Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jarosław Kaczyński ogłosił w sobotę kandydata PiS na Rzecznika Praw Obywatelskich. To Adam Borowski — przewodniczący warszawskiego klubu "Gazety Polskiej”, działacz opozycyjny w PRL, ale też bohater tzw. maili Dworczyka
Jarosław Kaczyński w rozmowie z TV Republika podczas XXI Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” wskazał, że kandydatem PiS na Rzecznika Praw Obywatelskich będzie Adam Borowski.
„My staniemy na głowie albo nawet, jak to się mówi, na uszach, żeby jednak w tym trochę tak rozsypującym się układzie w Sejmie miał jakąś szansę, gorzej będzie z Senatem"
- powiedział prezes PiS.
RPO powołuje Sejm za zgodą Senatu na wniosek marszałka Sejmu albo grupy 35 posłów.
Kaczyński powiedział w TV Republika, że gdyby Adam Borowski został RPO, Polacy byliby „dużo bezpieczniejsi”.
Przeczytaj także:
To rocznik 1955. Działacz opozycyjny represjonowany przez aparat bezpieczeństwa PRL. Za swoją działalność został odznaczony w 2006 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Adam Borowski w 2025 roku dołączył do komitetu poparcia Karola Nawrockiego. Dwukrotnie kandydował w ostatnich latach do Sejmu z listy PiS (w 2019 i 2023 roku), jednak bezskutecznie. Był też bohaterem tzw. maili Dworczyka. W jednym z nich prosił Michała Dworczyka, żeby kancelaria premiera kupiła hurtowo jego książkę.
O Adamie Borowskim głośno było całkiem niedawno za sprawą sporu sądowego z posłem KO Romanem Giertychem. Borowski na antenie TV Republika stwierdził, że Giertych „współpracuje z przestępcami”. Miał na myśli aferę Polnordu.
Sąd nakazał Borowskiemu przeprosić w mediach społecznościowych za te słowa. Borowski jednak tego nie zrobił. Dlatego w styczniu 2026 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli skazał go na sześć miesięcy pozbawienia wolności za niewykonanie wyroku.
W obronie Borowskiego stanęło 25 działaczy opozycji antykomunistycznej okresu PRL, w tym Czesław Bielecki, Władysław Frasyniuk i Zbigniew Bujak, którzy opublikowali list otwarty.
23 lipca 2026 roku kończy się pięcioletnia kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka. W związku z tym termin zgłaszania kandydatur na nowego RPO mija 23 czerwca.
Koalicja Obywatelska zgłosiła już swoją kandydatkę – mec. Sylwię Gregorczyk-Abram, a klub KO rozpoczął zbieranie podpisów pod jej kandydaturą.
Z nieoficjalnych informacji podawanych przez media wynika, że Nowa Lewica poprze jej kandydaturę. Również Polskie Stronnictwo Ludowe nie zgłosiło sprzeciwu, choć potrzebne były do osiągnięcia tego rozmowy koalicjantów.
Przeczytaj także:
Warszawski ratusz zapowiedział, że powoła nową, odpolitycznioną radę nadzorczą Szpitala Południowego. Tymczasem politycy KO tłumaczą się, kto z nich nie korzystał z saloniku VIP w tym szpitalu. Zostają do tego wywołani, ponieważ PiS wystawił w Sejmie tablicę z wizerunkami niektórych z nich, oskarżając o korzystnie z preferencyjnej ścieżki leczenia
PiS wystawił w Sejmie tablicę z wizerunkami niektórych polityków KO, twierdząc, że korzystali oni z preferencyjnych warunków opieki medycznej, jaką stworzył w Szpitalu Południowym Dawid Kacprzyk, lekarz-milioner, koordynator tamtejszego SOR i członek KO i radny dzielnicy Ursus (złożył już rezygnację z obu funkcji).
Nie wiadomo, skąd PiS zna listę tych nazwisk oraz czy jest ona prawdziwa. Jednak politycy PiS udostępniają ją w social mediach, a wywołani w ten sposób politycy się tłumaczą.
Głos zabrał minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, którego nazwisko widnieje na tej tablicy wstydu PiS. Jednoznacznie zaprzeczył, jakoby leczył się bez kolejki w Szpitalu Południowym.
„Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie, że kłamliwe grafiki czy informacje, które PiS zamieszcza w mediach społecznościowych, wskazując na parlamentarzystów z Warszawy, też mnie, [...] to kampania nienawiści ze strony PiS-u”. – mówił w sobotę wieczorem w programie „Fakty po faktach” w TVN24.
Powiedział też, że analizuje podjęcie kroków prawnych wobec twórców „kampanii nienawiści”.
Oświadczenie, że nigdy nie leczyła się w Szpitalu Południowym, wydała także marszałkini Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Głos zabrała też posłanka KO Katarzyna Piekarska, której nazwisko znajduje się również na liście PiS. Posłanka twierdzi, że to kłamstwo i leczy się onkologicznie w Olsztynie.
Przeczytaj także:
Afera wokół Szpitala Południowego, która wybuchła początkowo z powodu ogromnych zarobków lekarza Dawida Kacprzyka, spowodowała nie tylko, że stracił on pracę w tej placówce, zwrócił jej już ok. 500 tys. zł nienależnie pobranego wynagrodzenia za dyżury, których tak naprawdę nie odbył, zrzekł się członkostwa w KO i mandatu radnego.
Konsekwencje poniosły również władze Szpitala Południowego. Prezydent Rafał Trzaskowski odwołał zarząd oraz radę nadzorczą szpitala, a stołeczny ratusz informuje, że nowa rada nadzorcza zostanie powołana prawdopodobnie w poniedziałek.
„Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zadecydował, że Warszawski Szpital Południowy będzie miał nową, odpolitycznioną radę nadzorczą. Ta decyzja jest już realizowana. Są wyznaczone nowe osoby do rady – autorytet w dziedzinie systemu ochrony zdrowia i urzędnicy” – przekazał warszawski ratusz.
Kandydaci zostali zatwierdzeni już w piątek. Teraz muszą dostarczyć wymagane dokumenty, w tym zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego.
Rafał Trzaskowski zapowiedział też, że jeszcze w czerwcu nastąpią zmiany w innych miejskich spółkach medycznych, tak, by nie było w nim polityków. A w miejskich szpitalach trwają audyty SOR-ów.
Nie tylko miasto prowadzi teraz kontrole. W Szpitalu Południowym robi to również NFZ, nieprawidłowości analizuje Naczelna Izba Lekarska, Państwowa Inspekcja Pracy oraz prokuratura.
Dodatkowo prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że śledczy sprawdzą, czy Rafał Trzaskowski wiedział o nieprawidłowościach w szpitalu, który mu podlega.
Przeczytaj także:
„Polska bez Ukrainy nie będzie bezpieczna. Ale Ukraina bez Polski nie wejdzie do Unii Europejskiej” – powiedział marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Nie chce stawać po żadnej ze stron konfliktu o odebranie orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy, bo nie chce skłócać Polek i Polaków
„Polska będzie niepodległa i silna wtedy, kiedy będzie niepodległa i silna Ukraina. W związku z tym pytanie jest takie na przyszłość, na 5-10 lat do przodu: czy lepiej rozmawiać, czy lepiej te kontakty rozwalać? – powiedział szef Nowej Lewicy i marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty w niedzielę 21 czerwca w programie ”Śniadanie Rymanowskiego”.
Czarzasty nie chciał ani krytykować, ani popierać żadnej ze stron tego konfliktu, ponieważ to do niczego nie doprowadzi, a jedynie niepotrzebnie budzi emocje.
„Podgrzewanie nastroju i atmosfery w czasach, kiedy mamy wojnę„, na świecie władzę przejmują radykałowie, a prezydent USA Donald Trump ”zachowuje się jak lider chaosu", jest nierozsądne”
- mówił marszałek.
Przyznał jednak, że decyzja Ukrainy w sprawie nazwy UPA była zła, skandaliczna i ją potępia.
„Ale czy próbujemy z tego konfliktu i z tego sporu jakoś wyjść? (…) „lepiej mieć kanał rozmów, niż go uciąć”
- powiedział marszałek Sejmu.
Bogdan Rymanowski pytał, w obliczu ostatnich wydarzeń Ukraina uzyska wsparcie od Zachodu w kwestii członkostwa w Unii Europejskiej?
„Chcę powiedzieć, że Polska bez Ukrainy nie będzie bezpieczna. Jeszcze raz to mówię. Ale Ukraina bez Polski nie wejdzie do Unii Europejskiej. Może powinniśmy wreszcie postawić warunki"
- mówił Czarzasty.
Nie były to jednak konfrontacyjne wobec Ukrainy słowa. Marszałek podkreślał, że w tej sprawie, mimo potknięć ze strony Ukrainy, liczy się współpraca i on będzie „podejmował rozsądne decyzje i wykonywał rozsądne gesty”.
Prowadzący próbował podgrzać atmosferę rozmowy, formułując warunek akcesji Ukrainy tak: „z Banderą do Unii nie wejdziecie”. Włodzimierz Czarzasty jednak natychmiast studził ten ton.
„Polska powinna to zrobić mądrze, bo negocjowanie z kimś z przyłożonym pistoletem do głowy, bez względu na to, czy się ma rację czy nie, obawiam się, że nie da efektów"
- mówił Czarzasty.
Dodał, że „dopóki narody sobie nie wybaczą, to żaden polityk za narody tego nie rozwiąże”. A do tego potrzebny jest czas.
Emocje wokół decyzji Ukrainy o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, a potem w efekcie odebraniu przez prezydenta Karola Nawrockiego orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu stara się wyciszyć nieco również wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Na platformie X napisał, że „wszystko idzie w bardzo złym kierunku”, a „eskalacja napięć w gronie sojuszników sprzyja tylko wrogowi”
„Wielu Polaków zastanawia się teraz, jak będą wyglądać nasze relacje z Ukrainą. Robią to zarówno ci, którzy wspierają sąsiada od początku wojny i uważają, że tak trzeba. Zapewne robią to też ci, którzy twierdzą, że pomoc jest niepotrzebna, a wszyscy Ukraińcy powinni wrócić do siebie” — napisał szef MON na portalu X.
Z kolei Donald Tusk już w piątek mówił, że konflikt między Polską i Ukrainą cieszy prezydenta Rosji Władimira Putina i szokuje naszych sojuszników.
„Zadaniem prezydentów Zełenskiego i Nawrockiego jest tonowanie emocji, a nie podsycanie napięcia. Linia frontu przebiega gdzie indziej” – napisał premier na platformie X.
W niedzielę z kolei podkreślił, że „brnięcie w konflikt polityków w Polsce i w Ukrainie to strategiczny błąd, na którym stracą obie strony: biznesowo, geopolitycznie i reputacyjnie. A w polityce, jak wiadomo, błąd jest gorszy od zbrodni.”
Premier Tusk nie zabrał jednak jeszcze głosu w sprawie kontrasygnaty dotyczącej odebrania orderu prezydentowi Ukrainy.
Anna Mierzyńska w swoim artykule w OKO.press zauważyła, że zgodnie z art. 144 Konstytucji RP odebranie orderu wymaga kontrasygnaty premiera. Tylko wtedy decyzja jest prawnie wiążąca. A sytuacja jest dla Donalda Tuska skrajnie niewygodna. W centrum konfliktu między prezydentami Tusk będzie musiał wybrać, czy jest po stronie „polskiej” czy „ukraińskiej”. To oczywiście fałszywa alternatywa, ale konflikty lubią uproszczenia, nawet fałszywe. A premier doskonale o tym wie. Stąd długie milczenie.
Nie milczy za to Szymon Hołownia, który krytykując decyzję Karola Nawrockiego, ocenił, że ta decyzja najbardziej ucieszy Niemców, którzy jego zdaniem „przejmą jeszcze więcej kontraktów na odbudowę Ukrainy”.
Zareagował na to ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger, który napisał:
„Nie, panie Hołownia, nie jesteśmy zadowoleni. Potrzebujemy jedności we wsparciu Ukrainy”
- podkreślił.
Przeczytaj także:
Kolejni byli prezydenci Ukrainy również zrzekają się polskich orderów. Po Leonidzie Kuczmie zrobili to również Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. Rosja wykorzystuje to jako „dowód, że są nazistami”. Tymczasem były premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk przestrzega przed spiralą błędnych decyzji i apeluje do Wołodymyra Zełenskiego o wizytę w Gdańsku
W reakcji na decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu orderu Orła Białego, którą w ogłosił w piątek 19 czerwca wieczorem, już trzech byłych prezydentów Ukrainy zrzekło się orderów przyznanych im przez Polskę.
Najpierw był to Leonid Kuczma, potem również Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko.
Iryna Wannykowa, rzeczniczka prasowa Juszczenki za czasów jego prezydentury poinformowała o tym wieczorem 20 czerwca. Argumentowała, że order Orła Białego został wręczony nie tylko Zełenskiemu, ale przede wszystkim całemu narodowi ukraińskiemu, który płaci niezwykle wysoką cenę za swoją wolność, niepodległość i prawo do życia we własnym państwie, a Ukraina dziś broni nie tylko siebie, jej żołnierze chronią również wschodnią granicę całej Europy.
Orderu Orła Białego zrzekł się również Petro Poroszenko – były prezydent Ukrainy i lider partii Europejska Solidarność. Podkreślił, że decyzję prezydenta Nawrockiego uważa za błędną i niesprawiedliwą wobec narodu ukraińskiego, jednak jego gest nie jest wymierzony w polski naród.
„Podjąłem decyzję o zrzeczeniu się Orderu Orła Białego. Dwa tygodnie temu obiecałem [...], że zrobię ten krok, jeśli nie uda nam się przekonać prezydenta Nawrockiego, aby nie podejmował błędnej decyzji. Niestety, nie udało się” – napisał w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku Poroszenko.
„Moje głębokie przekonanie o strategicznej wartości partnerstwa ukraińsko-polskiego pozostaje niezmienione. Mój szacunek pozostaje niezmienny dla moich kolegów i przyjaciół: prezydentów Kwaśniewskiego, Komorowskiego i Dudy, premiera Tuska, ministra spraw zagranicznych Sikorskiego i reszty polskich polityków, z którymi zbudowaliśmy i będziemy budować silne partnerstwo, powiedziałbym nawet sojusz” – dodał.
Poroszenko podkreślał znaczenie Polski dla ukraińskiego wysiłku wojennego. „Logistyka jest niezwykle ważna w tej wojnie. [...] Rosja poprzez swoich agentów wpływu, poprzez pożytecznych idiotów i przez stare historyczne rany próbuje zniszczyć naszą logistykę na Zachodzie – tam, gdzie przebiegają kluczowe drogi wsparcia Ukrainy. [...] Dla nas Rzeszów to nie tylko polskie miasto. To jeden z symboli międzynarodowej solidarności z Ukrainą” – napisał były ukraiński prezydent.
Polityk podkreślił też, że nie bez powodu decyzji o odebraniu orderu Orła Białego Nawrockiemu pogratulował już nawet były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.
„Kreml zawsze przyklaskuje wszystkiemu, co osłabia jedność Ukrainy z Polską" – zaznaczył Poroszenko.
Przeczytaj także:
Decyzje kolejnych byłych prezydentów Ukrainy o zrzeczeniu się orderu Orła Białego rzeczywiście są wykorzystywane przez rosyjską propagandę.
Rosyjska agencja TASS w niedzielę rano pisze, że to „dowodzi, że wszyscy oni są prawdziwymi nazistami”.
Takich słów użył Dmitrij Miedwiediew, obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji.
„Po tym, jak temu szklistookiemu draniowi odebrano Order Orła Białego, służalczy poddani nieistniejącej Ukrainy również odmówili przyjęcia podobnych odznaczeń.
Wniosek jest prosty: czterech żyjących byłych przywódców tak zwanej Ukrainy – Kuczma, Juszczenko, Poroszenko i oczywiście ten naćpany dziwak – zwracając swoje medale, przyznało, że są w 100 proc. prawdziwymi nazistami”
– podkreślił Miedwiediew.
Poza Zełenskim i trzema byłymi prezydentami Ukrainy polskich odznaczeń państwowych zrzekli się też od piątku: minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar.
Tymczasem były premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk stara się powstrzymać narastanie kryzysu na linii Warszawa-Kijów. Właśnie dlatego, że korzysta na tym przede wszystkim Rosja.
„Jestem przeciwnikiem oddawania przez Ukraińców odznaczeń, które Polska jako państwo przyznała im za zasługi" – oświadczył w mediach społecznościowych Jaceniuk.
„Nie da się naprawić jednej szkodliwej i błędnej decyzji obecnego prezydenta Polski innymi naszymi błędnymi decyzjami"
- wyjaśniał były ukraiński premier.
Jego zdaniem obie strony powinny dążyć do szybkiego załagodzenia sytuacji. Inaczej z tego kryzysu skorzysta nie tylko Moskwa, ale również radykalne siły w Europie.
„Trzeba zachować zimną głowę. Stawką jest los Ukrainy, Polski i Europy"
- dodał Jaceniuk.
Były ukraiński premier proponuje konstruktywne rozwiązanie – apeluje do Wołodymyra Żeleńskiego, by pojechał do Gdańska na organizowaną od dawna konferencję na temat odbudowy Ukrainy, która zaplanowana jest w najbliższym tygodniu – 25-26 czerwca.
Według Jaceniuka Zełenski powinien w Gdańsku wykonać znaczący gest zarówno w stronę państwa polskiego, jak i polskiego społeczeństwa. Sugeruje, by Zełenski wygłosił podczas konferencji przemówienie rezonujące ze słowami Jana Pawła II i tym samym otworzył nowy polsko-ukraiński dialog.
Były premier Ukrainy przestrzega jednak przed spontanicznymi oświadczeniami. Jego zdaniem Kijów powinien teraz bardzo szczegółowo zaplanować kolejne kroki i uzgodnić je za zamkniętymi drzwiami. A plan nowego otwarcia powinien obejmować nie tylko rozmowy z polskimi władzami centralnymi, ale i samorządowymi i z lokalnymi społecznościami. Powinni zostać w niego zaangażowani historycy, wojskowi, artyści, przedsiębiorcy, dziennikarze i wpływowe postaci z różnych stron sceny politycznej.
Do nowego otwarcia w relacjach polsko-ukraińskich nawołuje również Petro Poroszenko, bo to kwestia bezpieczeństwa. Dlatego konfliktu nie należy pogłębiać, ale go jak najszybciej zakończyć. Rozpoczęcie rozmów proponuje już w poniedziałek 22 czerwca. Poroszenko nawiązał do słów Jana Pawła II: „Przebacz i proś o przebaczenie”.
Przeczytaj także:
W nocy z soboty na niedzielę ukraińskie drony zaatakowały infrastrukturę logistyczną na Krymie. Ruch na Moście Krymskim musiał zostać wstrzymany, w terminalu naftowym w Kreczu wybuchł pożar, a w zaatakowanym Sewastopolu mieszkańcy nie mogą tankować paliwa
Ukraińskie drony w nocy z soboty na niedzielę przeprowadziły atak na okupowany przez Rosję Krym. Jak podaje portal Kyiv Independent, zaatakowane zostały terminale tranzytowe paliwa i infrastruktura portowa po obu stronach Cieśniny Kerczeńskiej.
W wyniku ataku wybuchł pożar w terminalu naftowym w Kerczu oraz w Porcie Kawkaz po wschodniej stronie Cieśniny Kerczeńskiej.
Jeszcze w nocy zamknięto ruch na Moście Krymskim, który łączy Półwysep Krymski z Półwyspem Tamańskim poprzez Cieśninę Kerczeńską.
Reuters podaje, że podobno w nocy płonęła też podstacja elektryczna w Biłohorsku. Doszło również do ataków na Eupatorię i Sewastopol – główne miasto Krymu.
Gubernator Sewastopola Michaił Rozwożajew w niedzielę przed godz. 7 rano ogłosił, że „dostawy paliwa do miasta są opóźnione” i w związku z tym wprowadził ograniczenia w tankowaniu paliwa dla mieszkańców. Obecnie tankować paliwo w mieście mogą wyłącznie pojazdy uprzywilejowane.
Z kolei szef Republiki Krymu Siergiej Aksionow z partii Jedna Rosja potwierdził, że w wyniku ataku dronów na Półwyspie Kerczeńskim zginęły cztery osoby, a dwadzieścia osiem zostało rannych.
Przeczytaj także:
Nocne uderzenie Ukrainy na Krym ma na celu zniszczenie infrastruktury logistycznej wojsk rosyjskich na obrzeżach tego okupowanego terytorium. Kijów dąży do pełnej blokady logistycznej. Ostatniej nocy rzeczywiście uszkodzono jedną z przepraw łączących półwysep krymski z lądem. Ukraińcom udało się bardzo poważnie uszkodzić most do Armiańska.
W samym Armiańsku zaatakowano duży konwój rosyjskich pojazdów wojskowych i zniszczono część z około 50 ciężarówek załadowanych paliwem i amunicją.
Zmasowane ataki były prowadzone również na mosty drogowe w pobliżu Czongara, Heniczeska i miejscowości Stawky. Przeprawa w Heniczesku została uszkodzona, co także wymusiło wprowadzenie ograniczeń w ruchu.
Ukraińskie ataki w rosyjską logistykę wokół Krymu trwają od miesięcy, co już doprowadziło do niemal całkowitej blokady trasy łączącej rosyjski Rostów nad Donem z okupowanymi Melitopolem, Mariupolem i Krymem, a jest to główny lądowy szlak zaopatrzenia rosyjskiej armii na Półwyspie Krymskim.
Sytuacja zaopatrzeniowa Rosji w tym regionie jest więc zła już od jakiegoś czasu. Ukraińcy informowali kilka dni temu, że dowódca jednego z rosyjskich batalionów – 36-letni Bato Walerjewicz Munkujew, dowodzący batalionem wchodzącym w skład 37. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych – właśnie z tego powodu popełnił samobójstwo.
Miało się to zdarzyć tuż po ukraińskim ataku na most Czonharski, który łączy Krym z Chersońszczyzną i jest ważnym elementem rosyjskiej logistyki na okupowanych terenach. Batalionowi Munkujewa brakowało wszystkiego – paliwa, amunicji i żywności, a jednocześnie nie miał wsparcia ze strony wyższego dowództwa. To wywierało na niego ogromną presję, co spowodowało, że targnął się na swoje życie.
Sam Wołodymyr Zełenski w sobotę wieczorem poinformował również o ataku na rafinerię ropy naftowej w obwodzie tiumeńskim w zachodniej Syberii. To ponad 2 tys. km od granicy Ukrainy.
Atak był możliwy dzięki temu, że ukraińska firma Fire Point opracowała nowe drony dalekiego zasięgu, zdolne do pokonania ponad 3000 km.
Jak podaje Reuters, gubernator Tiumenia, Aleksander Moor, twierdzi, że służby ratunkowe pracują na miejscu „spadających szczątków drona”. Takie sformułowanie często używane jest przez rosyjskich urzędników, aby umniejszyć skuteczność ukraińskich ataków.
Przeczytaj także: