Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kolejna rotacja powiększy liczbę amerykańskich żołnierzy z ok. 10 do 11 tys. Polacy walczą o stałą bazę USA, ale decyzje w tej sprawie wciąż nie zapadły
Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, w ciągu trzech miesięcy w Polsce pojawi się dodatkowe tysiąc żołnierzy Amerykańskich. W ramach najbliższej rotacji ma ich wyjechać cztery tysiące, a przyjechać pięć tysięcy.
Otoczenie prezydenta oraz urzędnicy Ministerstwa Obrony Narodowej nieustannie prowadzą rozmowy z USA o rotacyjnej obecności Amerykanów w Polsce, a także o utworzeniu stałej bazy. Dziennik pisze też, że decyzja o stałej bazie ma zapaść za sześć do 12 miesięcy.
„Od strony amerykańskiej wielokrotnie słyszałem, że Polska jest modelowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Potwierdziły to moje rozmowy, między innymi spotkanie z głównym strategiem Pentagonu – Elbridgem Colbym” – powiedział „DGP” Bartosz Grodecki z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Podczas wizyty w Waszyngtonie Grodecki rozmawiał m.in. o wzmacnianiu obecności wojsk USA w Polsce, perspektywie udziału Polski w programie Nuclear Sharing, czy o utworzeniu w Polsce Centrum Doskonałości NATO ds. sztucznej inteligencji.
W maju Amerykanie sprzecznymi komunikatami wprowadzili spore zamieszanie w temacie Amerykańskich żołnierzy w Polsce. Wówczas Alexus G. Grynkewich, naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO, oznajmił, że USA wstrzymują rozmieszczenie w Europie pancernej brygady bojowej, a taka rotacyjnie stacjonuje w Polsce. Następnie Pentagon uściślił: zmaleć ma liczba brygadowych grup bojowych, niekoniecznie w Polsce. Kilka dni później Donald Trump oznajmił, USA wyślą do Polski 5 tysięcy dodatkowych żołnierzy. Ale komunikat prezydenta USA nie mówił jasno, czy chodzi o przywrócenie wstrzymanej, tudzież opóźnionej rotacji pancernej brygady bojowej z Teksasu, czy o wysłanie dodatkowo 5 tysięcy żołnierzy.
News „DGP” zdaje się potwierdzać, że Trumpowi chodziło o rozszerzoną rotację.
Obecnie w Polsce stacjonuje około 10 tys. żołnierzy Amerykańskich w ramach dwóch operacji rotacyjnych. Polska dąży do założenia stałej bazy USA w naszym kraju, a obie strony zapewniają, że nasza współpraca jest bardzo dobra. Jednocześnie ze strony Białego Domu i Pentagonu nieustatnie płyną sprzeczne komunikaty. W USA w listopadzie odbędą się częściowe wybory do Senatu i Izby Reprezentantów. W ich wyniku Republikanie mogą stracić większość w obu z nich, co utrudni Trumpowi podejmowanie decyzji – również dotyczących rozmieszczenia wojsk w Europie.
Przeczytaj także:
Gdy Rosjanie atakowali rakietami Kijów, Ukraińcy przeprowadzili ataki na terytorium wroga. Trafili po raz kolejny rafinerię jarosławską, dwa porty bałtyckie i terminal naftowy w Kerczu na Krymie. Rosyjskie władze twierdzą, że nie ma ofiar.
Rosjanie ogłosili, że w nocy zestrzelili ponad 500 ukraińskich dronów nad swoim terytorium. Byłby to kolejny duży atak. Część dronów przedarło się przez obronę. Trafienia były na tyle precyzyjne, że Rosjanie twierdzą, że nie ma ofiar. (Najwięcej cywili ginie na wojnie Putina po stronie rosyjskiej bezpośrednio w strefie przygranicznej, gdzie drony uderzają nieustannie).
Ukraińcy podali przy tym w porannych komunikatach współrzędne trafień. Takich danych nigdy nie ma w rosyjskich komunikatach.
Trafione cele to: rafineria jarosławska, porty w Ust-Ługa i w Wysocku, terminal naftowy w Kerczu, niezidentyfikowany jeszcze zakład przemysłowy w Dzierżyńsku, oraz podstacja energetyczna w Symferopolu.
O efektach ataków wiemy tyle, że na Krymie znowu nie ma prądu, niektóre miejscowości nie mają tam też wody. Most kerczeński (krymski) kolejny raz został zamknięty. Lotniska w europejskiej części Rosji działają w trybie awaryjnym (wobec powszechności nalotów dronowych Rosjanie nie zamykają już ruchu lotniczego całkowicie, ale wypuszczają i przyjmują loty „po uzgodnieniu z władzami”).
Moskwa kolejny raz atakowana była przez ukraińskie drony – ale od 18 czerwca żaden z nich nie przedarł się przez obronę. Trafiają jednak w obiekty łączności w okolicach Moskwy.
Ukraińskie ataki na zaplecze Rosji powoli dewastują życie kraju. Rosja za ciężkie importuje paliwo, obniża też normy jakość dla produkcji na swój rynek. Paliwo jest reglamentowane, kolejki do stacji benzynowych widać na zdjęciach satelitarnych. Za chwile zaczną się kłopoty ze żniwami.
Władze na Kremlu wielokrotnie zapewniały jednak, że ataki te nie mają znaczenia, mają jedynie odwracać uwagę od sukcesów Rosji na froncie. A po dokonaniu „nieplanowanych napraw” (eufemizm dla napraw po ataku dronów) wszystko wróci do normy. Nie wraca, bo kluczowe rafinerie trafiane są raz po razie.
Z drugiej strony Moskwa nazywa te ataki „atakami terrorystycznymi na cele cywilne” i w kółko powtarza, że ona sama nie atakuje cywili (!!!). Odpowiedzią Rosji jest obecnie ostrzeliwanie Kijowa.
Przeczytaj także:
Zniszczenie domów mieszkalnych Moskwa próbuje zrzucić na obronę powietrzną, jednak obrazy płonącego miasta Kreml wykorzystuje dzień w dzień w swojej propagandzie. Komunikaty wojskowe Rosjanie uzupełniają obecnie listą zakładów pracujących dla obrony Ukrainy, które rzekomo zostały trafione. Koordynatów Rosjanie nie podają. Przestali się też chwalić „precyzją trafień”. Ewidentnie chodzi o sianie spustoszenia i terror.
Ataki rosyjskie na ukraińskie miasta odbywają się przy tym na publicznie wydany rozkaz Putina. Rosyjska propaganda nazywa je wprost atakami odwetowymi. Cel wojskowy jest jakby poboczny.
Ostrzał miast Ukrainy ma być demonstracją determinacji Putina, by zakończyć najazd na Ukrainę na swoich warunkach. Jest to przy tym demonstracja dla Donalda Trumpa, który najwyraźniej przestał wierzyć, że Rosja musi wygrać tę wojnę, „gdyż jest większa”.
Żeby uwiarygodnić opowieść o rosyjskiej przewadze, w nocy z 3 na 4 lipca Putin pochwalił się zdobyciem Konstantyniwki. O sukcesie tym trąbi teraz cały czas propaganda Kremla. Ukraińcy mówią jednak, że to nieprawda. A prezydent Zełenski zaproponował nawet Putinowi spotkanie w Konstantiniwce. Bo skoro miasto ma być rosyjskie, to Putin nie powinien mieć oporów przed przyjazdem tam.
Przeczytaj także:
Atak miał miejsce kilka dni po najpoważniejszym uderzeniu w tym roku 2 lipca. Wtedy zginęło 31 osób
W nocy Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak na Kijów. Dotychczas potwierdzono śmierć 14 osób. Co najmniej 80 osób odniosło obrażenia. Co najmniej 15 budynków zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Dziewięciopiętrowy blok w rejonie podilskim został zniszczony od piątego piętra w górę. Mer Kijowa Witalij Kłyczko przekazał rano, że ratownicy dalej przeszukują gruzy zniszczonych budynków.
„Siedzimy tu i czekamy, aż ich uratują. Ona jest taka dobra, ledwie 19 lat. To taka dobra dziewczyna” – mówiła rano Reutersowi 22-letnia Aliona, czekając na informacje o swojej przyjaciółce Wice.
Siły Powietrzne Ukrainy podały, że Rosjanie do ataku użyli 68 rakiet (w tym 23 rakiety balistyczne i sześć pocisków super- i hipersonicznych) oraz 351 dronów. Ukraińcom udało się zestrzelić 37 rakiet i 326 dronów. Żadna z rakiet balistycznych i super- i hipersonicznych nie została przechwycona. Ukraina w ostatnich tygodniach wielokrotnie podkreślała, że brakuje jej rakiet Patriot, bez których przechwytywanie takich rakiet jest znacznie utrudnione.
To drugi intensywny atak Rosji na Kijów w ciągu kilku dni. Wcześnie rano w czwartek 2 lipca Rosja przeprowadziła najkrwawszy atak na ukraińską stolicę w tym roku. Zginęło wówczas 31 osób. Dzisiejszy atak ma miejsce na dzień przed rozpoczęciem szczytu NATO w Ankarze. W tureckiej stolicy jednym z głównych tematów będzie właśnie wojna w Ukrainie. A jednym z najważniejszych pytań będzie: czy Europa będzie w stanie utrzymać wsparcie dla Ukrainy, jeśli Waszyngton jeszcze bardziej ograniczy swoją rolę, a konflikty poza Europą będą coraz bardziej drenować zachodnie zapasy uzbrojenia?
Przeczytaj także:
Wicepremier i minister obrony narodowej, Władysław Kosiniak – Kamysz zapowiedział odtajnienie wszystkich donacji dla Ukrainy od 2022 r.
„Po konsultacji z premierem Donaldem Tuskiem, zachowując odpowiedzialność wobec opinii publicznej, w zgodzie z przepisami prawa, zleciłem odtajnienie wszystkich donacji dla Ukrainy w latach 2022-2026" – zapowiedział dziś po południu w social mediach wicepremie i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
„Proces donacji sprzętu rozpoczął rząd PiS z ministrem Mariuszem Błaszczakiem na czele. O każdej donacji informowany jest prezydent – obecnie Karol Nawrocki, poprzednio Andrzej Duda" – dodawał.
„Poleciłem także SKW zbadanie tego, kto intencjonalnie dążył do ujawnienia tajemnic państwowych. Działamy w warunkach wojny przy naszej granicy, każdorazowe działanie przeciw polskiej racji stanu naraża na szwank bezpieczeństwo Polek i Polaków – panie Mariusz Błaszczak, już raz Pan to zrobił. Za to będziemy rozliczać wszystkich, bez względu na imunitety" – dodał Kosiniak-Kamysz, nawiązując do ujawnienia w 2023 przez Błaszczaka podczas kampanii wyborczej planów obrony. Polityk PiS usłyszał w tej sprawie zarzuty dotyczące nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego oraz ujawniania lub wykorzystania informacji niejawnych.
Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu i lider Konfederacji opublikował dziś w sieci wpis:
„Wychodzi, że w marcu, w tajemnicy przed Sejmem, rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do kupienia pociski przechwytujące do systemów Patriot. Były one zakupione przez Polskę od USA w celu budowy wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej, o którym od lat słyszycie w mediach, a który do dziś nie jest ukończony. To jedyne pociski, którymi dysponowała/dysponuje Polska, zdolne zwalczać rosyjskie rakiety Iskander, zagrażające Polsce i rozmieszczone w obwodzie królewieckim” – napisał lider frakcji narodowców Konfederacji.
Ze strony rządu nikt jeszcze oficjalnie nie zaprzeczył, ani nie potwierdził, by Polska przekazała Ukrainie pociski do systemów Patriot. Nie mogą tego zrobić – są to informacje tajne. Jeśli taką decyzję podjęto, to nie znamy jej okoliczności ani warunków. Politycy Prawa i Sprawiedliwości w publicznych wpisach łączą jednak przekazanie sprzętu walczącej Ukrainie z obecnym załamaniem w relacjach polsko-ukraińskich dotyczących polityki pamięci i Wołynia. „Kompletnie ignorujecie utwardzanie błędnego kursu władz ukraińskich wobec Polski" – pisze Piotr Muller, były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego.
Ukraina zmaga się niedostatkiem pocisków do systemu obrony przeciwlotniczej Patriot, tymczasem Rosja regularnie atakuje ukraińskie miasta. W wyniku rosyjskiego ataku na Kijów 2 lipca zginęło 31 osób, a 102 zostało rannych.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiadomił dziś, 5 lipca, że wg informacji ukraińskiego wywiadu Rosjanie przygotowują nowy zmasowany atak na Ukrainę.
Przeczytaj także:
Podczas uroczystości pogrzebowych w Teheranie irańska telewizja państwowa pokazała Mostafę, Meysama i Masuda Chameneiego modlących się przy trumnach. Wciąż nie widziano jednak Modżtaby Chameneiego, czyli nowego przywódcy Iranu.
W Teheranie trwają uroczystości pogrzebowe ajatollaha Alego Chameneiego, który został zabity 28 lutego w w nalocie w pierwszym dniu wojny USA i Izraela z Iranem. Obchody rozpoczęły się w piątek, gdy do stolicy przyjechali najwyżsi rangą irańscy przywódcy oraz delegacje zagraniczne. W sobotę trumny z ciałem Chamaneiego wraz z trumnami córki, zięcia, synowej i 14-miesięcznej wnuczki zostały wystawione nad zewnątrz wielkiego kompleksu modlitewnego Mosalla. Na miejscu w dzień i w nocy gromadziły się tłumy. Ludzie modlili się, wznoszono też antyamerykańskie hasła i transparenty. Według irańskich władz w ciągu niecałej doby w metrze zarejestrowano 7 milionów przejazdów.
Jak podaje Reuters, podczas uroczystości irańska telewizja państwowa pokazała Mostafę, Meysama i Masuda Chameneiego modlących się przy trumnach ustawionych na rozległym dziedzińcu kompleksu religijnego. Wciąż nie widziano jednak Modżtaby Chameneiego, czyli nowego przywódcy Iranu. Syn zmarłego lidera miał zostać ranny w ataku, w którym zginął jego ojciec i inni cżłonkowie rodziny. Reuters, powołując się na swoje źródła, twierdzi, że twarz Modżtaby Chameneiego została oszpecona, a on sam doznał poważnego urazu jednej lub obu nóg.
Jak pisał na łamach OKO.press Jakub Szymczak, przedstawiciele irańskiego reżimu zapowiadali w ostatnich dniach, że Modżtaba Chamenei nie weźmie udziału w uroczystościach pogrzebowych ze względów bezpieczeństwa. Ale od objęcia najważniejszego urzędu w kraju Chamenei nie pojawił się jednak publicznie ani razu, nawet na nagraniu. A to wzmacnia podejrzenia, że stan jego zdrowia jest bardzo zły.
Uroczystości pogrzebowe Alego Chameneiego rozpoczęły się w Teheranie 3 lipca. Drugi przywódca Islamskiej Republiki Iranu został zabity 28 lutego w izraelskim nalocie pierwszego dnia wojny USA i Izraela z Iranem. Potrwają aż do 9 lipca, a w tym czasie procesje żałobne przejdą przez kilka irańskich, a także irackich miast. Ciało Chameneiego zostanie pochowanie w Meszhedzie, jednym z najświętszych miejsc islamu szyickiego i mieście, z którego pochodził Chamenei. Razem z nim pochowani zostaną członkowie jego rodziny, którzy zginęli w nim w zamachu, w tym jego roczna wnuczka.
W czasie trwających niemal tydzień uroczystości negocjacje pokojowe z USA najpewniej zwolnią. A i tak trudno mówić o postępach w ostatnich dniach. Od pospisania wstępnego porozumienia minęły już ponad dwa tygodnie. W dokumencie natomiast przeznaczono 60 dni na dojście do pełnej umowy. W środę 1 lipca przedstawiciele obu stron spotkali się z katarskimi dyplomatami. Komunikaty po spotkaniach pełne są okrągłych dyplomatycznych formułek. Strony miały się zgodzić, że po pogrzebie Chameneiego zorganizują spotkanie. Dotychczasowe rozmowy dotyczą głównie cieśniny Hormuz i Libanu – dwóch kwestii, które w teorii miały zostać ustalone we wstępnej umowie. Kwestia programu atomowego jest wciąż daleko na horyzoncie.
Przeczytaj także: