Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Komisja Europejska spóźnia się z obiecanymi zmianami w prawie, które zakazałyby chowu klatkowego. Organizacje zajmujące się dobrostanem zwierząt zapowiadają protesty w całej Unii Europejskiej. W Warszawie protestowano we wtorek (23.06).
„Na spełnienie obietnicy danej przez Komisję Europejską wciąż czeka 300 milionów zwierząt hodowlanych utrzymywanych w klatkach. Czeka też 1,4 miliona obywateli i 170 organizacji pozarządowych zrzeszonych w koalicji [”Koniec Epoki Klatkowej„]. Europa musi podjąć działania już teraz: koniec z klatkami, koniec z opóźnieniami” – mówiła Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion in World Farming Polska i członkini komitetu obywatelskiego „Koniec Epoki Klatkowej” podczas protestu w Warszawie.
23 czerwca przed polską siedzibą Komisji Europejskiej protestowały organizacje Compassion in World Farming Polska, Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva! oraz Otwarte Klatki, które domagają się, żeby KE wreszcie podjęła kroki ku zakazowi chowu klatkowego. Deklaracja, że taki zakaz na poziomie unijnym będzie, padła w 2021 roku. KE w ten sposób zareagowała na wniosek Europejskiej Inicjatywy Obywatlskej (to mechanizm pozwalający obywatelom UE wyjść z własnym pomysłem zmian w prawie). Petycję w sprawie zakazania chowu klatkowego podpisało wtedy 1,4 mln obywateli i obywatelek. Mimo głośnych deklaracji, prawo się do dziś nie zmieniło. KE spóźnia się z opracowaniem przepisów: pierwszy termin na złożenie wniosków legislacyjnych minął w 2023 roku.
Compassion in World Farming zapowiada, że protesty będą odbywać się w całej Europie, aż do 23 lipca. Koalicja „Koniec Epoki Klatkowej” w marcu rozpoczęła 190-dniowe odliczanie do ostatniego kwartału 2026 roku, kiedy Komisja Europejska ma stopniowo przedstawiać propozycje dotyczące wycofywania hodowli klatkowej.
„KE obiecała, że do końca 2023 roku przedstawi projekty przepisów, które będą stopniowo ograniczać a ostatecznie zakazywać stosowania klatek dla kur, macior, cieląt, królików, kaczek, gęsi, innych zwierząt hodowlanych. Ostateczne wycofanie klatek miało się odbyć do 2027” – mówiła w OKO.press Małgorzata Szadkowska.
W związku z bezczynnością KE, Szadkowska i sześć innych osób pozwało Komisję do Trybunału Sprawiedliwości UE.
„My jako Komitet Obywatelski, czyli siedmioro obywateli i obywatelek z różnych krajów członkowskich, pozwaliśmy Komisję. To sprawa absolutnie bez precedensu, pierwsza tego typu” – wyjaśniała.
Obecnie w UE kury nioski i króliki są zamknięte w klatkach na przestrzeni wielkości jednej kartki papieru A4. Z kolei dorosłe samice świń muszą spędzać prawie połowę każdego roku w ciasnych klatkach. Nie mogą się w nich nawet obrócić. Cielęta, gęsi, a także przepiórki są również umieszczane w klatkach, co uniemożliwia im swobodny ruch.
Marta Korzeniak z Otwartych Klatek mówiła podczas protestu; „Chów i hodowla zwierząt w klatkach nierozerwalnie wiążą się z ich cierpieniem. To pozbawianie zwierząt możliwości realizowania najbardziej podstawowych potrzeb gatunkowych, na co współczesne europejskie społeczeństwo się nie zgadza. Demokratyczny proces wymaga, aby Komisja wywiązała się z danej społeczeństwu obietnicy i odesłała klatki do historii”.
Przeczytaj także:
Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem na przystanku, gdy Dawid wracał z kolegami znad Jeziorka Czerniakowskiego. Ukraińskiego nastolatka pobił dorosły Polak. Zadał kilka ciosów w twarz. Chłopiec ma podbite oko, siniaki na rękach i na szyi – podaje TOK FM.
W sobotę, po godz. 19. Dawid z kolegami wracał znad jeziorka Czerniakowskiego w Warszawie. W hulajnodze wyczerpała się bateria, więc zdecydował się jechać autobusem.
Jak podaje TOK FM, które opisuje sprawę, na przystanku zaczepił go inny chłopak – chciał, żeby Dawid pokazał mu na hulajnodze różne sztuczki, jak się jeździ na tylnym kole. Po tym, jak chłopak odmówił, w jego kierunku padły „słowa pełne nienawiści na tle narodowościowym”.
Dalej – jak relacjonuje Anna Gmiterek-Zabłocka z TOK FM – prawdopodobnie wtrącił się ojciec chłopca. Miał uderzyć 14-letniego Ukraińca pięścią w twarz.
Po wydarzeniu nastolatek nie chciał zgłaszać się do szpitala, czy na policję.
„Zeszło nam dwie godziny albo nawet i więcej, żeby się dogadać z Dawidem, że jednak trzeba to zrobić. Pojechaliśmy do szpitala, zrobiliśmy tomografię, bo pani podejrzewała, że ma złamaną kość oczodołu. Na szczęścia nic złego nie wyszło z badań. Ma dość mocne siniaki, a jedno oko jest po prostu czarne” – opowiada dziennikarce mama pobitego chłopca Liliana.
Kobieta z dwójką dzieci przyjechała do Polski po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. Pracuje w przedszkolu. Do tego incydentu – w ciągu czterech lat – jej rodzina nie spotkała się z nieprzychylnym traktowaniem ze strony Polaków.
„Zawsze na naszej drodze spotykaliśmy tylko najlepszych ludzi, więc byłam zachwycona” – zaznacza Liliana. Dodaje, że gdy słyszała od znajomych historie o nieprzychylnym traktowaniu Ukraińców w Polsce, to odpowiadała: „Nie wiem, o czym mówicie, bo jestem zachwycona – ludźmi, wszystkim”.
Od kilku miesięcy coraz częściej mają miejsce takie przypadki. Na początku maja w Warszawie został pobity 16-letni Artem, który z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Sprawę opisywała „Gazeta Wyborcza”.
Nastolatka oraz jego przyjaciół zaatakowało około dziesięciu Polaków. Nie spodobało się im, że rozmawiali w swoim języku. Artem trafił do szpitala. Był operowany. Miał pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy. Uważa, że gdyby nie policja, to oprawcy zakatowaliby ich na śmierć. Przyjaciela Artema próbowali zepchnąć przez barierkę mostu do Wisły, ale chłopak mocno trzymał się metalowych prętów. Kolejnemu nastolatkowi złamali nos. Napastnicy krzyczeli: „Wypierdalać do Ukrainy!”.
Przeczytaj także:
Ukraińcy i Ukraińcy w Polsce coraz mniej czują się w Polsce bezpiecznie. Jedna z naszych bohaterek, ukraińska uchodźczyni mówiła, że obawia się o życie swoich dzieci. Rodzina wyjechała do innego kraju na skutek zmian w ustawie o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z wojną, ale też przez rosnącą falę hejtu, którą obserwowała w Polsce.
Sprzyjają nastrojom antyukraińskim działania polityków. Wykorzystać zwrot części społeczeństwa w kierunku Ukrainy próbują przedstawiciele prawie wszystkich opcji politycznych.
„Premier Donald Tusk za dnia ostrzega przed brunatną falą, która zawisła nad Polską, podczas gdy nocami sam próbuje na niej, z marnym zresztą skutkiem, surfować. Na nieco ponad rok przed wyborami i w obliczu realnego zagrożenia najwyższy czas z tą dwoistością skończyć” – pisał w OKO.press Witold Głowacki.
Przeczytaj także:
Prokuratura prowadzi śledztwa w sprawie nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie. Jeszcze w środę przesłuchany zostanie dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii, który w Kanale Zero wysunął poważne oskarżenia wobec szpitala – nie tylko przyjmowania polityków i ich krewnych poza kolejnością czy fałszowania dokumentacji medycznej.
„Wobec treści wywiadu udzielonego w dniu 23 czerwca 2026 r. przez dr Emilia Jędrzejewskiego w Kanale Zero redaktorowi Krzysztofowi Stanowskiemu dotyczącego rzekomych wydarzeń, które miały mieć miejsce w Warszawskim Szpitalu Południowym z udziałem dr Dawida Kacprzyka w okresie zatrudnienia w tym szpitalu obu wymienionych lekarzy zwrócę się jutro z wnioskiem do Prokuratora Generalnego o pilne podjęcie przez prokuraturę stosownych czynności wyjaśniających” – napisał na portalach społecznościowych prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski.
W Porannej Rozmowie Radia RMF FM Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny zapowiedział, że czynności już wszczęto, nie czekając na ruch prezydenta miasta. „Od rana jestem na gorącej linii z prokuraturą, spotkam się też z panią prokurator, która nadzoruje to śledztwo. Wiem też, że rozpoczęła się w prokuraturze kwerenda” – zapowiedział na antenie.
Dodał, że prokuratura jeszcze w środę przesłucha lekarza.
Podniesiony alarm dotyczy kolejnych nieprawidłowości, które miały dziać się w murach Szpitala Południowego. Dr Emil Jędrzejewski w Kanale Zero wysunął pod adresem byłego pracodawcy poważne oskarżenia.
„Pacjenci przyjęci na SOR umierali niezaopiekowani, pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach i wykonywali im tomografię, żeby coś markować. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy” – twierdził.
Dr Jędrzejewski był ordynatorem chirurgii w Szpitalu Południowym. Został zwolniony, . To on, za pośrednictwem wiadomości na Whatsappie, poinformował Rafała Trzaskowskiego o nieprawidłowościach w placówce dotyczących saloniku VIP, który w placówce zbudował młody lekarz Dawid Kacprzyk. W sprawie mnożą się pytania:
„Dziwię się, że była zmowa milczenia i dopiero teraz takie rzeczy wychodzą. Na pewno prokuratura zrobi wszystko, żeby do spodu to wyjaśnić, bo opinia publiczna musi być o tym informowana” – mówił w RMF FM Waldemar Żurek.
Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej wskazuje jednak, że: „Z informacji, które posiadam, wynika, że przynajmniej część zarzutów, które stawia pan doktor, jest potwierdzona przez innych lekarzy, a do tego dochodzą jeszcze te zarzuty, które pojawiły się w tej chwili”.
Prokuratura prowadzi obecnie dwa odrębne postępowania w związku z aferą w Szpitalu Południowym. Pierwsze dotyczy lekarza Dawida Kacprzyka w związku z tym, że miał doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szpitala na kwotę 558 tys. zł. Drugie – warszawskiego ratusza
W Szpitalu Południowym kontrolę przeprowadza również NFZ, nieprawidłowości analizuje Naczelna Izba Lekarska i Państwowa Inspekcja Pracy. Miasto Warszawa zaś objęło audytem także SOR-y w pozostałych miejskich szpitalach, a w piątek prezydent Rafał Trzaskowski poinformował o odwołaniu rady nadzorczej Szpitala Południowego, dzień wcześniej odwołał zarząd placówki.
Chodzi o opublikowaną przez Patryka Słowika historię dr Dawida Kacprzyka, który zarabiał horrendalne sumy na abstrakcyjnych i fałszywych dyżurach na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, którym kierował, trwających nawet 96 godzin ciągiem.
Kacprzyk był radnym dzielnicowym i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Został już usunięty ze struktur KO, ale afera ma drugie dno — Patryk Słowik na łamach Zero.pl poinformował bowiem, że młody działacz partii stworzył nieformalną sieć dla kolegów z partii pozwalającą na omijanie kolejek w służbie zdrowia.
„Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin” – poinformował 17 czerwca na portalu Zero.pl dziennikarz.
Wykorzystywanie znajomości i politycznych konszachtów jest sporym problemem dla Koalicji Obywatelskiej — zwłaszcza że rządowa większość i tak boryka się ze spadkiem poparcia w sondażach i póki co przegrywa walkę o większość parlamentarną w nadchodzących w 2027 roku wyborach do Sejmu i Senatu.
Niewykluczone, że w rządzie polecą głowy. Mówi się o dymisji ministry zdrowia, która milczy w sprawie afery. Zwolniony ma również zostać prezes NFZ.
Afera mocno dzieli koalicję. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050 wprost, mówi, że: Patologii ze Szpitala Południowego by nie było, gdyby nie to, że Warszawa od 20 lat działa jak układ zamknięty grupy trzymającej władzę". Warszawska Lewica z kolei już zapowiedziała, że zagłosuje przeciwko udzieleniu absolutorium Rafałowi Trzaskowskiemu (głosowanie w ratuszu ma odbyć się 25 czerwca).
Sejm w trybie ekspresowym przyjął projekt ustawy, która pozwoli zbierać dane o wszystkich wynagrodzeniach konkretnych medyków w różnych placówkach za pomocą numer PESEL danego medyka. 23 czerwca premier Donald Tusk zaapelował do resortów zdrowia i sprawiedliwości o "odważniejsze propozycje ustawowe dotyczące naprawy systemu ochrony zdrowia”. Chce, by ci wspólnie przygotowali swoje rekomendacje m.in. w zakresie uniemożliwienia przyjmowania pacjentów poza kolejnością.
Aferze dotyczącej Szpitala Południowego Agata Szczęśniak i Agata Kołodziej poświęcą najnowszy odcinek „Podcastu Politycznego”. Zapraszamy do słuchania!
Przeczytaj także:
Ponad 300 dronów Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowało Rosję i Krym. Sewastopol został pozbawiony prądu, władze zaapelowały do mieszkańców o oszczędzanie baterii w telefonach.
„W wyniku ataku wroga na naszą infrastrukturę energetyczną miasto zostało tymczasowo pozbawione prądu. Wróg atakuje ponownie, próbując pozbawić nas dotychczasowych warunków życia i wywołać panikę” – ogłosił moskiewski gubernator Sewastopola Michaił Razwożajew. Zamykane są przedszkola, rodzice mają zostać z dziećmi w domu. Kłopoty ma komunikacja miejska.
W ciągu ostatnich dni ukraińskie drony celowały w zasilanie Sewastopola w prąd. Główna elektrociepłownia trafiona została dwa razy, teraz — raz trzeci. Zniszczone zostały też podstacje w okolicy. Miasto weszło w tryb radykalnego oszczędzania energii. Wcześniej Ukraińcy znacząco pozbawili Krym ropy i benzyny, niszcząc szlaki komunikacyjne i zbiorniki z paliwem.
Problemy z paliwem dotykają też Rosję — jak pisze niezależny portal Meduza — kolejne regiony wprowadzają ograniczenia w sprzedaży paliwa.
W nocy Rosjanie zestrzelili 323 drony nad Rosją, w tym nad obwodem moskiewskim. Jeszcze w zeszłym miesiącu tyle udawało im się zestrzelić w ciągu całej doby, a nie kilku godzin — widać więc, jak rośnie nacisk Ukrainy.
Jak powiedział portalowi Defence Journal wysoki rangą urzędnik NATO, Rosja poniosła w wojnie z Ukrainą od 1,3 do 1,5 miliona ofiar, z czego około pół miliona zginęło. Straty wśród Rosjan utrzymują się na względnie stałym poziomie od 30 000 do 35 000 miesięcznie. Wedle tego źródła Rosja nadal ma trudności z logistyką medyczną i coraz trudniej jest nadrobić straty, gdyż słabnie liczba dobrowolnych rekrutacji. Moskwa „zmaga się ze znalezieniem nowych sposobów uzupełnienia swoich szeregów”, szczególnie w przypadku grup szturmowych piechoty, które ponoszą główny ciężar walk.
Uderzenia ukraińskie daleko za linią frontu stają się dla Rosji coraz większym problemem. Do tego władze na Kremlu nie chcą się do tego przyznać. Putin kolejny raz powtarza, że wojna rozstrzyga się na froncie. Nie wierzy, że jego wojsko utknęło tam — mówi, że front przesuwa się do przodu na całej długości.
„Jeśli chodzi o obecną sytuację na rynku paliw, jest ona rzeczywiście trudna, ale możliwa do opanowania” – zapewniał 23 czerwca podczas spotkania Putina z rządem wicepremier Nowak. Dodał przy tym, że już obecnie rosyjskie rafinerie pracują na pełnych obrotach.
Putin — co było pewnym ustępstwem wobec rzeczywistości — nakazał rządowi zaradzić atakom dronów. Jest to jednak dla niego nada problem poboczny, dodatkowy: „Dodatkowe zagrożenia, jakie reżim w Kijowie próbuje stworzyć dla Rosji, muszą zostać zminimalizowane; jest to zadanie absolutnie wykonalne” – powiedział. Na co wicepremier Nowak zapewnił: „Zgodnie z pańskim poleceniem, rząd podejmuje wszelkie niezbędne działania w celu zapewnienia stabilnych dostaw paliw dla konsumentów. Opracowano zestaw środków mających na celu zapewnienie dodatkowych dostaw paliw, szczególnie teraz, w sezonie letnim, biorąc pod uwagę zwiększone zapotrzebowanie na produkty naftowe”.
Na tym samym spotkaniu Putin powtórzył, że wojna może się zakończyć tylko na warunkach Kremla. „Rosja jest gotowa do rozmów pokojowych z Ukrainą – w oparciu o porozumienia osiągnięte w Stambule, warunki omówione w Anchorage i, co najważniejsze, realia panujące na miejscu. A także zasady, które przedstawiłem kilka lat temu w przemówieniu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych”.
Co oznacza, że Putin nadal uważa, że zajmie co najmniej cztery obwody Ukrainy, które anektował w 2022 r., ale nie zdobył, i podporządkuje sobie Ukrainę, ograniczając liczebność jej armii i prawo wyboru sojuszy. Ukraina miałaby się też zrzec prawa do Krymu.
Przeczytaj także:
W Waszyngtonie rozpoczęła się kolejna rozmów Liban-Izrael. Nie biorą w nich jednak przedstawiciele Hezbollahu, z którym walczy Izrael
„Rozwój wydarzeń z ostatnich kilku dni pokazał słuszność naszego wyboru, by podjąć negocjacje, ponieważ jest to jedyna droga by osiągnąć nasze narodowe cele i przywrócić nasze prawa” – cytuje słowa prezydenta Libanu Josepha Aouna jego biuro. Aoun podkreślał też w obliczu negocjacji z Izraelem: "nie zgodzimy się na nic innego, jak tylko zniknięcie izraelskiej okupacji z południowego Libanu.
Kolejna runda rozmów pomiędzy Izraelem a Libanem rozpoczyna się dziś w Waszyngtonie. Spotkania mają potrwać do czwartku.
To kolejne tego rodzaju rozmowy w ostatnich trzech miesiącach. Są jednak obarczone podstawową słabością: ich cześcią nie jest walczący z Izraelem Hezbollah. Działająca na południu kraju szyicka grupa polityczno-zbrojna odmawia udziału w pertraktacjach z Izraelem, jeśli Izraelczycy nie opuszczą południa Libanu.
A tam, pomimo kilkukrotnego ogłaszania zawieszenia broni zarówno pomiędzy Izraelem i Hezbollahem, jak i pomiędzy Izraelem i Libanem, dalej ma miejsce wymiana ognia.
Według dzisiejszego oświadczenia libańskiego Ministerstwa Zdrowia, w ostatnich 24 godzinach w izraelskich atakach zginęło 17 osób.
Powstrzymanie walk między Hezbollahem i Izraelem jest jednym z kluczowych elementów wstępnego porozumienia między USA i Iranem. Problem polega na tym, że walczące strony nie są podmiotem porozumienia. Dlatego implementacja umowy zależy od tego, jak USA będzie wymuszać to rozwiązanie na Izraelu, a Iran na Hezbollahu (grupa jest blisko związana z Iranem). A nastrój w Izraelu po porozumieniu jakie podpisali Amerykanie jest fatalny. Izraelscy politycy czują się zdradzeni, a premier Netanjahu musi prezentować dobrą minę do złej gry.
Obecnie Izrael okupuje około jednej piątej całej powierzchni Libanu na południu kraju. Już po osiagnięciu porozumienia USA-Iran armia izraelska oznajmiła, że nie wycofa się z okupowanych terenów. Liban nie jest w stanie powściągnąć prowadzącego własną politykę zagraniczną Hezbollahu. A Izrael prowadzi wojnę z grupą w sposób znany ze Strefy Gazy – równając z ziemią część wiosek libańskich, gdzie Hezbollah faktycznie zachowywał spore wpływy.
Amerykanie dysponują bardzo silnym narzędziem nacisku na Izrael w postaci kluczowej dla tego kraju pomocy wojskowej. Czy będą jednak chętni by tej formy nacisku użyć – to zupełnie inna kwestia.
Przeczytaj także: