0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: "The Moscow Tomes""The Moscow Tomes"

Ukraińcy: trafiamy w rosyjskie rafinerie dzięki pomocy Amerykanów

Amerykański wywiad pomógł Ukraińcom wytyczyć najlepsze trasy dla dronów i ominąć obronę przeciwlotniczą. Dzięki temu rośnie skuteczność trafień w Rosji

Co się stało?

Tuż przed szczytem NATO „Financial Times” ujawnił, że rosnąca skuteczność ukraińskich trafień w Rosji była możliwa dzięki wsparciu amerykańskiego wywiadu. Co istotne, dziennikarze „FT” dowiedzieli się tego od Ukraińców. Doniesienia brytyjskiego dziennika w dużo bardziej stanowczym tonie powtarza „The Moscow Times”. Wspiera się doniesieniami z października, że USA pomagają wywiadowczo Ukrainie

Jak wynika z obecnej analizy „FT”, Ukraina atakuje rosyjską infrastrukturę energetyczną z niespotykaną dotąd intensywności. Ataki dronów doprowadziły do najgorszego kryzysu paliwowego w Rosji od dziesięcioleci. Liczba udanych ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie w maju osiągnęła rekordowy miesięczny poziom 16 („FT” powołuje się tu na Rochan Consulting, polską firmę analityczną monitorującą sytuację w Ukrainie

Już w lipcu oberwały jeszcze cztery rosyjskie rafinerie. 6 lipca, oprócz rafinerii jarosławskiej Ukraińcy trafili rafinerię w Omsku. 'The Moscow Times" nazywa ją najpotężniejszą rosyjską rafinerią i ostatnią dużą rafinerię, która nie ucierpiała jeszcze w wyniku ataków dronów. Leży ona 2500 km od granicy ukraińskiej.

Od początku 2026 r. rosyjskie rafinerie ucierpiały co najmniej 194 razy. To 11-krotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Kijów wywiera niespotykaną dotąd presję na rosyjską obronę powietrzną. Utrudnia Moskwie obronę kluczowych zasobów energetycznych i militarnych, które wspierają jej machinę wojenną.

Jak powiedział „FT” Rusłan Puchow, dyrektor Centrum Analiz Strategii i Technologii, moskiewskiego think tanku zajmującego się obronnością, ukraińskie ataki zniszczyły również starannie podtrzymywaną przez Kreml iluzję, że w czasie wojny w Rosji toczyo się normalne życie.

Jaki jest kontekst?

Przed szczytem NATO Putin robi wszystko, by Amerykanie znów zaczęli „mediować” między Rosją a Ukrainą. Dopóki w maju Amerykanie przestali jeździć do Moskwy, zachowywali się tak, jakby uważali, że wojnę w Ukrainie można zakończyć, tylko oddając Putinowi dużą część Ukrainy. Wojna ich zdaniem trwała, gdyż Ukraina się na to nie godziła.

Od tego czasu prezydent Trump powtarza jednak, że Ukraina radzi sobie na wojnie całkiem nieźle. Putin zaś od początku czerwca próbuje ściągnąć na Kreml wysłanników Trumpa, zięcia Kushnera i partnera biznesowego Witkoffa. Ci bowiem — jak to określa propaganda Kremla — mieli zrozumienie dla stanowiska Rosji. Witkoff i Kushner utknęli jednak w negocjacjach z Iranem. Wysocy kremlowscy urzędnicy powtarzają jednak cały czas publicznie, iż nie wierzą, by Trump, prawdziwie silny człowiek, zmienił zdanie pod wpływem Europejczyków. To niemożliwe, by dał się przekonać, że na tej wojnie trzeba wesprzeć zaatakowaną Ukrainę.

Jeden z zachodnich urzędników, z którym rozmawiał „FT”, opisał ukraińskie drony jako „narzędzie”, którego USA mogłyby użyć do osłabienia rosyjskiej gospodarki. W ten sposób Amerykanie mieliby nakłaniać Putina do zakończenia wojny. Jednak według źródeł gazety w Moskwie, Putin nadal koncentruje się na maksymalistycznych celach. Jest więc mało prawdopodobne, aby rozpoczął sensowne negocjacje przed lutym 2027 roku. „Rosja woli, aby Amerykanie »oddali« nam Ukrainę” – powiedziało jedno ze źródeł „FT”.

Przeczytaj także:

Przeciek na pomoc Europie?

Po tym, jak ogłoszono, że na spotkaniu NATO w Ankarze prezydent Trump spotka się z prezydentem Zełenskim, propaganda Kremla pospieszyła z doniesieniem, że zaraz po tym Trump umówiony jest na telefon z Putinem. Ukraiński przeciek dla „FT” czyni starania Moskwy bardziej rozpaczliwymi.

Jeśli USA wspierają Ukrainę, to teza Moskwy, iż wojna toczy się tylko dzięki pomocy Europejczyków, nie ma sensu. Zatem sygnał w Ukrainy można interpretować też tak:

nie mają też sensu rosyjskie groźby wobec Europy, w tym krajów bałtyckich i Polski. Bo za sukcesami Ukrainy stoją Stany Zjednoczone Trumpa.

Jak mówi w rozmowie z Pauliną Pacułą ekspertka ds. bezpieczeństwa i obronności Iana Maisuradze, „odstraszanie nigdy nie opiera się wyłącznie na zdolnościach wojskowych. Ma trzy podstawowe elementy: zdolności, wiarygodność i komunikację polityczną. I obecnie widzimy, że pierwszy filar wyraźnie się wzmacnia, ale drugi i trzeci – wiarygodność oraz komunikacja – są pod większą presją”.

Przeczytaj także:

12:55 06-07-2026

Prawa autorskie: Photo by SEBASTIEN BOZON / AFPPhoto by SEBASTIEN B...

Skrajnie prawicowa partia europejska może stracić unijne pieniądze. Jutro głosowanie

W skład Europy Suwerennych Narodów wchodzi m.in. niemiecka AfD, dwóch Polaków z Konfederacji i proputinowska partia bułgarska

Co się wydarzyło

Parlament Europejski zagłosuje we wtorek 7 lipca nad tym, czy skrajnie prawicowa grupa parlamentarna Europa Suwerennych Narodów ma zostać sprawdzona przez Urząd ds. Europejskich Partii Politycznych i Europejskich Fundacji Politycznych. To unijne ciało powołane do nadzorowania europejskich partii politycznych. Wniosek dotyczy rasistowskich, homofobicznych i antysemickich wystąpień europosłów z grupy.

Na podstawie punktu 241 regulaminu Parlamentu Europejskiego trzy partie mają prawo wspólnie wystosować wniosek do urzędu do spraw partii o sprawdzenie, czy partia stosuje się do przepisów rozporządzenia w sprawie statusu i finansowania europejskich partii politycznych i europejskich fundacji politycznych.

Chodzi o sprawdzenie, czy partia „przestrzega, w szczególności w swoim programie i swoich działaniach, wartości, na których opiera się Unia, wymie nionych w art. 2 TUE, mianowicie poszanowania godności ludzkiej, wolności, demokracji, równości, praworządności oraz poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości”.

Daniel Freund z Zielonych twierdzi, że istnieją mocne dowody, że niemiecka AfD – główna partia Europy Suwerennych Narodów – nie przestrzega tych wartości. Zdaniem lewicowych grup w PE wniosek ma poparcie co najmniej 180-200 osób w Parlamencie. Jeśli wniosek zostanie przegłosowany, uruchomi to procedurę, która może zakończyć się zatrzymaniem unijnych środków dla partii ESN. Jednocześnie partia jest prawnie osobnym bytem od klubu ESN w PE. Wniosek dotyczy samej partii.

Jaki jest kontekst

Europa Suwerennych Narodów liczy dziś 27 osób w 720-osobowym parlamencie. To dziś najmniejsza spośród ośmiu grup partii europejskich reprezentowanych w obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego. Na prawicy silniejsze są Patrioci za Europą (85 osób) i Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (81 osób). ESN to piętnastu deputowanych z niemieckiej AfD. Pozostałe kraje są w niej reprezentowane przez od jednej do trzech osób. Z Polski w ESN są Stanisław Tyszka i Marcin Sypniewski – obaj wybrani z list Konfederacji. Początkowo w grupie była też Ewa Zajączkowska-Hernik, ale w marcu 2026 roku przeniosła się do Patriotów za Europą.

Jedną z partii narodowych wchodzących w skład ESN jest bułgarskie Odrodzenie. Partia ta ma podpisaną umowę o współpracy z Jedną Rosją Władimira Putina.

Przeczytaj także:

12:03 06-07-2026

Prawa autorskie: Photo by YURIY DYACHYSHYN / AFPPhoto by YURIY DYACH...

Ukraina chce podpisać „umowy dronowe” z siedmioma państwami

Rośnie zainteresowanie ukraińską wiedzą i technologią dronową. Proces współpracy z innymi krajami przyspieszył w trakcie wojny USA i Izraela z Iranem

Co się wydarzyło

Ukraina zamierza podpisać siedem umów w zakresie obronności z przynajmniej siedmioma krajami NATO do końca tego roku – pisze brytyjski dziennik „TGuardian”. Chodzi o współpracę w zakresie technologii dronowej, którą Ukraina znacznie rozwinęła w ostatnich kilku latach. Dotychczas Ukraińcy podpisali tego rodzaju umowy z sześcioma państwami. Chodzi o trzy kraje Zatoki Perskiej (Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar), Azerbejdżan i dwa kraje NATO – Litwę i Łotwę.

„Nazywamy tę inicjatywę umową dronową, ale obejmuje ona znacznie więcej niż tylko drony. Chodzi też o doświadczenie i wiedzę, o dostęp do komponentów, z których tworzymy nasz system w Ukrainie” – powiedział „The Guardian” Dawid Alojan, zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy.

Jaki jest kontekst

Współpraca Ukrainy i krajów Zatoki Perskiej w kwestii technologii i wiedzy dronowej przyspieszyła w marcu, po wybuchu wojny między USA i Izraelem a Iranem. W odpowiedzi na agresję, Iran wielokrotnie atakował arabskie kraje Zatoki Perskiej, by ukarać je za współpracę z USA i by podnieść globalny koszt prowadzenia wojny przez Amerykanów. Iran atakował te kraje przy użyciu dronów Szahed, a broniąc się, kraje Zatoki często starały się je strącać drogimi rakietami Patriot.

Ukraina natomiast posiada dziś unikalną technologię, umiejętności i wiedzę w odpieraniu takich ataków. To właśnie Szahedami (obok trudniejszych do odparcia, ale droższych rakiet balistycznych) Rosja ostrzeliwuje ukraińskie miasta. A Ukraina nauczyła się, jak strącac je znacznie taniej, niż tylko przy pomocy Szahedów.

Litwa i Łotwa zainteresowały się analogiczną współpracą po tym, jak w maju na Łotwie spadły dwa ukraińskie drony, zbite z kursu przez Rosjan. Ukraina liczy, że zainteresowanie podobną współpracą będzie rosło.

Przeczytaj także:

10:38 06-07-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

„DGP”: dodatkowi amerykańscy żołnierze w Polsce w ciągu trzech miesięcy

Kolejna rotacja powiększy liczbę amerykańskich żołnierzy z ok. 10 do 11 tys. Polacy walczą o stałą bazę USA, ale decyzje w tej sprawie wciąż nie zapadły

Co się wydarzyło

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, w ciągu trzech miesięcy w Polsce pojawi się dodatkowe tysiąc żołnierzy amerykańskich. W ramach najbliższej rotacji ma ich wyjechać cztery tysiące, a przyjechać pięć tysięcy.

Otoczenie prezydenta oraz urzędnicy Ministerstwa Obrony Narodowej nieustannie prowadzą rozmowy z USA o rotacyjnej obecności Amerykanów w Polsce, a także o utworzeniu stałej bazy. Dziennik pisze też, że decyzja o stałej bazie ma zapaść za sześć do 12 miesięcy.

„Od strony amerykańskiej wielokrotnie słyszałem, że Polska jest modelowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Potwierdziły to moje rozmowy, między innymi spotkanie z głównym strategiem Pentagonu – Elbridgem Colbym” – powiedział „DGP” Bartosz Grodecki z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Podczas wizyty w Waszyngtonie Grodecki rozmawiał m.in. o perspektywie udziału Polski w programie Nuclear Sharing, czy o utworzeniu w Polsce Centrum Doskonałości NATO ds. sztucznej inteligencji.

Jaki jest kontekst

W maju Amerykanie sprzecznymi komunikatami wprowadzili spore zamieszanie w temacie Amerykańskich żołnierzy w Polsce. Wówczas Alexus G. Grynkewich, naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO, oznajmił, że USA wstrzymują rozmieszczenie w Europie pancernej brygady bojowej, a taka rotacyjnie stacjonuje w Polsce. Następnie Pentagon uściślił: zmaleć ma liczba brygadowych grup bojowych, niekoniecznie w Polsce. Kilka dni później Donald Trump oznajmił, USA wyślą do Polski 5 tysięcy dodatkowych żołnierzy. Ale komunikat prezydenta USA nie mówił jasno, czy chodzi o przywrócenie wstrzymanej, tudzież opóźnionej rotacji pancernej brygady bojowej z Teksasu, czy o wysłanie dodatkowo 5 tysięcy żołnierzy.

News „DGP” zdaje się potwierdzać, że Trumpowi chodziło o rozszerzoną rotację.

Obecnie w Polsce stacjonuje około 10 tys. żołnierzy Amerykańskich w ramach dwóch operacji rotacyjnych. Polska dąży do założenia stałej bazy USA w naszym kraju, a obie strony zapewniają, że nasza współpraca jest bardzo dobra. Jednocześnie ze strony Białego Domu i Pentagonu nieustannie płyną sprzeczne komunikaty. W USA w listopadzie odbędą się częściowe wybory do Senatu i Izby Reprezentantów. W ich wyniku Republikanie mogą stracić większość w obu z nich, co utrudni Trumpowi podejmowanie decyzji – również dotyczących rozmieszczenia wojsk w Europie.

Przeczytaj także:

09:08 06-07-2026

Prawa autorskie: "The Moscow Tomes", screen"The Moscow Tomes", ...

Ukraińcy trafili rafinerie w Jarosławiu i w Omsku

Gdy Rosjanie atakowali rakietami Kijów, Ukraińcy przeprowadzili ataki na terytorium wroga. Trafili po raz kolejny rafinerię jarosławską, omską, dwa porty bałtyckie i terminal naftowy w Kerczu na Krymie. Rosyjskie władze twierdzą, że nie ma ofiar.

Co się stało?

Rosjanie ogłosili, że w nocy zestrzelili ponad 500 ukraińskich dronów nad swoim terytorium. Byłby to kolejny duży atak. Część dronów przedarło się przez obronę. Trafienia były na tyle precyzyjne, że Rosjanie twierdzą, że nie ma ofiar. (Najwięcej cywili ginie na wojnie Putina po stronie rosyjskiej bezpośrednio w strefie przygranicznej, gdzie drony uderzają nieustannie).

Ukraińcy podali przy tym w porannych komunikatach koordynaty trafień. Takich danych nigdy nie ma w rosyjskich komunikatach.

Trafione cele to: rafineria jarosławska, omska, porty w Ust-Łudzie i w Wysocku, terminal naftowy w Kerczu, niezidentyfikowany jeszcze zakład przemysłowy w Dzierżyńsku, oraz podstacja energetyczna w Symferopolu.

O efektach ataków wiemy tyle, że na Krymie znowu nie ma prądu, niektóre miejscowości nie mają tam też wody. Most kerczeński (krymski) kolejny raz został zamknięty. Lotniska w europejskiej części Rosji działają w trybie awaryjnym (wobec powszechności nalotów dronowych Rosjanie nie zamykają już ruchu lotniczego całkowicie, ale wypuszczają i przyjmują loty „po uzgodnieniu z władzami”).

Moskwa kolejny raz atakowana była przez ukraińskie drony – ale od 18 czerwca żaden z nich nie przedarł się przez obronę. Trafiają jednak w obiekty łączności w okolicach Moskwy.

Jaki jest kontekst

Ukraińskie ataki na zaplecze Rosji powoli dewastują życie kraju. Rosja za ciężkie pieniądze importuje paliwo, obniża też normy jakość dla produkcji na swój rynek. Paliwo jest reglamentowane, kolejki do stacji benzynowych widać na zdjęciach satelitarnych. Za chwile zaczną się kłopoty ze żniwami.

Władze na Kremlu wielokrotnie zapewniały jednak, że ataki te nie mają znaczenia, mają jedynie odwracać uwagę od sukcesów Rosji na froncie. A po dokonaniu „nieplanowanych napraw” (eufemizm dla napraw po ataku dronów) wszystko wróci do normy. Nie wraca, bo kluczowe rafinerie trafiane są raz po razie.

Z drugiej strony Moskwa nazywa te ataki „atakami terrorystycznymi na cele cywilne” i w kółko powtarza, że ona sama nie atakuje cywili (!!!). Odpowiedzią Rosji jest obecnie ostrzeliwanie Kijowa.

Przeczytaj także:

Zniszczenie domów mieszkalnych Moskwa próbuje zrzucić na obronę powietrzną, jednak obrazy płonącego miasta Kreml wykorzystuje dzień w dzień w swojej propagandzie. Komunikaty wojskowe Rosjanie uzupełniają obecnie listą zakładów pracujących dla obrony Ukrainy, które rzekomo zostały trafione. Koordynatów Rosjanie nie podają. Przestali się też chwalić „precyzją trafień”. Ewidentnie chodzi o sianie spustoszenia i terror.

Ataki rosyjskie na ukraińskie miasta odbywają się przy tym na publicznie wydany rozkaz Putina. Rosyjska propaganda nazywa je wprost atakami odwetowymi. Cel wojskowy jest jakby poboczny.

Ostrzał miast Ukrainy ma być demonstracją determinacji Putina, by zakończyć najazd na Ukrainę na swoich warunkach. Jest to przy tym demonstracja dla Donalda Trumpa, który najwyraźniej przestał wierzyć, że Rosja musi wygrać tę wojnę, „gdyż jest większa”.

Żeby uwiarygodnić opowieść o rosyjskiej przewadze, w nocy z 3 na 4 lipca Putin pochwalił się zdobyciem Konstantyniwki. O sukcesie tym trąbi teraz cały czas propaganda Kremla. Ukraińcy mówią jednak, że to nieprawda. A prezydent Zełenski zaproponował nawet Putinowi spotkanie w Konstantiniwce. Bo skoro miasto ma być rosyjskie, to Putin nie powinien mieć oporów przed przyjazdem tam.

Przeczytaj także: