0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

24 minuty temu

Prawa autorskie: Fot. Michal Borowczyk / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Borowczy...

Już oficjalnie: Maciej Berek kandydatem do TK

Posłowie Koalicji Obywatelskiej zgłosili kandydaturę ex-ministra na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Głosowanie w tej sprawie zaplanowano na początek września

Co się wydarzyło

Informacja pojawiła się w poniedziałek 17 sierpnia na stronie Sejmu. Grupa posłów Koalicji Obywatelskiej zgłosiła kandydaturę Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Berek, który w rządzie był prawą ręką Donalda Tuska i odpowiadał za przebieg procesu legislacyjnego, zrezygnował z funkcji niespełna tydzień temu. W czwartek 13 sierpnia premier Donald Tusk potwierdził doniesienia mediów (m.in. Polityki Insight i OKO.press), które informowały, że były minister zasili szeregi wadliwego TK. Podczas konferencji prasowej szef rządu przekazał, że Berek to „jeden z najwybitniejszych polskich prawników praktyków”, a ze swojej ”apartyjności i apolityczności" uczynił znak rozpoznawczy.

Tusk przyznał jednak, że wadą tej kandydatury jest fakt, że Maciej Berek był ministrem. „Biorę na siebie odpowiedzialność za to, że niektórzy mogą czuć się i czują się rozczarowani, bo przecież byłych ministrów miało nie być” – mówił Tusk. A decyzję tłumaczył wyższym dobrem, czyli chęcią naprawienia sytuacji w TK. "Miejcie do mnie pretensje, ale pomóżcie nam uzdrowić sytuację w Trybunale. I to jest kwestia najbliższych tygodni. Musimy to zrobić. I ja się nie cofnę” – mówił wówczas Tusk.

Oprócz Berka na sędziego TK będzie kandydować też Artur Kotowski, którego zgłosiła grupa posłów PiS. Głosowanie w tej sprawie odbędzie się najprawdopodobniej w dniach 2-4 września, podczas pierwszego po wakacjach posiedzenia Sejmu.

Jaki jest kontekst

Maciej Berek jest doktorem nauk prawnych. Wcześniej był m.in. dyrektorem Centrum Informacyjnego Senatu i dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka. W poprzednim rządzie Donalda Tuska oraz w rządzie Ewy Kopacz był prezesem Rządowego Centrum Legislacji. W obecnym rządzie rozliczał ministrów z realizacji priorytetów rządu. Prowadził też projekt deregulacji. Jego kandydaturę na sędziego TK krytykowali m.in. koalicjanci z Lewicy, wskazując, że rząd obiecywał przywrócenie praworządności, w tym apolityczności sądów i trybunałów. Do tych zarzutów również odniósł się premier Tusk, tłumacząc, że „sytuacja jest nadzwyczajna i dlatego wymaga nadzwyczajnych działań”.

Jeśli Berek zostanie wybrany sędzią TK, będzie ósmym sędzią wybranym przez rządzącą koalicję. A to da „nowym” sędziom większość w 15-osobowym gremium. Do tej pory zmiana władzy w TK była niemożliwa również dlatego, że prezydent Karol Nawrocki nie przyjął ślubowania od czterech nowych sędziów wybranych przez obecną większość sejmową: Krystiana Markiewicza, Marcina Dziurdy, Anny Korwin-Piotrowskiej i Macieja Taborowskiego. I na tej podstawie prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuszcza ich do orzekania.

Jak pisał w OKO.press Mariusz Jałoszewski, „po wyborze ósmego sędziego TK we wrześniu nowi sędziowie będą mieli większość na Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów TK. Spekuluje się, że dodatkowo może ich popierać co najmniej dwóch starych sędziów TK, wybranych w Sejmie przez PiS. I to może pozwolić na zmianę władzy w Trybunale i przywrócenie w nim praworządności oraz jego odpolitycznienie. Do tej pory Trybunał orzekał po myśli PiS, często poza trybem”.

Przeczytaj także:

13:18 17-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Jung Yeon-je / AFPFot. Jung Yeon-je / ...

USA ograniczą ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową

„Biorąc pod uwagę moje bardzo dobre relacje z Kim Dzong Unem z Korei Północnej, nie jestem zadowolony z faktu, że Stany Zjednoczone już dawno zgodziły się uczestniczyć we wspólnych ćwiczeniach wojskowych z Koreą Południową” – przekazał Donald Trump

Co się wydarzyło

Stany Zjednoczone „znacznie ograniczą” wspólne ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową – poinformował na portalu Truth Social prezydent Donald Trump. Ogłaszając swoją decyzję, Trump powołał się na bardzo dobre stosunki z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. „Ćwiczenia te są nie tylko kosztowne – przy czym znaczną część tych kosztów pokrywają USA (jak zwykle!) – ale także wysyłają całkowicie nieodpowiedni i wrogi sygnał do kraju, który od czasu objęcia urzędy prezydenta przez Donalda J. Trumpa nie stanowił żadnego zagrożenia i zachowywał się z szacunkiem” – stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych.

Dodajmy, że oświadczenie pojawiło się w niedzielę 16 sierpnia, dzień przed planowanym rozpoczęciem ćwiczeń. Coroczna akcja, organizowana pod hasłem „Ulchi Freedom Shield”, gromadzi ok. 18 tys. żołnierzy z obu krajów. Trump uznał, że skoro jest za późno, żeby odwołać ćwiczenia, to można jednak znacząco je ograniczyć. I dodał: „Choć może to nie mieć bezpośredniego związku (?), niedawno zapytałem prezydenta Korei Południowej, czy chcieliby dołączyć do nas w procesie denuklearyzacji Islamskiej Republiki Iranu, a oni odpowiedzieli: »Nie, dziękujemy!«”.

W ten sposób Donald Trump po razy kolejny dał wyraz swojemu rozczarowaniu z faktu, że sojusznicy USA nie chcą ani militarnie, ani logistycznie angażować się w działania wojenne przeciwko Iranowi.

Co ciekawe, resort obrony Korei Płd. już w poniedziałek 18 sierpnia zapewnił, że manewry wojskowe „przebiegają zgodnie z założeniami”.

Jaki jest kontekst

Sytuacja nie jest jednak bez precedensu. W 2018 roku, podczas pierwszej prezydentury i negocjacji z Kim Dzong Unem w sprawie denuklearyzacji, Trump całkowicie zawiesił ćwiczenia z Seulem. Stwierdził wówczas, że coroczne manewry mają charakter „prowokacyjny” wobec Korei Północnej, a zaprzestanie tych „gier wojennych” pozwoli Stanom Zjednoczonym zaoszczędzić „ogromne kwoty”.

Władze w Pjongjangu regularnie potępiają wspólne ćwiczenia USA i Korei Pd., przedstawiając je jako wstęp do zbrojnej inwazji na Koreę Północną. Dlatego w ramach odwetu Korea Północna sama prowadzi „manewry wojskowe”, które ONZ określa jako „prowokacje”.

Dlaczego Trump znów robi ukłon w stronę reżimu Kim Dzong Una? Jak oceniają eksperci, po fiasku negocjacji z Iranem, Rosją i Ukrainą, czy Izraelem i Hamasem, Trump szuka innego spektakularnego dyplomatycznego sukcesu. I dlatego próbuje powrócić do rozmów przerwanych podczas szczytu w Hanoi w 2019 roku. Wówczas do porozumienia nie doszło z powodu rozbieżności zdań dotyczących denuklearyzacji i zniesienia sankcji. Trump liczy na to, że tym razem, gdy wszystkie strony usiądą do stołu, uda się wynegocjować pokój w konflikcie, który trwa już od ponad 70 lat.

Przeczytaj także:

12:02 17-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.plFot. Roman Bosiacki ...

Konsulat: Napaść na ukraińskie dzieci w Bydgoszczy. „Obrażali, wykręcali rękę”

Rodzeństwo w wieku 12 i 14 lat miało zostać zaatakowane w parku podczas zabawy, bo „rozmawiali ze sobą w języku ukraińskim”. Bydgoska policja potwierdza, że otrzymała zgłoszenie w tej sprawie

Co się wydarzyło

O incydencie poinformował Konsulat Generalny Ukrainy w Gdańsku. Do ataku miało dojść w piątek 14 sierpnia w parku przy dworcu kolejowym w Bydgoszczy.

„Dwoje nieletnich Ukraińców 14-letnia dziewczyna i 12-letni chłopiec, którzy są bratem i siostrą, doznało agresji ze strony dorosłych osób wyłącznie dlatego, że rozmawiali między sobą w języku ukraińskim” – relacjonuje konsulat.

Sprawcami ataku byli kobieta i mężczyzna na spacerze z małym psem. „Napastnicy dopuścili się nie tylko niecenzuralnych wyzwisk i gróźb na tle nietolerancji narodowościowej, ale także przemocy fizycznej. Wykręcili dziecku rękę, połamali zabawkowy dron i rzucili odłamkami w chłopca, powodując u niego zadrapanie” – informuje konsulat.

Rzecznik prasowy bydgoskiej policji potwierdził, że do funkcjonariuszy dotarło zgłoszenie w tej sprawie, ale na ten moment „nie przekazuje dalszych informacji”.

Konsulat poinformował, że matka dzieci otrzymała już pomoc psychologiczną i prawną, a zdrowiu dzieci nie zagraża niebezpieczeństwo. I zaapelował do świadków zdarzenia o zgłaszanie się na policję.

„Stanowczo potępiamy wszelkie przejawy ksenofobii. Kwestia przeciwdziałania nietolerancji i zapewnienia bezpieczeństwa Ukraińcom jest jedną z kluczowych podczas zaplanowanego na najbliższe dni w Konsulacie spotkania z kierownictwem województwa pomorskiego, prezydentami miast i komendantami policji. Nie pozostawiamy tego przypadku bez należytej reakcji prawnej” – przekazał Konsulat Generalny Ukrainy w Gdańsku.

Jaki jest kontekst

Do ksenofobicznych ataków wobec Ukraińców dochodzi w Polsce w każdym tygodniu. Już pod koniec lipca, w odpowiedzi na brutalne pobicie Maksyma i Nastii na ulicach Wrocławia, premier Donald Tusk zaapelował do swoich ministrów o szybką reakcję wobec agresorów. Nie chodziło tylko o złapanie sprawców tego konkretnego ataku, ale również przygotowanie działań prewencyjnych. „Musimy wydać zdecydowaną wojnę tej przemocy. Patologiczna przemoc wobec Ukraińców ma polityczny patronat” – mówił Tusk. „Jeśli potrzebne będą zmiany w regułach postępowania, przepisach prawa, proszę natychmiast przygotować stosowne projekty zmian” – dodał szef rządu. Do tej pory nic się nie wydarzyło, a rozwiązanie tej sprawy wcale nie jest proste, bo emocje podsycane przez polityków mają silną bazę społeczną. Za to prawica, przygotowująca się już do przyszłorocznych wyborów, nadal nie zamierza wycofać się z antyukraińskiego kursu.

Przeczytaj także:

11:08 17-08-2026

Prawa autorskie: Fot. URS FLUEELER / POOL / AFPFot. URS FLUEELER / ...

Zięć Trumpa spotkał się z liderem Hamasu. Teraz poleci do Netanjahu

Amerykanie próbują wdrożyć pokojową „mapę drogową” dla Strefy Gazy. Hamas deklaruje, że zgadza się na rozbrojenie i przekazanie władzy w ręce technokratycznego rządu. Izrael stanowczo odrzuca porozumienie

Co się wydarzyło

Do spotkania Jareda Kushnera z zastępcą szefa politycznego Hamasu Chalilem al-Hajją doszło w niedzielę 16 sierpnia w Egipcie. Jak podają źródła cytowane przez amerykański portal Axios, trwało ono 90 minut i przebiegło „bardzo produktywnie”. W rozmowie z wysłannikiem Donalda Trumpa przywódca Hamasu potwierdził swoje zobowiązanie do rozbrojenia i demilitaryzacji Strefy Gazy. To podstawowy warunek pokoju, a przynajmniej wycofania izraelskich wojsk z palestyńskiej półenklawy.

Od zawieszenia broni, które nie przyniosło pełnego spokoju, a jedynie położyło kres najdotkliwszym atakom, minęło 10 miesięcy. Zamieszkana przez dwa miliony ludzi Strefa Gazy wciąż w 65 proc. znajduje się pod kontrolą izraelskich sił. I wciąż jest ostrzeliwana. A rozmowy pokojowe utknęły w martwym punkcie.

Podczas spotkania Kushner miał przekazać, że Amerykanie oczekują konkretów, a nie tylko słów. Chodzi m.in. o przekazanie władzy wykonawczej technokratycznemu rządowi i zapewnienie, że Hamas nie będzie brał udziału w przyszłym zarządzaniu strefą Gazy. Kushner dodał, że tylko wtedy Izrael może być gotowy do wycofania swoich żołnierzy.

Jaki jest kontekst

A nawet to wcale nie jest pewne, dlatego w poniedziałek 17 sierpnia Jared Kushner spotka się z premierem Izraela. Binjamin Netanjahu kategorycznie odrzucił plan pokojowy dla Gazy. Stwierdził, że Izrael nigdy nie zgodzi się na „państwo palestyńskie w Strefie Gazy lub na Zachodnim Brzegu Jordanu”. Przekonuje też, że Izrael nie uwierzy w samodzielne złożenie broni przez Hamas. Plan pokojowy, zakładający demilitaryzację strefy i wycofanie izraelskich wojsk, opracowała Rada Pokoju powołana przez Donalda Trumpa. Od początku wojny Netanjahu nie zmienił jednak stanowiska – nadal uważa, że tylko całkowite, militarne zniszczenie Hamasu jest gwarancją bezpieczeństwa Izraela. W tle są oczywiście interesy polityczne i osobiste: wojna nie tylko konsumuje uwagę społeczną, ale też odracza proces o korupcję polityczną, który od 2020 roku toczy się przeciwko premierowi Izraela. Netanjahu czeka też trudna kampania przed październikowymi wyborami. Aby utrzymać się przy władzy, którą jego partia Likud sprawuje dziś tylko dzięki koalicji z religijnymi fundamentalistami, premier Izraela nie może „zmiękczyć” swojego stanowiska w sprawie Palestyny. Z drugiej strony, Amerykanie wyrażają coraz większe zniecierpliwienie brakiem współpracy ze strony Izraela.

Także kilka sojuszniczych regionalnych mocarstw, w tym Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, wydało wspólne oświadczenie potępiające odrzucenie przez Izrael pokojowej „mapy drogowej”, stwierdzając, że to Izrael "ponosi teraz odpowiedzialność za utrudnianie wysiłków na rzecz przywrócenia pokoju w Strefie Gazy”.

W odpowiedzi partia Likud wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że „państwa arabskie chcą obalić” Netanjahu, aby centrowy konkurent Gadi Eisenkot i lider partii centrolewicowej Yair Golan „dali im wszystko, czego chcą".

Netanjahu, kontrolujący 65 proc. terenu Strefy Gazy, zapowiada, że zamierza „zacieśnić ucisk” na Hamasie „ze wszystkich stron”.

Przeczytaj także:

09:14 17-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Alexander KAZAKOV / POOL / AFPFot. Alexander KAZAK...

UE przygotowuje największy pakiet sankcji wobec Rosji

Tak dużych sankcji nie było od wybuchu pełnoskalowej wojny – deklaruje w rozmowie z „Die Welt” szefowa unijnej polityki zagranicznej Kaja Kallas

Co się wydarzyło

Jak poinformowała Kaja Kallas, liczba osób i podmiotów powiązanych z Kremlem, objętych sankcjami UE, może zwiększyć się o jedną trzecią. UE chce utrzymać gospodarczą i polityczną presję wobec Rosji. Według Kallas dotychczasowe obostrzenia kosztowały Moskwę ponad 1 bilion euro, co ma bezpośrednio przekładać się na zdolność Rosji do finansowania i prowadzenia działań militarnych. „Presja powinna nadal rosnąć, dopóki Moskwa nie zakończy wojny” – komentowała Kallas w wywiadzie dla „Die Welt”. Jak dodała, szczegóły rozwiązań, nad którymi dziś pracuje UE, poznamy najprawdopodobniej jesienią.

Zaostrzenie kursu wobec Rosji rozważa też Waszyngton. 7 sierpnia Senat przeważającą większością (88 do 11) przegłosował odkładaną miesiącami ustawę, której orędownikiem był zmarły w lipcu republikański senator Lindsey Graham, określany mianem „największego sojusznika Kijowa w Kongresie”. Projekt ustawy przewiduje nałożenie sankcji na rosyjską flotę cieni, oligarchów i urzędników powiązanych z Kremlem oraz wprowadzenie wysokich ceł wobec największych nabywców rosyjskiej ropy i gazu. Są wśród nich Chiny i Indie. Teraz projekt trafi do Izby Reprezentantów.

W odpowiedzi na ruch amerykańskiego Senatu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, że UE wspólnie z USA mogą pozbawić Rosję możliwości kontynuowania wojny. „Dzięki dotkliwym, uzupełniającym się sankcjom, Europa i Stany Zjednoczone mogą po raz kolejny pokazać, co historyczni partnerzy mogą osiągnąć, działając razem” – stwierdziła.

Jaki jest kontekst

Jak oceniał Ośrodek Studiów Wschodnich, jednym z kluczowych wyzwań dla rosyjskiej gospodarki są stale kurczące się dochody, przy stale rosnących kosztach wojny. Wydatki budżetowe w 2025 roku były dwukrotnie wyższe niż te sprzed agresji na Ukrainę, a wojna, oficjalnie, pochłonęła aż 45 proc. z nich. Prawdziwa cena wojny jest jednak niemożliwa do oszacowania – z powodów propagandowych niektóre koszty działań zbrojnych ukryte są w innych kategoriach budżetowych.

Jednocześnie w 2025 roku o 1/4 spadły dochody naftowo-gazowe, a deficyt wzrósł pięciokrotnie (wobec pierwotnych planów) – do 5,6 mln rubli. Według ekspertów dla stabilności rosyjskie gospodarki, która i tak jest dziś krucha, kluczowe znaczenie ma dostęp do zagranicznych rynków oraz sprzedaż ropy i gazu. Zniechęcenie kluczowych nabywców i uderzenie we flotę cieni to dziś jedne z najpotężniejszych instrumentów, które mają zagraniczne mocarstwa, aby wywierać presję na Moskwę.

Przeczytaj także: