Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Dziś wchodzą w życie przepisy umożliwiające wprowadzanie maksymalnych cen paliw na stacjach. W poniedziałek rząd ogłosi po raz pierwszy, ile wynosi ta stawka. Ceny spadną realnie we wtorek.
Ustawy obniżające ceny paliwa przeszły w mijającym tygodniu przyspieszoną ścieżkę legislacyjną. W czwartek premier Donald Tusk ogłosił, że rząd podjął decyzję o interwencji, a program nazwał CPN – „Ceny Paliwa Niżej”. Tego samego dnia podczas posiedzenia rządu ustalono szczegóły, a w piątek Parlament przyjął dwa projekty ustaw, które prezydent podpisał jeszcze tego samego dnia. W sobotę opublikowano je w Dzienniku Ustaw, a przepisy weszły w życie w niedzielę 29 marca.
Chodzi m.in. o nowelizację ustawy o podatku akcyzowym, która umożliwia obniżanie stawek akcyzy na olej napędowy oraz benzynę rozporządzeniem. W sobotę w Dzienniku Ustaw opublikowano także dwa rozporządzenia Ministra Finansów: obniżające akcyzę (wejdzie w życie 30 marca) oraz obniżające VAT na paliwa do 8 proc. (wejdzie w życie 31 marca).
W niedzielę również weszły w życie przepisy umożliwiające ustanawianie maksymalnej ceny paliw na stacjach, która ustalana jest na podstawie ceny hurtowej paliw na rynku krajowym, akcyzy, opłaty paliwowej marży sprzedażowej w wysokości 30 gr za litr oraz podatku VAT. Maksymalne ceny będą codziennie aktualizowane przez Ministerstwo Energii.
Regulowanie cen to pomysł rządu na to, by obniżki stawek na paliwa nie były okazją dla sprzedawców na dodatkowy zarobek kosztem utraty przez państwo wpływów do budżetu.
„Żeby nie nabiło kieszeni tym, którzy zajmują się obrotem paliw, tylko żeby rzeczywiście przymusić tymi działaniami do realnych obniżek. Dlatego na okres stosowania obniżonych stawek podatkowych wprowadzimy maksymalną cenę detaliczną na paliwa” – mówił premier.
Pierwsze obwieszczenie maksymalnych cen nastąpi w poniedziałek. A same ceny realnie spadną na stacjach we wtorek.
Ceny paliw poszybowały w górę w związku z trwającą od kilku tygodni wojną na Bliskim Wschodzie. Interwencji w sprawie kosztów tankowania w Polsce domagała się od jakiegoś czasu opozycja. Do niedawna członkowie rządu bardzo powściągliwie odnosili się do pomysłów obniżenia VAT-u i akcyzy na paliwa. Jeszcze we wtorek minister finansów Andrzej Domański mówił, że rząd przygotowuje różne scenariusze, ale ceny ropy czasowo spadają. Problem w tym, że krótko po tej wypowiedzi znów zaczęły rosnąć. Ropa gatunku Brent, pochodząca z Morza Północnego i uważana za wyznacznik cenowych trendów, w czwartkowe popołudnie osiągała cenę 106 dolarów za baryłkę. Przed atakiem USA i Izraela na Iran było to około 70 dolarów.
W mediach pojawiły się również wiadomości o planach wprowadzenia podatku od nadmiarowych zysków koncernów naftowych, w tym Orlenu. Minister Domański najpierw je zdementował. Mimo to w czwartek zarówno on, jak i szef resortu aktywów państwowych Wojciech Balczun przyznali, że nie wykluczają wprowadzenia tego rozwiązania w przyszłości – gdyby okazało się, że biznes naftowy nadspodziewanie dobrze zarabia na kryzysie.
Centralne sterowanie maksymalnymi cenami paliw to mechanizm znany między innymi ze Słowacji, Węgier i Chorwacji. VAT na paliwa na czas obecnego kryzysu obcięła już między innymi Hiszpania.
Przeczytaj także: