zestrzelić, bo nie ma doniesień o trafieniach.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że tylko w nocy 12 czerwca nad 16 regionami Rosji zestrzelono 231 dronów. Jest to dwa razy więcej niż nad Ukrainą. I dwa razy więcej niż wiosną w ciągu całej doby nad Rosją.

Jaki jest kontekst?

Ukraińskie ataki są coraz bardziej uciążliwe dla Rosji. Rosyjskim władzom okupacyjnym Krymu coraz trudniej jest radzić sobie ze skutkami tych ataków, zwłaszcza z niedoborem benzyny.

W Sewastopolu zaostrzono ograniczenia dotyczące sprzedaży benzyny do 20 litrów tygodniowo, w porównaniu z poprzednim limitem wynoszącym 20 litrów dziennie, a niedobór nadal się pogłębia.

W ISW przypomina ponadto, że Siły Obronne Ukrainy podobnie osiągnęły przewagę taktyczną w zakresie wykorzystania dronów na froncie. Prowadzi to nie tylko do zakłóceń w logistyce, ale także do wzrostu strat Rosjan na polu bitwy w kontekście spadku poziomu rekrutacji do armii okupacyjnej. W ISW przedstawiają taki wniosek, powołując się na nowe dane od głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego, który 11 czerwca poinformował, że armia ukraińska przewyższa okupantów w wykorzystaniu dronów FPV w stosunku 1,5 do 1, a przewaga ta rośnie.

Przeczytaj także:

04:53 12-06-2026

Prawa autorskie: Il. Mateusz Mirys, OKO.pressIl. Mateusz Mirys, O...

Prezydent po raz trzeci zawetował ustawę o kryptowalutach

Karol Nawrocki zawetował ustawę, mającą uregulować rynek kryptoaktywów – od poprzedniej, również zawetowanej różniła się ona zaledwie jednym przepisem

Co się stało?

Polska nie zdołała więc przyjąć unijnego rozporządzenia MiCA, regulującego rynek kryptoaktywów w UE. Czas na przyjęcie krajowych przepisów wykonawczych upływa 30 czerwca. Brak ustawy oznacza, że od 1 lipca 2026 r. krajowe firmy kryptowalutowe nie będą mogły legalnie działać w Polsce. Firmy z innych państw UE będą mogły jednak świadczyć usługi w Polsce na podstawie licencji uzyskanych za granicą.

Zawetowana 11 czerwca ustawa była w większości podobna do poprzednich dwóch. Różniła się przede wszystkim zaostrzeniem kar za naruszenia na rynku kryptoaktywów. Przewidywała m.in. grzywnę do 15 mln zł lub do trzech lat więzienia za wprowadzanie kryptoaktywów bez zgłoszenia KNF. To KNF miał być organem nadzorującym rynek i uzyskać uprawnienia m.in. do kontroli podmiotów, żądania informacji, zawieszania ofert tokenów, zakazywania świadczenia usług i nakładania sankcji.

W pracach nad trzecią wersją ustawy Sejm odrzucił łącznie 39 poprawek, w tym 15 poprawek zgłoszonych przez ministra Zbigniewa Boguckiego z Kancelarii Prezydenta. Przyjęto tylko jedną poprawkę prezydencką: obowiązek przygotowania raportu o rynku kryptoaktywów przez ministra finansów i przewodniczącego KNF. Raport ma obejmować m.in. informacje o podmiotach działających na rynku, nadużyciach, postępowaniach oraz kosztach nadzoru.

Jaki jest kontekst?

11 czerwca prezydent zawetował 3 z 10 ustaw przesłanych z Sejmu do podpisu. W przypadku ustawy o kryptowalutach jest to trzecie weto. Choć ustawy są podobne, między pierwszym a trzecim zmieniła się argumentacja prezydenta. Za pierwszym razem Karol Nawrocki ogłosił, że wetuje, bo „przepisy realnie zagrażają wolnościom Polaków, ich majątkowi i stabilności państwa”.

Teraz ogłosił, że rządowa ustawa „nieskutecznie chroni Polaków przed nadużyciami”. Podpisze ustawę, o ile Sejm przyjmie wersję prezydencką. Projekt jest w Sejmie i choć „jest w większości miejsc zbieżny z projektem rządowym”, to jest lepszy. Rząd tego nie widzi z powodu „politycznego uporu i niechęci”, a rynek „należy uregulować w sposób odpowiedzialny”.

Przy okazji Nawrocki powiedział, że karze rząd za jego działania. Nazwał „haniebnymi” informacje o „ruskim śladzie” w sprawie ustawy o kryptowalutach. Służby podległe rządowi wedle prezydenta nie sprawdziły niewiarygodnego świadka, ale wykorzystały jego opowieść do uderzenia w politycznych przeciwników. „Rządzący szukali haków na przeciwników, a nie zajmowali się ochroną Polaków”.

– Jestem zwolennikiem regulacji tego rynku. Jestem zwolennikiem ochrony konsumentów, tylko trzeba to robić skutecznie – wyjaśnił na koniec Nawrocki. Zapowiedział jednocześnie, że „ustawa uzyska podpis, jeśli zostanie poprawiona”.

Komentatorzy oceniali, że w sprawie kryptowalut Nawrocki się „zakiwał” i po dwóch wetach będzie musiał podpisać kolejną ustawę, mimo że jest podobna poprzednich. Nowym kontekstem dla ustawy stała się bowiem afera Zondacrypto, firmy kryptowalutowej, której klienci zgłaszali problemy z wypłatą środków. Firma upadła w kwietniu 2026 roku, prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie. Poszkodowanych są już setki osób. W związku z tym zwrotu w sprawie kryptowalut dokonał PiS – wycofując ustawę proponowaną przez posła Janusza Kowalskiego, któremu media udowodniły niejasne kontakty z biznesmenami od kryptowalut. W to miejsce PiS złożył projekt radykalnie ograniczający rynek kryptowalut, w sposób sprzeczny z unijnymi przepisami.

Nawrocki jednak ogłosił, że nie ustąpi.

W kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że nie podpisze żadnej ustawy regulującej rynek kryptowalut. Zrobił to na sponsorowanej przez Zondacrypto konferencji konserwatystów CPAC (Conservative Political Action Conference) w podrzeszowskiej Jasionce.

Obecnie prezydent Polski przyjął zaproszenie na urodzinową galę walk MMA Donalda Trumpa. Sponsorem imprezy jest giełda kryptowalut Crypto.com.

Przeczytaj także:

16:38 11-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Weto Nawrockiego. Lekarze spoza UE w Polsce mogą stracić pracę

Prezydent nie zgodził się na przedłużenie terminu przedłożenia dowodu znajomości języka polskiego na poziomie B1. Prawo do wykonywania zawodu straciło już 441 lekarzy

Co się wydarzyło

Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy, która miała wydłużyć o rok termin na przedłożenie certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1 przez lekarzy spoza Unii Europejskiej. Ustawa wydłużała termin o kolejny rok, do 30 kwietnia 2027 roku. Prezydent tę ustawę odrzucił. A to może oznaczać realne konsekwencje dla części lekarzy pracujących w Polsce. W szczególności problem dotyczy osób pochodzących z Ukrainy.

W uzasadnieniu prezydent powołuje się na dobro pacjentów.

„Nie zgodziłem się na przedłużenie o kolejny rok obowiązywania wyjątkowych rozwiązań dotyczących wymogów językowych dla medyków spoza Unii Europejskiej bez przeprowadzenia rzetelnej debaty i bez uwzględnienia zastrzeżeń środowisk medycznych. Polskie rodziny, idąc do lekarza opłacanego z publicznych środków, z ich kieszeni, muszą uzyskać pomoc i po prostu móc zwyczajnie dogadać się z lekarzem” – przekazał Nawrocki.

Jaki jest kontekst

W Polsce kwestia umiejętności językowych lekarzy spoza UE długo nie była uregulowana. Stało się tak w tej kadencji Sejmu. Lekarze ci otrzymali dwa lata na przedstawienie dyplomu dokumentującego umiejętność posługiwania się językiem polskim na poziomie B1.

Brak wydłużenia tego okresu ma realne konsekwencje dla wielu lekarzy. „Rzeczpospolita” pisze, że do 11 czerwca według Naczelnej Izby Lekarskiej z tego powodu prawo do wykonywania zawodu straciło 441 lekarzy. Izba przekazała wcześniej, że do końca kwietnia odpowiednich dokumentów nie przedstawiło łącznie 2321 lekarzy i 1014 lekarzy dentystów. Problem nie dotyczy tylko lekarzy pochodzących z Ukrainy. W Polsce pracuje około 3 tys. ukraińskich lekarzy. Jak pisał w OKO.press Sławomir Zagórski około 800 z nich nie dopełniło tego obowiązku.

Przeczytaj także: