Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Konfederacja cieszy się swoim sukcesem, jej poseł chwali się, że obalą szefową KE. Ale wyniki wyborów w całej Europie nie wskazują, by skrajna prawica miała w tym temacie coś do powiedzenia
„Pani Ursulo von der Leyen, idziemy po panią” – mówił wczoraj po ogłoszeniu sondażowych wyników do Parlamentu Europejskiego poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa. I uzupełniał:
„Będziemy próbowali ją wymienić na osobę, która będzie stabilizowała Unię Europejską, która będzie doceniała, że jest coś takiego, jak państwa narodowe”.
Konfederacja osiągnęła niezaprzeczalny sukces wyborczy – 12,08 proc. głosów, trzeci wynik i szóstka eurodeputowanych. Optymizm posła Mulawy jest jednak nieuzasadniony. Europosłowie i europosłanki Konfederacji będą oczywiście mieli prawo głosu na posiedzeniach PE. Ale sami stanowią mniej niż procent całej izby.
Będą oczywiście mogli sprzymierzyć się z innymi skrajnie prawicowymi partiami, które do PE się dostały. Sejmowy klub Konfederacji może odetchnąć z ulgą, że pozbywa się wizerunkowego obciążenia w postaci Grzegorza Brauna. Ale w Brukseli nie będzie żadnej tolerancji dla antysemityzmu Brauna. A nawet gdyby Brauna nie było, Konfederacja i tak nie miałaby decydującego głosu w wyborze szefa Komisji Europejskiej.
Nie znamy jeszcze pełnego składu Parlamentu Europejskiego. Ale najnowsza prognoza wyniku portalu Europe Elects daje trzy największe wyniki:
To razem 410 miejsc. Znacząco powyżej większości w 720-osobowym Parlamencie. Nawet jeśli wyniki byłyby gorsze, nie ma możliwości, by poparcie tych trzech grup nie dało większości w PE. Dlatego wynik wyborów utrzymuje Ursulę von der Leyen w roli faworytki do objęcia stanowiska szefowej Komisji Europejskiej na kolejną kadencję. A nawet, jeśli w wyniku politycznych przetasowań inny kandydat miałby objąć to stanowisko – decydujący głos nie będzie należał do skrajnej prawicy.